Twórca Rebeliantów i Wojen klonów zbrukał Gwiezdne wojny i nie rozumie, że „Moc tak nie działa”

Felieton/Seriale 14.08.2018
Twórca Rebeliantów i Wojen klonów zbrukał Gwiezdne wojny i nie rozumie, że „Moc tak nie działa”

Twórca Rebeliantów i Wojen klonów zbrukał Gwiezdne wojny i nie rozumie, że „Moc tak nie działa”

Rebelianci to serial, który na zawsze zmienił oblicze uniwersum Star Wars. I to na gorsze. Odpowiedzialny za tego potworka Dave Filoni nie ma w sobie ani krzty wstydu i przyznaje, że jego inspiracją były Opowieści z Narnii.

Dave Filoni to twórca dwóch seriali animowanych w uniwersum Star Wars. To produkcje przeznaczone dla dzieci, które z braku laku oglądali też dorośli fani, nierzadko pomstując na skróty fabularne i inne głupotki. Te jednak można wybaczyć, biorąc pod uwagę grupę docelową. Ich twórca ma jednak na sumieniu inne grzechy.

Czytaj też: Disney nie radzi sobie z Gwiezdnymi wojnami. Solo przypomniał, co mnie najbardziej wkurza w Star Wars

Pierwszą produkcją telewizyjną, którą swoim nazwiskiem markował Filoni, było The Clone Wars. Serial rozpoczął film kinowy, a kolejne odcinki emitowano przez kilka lat. Niedługo dostaniemy niespodziewany dodatkowy sezon, który domknie niektóre wątki. Kilka postaci dostało jednak swój epilog w drugiej animacji o tytule Rebelianci.

A ja do teraz nie mogę przeboleć finału Star Wars Rebels.

Dave Filoni miał kilka różnych karkołomnych pomysłów, ale w finałowym sezonie serialu Rebelianci przeszedł sam siebie. Główny bohater, czyli młody Ezra, po latach tułaczki powrócił na swoją rodzinną planetę. Odkrył na niej starożytną świątynię i udało mu się ją odpieczętować.

Star Wars rebels rebelianci dave filoni the clone wars gwiezdne wojny seriale animowane

Okazało się, że świątynia prowadziła do mistycznego wymiaru poza czasem i przestrzenią – świata pomiędzy światami. Ezra mógł za jego pośrednictwem wpływać na wydarzenia z przeszłości. Nie pomyślał jednak, by udać się na Naboo i powstrzymać Palpatine’a przed przejęciem władzy.

Ezra zrobił pod koniec serialu Rebelianci coś o wiele ważniejszego.

Cofnął się w czasie i uratował Ahsokę, jedną z głównych bohaterek The Clone Wars i przyszywaną córkę kapelusznika Filoniego. W jednym z poprzednich sezonów Rebeliantów toczyła w końcu pojedynek z samym Darthem Vaderem, ale dzięki Ezrze przeżyła starcie, które było z góry skazane na porażkę.

Oczywiście torgutanka od razu wyjaśniła bohaterowi, że nie powinien zmieniać biegu historii w celu ratowania swojego mistrza. Łatwo jej było mówić, po tym jak ocalił jej skórę. Przekonała go w końcu, by nie ratował Kanana od śmierci, przez co Hera została samotną matką.

Brzmi to głupio? Nie dziwne, bo faktycznie ten wątek był napisany na kolanie.

Podróże w czasie  to coś bezprecedensowego w uniwersum Star Wars. Wprowadzenie takiego motywu w fikcyjnym uniwersum na zawsze zmienia status quo i wymaga ogromnego zawieszenia niewiary od fanów. Gwiezdne wojny od zawsze unikały tej fabularnej furtki, bo otwiera ona zbyt wiele innych drzwi.

Skoro jedna postać potrafi podróżować w czasie, to można założyć, że w przepastnej odległej galatyce ktoś inny też znajdzie na to sposób. Gwiazda Śmierci i baza Starkiller to nic przy wehikule czasu, który pozwoliłby modyfikować finał każdej potyczki.

Star Wars rebels rebelianci dave filoni the clone wars gwiezdne wojny seriale animowane

„Ale to przecież tylko animacja dla dzieci!”

Zdaję sobie z tego sprawę, ale The Clone Wars i Rebels wchodzą w skład nowego disneyowskiego kanonu i są opowieściami o takiej samej randze, jak kinowe filmy i powieści. Wprowadzenie podróży w czasie gryzie mi się nie tylko z nowym kanonem, ależ też ze wszystkim, co Star Wars do tej pory sobą reprezentowało.

