Film The Meg wam pokaże, jak Jason Statham potrafi skopać tyłek rekinowi-olbrzymowi

Recenzja/Film 24.08.2018
Nasza ocena:
Film The Meg wam pokaże, jak Jason Statham potrafi skopać tyłek rekinowi-olbrzymowi

Film The Meg wam pokaże, jak Jason Statham potrafi skopać tyłek rekinowi-olbrzymowi

Jason Statham przybywa, aby po raz kolejny uratować świat. A przynajmniej azjatyckie wody, na których grasuje prehistoryczny megalodon. “The Meg” to idealna pozycja kina klasy B na zakończenie lata.

Filmy o rekinach to temat wyjątkowy dla X muzy. To w końcu od legendarnych już “Szczęk” Stevena Spielberga rozpoczęła się nowa era kina rozrywkowego, która trwa do dziś. Hollywood nieczęsto wraca jednak do tego motywu (poza kiepskimi sequelami “Szczęk”, paroma marnymi podróbkami oraz “Rekinado”). Trudno pokazać cokolwiek nowego i interesującego w gatunku “shark movie”, na tyle by zachęcić inwestorów do sfinansowania takiej produkcji oraz tym bardziej namówić żądną nowych wrażeń widownię, by zapłaciła za to pieniądze w kasach kina.

Jednak raz na parę lat pojawiają się odważni, gotowi wziąć się za bary z rekinem. I takim właśnie przypadkiem jest “The Meg”. Tym co ma odróżnić ten film od innych oraz zachęcić ludzi do wybrania się do kina jest, po pierwsze, Jason Statham. A po drugie rozmiary rekina, z którym przyjdzie mu się zmierzyć.

Tytułowy megalodon to bowiem nie żadna szprotka. Liczy sobie ponad 20 metrów!

Tradycyjne, znane nam rekiny to dla niego ledwie przystawki. Wieloryby zjada na śniadanie. Ale Jason Statham okaże się ością, która stanie mu w gardle.

Aktor wciela się w podwodnego ratownika, Jonasa Taylora, który zostaje ściągnięty na stację badawczą, gdzie naukowcy i oceanografowie odkryli nieznane dotąd ludzkości gatunki podwodnych stworzeń. Podczas rekonesansu na dnie Oceanu nurkowie zostali zaatakowani przez olbrzymich rozmiarów rekina. Okazuje się, że jest to niewidziany na Ziemi od milionów lat megalodon. Taylor wyrusza na ratunek ekipie.

“The Meg” to film z rodzaju tych, po których z góry wiadomo czego się spodziewać. Idą na niego ludzie, którzy są świadomi tego, że to w najlepszym wypadku nieźle wykonane kino klasy B. I pod tym względem film ani nie rozczarowuje, ani nie zaskakuje.

To po prostu film o rekinie-olbrzymie i próbującym skopać mu tyłek Jasonie Stathamie. Mamy więc trochę mrożących krew w żyłach sekwencji podwodnych, efektownych potyczek z megalodonem, masę ładnych ujęć, Statham jak zawsze trzyma fason. Słowem – jeśli tego oczekujecie, to na “The Meg” powinniście się nieźle bawić. Kiepskie, trzeszczące w uszach, kwadratowe dialogi trochę mnie raziły, ale da się to przeżyć i bezboleśnie spędzić w kinie 100 minut.

Jeśli miałbym trochę ponarzekać, to oczywiście szkoda, że “The Meg” bierze siebie aż tak na poważnie.

Nie chodzi mi tu wcale o to, by była to wysokobudżetowa wersja “Rekinado”, ale sytuacje i dialogi w tym filmie są chwilami tak kuriozalne, że dziwiło mnie to posągowe podejście do materiału. Trochę tak, jakby twórcy sądzili, że tworzą jakiś naprawdę wielki i ważny dramat o przetrwaniu i o tym, jak groźnym i nierozważnym gatunkiem są ludzie.

Megalodon, powstały oczywiście z udziałem CGI, z jednej strony prezentuje się imponująco, ale z drugiej, nadal mam problem z rekinami stworzonymi na komputerach. Może to wina “Szczęk”, gdzie to zwierzę było realnym rekwizytem. Znajdowało się więc na planie filmu, aktorzy mogli z nim wchodzić w prawdziwe interakcje. Filmowy Meg tymczasem jest tworem wirtualnym, istnieje tylko jako koncept na planie oraz jako ciąg cyferek na ekranie.

“The Meg” wydaje się być mimo wszystko trochę zbyt ostrożnym filmem. Z jednej strony jest efektowny, ale jednocześnie brakuje mu rozmachu pełnoprawnego widowiska pierwszej klasy. Statham niby wydaje się w porządku w typowej dla siebie roli nieokrzesanego twardziela, ale też nie wychodzi za bardzo poza zakres swoich min i postaw względem wcześniejszych ról. Brak wyraźnych bohaterów drugiego planu oraz humoru także negatywnie wpływają na całość.

Przez to wszystko “The Meg” plasuje się w okolicach bezpiecznej średniej. Nie zachwyca, ale też nie rozczarowuje. Jeśli to wam wystarczy, to spokojnie i bez obaw możecie dać się porwać temu żarłaczowi. Na koniec lata to film jak znalazł.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...