Mężczyzna odnalazł w sobie chłopca, ale magia gdzieś uleciała. Krzysiu, gdzie jesteś? – recenzja

Recenzja/Film 14.08.2018
Nasza ocena:
Mężczyzna odnalazł w sobie chłopca, ale magia gdzieś uleciała. Krzysiu, gdzie jesteś? – recenzja

Mężczyzna odnalazł w sobie chłopca, ale magia gdzieś uleciała. Krzysiu, gdzie jesteś? – recenzja

Krzysiu, gdzie jesteś? to najnowszy film aktorski Disneya czerpiący garściami z kultowej bajki Kubuś Puchatek. Niestety nie udało się uchwycić magii sprzed lat. Cyfrowo generowane pluszowe zwierzaki wyglądają na ekranie mało atrakcyjnie, a infantylny scenariusz związał ręce Ewana McGregora.

Kontynuacja bajki Kubuś Puchatek zatytułowana w oryginale Christopher Robin zapowiadała się intrygująco. Fotorealistyczne pluszowe zwierzaki w połączeniu z dorosłym Krzysztofem mogły okazać się naprawdę niezłą mieszanką i dać nam film, na którym bawić się będą w równej mierze dzieci, jak i dorośli, którzy wychowali się na opowieściach z Misiem o Bardzo Małym Rozumku.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Krzysiu, gdzie jesteś? nie spodoba się ani jednym, ani drugim.

Disney dostał ode mnie ogromny kredyt zaufania za ostatnie aktorskie produkcje bazujące na klasycznych opowieściach dla dzieci i kultowych animacjach, a Piękna i bestia była świetnie nakręconym filmem z fenomenalnymi efektami specjalnymi. Dobra passa niestety właśnie się skończyła.

Christopher Robin wypadł na tle innych filmów Disneya naprawdę blado i totalnie zawiódł moje oczekiwania. Ewan McGregor jest fenomenalnym aktorem, a jego nowy film położyła nie gra aktorska, a kiepski scenariusz, płytcy bohaterowie i mało atrakcyjne wizualnie cyfrowe modele zwierzaków.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Christpher Robin zaczyna się tam, gdzie skończył się Kubuś Puchatek.

Pierwsza scena w filmie to pożegnanie Krzysia, który odchodzi do świata dorosłych. W stuwiekowym lesie (który dla mnie na zawsze pozostanie lasem stumilowym, chociaż dystrybutor zdecydował się na inne tłumaczenie) zebrały się wszystkie zwierzaki, by po raz ostatni zobaczyć się ze swoim przyjacielem.

Krzyś i Kubuś obiecują, że będzie o sobie pamiętać, nawet za sto lat, a potem bohater wychodzi z pnia drzewa i wraca do domu. Rodzice wysyłają go do szkoły z internatem. Widzowie są raczeni kolejnymi wycinkami z życia małego Krzysia, który na ich przeistacza się w dorosłego Krzysztofa.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Akcja filmu osadzona jest na początku ubiegłego wieku, ale motyw udziału Krzysztofa w wojnie nie został specjalnie zaakcentowany. Bohater wraca w końcu z frontu do żony i młodej córki, której przez kilka lat nie widział na oczy. Rozpoczyna pracę w fabryce walizek i przydługi prolog wreszcie dobiega końca.

Film przeistacza się w jawną krytykę ojca, który próbuje po prostu utrzymać swoją rodzinę.

Krzysztof pracuje w zakładzie, który ledwo wiąże koniec z końcem. Pojawia się konflikt pomiędzy nim a graną przez Hayley Atwell i niestety mało wyrazistą małżonką głównego bohatera imieniem Evelyn. Głowa rodziny musi zostać na weekend w pracy, więc nie pojedzie z nią i córką na weekend na wieś, chociaż kończą się już wakacje. Dla kobiety, która dzięki pracy męża ma piękny dom i zapewniony byt, to istny koniec świata.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

A przynajmniej tak to wygląda w filmie Disneya. Reżyser w dodatku nie miał na tyle ikry, by zrobić z Krzysztofa (anty)bohatera, który ma ewidentne wady. Co prawda nie jest ojcem roku, a córki nie zachęca do zabawy, ale odnosi się do bliskich z czułością. W pracy utknął też nie po to, by wyrobić target, tylko by zachować posadę i dalej utrzymywać żonę z dzieckiem, a przy okazji uratować przed zwolnieniem swoich współpracowników

Mam wrażenie, że w pierwotnym założeniu Krzysztof miał mieć znacznie więcej przywar, ale z tego w toku produkcji zrezygnowano. W rezultacie fabuła filmu Krzysiu, gdzie jesteś? niezbyt trzyma się kupy. A od momentu ponownego pojawienia się w życiu głównego bohatera jego przyjaciela z dzieciństwa, Kubusia Puchatka, robi się tylko coraz dziwniej.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Fabuła filmu Krzysiu, gdzie jesteś? to jeden wielki zbieg okoliczności.