Moc daje bohaterom wgląd w przyszłość, która – jak mawiał mistrz Yoda – ciągle w ruchu jest. Bohaterowie miewali wizje i mogli czerpać z nich naukę, ale przeszłość była zapisana w kamieniu. Każda decyzja miała swoje konsekwencje, a śmierć postaci była nieodwracalna. Star Wars Rebels to bezpowrotnie zmieniło.

Dave Filoni zaś do dzisiaj nie widzi w tym nic złego.

Z racji zbliżającej się premiery nowej serii The Clone Wars, twórca obu animacji w uniwersum Star Wars udziela wywiadów. Wyjaśnia pobudki, jakie nim kierowały podczas kreowania tej opowieści. A im dłużej myślę o tych wypowiedziach, tym bardziej żałuję, że sam nie mam dostępu do świata pomiędzy światami.

Jeśli byłoby to możliwe, cofnąłbym się w czasie i przekonał mocodawców Dave’a Filoniego, by nie zatrudniali go do tego projektu. To, co zrobił z Gwiezdnymi wojnami, zasługuje na potępienie. Jego pomysły burzą równowagę, dzięki której to uniwersum było wyjątkowe i ciekawe.

Tym bardziej, gdy poznało się jego tok rozumowania.

Twórca gwiezdnowojennych animacji zasiewa w widzach nutkę wątpliwości. Nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy przedstawiony w serialu wymiar jest miejscem, czy też stanem świadomości. Zauważa, że Ezra otarł się o niego już w pierwszej serii, gdy dostał kryształ do budowy miecza świetlnego.

Star Wars rebels rebelianci dave filoni the clone wars gwiezdne wojny seriale animowane

Filoni uznał też, że Moc może być sposobem na to, by bohater miał swój udział w uratowaniu Ahsoki. Zdawał sobie sprawę, że ze starcia z Vaderem bohaterka nie mogła w wiarygodny sposób ujść z życiem bez pomocy. A ponieważ serial fabularnie uciekł do przodu, musiał znaleźć sposób na cofnięcie się w czasie.

Dlatego dokładnie to zrobił.

Filoni chciał też, by po stracie Kanana ktoś inny stał się dla Ezry mentorem i udzielił mu ostatniej ważnej lekcji. Pod tym kątem ten pomysł nie był zresztą taki zły. Wolałbym jednak, by Ahsoka uratowała się w jakikolwiek inny sposób, bez mieszania w to zupełnie nowej wersji Mocy.

Świat pomiędzy światami nie jest spójny z tym, co do tej pory wiedzieliśmy o uniwersum. Robi z Ezry przy okazji najpotężniejszą istotę w całej odległej galaktyce, przy której Imperator i Luke Skywalker to zwykłe popychadła. Czym jest w końcu mistrzostwo władania mocy wobec władzy nad czasem?

„Moc tak nie działa!”

Słowa te wypowiedział w filmie Przebudzenie Mocy jeden z największych sceptyków, który wreszcie uwierzył, że siła łącząca wszystkie żywe istoty w galaktyce istnieje. Han Solo poślubił w końcu siostrę mistrza Jedi, która w rękawie miała kilka swoich sztuczek. Nawet on wiedział, że Moc działa wedle pewnych zasad.

Zdawał sobie z tego też sprawę Rian Johnson, którego Ostatni Jedi podzielił widzów. Twórca umiał jednak w zgrabny sposób odbić krytykę. Niedzielni fani nie mogli przeboleć, że Luke Skywalker stworzył projekcję samego siebie na innej planecie, ale reżyser znalazł dla tego precedens.

Dave Filoni zaś otwarcie mówi o tym, że koncept świata między światami zawdzięczamy Opowieściom z Narnii. Kultowa powieść była inspiracją dla twórcy, który od samego początku chciał zrobić coś, czego inni autorzy historii we współdzielonym uniwersum nie próbowali. I stąd właśnie ten fabularny potworek…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (48)

127 odpowiedzi na “Twórca Rebeliantów i Wojen klonów zbrukał Gwiezdne wojny i nie rozumie, że „Moc tak nie działa””

  1. Wolałem już EU, gdzie można było sobie selekcjonować wybitne historie od tych co bardziej odklejonych, w porównaniu do tego co zrobił ze Star Warsami Disney. Takie to jest teraz… płytkie, masowe i już bez tej magii. Czy nowa trylogia była słaba? Była, ale na zemstę sithow czekałem jak na szpilkach, do dziś mam koszulkę I was there z premiery w Poznaniu. Z rozpędu czekałem jeszcze na przebudzenie mocy, na ostatniego jedi wcale… Poszedłem, obejrzałem i w sumie pamietam może dwie sceny. Co dziwne bo oryginalna trylogie i te okropne prequele znam na pamięć. A tu… po raz pierwszy nie miałem potrzeby obejrzenia tych filmów po raz drugi, trzeci, setny.

