Oglądając 303. Bitwa o Anglię, miałem wrażenie, że pomyliłem film – recenzja

Recenzja/Film 17.08.2018
Nasza ocena:
Oglądając 303. Bitwa o Anglię, miałem wrażenie, że pomyliłem film – recenzja

Oglądając 303. Bitwa o Anglię, miałem wrażenie, że pomyliłem film – recenzja

To piękne i chwalebne, że o wyczynach polskich bohaterów zaczynają opowiadać także i zachodni twórcy. Szkoda tylko, że robią to, jak na razie, w tak słabym stylu. “303. Bitwa o Anglię” to w najlepszym wypadku znośny film telewizyjny.

Po latach obojętności i niewiedzy, w końcu polskie osiągnięcia wychodzą na światło dzienne i pozwalają nam zająć właściwe miejsce na kartach światowej historii. To mając na myśli dokonania Polaków z Dywizjonu 303 (zwanym także Kościuszkowskim), Winston Churchill powiedział słynne zdanie: “Nigdy w dziejach wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym.” Odnosi się ono do niebywałych umiejętności rodzimych pilotów, którzy podczas Bitwy o Anglię zestrzelili ponad 110 myśliwców wroga. I to pomimo faktu, że nikt nie traktował ich z początku na poważnie.

Przez brytyjskie wojsko Polacy uważani byli za chętną do walki choć nieokrzesaną siłę roboczą, którą można byłoby wykorzystać gdzieś tam na drugim planie spektaklu wojennego, w cieniu sukcesów armii brytyjskiej. Ale szybko Dywizjon 303 zasłynął ogromną skutecznością i ponadprzeciętną sprawnością w prowadzenia powietrznych bitew.

Jako film traktujący o poczynaniach Dywizjonu 303 podczas II wojny światowej “303. Bitwa o Anglię” spisuje się w miarę poprawnie. Jeśli przytemperujemy swoje oczekiwania względem wartości artystycznych, to przyjdzie nam obejrzeć streszczenie losów polskich pilotów z dywizjonu Kościuszkowskiego. Zobaczymy jak formował się oddział, jak młodzi mężczyźni zyskiwali sobie stopniowo uznanie i sławę pośród Brytyjczyków i wygrywali kolejne starcia w przestworzach.

Problem w tym, że scenariusz “303. Bitwa o Anglię” ewidentnie pisany był na kolanie.

Skacze on wyrywkowo po wątkach, bez ładu i składu, niesprawnie je łączy, tworząc z tego słabo posklejaną historię, która niby ma tradycyjny początek, rozwinięcie i zakończenie, ale nie ma prawdziwego spoiwa. Brakuje tu scen wypełniających całą tę opowieść treścią, emocjami, realną dramaturgią.

Fabuła porusza się skrótami. Reżyserowi wystarczyło jedynie zaznaczyć, że Polacy byli nieokrzesanymi łobuzami, zdolnymi, ale trudnymi do opanowania. Potem, jakby za machnięciem magiczną różdżką, nagle konfliktu nie ma. Wszystko się zaczyna samo układać.

Nie wnikam już nawet w to ile fabuła “303. Bitwa o Anglię” ma wspólnego z prawdą historyczną, na ile postaci pilotów odpowiadają rzeczywistości itd. Chodzi raczej o to, że brakuje tu fabularnego mięsa. Oglądając film, nie miałem poczucia obcowania ani z podniebną przygodą bohaterskich lotników, ani poczucia dramatycznej walki o losy świata podczas II wojny światowej.

Postaci są słabo zarysowane. Grany przez Ivana Rheona Jan Zumbach jest absolutnie nijaki. Rheon to dobry aktor charakterystyczny. Swoją mimiką jest w stanie wyrazić więcej niż słowami, i szkoda, że twórcy nie zdecydowali się pójść z tą postacią w tym kierunku. Tym bardziej, że w ustach Zumbacha umieścili dość drętwe kwestie.