Pluszowi przyjaciele Krzysia nie byli wytworem jego wyobraźni. Tak jak dziecko mogło wejść do stuwiekowego lasu, tak pluszaki mogą z niego wyjść. Scenarzysta nie zadał sobie jednak trudu, by wyjaśnić, dlaczego akurat w weekend, który Krzysztof miał spędzić przy pracy, Kubuś Puchatek wylazł z drzewa. I to nie na wsi, a w środku Londynu. I dlaczego nie może wrócić tą samą drogą.

Główna akcja film zaczyna się na dobrą sprawę od tegoż spotkania. Miś o Bardzo Małym Rozumku, szukając przyjaciół, wparował z obklejonymi miodkiem stopami prosto w życie dorosłego człowieka. Ten szybko przeszedł z tym do porządku dziennego i uznał, że chociaż miał weekend spędzić w pracy, odwiezie zagubionego pluszaka na tę samą wieś, do której nie mógł się wybrać z rodziną.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Rozpoczyna się wyprawa, której najważniejszym punktem jest powrót do krainy dzieciństwa. Ewan McGregor prowadzi rozmowy z generowanymi cyfrowo gadającymi pluszakami, co miało pokazać widzom, jak mało Krzysia zostało w Krzysztofie. Niektóre dialogi celnie punktowały świat dorosłych, ale nie były specjalnie odkrywcze. Żaden cytat nie został ze mną po seansie na dłużej.

W dodatku Christopher Robin całkowicie wypacza morał płynący z Kubusia Puchatka!

Zakończenie tej pięknej opowieści było metaforą dorastania. W życiu każdego człowieka przychodzi czas, gdy musi swój stuakrowy las opuścić i udać się w dorosłość. Nie ma w tym nic złego, bo taka jest kolej rzeczy. Nowy film Disneya zamiast tego przekonuje, że „z nic nierobienia biorą się czasem najlepsze cosie”. I sugeruje, by podobne podejście prezentowali dorośli.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Christopher Robin próbuje co prawda widzom wyjaśnić, że chodzi o to, że nie można pracy przekładać nad czas spędzony z rodziną, ale robi to z gracją słonia w składzie porcelany. Przy okazji krytykuje człowieka, który staje przed niemożliwym wyborem pomiędzy rodziną a dobrem współpracowników i nie spotyka się nawet z krztyną zrozumienia ze strony swej partnerki.

Fundamentalnie nie podoba mi się teza, jaką stawia reżyser filmu Krzysiu, gdzie jesteś?, bo w prawdziwym świecie nie istnieją żywe pluszowe zwierzaki, które są w stanie przywieźć do Londynu zagubioną teczkę z dokumentami. A menedżer, jeśli zawali spotkanie, na którym ważą się losy jego firmy, nie pojedzie na wakacje, tylko straci źródło utrzymania i zawiedzie kolegów.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Życie to nie je bajka, to je bitwa.

Zdaję sobie sprawę, że Christopher Robin wbrew moim oczekiwaniom nie należy do tych filmów, które niosą osobne przesłanie dla dzieci, a osobne dla dorosłych. Z tym jestem w stanie się pogodzić. Obraz zawodzi jednak w tej podstawowej warstwie, czyli jako opowieść dla najmłodszych. A tego już wybaczyć nie umiem.

Do tego Krzysiu, gdzie jesteś? nie zachwyca nawet w warstwie wizualnej i aż dziwne, że to film Disneya. Londyn z początków ubiegłego wieku ma klimat, ale główną atrakcją kontynuacji przygód Kubusia Puchatka powinny być towarzysze Krzysia. Niestety pluszaki nie są ani specjalnie kolorowe, ani ładne.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Nie miałbym z tym problemu, gdyby Christopher Robin okazał się opowieścią mroczną, w której Krzysztofowi bliżej byłoby do złoczyńcy niż do bohatera. Lub jeśli zwierzaki byłyby tylko wytworem imaginacji przepracowanego człowieka, który cierpi na załamanie nerwowe. Takiego filmu jednak nie dostaliśmy.

Krzysiu, gdzie jesteś? miał na szczęście swoje momenty.