    • Filmy filmami, nowe mi się podobają, ale EU nie mogę odżałować. To uniwersum żyło i dorastało razem ze mną, było naprawdę gęsto zaludnione. Nowy kanon nie ma ani jednej książki na miarę Ja, Jedi czy dylogii Medstar, nowi bohaterowie z kart powieści są jacyś tacy bezpłciowi, o czymś w rodzaju NEJ-a możemy w ogóle zapomnieć. Minęło już parę lat, nowości czytam, ale jakoś nie potrafię się tak wciągnąć jak w ten skasowany kanon.

  2. Disney musi mieć maszynkę do robienia pieniędzy, a nie zaspakajania fanów.

    Szkoda tylko, że osoba wychowana na Star Wars teraz odwraca się od tego co uwielbiała przez ćwierć wieku.

    • Nie licząc bardzo dyskusyjnego flow-walking, opowieści o wątpliwym statusie w kanonie te „duże” podróże w czasie jak np Sithowie co się pojawili w czasach post ROTJ to były „do przodu”. Wstecz to co innego;)

        • Może coś przegapiłem, a jeśli tak, to wskaż mi historię z podróżami w czasie wstecz w Expanded Universe, która należała do tej górnej warstwy kanonu. Nie licząc flow-walking, co nie było fizyczną podróżą per se, a zostawieniem „impresji” siebie w przeszłości – a i to było imho too much – naprawdę nie przypominam sobie nic podobnego w grach, powieściach i komiksach (nie licząc opowieści typu What if? i Tales) do World Between Worlds z Rebels.

  3. Teraz moc już tak działa. Face it and stop whining.
    A poza tym ‘Rebels’ są najlepszym, co się przytrafiło w świecie SW od czasu story arc w clone wars łączącego wiedźmy z Dathomir, Ventress i Maula. A wcześniej chyba tylko od RotJ.
    (R. Johnson musi odejść!)

      • Na mój wpis – złośliwy, przyznaję, ale tak reaguję na hasła typu “Dave Filoni zbrukał Gwiezdne wojny” (Serio? “Zbrukał”? Świętość jakaś, czy co?) – Ty odpowiadasz obrażaniem rozmówcy i reductio ad absurdum. Gratuluję argumentacji.
        A tak przy okazji – jednorożec jednak, może nie sensu stricte, był:
        http://starwars.wikia.com/wiki/Silky

        • A jak niby reagować? Z epopei o kosmosie, siły woli (Mocy) i walce ze złem
          (Ciemną Stroną Mocy) robi się bajeczkę wywracającą do góry nogami założenia sagi.

          Z Odysei Kosmicznej 2001 też pozwolisz zrobić serial o przyjaźni, miłości na pokładzie i licznych perypetiach rodem z Kiepskich?

          Wybacz, ale niektórych rzeczy się nie robi. Oczywiście przejaskrawiłem z tematyką, ale SW i CW/SWR to właśnie brukanie fekaliami czegoś co przeszło do kanonu Sci-Fi na ugruntowanej pozycji.

          • Rozumiem, że przez “bajeczkę wywracającą do góry nogami założenia sagi” masz na myśli prequele albo wytwór Johnsona, bo zarówno CW jak i Rebels lepiej pokazują świat SW (wytwór Johnsona pokazuje tylko jego przerośnięte ego).
            Przejaskrawienie to eufemizm na porównanie 2001 i SW. Pierwsze to kamień milowy sf, drugie to fajna baśń w futurystycznym settingu.
            No ale oczywiście de gustibus -Tobie się Rebels nie podoba, ja nie znoszę nowej sagi. Jedno, co mnie dziwi, to wyciąganie bojowych sztandarów i pisanie o zbrukaniu, fekaliach itp w kontekście takiej błahostki. Chciał sobie Filoni tak napisać, to sobie napisał. Cytując Shattnera – get a life!

          • Nowej sagi też nie cierpię. Tzn. mogłaby sobie być jakby to było coś innego niż SW – jak tylko zapomnę że to część SW to mogę oglądać. Zresztą przy takiej obsadzie to nie jest trudne ;)

          • Jeśli ktoś zrobi coś takiego Odysei to uznam, że guzik mnie nowa Odyseja, prequel, sequel czy co by to nie było, nie obchodzi i że liczy się tylko wersja Stanleya. Przecież byłbym głupkiem, gdybym miał coś uznawać bo jakoś wytwórnia mi mówi, że tak ma być.