Grany przez Marcina Dorocińskiego Witold Urbanowicz to bardziej posąg niż człowiek. Traktowany jak bohater, ale tak naprawdę nie wiemy na czym polega ta jego wielkość. Ci którzy znają historię pewnie to wiedzą, ale na pewno film nie dostarcza im tej wiedzy. Pomijam zresztą fakt, że Dorociński pojawia się w tej produkcji na jakieś 20 minut łącznie.

Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że scenariusz “303. Bitwa o Anglię” tłumaczony był przez Google Translate.

Zarówno konstrukcja zdań, zwroty, składnia, sposób formułowania wypowiedzi – wszystko to brzmi jakby żywcem przeniesione z języka Angielskiego. Sprawia to, że kwestie wygłaszane przez aktorów brzmią kwadratowo, wypowiadane są w dość dziwnej rytmice, a przez to brakuje im energii oraz życia. Trochę to smutno-straszne.

Szkoda, bo ten temat naprawdę ma potencjał na interesujące widowisko. Mamy klasyczny hollywoodzki schemat, czyli grupkę niesfornych młodzieńców, którzy pomimo przeciwności losu i zwątpienia wszystkich wokół dokonują niesamowitych czynów, niczym prawdziwi wojenni superbohaterowie. Niestety, twórcy filmu “303. Bitwa o Anglię” może i mieli dobre chęci, ale w tym wypadku na nich się skończyło.

Jeśli niekoniecznie nastawiacie się na przekonującą i dobrze napisaną fabułę, a oczekujecie ciekawych i efektownych scen bitew powietrznych, to niestety i pod tym względem “303. Bitwa o Anglię” was potężnie rozczaruje.

Sekwencje walk w niebiosach, które w założeniu powinny pokazać nam fenomen Dywizjonu 303 trwają w tym filmie raptem ok. 40 sekund. Wyglądają okropnie. Już pomijam jakąkolwiek finezję czy wirtuozerskie akrobacje, bo domyślam się, że na to nie było ani budżetu ani wielkiej potrzeby. Ale zrobić film o bohaterskich pilotach wyczyniających cuda na niebie podczas II wojny światowej i pokazać to w tak strasznie niedbały i pozbawiony jakiegokolwiek pomysłu sposób uznaję za niedźwiedzią przysługę. W dodatku gołym okiem zalatuje od nich tanim CGI.

Jakbym miał z tego filmu dowiedzieć się, na czym polegała wyjątkowość Dywizjonu 303, to nie potrafiłbym tego stwierdzić.

W filmie bowiem widzimy jak samoloty chwilę latają i po kilku manewrach zestrzeliwują przeciwnika. Fatalny montaż i słaba praca kamery sprawiają, że wygląda to raczej jak chaotyczna sekwencja z cut-scenki z gry wideo z lat 90. niż film z 2018 roku. Powtarzam, rozumiem ograniczenia budżetowe, no, ale jak się nie ma pieniędzy na zrobienie dobrze wyglądającego widowiska to się nie bierze za bary z takim tematem. Mam wrażenie, że 303. Bitwa o Anglię zrobiono totalnie po kosztach.

W obsadzie poza Dorocińskim (który pojawia się przez około 1/3 filmu), Ivanem Rheonem (który, umówmy się, poza famą z “Gry o tron” nie jest gorącym aktorsko nazwiskiem) nie pojawia się żaden znany czy wielce doświadczony aktor. Są to przeważnie drugo- i trzecioligowe nazwiska. To samo dotyczy reszty ekipy. Nie odmawiam im rzemieślniczych umiejętności, ale odnoszę wrażenie, że “303. Bitwa o Anglię” to w najlepszym wypadku średnio udany film telewizyjny, a nie kinowe widowisko, które rozsławi w świecie polskie zasługi podczas II wojny światowej. To film na niedzielne przedpołudnie, do obejrzenia przy rodzinnym obiedzie, idealny podczas przegryzania schabowego z mizerią.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (37)

