“Chwała bogu, że ten serial jest tak dobry” – Monika Brodka opowiada o pracy nad muzyką do serialu Rojst

Wywiad/Muzyka 20.08.2018
“Chwała bogu, że ten serial jest tak dobry” – Monika Brodka opowiada o pracy nad muzyką do serialu Rojst

“Chwała bogu, że ten serial jest tak dobry” – Monika Brodka opowiada o pracy nad muzyką do serialu Rojst

Mroczna wersja hitu Wszystko, czego dziś chcę pasuje idealnie do dusznego klimatu serialu Rojst. W jakich okolicznościach powstał ten cover? Opowiada nam Monika Brodka.

Kto widział pierwszy odcinek serialu Rojst ten wie, że na obraz składa się wiele spójnych warstw. Wizualnych i dźwiękowych. Wnętrza, stylizacje, oryginalna ścieżka dźwiękowa, skomponowana specjalnie na potrzeby serialu, a także piosenki z lat 80.

Jedna z nich, Wszystko, czego dziś chcę, podana jest w ciężkiej i mrocznej stylistyce. Za całkiem nową wersję przeboju z repertuaru Izabeli Trojanowskiej odpowiadają Monika Brodka i producent Agim Dżeljilji. Przy okazji premiery serialu Rojst zapytaliśmy Brodkę o szczegóły pracy nad utworem.

Monika Brodka w wywiadzie dla Spider’s Web Rozrywka:

Jaka jest historia coveru utworu Wszystko, czego dziś chcę? Kto wpadł na ten pomysł?

To była propozycja ze strony Showmaksa, chodziło już o konkretny utwór. Szczerze mówiąc, na początku byłam trochę przerażona zabieraniem się za utwór, który już sam w sobie jest klasykiem, jest bardzo dobrze znany. Nie potrafiłam się w głowie odkleić od oryginału.

Gdy posłuchałam piosenki wielokrotnie, nagle zaświtało mi w głowie, że ten utwór zwolniony, w mrocznym wydaniu, będzie brzmieć świetnie. Od tego momentu już wszystko było łatwiejsze. Zwróciłam się do Agima, który jest specem od brzmień elektronicznych. Słuchaj, robimy Wszystko, czego dziś chcę, które jest mroczne, narkotyczne, bardzo wolne, snujące się. Nadal w estetyce lat 80., jednak w dużo nowocześniejszym wydaniu. Z taką ideą zabraliśmy się za pracę nad utworem. Poświęciliśmy wiele godzin, ale wierzyłam od początku, że moje wyobrażenie pokryje się z efektem końcowym.

Jak wyglądało wyobrażenie Agima?

On zapierał się rękami i nogami, mówił, że jest załamany, że nie wie, jak to zrobić. Przekonałam go. Gdy pojawił się szkielet, gdy usłyszeliśmy oboje tę linię basu, perkusję, zarys utworu, on też usłyszał to, co ja i wiedział, że to ma sens. Wiedział już, że wszystko fajnie się poskłada. I już było z górki.

Jak ty się odnajdujesz w tej stylistyce, w tych barwach? Lata 80., kolorowe ciuchy, specyficzny klimat.

Odnajduję się dobrze. To nie jest do końca coś, czym zajmuję się na co dzień. Nie jest to też do końca moja estetyka, więc musiałam być trochę aktorką. W tym utworze i w teledysku mój głos i moja postać wcielają się w jakąś rolę. Przenoszę się w estetykę, która jest mocno związana z tym obrazem. Fajnie było zrobić coś tak mocno stylizowanego. W mojej muzyce podchodzę do tego bardziej intuicyjnie, dobieram brzmienia czy instrumenty tak, jak mi serce podpowiada. A tutaj wiedziałam, że muszę trzymać się określonych ram, które są bardzo mocno osadzone w latach 80.

W serialu Rojst dużo uwagi poświęcono wnętrzom, lokalizacjom. Wszystko jest bardzo spójne.

To już ogromna praca wszystkich ludzi zaangażowanych w projekt. No i efekt konsekwencji – w muzyce, w kostiumach, w scenografii, barwach, to jak ten serial jest nakręcony. Mnóstwo osób przyczyniło się do tego. Wszystko jest zrobione na najwyższym poziomie.

