Miłość, punk i kosmici, czyli Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach

Recenzje/Film 09.08.2018
Nasza ocena:
Miłość, punk i kosmici, czyli Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach

Filmowa adaptacja krótkiego opowiadania Neila Gaimana “Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” trochę bardziej nadawałaby się raczej na epizod serialu w stylu “Black Mirror”, niż pełnoprawną 100-minutową produkcję.

Akcja rozgrywa się na brytyjskich przedmieściach, pod koniec lat 70. Muzyka punkowa zdobywa sobie coraz większą popularność wśród młodzieży. Jej wielkim fanem jest też Enn (Alex Sharp), który marzy o tym, by założyć z kolegami kapelę. Równie mocno pragnie też mieć dziewczynę. I w końcu nadarza się ku temu dobra okazja. Chłopak trafia bowiem przez przypadek na oryginalną i nietypową domówkę, gdzie poznaje Zan (Elle Fanning). Dziewczyna okazuje się być przybyszem z innej planety…

Podstawowy problem, jaki mam z filmem “Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” to fakt, że łączy ze sobą dwa totalnie obce światy w dość nieumiejętny sposób.

I nie chodzi mi tu wcale o świat ludzi i kosmitów. Reżyser John Cameron Mitchell, posługując się opowiadaniem Neila Gaimana żeni ideologię punka z romantyzmem pierwszej miłości nastolatków. Jak wiemy, punk zakłada nihilizm, brak przyszłości, bunt. Nie ma tu miejsca na miłostki, banały i czułości. Zresztą, w pewnym momencie w jednej ze scen, grana przez Nicole Kidman punkówa-weteranka wykrzykuje na widok całującej się młodzieży “dość tych hippisowskich bredni”. Twórca filmu jednak schizofrenicznie trzyma się swojego założenia – jego głównym celem jest opowiedzenie historii miłosnej.

Punk jest tu przedstawiony w sposób bardzo podstawowy, delikatnie rzecz ujmując. Opiera się na pustych gestach, wymienianiu najbardziej znanych i oczywistych zespołów, wykrzykiwaniu wyświechtanych fraz, w które nie wierzą chyba zbytnio sami bohaterowie filmu.

Na dobrą sprawę, w tym miejscu mógłby się znaleźć każdy inny gatunek muzyki. Punk był na tyle charakterystycznym i wyrazistym głosem buntu, że aż szkoda zmarnować jego potencjał na historyjkę rodem z “High School Musical”, tyle że w tym przypadku z trochę większym pazurem.

“Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” to przedstawiciel klasycznego modelu niezależnego filmu romantycznego.

Reżyser ubrał go wprawdzie w motywy bliskie awangardowemu science-fiction, ale pozostają one co najwyżej ubarwiającą całość ciekawostką.

Sceny rozgrywające się podczas imprez kosmitów wyglądają trochę jak mikstura “Mechanicznej pomarańczy” w wersji light z “Piątym elementem” (też w wersji light). Gdzieniegdzie czuć też echa “Inland Empire” Davida Lyncha. Niby jest to formalnie ciekawe, ale reżyser nie potrafi oprzeć na tym głębszej opowieści. Serwuje za to lekkostrawną historyjkę, która wyróżnia się trochę bardziej alternatywno-artystowskim podejściem.

Aktorsko jest całkiem nieźle. Nicole Kidman, choć jest postacią drugoplanową, ciekawie bawi się swoją rolą, z luzem podchodząc do zadania wcielenia się w przedstawicielkę pierwszego pokolenia punków.

Elle Fanning jest uroczo-dziwna. I zapewne taka miała być. Choć chyba trochę zbyt mocno skupiona na tym, że jej bohaterka jest kosmitką i na badaniu jej wszystkich dziwactw, inności oraz odczepienia od zwyczajów społecznych Ziemian. Z początku wydaje się to być interesujące, jednakże z czasem staje się monotonne, bo jej postać nie przechodzi wyraźnej przemiany.

Alex Sharp, wcielający się w głównego bohatera, wypada pozytywnie, choć nie mam wrażenia, że zapisał się jakoś szczególnie w mojej pamięci. Jego kreacja trochę zagubionego i szukającego akceptacji nastolatka jest tyleż samo akceptowalna, co przyjemnie obojętna.

Podobnie zresztą jak główna metafora filmu, opierająca się na poglądzie, że w czasach pierwszych, naiwnych miłości, kontakty z dziewczynami bywają dla przedstawicieli płci przeciwnej na tyle trudną sztuką, jakby komunikowali się z kosmitami. Aż prosi się, by ją bardziej rozwinąć, nadać całości jeszcze ciekawszego kontekstu, stworzyć miłosną epopeję, połączoną z pop-rockowym musicalem i zacięciem science-fiction. Reżyserowi zabrakło jednak pod tym względem wyobraźni i pomysłu.

Co nie znaczy, że “Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” nie wart jest poświęcenia mu czasu. W swoim gatunku jest to całkiem przyjemna propozycja, choć niekoniecznie na wieczór w kinie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...