Christopher Robin mnie zawiódł, ale nie był filmem do gruntu złym. Stylistyka mi nie pasowała, ale animatorzy stanęli na wysokości zadania. Niektóre kadry były jak żywcem wyjęcie z kultowych ilustracji. Oprócz misia pojawia się też cała ferajna innych zwierzaków. Większość to bohaterowie drugoplanowi, których nie wykorzystano w finałowym akcie, ale dużo czasu dostali też Prosiaczek, Tygrysek i Kłapołuchy.

krzysiu gdzie jestes christopher robin recenzja

Cierpiący na depresję osiołek kradł zresztą na dobrą sprawę każdy kadr, w którym się pojawił. Jeśli zapomnieć na chwilę o fabule, która je łączyła, odarte z kontekstu sceny – głównie te z udziałem Kałpołuchego – potrafiły wzbudzić na twarzy szczerzy uśmiech. Ewan McGregor zaś zagrał świetnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jego rozmówców na planie nie było.

Niestety historia, którą zdecydował się opowiedzieć Marc Forster, przyćmiła to dobre wrażenie. Film pozostawia niedosyt. Na domiar złego widziałem go w wersji z dubbingiem, więc nawet nie mogłem się nawet nacieszyć fenomenalnym głosem Ewana McGregora. Zamiast niego jako Krzysztof w polskiej wersji językowej Krzysiu, gdzie jesteś? przemówił Tomasz Kot.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

16 odpowiedzi na “Mężczyzna odnalazł w sobie chłopca, ale magia gdzieś uleciała. Krzysiu, gdzie jesteś? – recenzja”

    • Bo tworząc film, wzorowano się na oryginalnych projektach postaci.
      Dzisiaj dzieci są przestymulowane, wkłada się im do głów kicz na miarę ponny i innych potworków.
      Pod względem wizualnym skierowany dla estetów, więc wielu ludziom może się nie spodobać. Fabuła to już inna bajka.

      • Pluszaki były wzorowane na takich, jakie można było w tamtych czssach kulić, po za tym, identyczne można znaleź w filmowych czołóekach pierwszych pełnometrażowych “Kubusiów”

  1. Projekt postaci dla mnie w punkt. Pluszaki były wzorowane na takich, jakie można było w tamtych czssach kupić, po za tym, identyczne można znaleź w filmowych czołówkach pierwszych pełnometrażowych “Kubusiów”.
    Problemem który toczy “gdzie jesteś krzysiu?” Są błędy w tkumaczeniach wszystkich koleinych części. W wielkiej brytanii Krsyś nawe w wieku przedszkolnym nazywał się Christopher Robin. W Polsce pewnie nazwano by film “Krzyś i przyjaciele” bo robili to z każdą postacią po kolei niezależnie od oryginalnego tytułu. Jeśli czegoś znieść nie mogę to dubbingu. Wersja angielska jest tak bliska pierwowzorowi jak to tylko możliwe. Polska jest podobna zupełnie do niczego. I to mimo że stare kubusie miał na prawdę dobry polski dubbing

  2. film nigdy nie powinien był powstać. Dzieci kompletnie nic z niego nie zrozumieją, ma też niewiele wspólnego z życiem Krzysia,czy realiami XXw. do tego beznadziejne ujęcia kamery, momentami kompletnie nic nie widać na ekranie, do tego przytłaczająca cisza, przez 90% czasu, brak jakiejkolwiek muzyki, mroczny i smutny. I robi z Kubusia głupka, a Milne stworzył wesołą postać tryskającą inteligentnym humorem

  3. Jest to najgorsza recenzja jaką czytałam. Sądzę, że osoba pisząca ją miała zupełnie inne wyobrażenie o tym filmie niż reszta świata. Nie wiem jak można, aż tak bardzo skrytykować taki dobry film. Fakt, może nie był pełen kolorów i mógł mieć lepszą fabułę, ale założę się, że osoby mające sentyment do Kubusia i jego przyjaciół będą się na tym film świetnie bawić, a może nawet uroni im się łezka.
    Chciałabym także dodać, że wygląd pluszaków jest obłędny! Wyglądają tak jakby ktoś wyciąknął je po kilkunastu latach z pódełka na strychu.
    Cały film mnie bardzo wzruszył i długo go nie zapomnę.

  4. Nie rozumiem tych głosów krytki. Po wielu latach miałem okazje wrócić do kultowej bajki, wspólnie z żoną wiele razy się śmialiśmy była też szansa na uronienie łezki. Artykuł jak dla mnie bardzo jednostronny. Pokazuje tylko wady nic nie wspominając o zaletach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...