          • No tak, dokładnie.
            Ale jakby się nazywało “Odyseja Kosmiczna 2001: Discovery One Stories” to napisalibyśmy tutaj że ktoś zeszmacił klasyka tanią operą mydlaną…

          • Niby tak, ale czy mnie by to obchodziło? Jedni pomyślą jak ja, a na innych wpływu miał nie będę. :)

          • Siła woli, moc, poległa w “Mrocznym widmie”, gdzie Lucas uzależnił siłę Jedi od ilości midichlorianów we krwi. Jak pasożyt, moc jak malaria:)

          • Chyba źle to interpretujesz – to jest tylko sposób stwierdzenia mocy (pomiaru) . Zauważ że nie jest przekazywany z ojca na syna (czy z matki) ale po prostu się pojawia.

          • No nie wiem “moc zawsze była silna w naszej rodzinie”. Poza tym “od zawsze” zależało to od wyszkolenia Jedi. A nie pasożyta we krwi;) Była tajemnicza i we wszystkim jak to Yoda mówił. W tym zresztą jest niespójność fabularna między prequelami a pierwszą trylogią. No nie tylko w tym:)

          • Z epopei o midihlorianach zrobił bajkę, hmm a nie z bajki dla dzieci zrobił bajkę dla dzieci? Chyba że 12 latkowie to nie dzieci bo to dla nich George Lucas zrobił stara trylogię.

  4. Gdy miałem 10 lat, to bylo fascynujace. Ale dlaczego stare chlopy jarają się „wojnami gwiazd” i jeszcze czule rozpisują o tej dzisiejszej g… wartej pop-papce – nie rozumiem.

  5. O mój boże co za głupota. I mam na myśli ten z dupy wyrwany artykuł za przeproszeniem.
    Historia w Star Wars ma jeden ustalony przebieg, nie da się zmienić przebiegu walki już ustalonej. Ezra mógł uratować Ahsokę bo już za pierwszym razem ją uratował. To pokręcone, ale takie są podróże w czasie.
    Dlaczego nie uratował Kanan? Nie mógł go uratować od samego początku. Z tego samego portalu wychodzi później Imperator. Wniosek? To była pułapka na Brigdera.
    I nie będzie nigdy cofania przebiegu pojedynków, bo nie ma alternatywnych linii czasu w tym uniwersum jest jedna historia która akurat w przypadku Ahsoki zatoczyła sobie pętlę.

    • Come on. Skoro „nie mógł” uratować, a do tego zrobił pętlę, to cała ta dyskusja czy ratować go była czysto akademicka;)?

      To się jeszcze bardziej nie trzyma kupy niż to co faktycznie było w serialu:P

      • Skąd Ahsoka mogła wiedzieć cokolwiek o tym miejscu. Ona sobie to założyła że jeżeli go wyciągną to nastąpi paradoks.
        Jest też kolejna teoria fanów o tym że można wpływać na wydarzenia jedynie w pobliżu portali. Sidious miał portal ze świątyni Jedi na Corousant (a tak naprawdę ze świątyni sithów na której Jedi wybudowali swoją (znaczek nad portalem na to wskazuje). Trójkątny portal prowadził na Malachor itp itd. Cały ten rant w Filoniego po prostu strasznie mnie striggerował. Gość dał mi powód bym w ogóle znosił prequele i dodatkowo przywrócił mi Thrawna. A że dodał nowy aspekt Mocy, który idealnie wpisuje się w jej naturę jako siły spajajacej wszystko co żyło żyje i żyć będzie? Jak dla mnie World Between Worlds to wspaniały pomysł dający nadzieję na nowe ciekawe historie w tym świecie. A nie ciągłą stagnację i pierdyliard opowieści o wielkiej trójce jak w EU.

  6. A mi się podobało Rebels, mimo że niby jestem na to za stary (po 30). W starym EU było jeszcze więcej kiczu, nieścisłości i sprzeczności, więc nie wiem o co szum.

  7. Dobrze, że autor artykułu lepiej się zna na GW i tym, jak działa Moc, niż uczeń samego Georga Lucasa
    No po prostu XD jak stąd do księżyca

  8. Nie jestem jakimś wielkim, o ile w ogóle jestem, fanem Gwiezdnych Wojen i nie o to mi chodzi. Ale czy zamiast pomstować na Disneya i jego potworki, nie możecie go po prostu zignorować? Kto ustala jakiś mityczny “kanon”? Disney? Bo co? Bo może kręcić filmy i robić certyfikaty Yody? Zbierzcie się i ustalcie sobie kanon jaki Wam się fani podoba.