149 odpowiedzi na “Oglądając 303. Bitwa o Anglię, miałem wrażenie, że pomyliłem film – recenzja”

  1. Dlaczego z uporem maniaka ciągle stosujecie formę liczby mnogiej te “postaci” zamiast te “postacie”. Nawet jeżeli jakimś cudem, jakiś cymbał dopuścił używanie tej formy (postaci) to “postacie” po prostu brzmi lepiej. Niedługo “poszłem” też uznają za normę bo słychać, że co raz więcej osób mówi w tym “dialekcie”. Koszmar.

    • Mniej czasu zajęło by ci sprawdzenie tego na stronie pwn, niż pisałeś głupi komentarz. Efekt jest taki że wyplułeś coś na klawiaturę i może poczułeś sie lepiej, ale No cóż … .
      Moja rada – więcej czytać literaturę a mniej joemonstera, wykop itp. To wtedy nie będzie sie pisało o dialektach…

      Ale jeżeli masz problem ze sprawdzeniem to: Postaci jest formą starszą, postacie pojawiło się pózniej.

    • Serio nie rozróżniasz kiedy „poszłem” a kiedy „poszedłem”? Przecież to oczywiste, że „poszłem” jak było blisko, a „poszedłem” jak daleko ;)

    • Niestety, tak samo są “śmieci” (dopełniacz) i “śmiecie” (mianownik). PWN uznaje obie formy za poprawne dla mianownika, szkoda.

  2. “To mając na myśli dokonania Polaków z Dywizjonu 303 (zwanym także Kościuszkowskim), Winston Churchill powiedział słynne zdanie: “Nigdy w dziejach wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym.””
    Serio :) Bo chyba miał na myśli trochę większą grupę ;)
    .
    “Po latach obojętności i niewiedzy, w końcu polskie osiągnięcia wychodzą na światło dzienne”
    Niewiedza i obojętność jest wyłącznie atrybutem Autora, inni całkiem nieźle byli zorientowani, kto Fiedlera nie czytał ;)

  3. Nie martwcie się, “Dywizjon 303” będzie jeszcze gorszy. Zwiastun wyglądający jak bieda-Dunkierka i tak wybitne nazwiska w obsadzie jak Zakościelny sugerują paździerz roku.

  4. Ivan Rheon bardzo dobrze spisał się także w serialu Misfits – w GoT zaprezentował się za to z totalnie innej strony (co świadczy o doskonałych możliwościach tego aktora) ;)

  5. “wszystko to brzmi jakby żywcem przeniesione z języka Angielskiego.”

    Warto jednak byłoby podszlifować język polski, zanim się zacznie zgłaszać takie uwagi. Podpowiedź: polski, małą literą, tak jak angielski ;).

  6. A mi się ten film całkiem podobał. Fajnie pokazani polscy lotnicy jako tacy troche badassi, zawadiacy. Przyjemnie śledziło mi się te fabułe. Podobała mi się też główna postać kobieca no i ogólnie przyjemnie się to oglądało, jedyne co troche gryzło to ten podłożony głos hehe :D ale koniec końców polecam

    • No dokładnie, może nie jest to epicki film wojenny jak
      Dunkierka ale jest bardzo w porządku. To co też bardzo doceniam to sceny
      ukazujące jak Bohaterowie zostali przez Wielką Brytanię potraktowani po wojnie.
      Dobrze że zwrócono na to uwagę.