Gdy zaczynaliście prace nad utworem, widziałaś już jakieś sceny z serialu?

Nie, miałam o tyle trudne zadanie, że czytałam scenariusz, ale podczas pracy nad utworem serial dopiero się realizował, nie było jeszcze ani jednego odcinka. Musiałam sobie wszystko wyobrazić.

Jaka była twoja reakcja, gdy skonfrontowałaś efekt końcowy waszej pracy z gotowymi odcinkami serialu?

Pomyślałam, że chwała bogu, że ten serial jest tak dobry. Zgodziłam się na wzięcie udziału w czymś, czego jeszcze nie widziałam. A to było duże ryzyko. Obejrzałam serial i bardzo mi się spodobał. Nie odbiega od zachodnich produkcji. Jest przepięknie nakręcony, bardzo wciągający, dobrze napisany, super wyreżyserowany, ma świetną obsadę. To serial na bardzo wysokim poziomie.

A do tego ścieżka dźwiękowa jest spójna.

Tak. I pasuje do tej stylistyki.

W wolnym czasie oglądasz seriale?

Na tyle, na ile mi czas pozwala to tak, oglądam sporo seriali. Nie jestem aż taką pożeraczką. Wybór na platformach streamingowych jest ogromny, pojawia się tam tyle enigmatycznych nazw, które wprawiają mnie w zakłopotanie i nie wiem, co mam wybrać. Czasem proszę o rekomendację znajomych.

Masz swoje ulubione tytuły?

Takim pierwszym serialem, który pokochałam lata temu, było Sześć stóp pod ziemią. Serial, do którego dość często wracałam. Oglądałam 6 sezonów, robiłam kilka lat przerwy i zaczynałam od początku. Może dlatego, że tych seriali było wtedy dużo dużo mniej. Bardzo lubię serial The Knick z Clivem Ovenem, lubię też GLOW. Drugi sezon miażdży.

Cieszę się, że nie muszę oglądać tylko zachodnich produkcji, amerykańskich czy angielskich seriali, bo też jest polski serial, na który będę czekać. Obejrzałam tylko dwa odcinki i po drugim powiedziałam: Dobra, dawaj następny. Okazało się, że nie ma następnego. Skończyłam oglądać z dużym zaciekawieniem, co będzie w kolejnym odcinku.

Odchodząc od tematu Rojsta – jak wyglądają twoje plany muzyczne na najbliższy czas?

Pracuję nad koncertem MTV Unplugged. Koncert jest nakręcony, teraz się montuje. Jesienią będzie premiera Brodka MTV Unplugged, wyjdzie z tego płyta oraz wideo koncertowe. To jest masa pracy, w zasadzie od lutego tego roku cały czas siedzę w tej produkcji. Koncert wydarzył się w kwietniu, teraz się postprodukuje. To dla mnie duże wydarzenie. Z jednej strony pierwsza płyta koncertowa, z drugiej pierwszy oficjalny koncertowy obrazek. W dodatku w takim pięknym wydaniu, ze scenografią, z gośćmi, na najwyższym poziomie. Cieszę się ogromnie i nie mogę się doczekać.

No i taka legendarna seria, to musi być wielkie wyróżnienie i presja. Myślałaś o tym podczas nagrywania koncertu?

Tak. To też duża odpowiedzialność. Starałam się podejść do tego jak najlepiej potrafię, bardzo długo przygotowywaliśmy ten koncert, każdy detal jest widoczny i ważny. Musiałam też pracować nad scenografią, kostiumami. Oczywiście zawsze to robię, ale tutaj dodatkowo wszystko w kamerze było istotne i widoczne. Trzeba było dopracować każdy detal.

Mieliście na sobie specjalne stroje, zaprojektowane na tę okazję?

Tak, ja miałam sukienkę, która powstała we współpracy z Levisem. Wysłali do nas belkę materiału. Vasina, projektantka, z którą pracuję, stworzyła z tego taką kosmiczną, białą, prawie mszalną sukienkę. Zespół był wystylizowany na lata 70., dosyć wintydżowo, w pastelowych kolorach. Scenografię zrobiła Aleksandra Wasilkowska, artystka wizualna, architektka, która na co dzień tworzy scenografie teatralne. Zrobiła nam odjechaną scenografię. Będzie naprawdę super.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...