Ariana Grande z rozwagą panuje nad swoimi supermocami. Sweetener – recenzja

Recenzje/Muzyka 18.08.2018
Nasza ocena:
Ariana Grande z rozwagą panuje nad swoimi supermocami. Sweetener – recenzja

Ariana Grande z rozwagą panuje nad swoimi supermocami. Sweetener – recenzja

Czwarta płyta jednej z największych gwiazd muzyki młodego pokolenia to przyjemny, nastrojowy i świetnie wyprodukowany pop. Sweetener Ariany Grande opowiada o miłości, tak jak setki płyt podobnych jej wykonawców. Ale mało który robi to w tak subtelny, słodki i miły dla ucha sposób.

I nawet jeśli machniemy ręką na płytę Sweetener, bo ani repertuar Ariany Grande, ani tego typu muzyka nie są nam koniecznie po drodze, to w kontekście tragicznych wydarzeń z zeszłego roku krążek ten niesie ze sobą szczególnie ważny komunikat. Nie jest on oczywiście odkrywczy, można wręcz rzec, że banalny i wyświechtany.

Ale przed odsłuchem Sweetener warto mieć na uwadze, że to właśnie na barki Ariany Grande spadł tragiczny ciężar w postaci ofiar zamachu terrorystycznego w Manchesterze.

Miał on miejsce w maju 2017 roku, właśnie podczas koncertu Grande, która wówczas promowała płytę Dangerous Woman. Aż trudno sobie wyobrazić, co musiała czuć dziewczyna, gdzy ludzie, którzy przyszli na jej koncert zostali ranni albo zabici.

Wokalistka jednak szybko się z tego otrząsnęła, miesiąc później zorganizowała wielki koncert na cześć ofiar zamachu, w którym wzięły udział największe gwiazdy pop, wraz z nią samą. To piękny gest, który wyraża nie tylko wielkie serce i szczerą empatię artystki, która łączy się w bólu z rodzinami ofiar. Ariana Grande pokazała tym samym jak wielka siła w niej drzemie. Czym też dała wspaniały przykład młodym ludziom. Trzeba stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem, ale nie pałając rządzą zemsty, tylko pokazując, że ten świat może być lepszy, jeśli nauczymy się kochać siebie nawzajem.

Na szczęście Sweetener nie jest próbą bezczelnego skapitalizowania tego przekazu. Nie jest to też bezpośredni hymn na cześć ofiar zamachu. Piosenkarka nie odnosi się do tych wydarzeń bezpośrednio w żadnym utworze. Sweetener to prosta płyta o miłości. Która ujmuje w skali mikro to, co Grande chce przekazać światu w skali makro.

Pieczę nad albumem sprawowali Pharrell Williams oraz Max Martin.

Trudno więc nie spodziewać się samych hiciorów. Ale także i pod tym względem Sweetener wcale nie stanowi przerostu formy nad treścią.

Krążek, choć jest wesoły, afirmujący życie i miłość, to cechuje się też pewną powściągliwością. I działa ona tylko na korzyść czwartego albumu Ariany Grande. Nie spotkamy tutaj przekombinowanych, efekciarskich aranży. Nie zostaniemy też zalani cukierkowatym popem. Ariana Grande wraz z Williamsem i Martinem swoją uwagę kieruje raczej ku spokojnemu neo-soulowi z naciskiem na R&B, chwilami ewidentnie też flirtując z hip-hopem.

W Blaze wpływy Pharrella są chyba najbardziej słyszalne. Utrzymany w średnim tempie kawałek wita nas ciekawą sekcją rytmiczną, z kolei w refrenie przywodzi na myśl dokonania Destiny’s Child. Nagrany razem z Nicki Minaj The Light is Coming to hip-hop w stanie czystym. Wprawdzie dość przeciętny, ale nadający się do pobujania się na parkiecie.

God is a Woman to pierwszy prawdziwie świetny utwór na Sweetener. Piękna neo-soulowa ballada ze świetnymi, oszczędnymi aranżacjami (nastrojowe gitary, mocne beaty i elektronika w tle).

Warto przy tym wspomnieć też co nieco o głosie Grande. A ten należy do absolutnie ponadprzeciętnych.

Ariana Grande to bez wątpienia jedna z najlepszych wokalistek naszych czasów. Niewielu może się z nią równać. Młoda gwiazda całkiem słusznie porównywana jest do Mariah Carey u szczytu swej sławy. Głosy mają podobnie fenomenalne, a i repertuar nie taki odległy.

Co ciekawe, dziewczyna całkiem rozmyślnie operuje swoim głosem na Sweetener. Ani się nie popisuje, ani nie popada w przesadę. Trzyma się raczej średnich rejestrów, tak jakby nie chciała się totalnie odgradzać od słuchaczy nieosiągalnym dla 99% ludzi głosem. Raz na jakiś czas zademonstruje przez chwilę co potrafi, ale potem spokojnie wraca na znajomy teren.

Piosenkarka bawi się wokalem, próbując różnych stylów śpiewu oraz układając sobie ciekawe harmonie (nagrała także chórki). Wystarczy posłuchać takich kawałków jak Everytime czy Breathin, który rozwija się powoli, ale dzięki temu tylko zyskuje nastroju, a Grande pięknie pływa w nim po pięciolinii. Dają one pojęcie o tym, z jaką rozwagą panuje ona nad swoimi “supermocami”.

Dopiero na zakończenie krążka Ariana Grande postanowiła wysunąć cięższe działa. Get Well Soon to imponujący soulowy majstersztyk, którego nie powstydziłaby się Aretha Franklin czy Prince. Napędzany przez kapitalną grę fortepianu z towarzyszeniem świetnego beatu i głosem Grande, która wyczynia tu cuda z liniami wokalnymi i harmoniami.

Najgłośniejszy kawałek ze Sweetener to No Tears Left to Cry. To pierwszy singiel promujący krążek. Stanowi on potwierdzenie tego co pisałem wyżej – wokalistka zaprasza słuchaczy do wspólnej zabawy i korzystania z życia. Jest wesoły, ale nie na tyle, by nie zatrzymać się nad nim na chwilę refleksji. To hymn afirmacji życia Ariany Grande. Artystka chyba nie mogła wybrać lepszego przekazu dla swoich fanów w tej konkretnej chwili.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...