    • Churchill mówił o wszystkich lotnikach RAF. W jej szeregach łącznie walczyło prawie 150 polskich pilotów, ok 5% stanu osobowego, a przypisywane im straty zadane Niemcom to ok 12%. Zresztą nawet w samym Dywizjonie 303 nie składał się z samych Polaków (Kent, František). O Dywizjonie 303 było i jest głośno, bo pod względem statystyk był najlepszy (126 zestrzeleń, 2 miejsce miał brytyjski dywizjon z 41). To dlatego ten dywizjon był oczkiem w głowie brytyjskiej propagandy i stąd te słowa Churchilla często są przytaczane, jakby były o Polakach. A o nich tak naprawdę mówił ojciec Elżbiety II, ówczesny król Jerzy VI: “Gdyby wszyscy nasi alianci byli podobni do Polaków, wojna do tej chwili miałaby zupełnie inny przebieg”. Obok 303 w RAF-ie były jeszcze 3 polskie dywizjony: 302 (też myśliwski) i 2 bombowe (300 i 301), ale nie miały aż tak spektakularnych osiągnięć jak 303.

  7. “Jakbym miał z tego filmu dowiedzieć się, na czym polegała wyjątkowość Dywizjonu 303, to nie potrafiłbym tego stwierdzić.”

    Co za brednie. Słowa Anglików, że to Polacy wygrają za nich wojnę “jak tak dalej pójdzie” czy nawet na końcu filmu statystyki dywizjonu, 20% zestrzeleń całego RAFu. Byłoby kilka więcej.

    Bardzo słaba recenzja filmu. A efekty bitewne, tak, przyznaję bardzo słabe, ale na pewno nie trwały tylko 40 sek. Wyssane z palca.
    Bardzo słaba recenzja.

  8. Proszę się zdecydować czy p. Dorociński pojawia się na ekranie w 1/3 czasu czy łącznie przez 20 min. bo to jakoś mi się nie łączy… ale dołączam się do ogólnych wniosków, to taki film telewizyjny z poprawnymi efektami, płaskimi dialogami, bez emocji i pokrojoną fabułą, czekałem na ten film, dobrze że powstał ale jestem rozczarowany. Naprawdę oczekiwałem perełki o 303, teraz drżę o drugą produkcję, gdyż prawdopodobnie to będzie porażka…

  9. Recenzja do kitu, jaki schabowy?? Proponuję zmianę zawodu Panie krytyku. Na prawdę nikt nie dostrzega tego zakończenia?? Tyle słów o języku, jakości filmu, montażu i innych głupotach, a nikt nie zauważył, że bohaterowie po wojnie zostali zamiecieni pod dywan! Ich wysiłek, śmierć i trud został skrzętnie przemilczany, a oni wydaleni. Tylko naszych żołnierzy nie było na defiladzie zwycięstwa! WSTYD ANGLICY!! Do tej pory nikt nie przeprosił!!! Nie mnie oceniać jakość warsztatu ani zbieżność z historią w przypadku szczegółów, ale sens filmu JEST prawdziwy! A film jest dobry i tyle. Polecam!

  10. “To mając na myśli dokonania Polaków z Dywizjonu 303 (zwanym także Kościuszkowskim), Winston Churchill powiedział słynne zdanie…”

    Uprasza się, żeby SW nie wprowadzał czytelników w błąd.

    Słowa “Never was so much owed by so many to so few” Churchill wypowiedział 20.sierpnia 1940r.
    Pierwsze lot bojowy Dywizjon 303 wykonał 24. sierpnia 1940r. Pierwsze zwycięstwo nasz dywizjon odniósł 30.sierpnia.

    Elementarna logika wskazuje więc, że Churchill mówił wówczas nie o Polakach, ale generalnie o pilotach RAF, co potwierdza zdanie wcześniejsze w jego przemowie: “The gratitude of every home in our Island, in our Empire, and indeed throughout the world, except in the abodes of the guilty, goes out to the BRITISH airmen(…). ”

    Popularyzujmy historię prawdziwą.

  11. Po latach obojętności i niewiedzy, w końcu polskie osiągnięcia wychodzą
    na światło dzienne i pozwalają nam zająć właściwe miejsce na kartach
    światowej historii.

    REPEAT PLEASE!

  12. To mając na myśli dokonania Polaków z Dywizjonu 303, Winston Churchill powiedział słynne
    zdanie: “Nigdy w dziejach wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele
    tak nielicznym.”

