Nie widzę na horyzoncie produkcji, która może zapełnić pustkę po Teorii wielkiego podrywu

Felieton/Seriale 23.08.2018
Nie widzę na horyzoncie produkcji, która może zapełnić pustkę po Teorii wielkiego podrywu

Nie widzę na horyzoncie produkcji, która może zapełnić pustkę po Teorii wielkiego podrywu

Ze smutkiem przyjąłem informację o końcu serialu Teoria wielkiego podrywu. Trudno będzie znaleźć następcę produkcji, która latami ocieplała wizerunek geeków i nerdów.

W tym tygodniu gruchnęła wiadomość, że Teoria wielkiego podrywu zniknie z anteny wraz z końcem emisji 12. sezonu. Dowiedzieliśmy się też, że to Jim Parsons wcielający się w doktora Sheldona Coopera postanowił dać swojej postaci przejść na (zasłużoną) emeryturę. Trudno mi się z tym pogodzić.

Nie było drugiego takiego serialu w telewizji.

The Big Bang Theory pojawiło się w emisji jeszcze w czasach, gdy bycie geekiem albo nerdem wcale nie było cool. Dzisiaj, w dużej mierze za sprawą wejścia w dorosłość pierwszego pokolenia wychowanego na grach wideo i opanowania Hollywood przez odzianych w lateks bohaterów z komiksów, na nikim nie robią oni wrażenia.

Pamiętam jednak dobrze, że jeszcze kilkanaście lat temu na osoby, które fascynowały się komputerami, superbohaterami, grami wideo i papierowymi erpegami, patrzyło się co najmniej pobłażliwie. Z góry. Takie rozrywki były domeną zwykle bardzo młodych ludzi, których społecznie się stygmatyzowało.

Woleli w końcu czytać książki niż biegać za piłką.

Geek i nerd był synonimem fajtłapy i ciamajdy, który wolał zatapiać się w świecie wyobraźni, zamiast żyć w tym prawdziwym świecie. Zwłaszcza to drugie słowo miało mocno negatywną konotację – pamiętacie tłumaczenie tytułu z Revenge of the Nerds na Zemsta frajerów? W ostatnich latach to się jednak zmieniło.

Widać chociażby po w sklepach i sieci, a Teoria wielkiego podrywu miała w tej przemianie bardzo duży udział. Serial, którego głównymi bohaterami byli nieco upośledzeni społecznie i słabiutcy fizycznie miłośnicy fantastyki i popkulturowej papki, postanowił zmierzyć się z piętnem nerda.

Teoria wielkiego podrywu stała się dla geeków i nerdów tym, czym Przyjaciele byli dla tych normalnych ludzi.

Nawet najlepsze produkcje telewizyjne się jednak kończą. Tak jak Przyjaciół trzeba było pożegnać, tak i na Sheldona musiał przyjść czas. Szanuję oczywiście decyzję aktora, który po 12 latach ma prawo mieć dość wcielania się w tego samego bohatera. Nie wyobrażam też sobie kontynuowania serialu w niepełnym składzie, więc tę decyzję przyjmuję ze zrozumieniem.

Nie zgadzam się jednak z głosami, jakoby faktycznie jego postać przemaglowano już na wszystkie sposoby, a jeden sezon to bardzo mało na domknięcie wszystkich wątków. Owszem, serial ewoluował z opowieści o próbach podrywania dziewczyn przez grupkę przyjaciół do historii o związkach. Dopiero po 11 latach emisji The Big Bang Theory pocieszny Sheldon stanął na ślubnym kobiercu.

Zarówno w jego, jak i w życiu jego przyjaciela Leonarda nie pojawiły się jednak jeszcze dzieci.

Co prawda kwestię rodzicielstwa serial podjął w przypadku jednego z przyjaciół Sheldona i Leonarda, czyli Howarda, ale z ogromną chęcią zobaczyłbym jak Sheldon, który ma problem ze skorzystaniem z publicznej ubikacji, przewija pieluchy.

Sceny, w których Leonard musi zmierzyć się z ojcostwem, mając w pamięci jego trudną relację z matką, też mogłyby być źródłem wielu salw śmiechu. Nie będzie nam jednak dane zobaczyć tego rozdziału z ich życia.

Ogromna szkoda, bo razem z bohaterami The Big Bang Theory dorastałem.

Postaci są co prawda starsze ode mnie, ale dzięki temu przechodzili przez kolejne etapy rozwoju ciut przede mną, podpowiadając – oczywiście w komediowym krzywym zwierciadle – czego mogę spodziewać się tuż za rogiem.

Nie widzę w dodatku też żadnej produkcji, która byłaby w stanie zapełnić pustkę. Na pocieszenie zostaje nam tylko Młody Sheldon, który opowiada o młodości tego nietypowego bohatera. Gra go uroczy Iain Armitage. Jim Parsons pełni w nim funkcję narratora.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (15)

49 odpowiedzi na “Nie widzę na horyzoncie produkcji, która może zapełnić pustkę po Teorii wielkiego podrywu”

  1. Zawsze jest tak, że jeden serial kończy swój żywot, a zaczyna się jakiś inny. Przyjdą nowe seriale, które zepchną i przyćmią ten. Tym bardziej, że już wyczerpali główną fabułę i zaczęło się naciąganie za uszy wątków… zauważyłem wręcz, że były sceny/ momenty rżnięte żywcem z serialu Przyjaciele. Nie chce mi się teraz przytaczać konkretnych scen, ale kto zna serial przyjaciele i ogląda teorie wielkiego podrywu zobaczy schemat podobieństw i scen zerżniętych żywcem.

  2. Ja sobie raz na jakiś czas wrzucam kolejny odcinek z hbo. Wcześniej oglądałem na kompie, później comedy central i skończyłem gdzieś na 8 sezonie (tv poszedł w odstawkę). Może w ostatnim sezonie Sheldon otrzyma wreszcie Nobla? ;)

  3. Z jednej strony mogę rozumieć rozżewienie autora, z drugiej, Big bang theory to był serial mierny, wręcz zły. On tylko próbował być geekowski i najbardziej uderzał w takich ludzi co czytali kilka komiksów czy interesowali sie pobieżnie czymś podobnym. “O! Rozumiem to nqwnawiąza. Ale ze mnie Geek”. Niestety, tylko laigh track pomagał mi zrozumieć, że większość scen miała być zabawna.

  4. Młody Sheldon to dla mnie porażka, serial na siłę stara się być śmieszny, cały czas czuć dziwne napięcie, że coś powinno śmieszyć, choć tego nie robi. Zrezygnowałem z tego po paru odcinkach.

  5. Co za brednie :D z kim bym nie rozmawiał, wszyscy zgodnie twierdzą, że odkad bohaterzy zaczeli tam uprawiać sex, serial zrobil sie nudny do bólu. Płaczu po nim wielkiego nie będzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...