Muppety, które przeklinają, wcale nie śmieszą. “Rozpruci na śmierć” to najgorsza komedia, jaką ostatnio widziałem

Recenzja/Film 30.08.2018
Nasza ocena:
Muppety, które przeklinają, wcale nie śmieszą. “Rozpruci na śmierć” to najgorsza komedia, jaką ostatnio widziałem

Muppety, które przeklinają, wcale nie śmieszą. “Rozpruci na śmierć” to najgorsza komedia, jaką ostatnio widziałem

Jeśli od zawsze marzyliście o tym, by zobaczyć jak muppety przeklinają, kopulują, umierają rozrywani na strzępy i tryskają swoim nasieniem po całym pomieszczeniu, to film “Rozpruci na śmierć” ma szansę was zainteresować. W innym wypadku omijajcie go szerokim łukiem.

Jeśli bowiem jesteście zdrowymi psychicznie osobnikami to film Briana Hensona albo was zniesmaczy, zniszczy wspomnienia z dzieciństwa, albo w najlepszym wypadku… wynudzi na śmierć.

Akcja rozgrywa się w Los Angeles, w fikcyjnej wersji naszej rzeczywistości, w której ludzie i muppety żyją obok siebie. W mieście grasuje tajemniczy seryjny morderca. Jego ofiarami padają kukiełkowe postaci. Co więcej, okazuje się, że są nimi byli członkowie popularnego w latach 90. sitcomu “The Happytime Gang”.

Sprawę postanawia rozwikłać prywatny detektyw Bill Barretta, pierwszy gliniarz-kukła, który został niegdyś wyrzucony z pracy. W sprawie pomaga mu była partnerka, Connie Edwards (Melissa McCarthy), która ma z Billem na pieńku.

“Rozpruci na śmierć” gdzieś tam w głębi nie jest wcale takim złym konceptem. Współczesny czarny kryminał, wykorzystujący motywy kumpelskiego kina policyjnego, wymieszany z czarną, wręcz wulgarną komedią, a wszystko to polane sosen z muppetów. Dodatkowo film Briana Hensona (syna twórcy muppetów, Jima Hensona) miał okazję być też wcale niegłupią rozrywkową metaforą dyskryminacji rasowej. Niemałą część fabuły zajmuje wątek tego jak traktowane są muppety i jak wyglądają ich prawa i wolności względem ludzi.

Ale niestety całość grzęźnie w bagnie fatalnie napisanego scenariusza.

Jeśli ktoś potrzebuje dowodu na to, jak ważny jest skrypt, nawet w przypadku zwykłej komedii kryminalnej, to “Rozpruci na śmierć” są idealnym na to przykładem.

Wszelkie szanse na stworzenie czegoś albo ciekawego, albo zabawnego legły w gruzach właśnie przez kiepskiego scenarzystę.

I nie chodzi tu wcale o to, że “Rozpruci na śmierć” dość leniwie odtwarzają wszelkie znane nam schematy z kryminałów i filmów sensacyjnych. To jeszcze jakoś dałoby się przeżyć, zważywszy na fakt, że niemałą część obsady stanowią mupety. Najgorsze jest to, że całość oparta jest na potwornych i kompletnie nieśmiesznych dialogach. Brakuje im jakiejkolwiek finezji, pomysłu, bazują głównie na tanich, wulgarnych zwrotach, inwektywach i marnych metaforach. Brzmią tak, jakby twórcy chcieli usilnie odtworzyć naturę dialogów z “South Parku”, ale niestety zabrakło im choćby tylko krzty tego samego talentu czy wyobraźni.

Melissa McCarthy, która jest dobrą aktorką i jeszcze lepszym komikiem, pomimo tego, że szczerze się stara i daje z siebie wszystko, przez te fatalne dialogi wypada kompletnie nijako. Niby wszystko wydaje się ok, ma ona tą samą energię i charyzmę co zawsze, ale jednak gdy dostaje się do wypowiedzenia kiepskie żarty i jeszcze gorsze puenty, to nawet giganci w branży polegną.

“Rozpruci na śmierć” to czarna komedia, więc nie brakuje tu także licznych brutalnych i obrzydliwych scen. Mamy więc zarówno rozpruwanie muppetów żywcem, lubieżne sceny seksu kukiełek (wraz z ejakulacją), zażywanie narkotyków, korzystanie z broni palnej i tym podobne. Na szczęście nie ma w tym filmie klasycznych i kultowych muppetów znanych choćby z “Ulicy Sezamkowej”, bo wtedy wasze dzieciństwo zostałoby zdruzgotane, a młody fan kukiełek po seansie z pewnością potrzebowałby pomocy psychologa.

Poza tym Rozpruci na śmierć nie są nawet oryginalni w swojej koncepcji. Filmy z lalkami/kukiełkami w wersji dla dorosłych mogliśmy oglądać już nieraz. Wystarczy wspomnieć o jednym z pierwszych filmów Petera Jacksona “Przedstawiamy Feeblesów” z 1989 roku czy choćby “Ekipę Ameryka” od Matta Stone’a i Treya Parkera.

Dla kogo jest więc film Briana Hensona? Sam nie wiem. To jedna z najgorszych produkcji obecnej dekady.

Pozbawiona dobrego smaku, kompletnie nieśmieszna, wtórna, fatalnie napisana. Jim Henson przewraca się w grobie. A jest to tym bardziej bolesne, że za “Rozprutych na śmierć” odpowiada jego własny syn. Kalając dziedzictwo ojca.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...