    NIE.

  13. Autor tych wypocin brzmi jakby nie wiedział co ogląda. To film i żołnierzach i przeżyciach a nie o samych walkach. Skupia się na czym innym. Jak sie chce durna akcje to trzeba bylo obejrzeć amerykańskiego mozgotrzepa gdzie to bohater biega 48h i zero zmęczenia. Walki 40 sekund co on przysnal? Czepianie sie aktorstwa a co mialo byc Adamczyk Karolak i inne badziewie? Zero wspomnienia o tym ze brytyjczyk prawie caly film mówi po polsku i nawet jeśli byl dubbingowany ti musiał chociaż dopasować ruch ust do słów za co szacun wielki. Ale widać jaj ktoś liczy na otrzepane akcje ala Rambo ti niech sie trzyma tego i nie wybiera do kin na inna tematykę. Film jest dobry i jest 8/10 mógł by byc trochę dłuższy.

  14. Wróciłem z kina bardzo, ale to bardzo zawiedziony. Puściłem sobię klasyczną Bitwę o Anglię (1969, prod. Benjamin Fisz, ten sam co Aces High), która mimo braku techniki komputerowej (no fotomontaże naturalnie są i nawet sporo nieudanych i pretensjonalnych), dzięki fabule, grze aktorskiej, wspaniałej muzyce oraz hiszpańskim meserszmitom i heinklom :) (ale za to prawdziwie latającym) jest wciąż filmem o 100 razy lepszym od 303:BoA. Gorszy pieniądz wypiera lepszy pieniądz. Liczę jeszcze na polski film.

  15. Dobrze napisane, słaby film telewizyjny, a wielka szkoda, że kolejne rozczarowanie, a temat tak dla nas ważny. Jest jeszcze nadzieja w Dywizjonie 303, przekonamy sie o tym za ok tydzień

  16. Nie widziałem filmu, to fakt. Jednakże widzę, a raczej czytam, że autor felietonu wypunktował film dość brutalnie. Przyjmując część opisu jako wrażenie subiektywne, to i tak ocena “kładzie” ten film na obie łopatki. Zapewne zaoszczędzę kilka złotych, gdy go nie obejrzę, a szkoda. Dlaczego wogóle zabieram w takim razie głos?
    Jestem kinomanem, od wielu lat. Bitwę o Anglię z 1969 roku obejrzałem w kinach na początku lat 70-tych poprzedniego stulecia. W tamtych latach dostanie biletów na tę produkcję nie było łatwe ani tanie. Film był nakręcony z rozmachem, w wersji panoramicznej (wtedy niewiele produkcji mogło się tym pochwalić) i w wersji stereo. I nie zapomnę wrażeń z obejrzenia. To był świetnie nakręcony film. A posługując się dzisiejszymi określeniami, to była rzeczywiście superprodukcja. I w przeciwieństwie do oceny filmu “303. Bitwa o Anglię”, tam nie zabrakło scen batalistycznych walk w przestrzeni, nie brakowało naprawdę wyrazistego i długiego wątku udziału polskich lotników, nie brakowało tych emocji wynikających w dramaturgii sytuacji, oczekiwania na akcję czy na powrót kolegów pilotów z akcji. Nie brakowało dramaturgii sytuacji w wymiarze znaczącego frontu walki z najeźdźcą, nie zabrakło wielu scen zupełnie codziennego życia tych ludzi. Pamiętam, że film cieszył się nieprzeciętną oglądalnością, miał bardzo dobre oceny i robił dobre wrażenie. Można powiedzieć, że wszedł z przytupem do klasyki kina wojennego.

    Przyłączę się do stwierdzenia, że bez wystarczających funduszy nie można zabierać się za produkcję, która we wcześniejszej wersji znakomicie odzwierciedliła mocą przemyślanego obrazu fragment powszechnie znanych faktów historycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...