  9. Ludzie! Dla mnie głównym problemem w finale było to, jakim cudem Hera zdołała zajść w ciążę (i nie poronić przy takim stresie), a nie jakiś świat między światami. Asoka ostatecznie wróciła do odpowiedniego miejsca w historii. Za to za nic nie widzę, kiedy Kanan i Hera mieli czas dla siebie.
    Ale to może tylko mój punkt widzenia, bo ja nie dokońca traktuję te seriale jako pełnoprawną część uniwersum. Dla mnie gwiezdne wojny to przede wszystkim filmy fabularne, a reszta to ciekawe dodatki.

  10. TO NIE CHODZI O URATOWANIE AHSOKI , A O MORAŁ HISTORII !!!!!!!!!!!!!!!!!
    Chodzi o poświęcenie dla większego dobra, Kanan oddał własne życie, aby inni mogli żyć. Pobyt w tym świecie miał to uświadomić chłopakowi. Bo choć to miejsce miało wielką moc, nie zdoła zmienić wszystkiego, nie zdoła każdego uratować, Ahsoka była osobą, która miała mu to uświadomić. I powiedzieć mu, że tego nie zmieni, i powinien pozwolić mu odejść.
    Ten kto napisał ten artykuł chyba nie wie, na czym polega ten serial.
    Star wars Rebels to historia o chłopaku, który zyskuje nową rodzinę. Który znajduję w sobie odwagę i dorasta z zagubionego chłopaka, nie mogącego znaleźć swojego miejsca w galaktyce, do groźnego Jedi, walczącego o swój dom, Lothal. OPOWIEŚĆ KTÓRA MÓWI, ŻE MOC NIE JEST NAJWAŻNIEJSZA, WAŻNE JEST JAK ŻYĆ, JAK BYĆ LEPSZYM CZŁOWIEKIEM. Serial skierowany do nowego pokolenia fanów, z początku infantylny, dorasta z sezonu na sezon wraz z widzem.

    Rebelianci to swoja własna nie zależna, historia dla nowego pokolenia fanów. I nie wpływa ona na fabułę filmów. Prosta historia walki dobra ze złem mająca różne wartości dla młodszych fanów. A ten wyskakuje ” Ale jak można podróże w czasie, przecież to takie nie zgodne”. …… I pisać jaki Dave Filoni to matoł. No brawo.

    ” Strategia walki, jest równie ważna, jak to, o co człowiek walczy” – Ezra Bridger

  11. “Filoni chciał też, by po stracie Kanana ktoś inny stał się dla Ezry mentorem i udzielił mu ostatniej ważnej lekcji. Pod tym kątem ten pomysł nie był zresztą taki zły. ”

    To jest twój wymysł. Niczym nie poparty. Po drugie Ezra nie potrzebuje już szkolenia obejrzyj sobie finał trzeciego sezonu. Po trzecie, jest to tak bzdurne, może Bendu, też był mistrzem dla Ezry ???

    • Przecież nie wziąłem tego z powietrza. W tekście masz link do artykułu, w którym są cytaty z Filoniego, w tym:

      “I told the pieces of her story that I thought were important and I liked the idea too that in a way, she is another mentor for Ezra. That there’s Kanan and then there’s also Ahsoka.”

      Na Twoim miejscu byłoby mi teraz trochę głupio…

  12. Lekka przesada pisać, że serial na zawsze zmienił oblicze SW na gorsze. Pomijając wspomniany wątek czasowy, to bardzo dobry serial. Bije na łeb rozwleczone Wojny Klonów, które musiał w pewien sposób naprawiać (to co zrobili z postacią Maula to kpina – koleś nie powinien być w ogóle wskrzeszony). Główni bohaterowie serialu są świetni, fajnie się rozwijają i zmieniają – widz się do nich przywiązuje. Ahsoka też wypada dobrze – nie uważam, by była skazana na porażkę w pojedynku z Vaderem – bądź co bądź doszło tam do małej eksplozji, ale chwilę wcześniej wcale od niego nie odstawała. Fajnie Rebeliantów uzupełniają książki związane z bohaterami. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że filmy w pewien sposób ograniczyły możliwości wprowadzenia i utrzymania postaci władających mocą. Jeśli w SW nie wspomina się o innych istotnych Jedi czy Sithach, wiadomym jest, że jacykolwiek się pojawią w czasie pomiędzy wydarzeniami poszczególnych części, ich los jest z góry przesądzony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...