Nowy serial animowany Netfliksa próbuje być jak BoJack Horseman. Rozczarowani – recenzja

Recenzje/Seriale 07.08.2018
Nasza ocena:
Nowy serial animowany Netfliksa próbuje być jak BoJack Horseman. Rozczarowani – recenzja

Nowy serial animowany Netfliksa próbuje być jak BoJack Horseman. Rozczarowani – recenzja

Advertisement

Animowane seriale dla dorosłych dawno przestały być uznawane za gorsze. Dowodem zwiększająca się liczba takich seriali w ofercie serwisu Netflix. Rozczarowani od twórcy Simpsonów i Futuramy na siłę próbują porzucić jednak styl autora na rzecz produkcji takich jak Rick i Morty czy Bojack Horseman.

Wiadomość, że sam wielki Matt Groening tworzy nową produkcję animowaną dla Netfliksa wywołała niemałe poruszenie w branży. Do tej pory Groening współpracował tylko z tradycyjną telewizją, głównie Foxem, choć po skasowaniu Futuramy relacje między nim i stacją wyraźnie się ochłodziły.

Rozczarowani to umiejscowiona w magicznej krainie Dreamland historia toksycznej przyjaźni między trójką bohaterów – księżniczką Bean, jej personalnym demonem o imieniu Luci oraz elfem Elfo. Dreamland to raczej standardowa kraina fantasy pełna gnomów, ogrów, wikingów, ale też postaci z klasycznych europejskich legend, takich jak Hansel i Gretel. Tego typu miszmasz pozwala twórcom na stworzenie najbardziej szalonych i oryginalnych historii, bez typowych ograniczeń logiki czy tożsamości stylów. A przynajmniej tak jest w teorii.

Rozczarowani nie są serialem stricte komediowym. Humor jest tu obecny, ale twórcom zależy raczej na stworzeniu nieco absurdalnej opowieści przygodowej.

Nie ma w tym nic złego. Groening zawsze specjalizował się bardziej w komedii, ale przecież i Simpsonowie, i Futurama niepozbawione były ekscytujących historii, zaskakujących lokacji i humoru sytuacyjnego. Zwłaszcza ten drugi serial wydawał się wzorem, na którym twórcy Rozczarowanych oprą swoja formułę. Nie do końca się tak stało i to z różnych powodów.

Pierwszym z nich jest inny niż w dotychczasowych serialach Groeninga dobór bohaterów. Bean, Luci i Elfo to, mówiąc całkiem wprost, źli ludzie (tudzież fantastyczne stworzenia). Pozbawieni właściwie jakichkolwiek pozytywnych cech i egocentryczni przypominają bardziej Bojacka Horsemana czy też Ricka Sancheza. W Simpsonach i Futuramie również nie brakowało negatywnych wzorców – Homer to pijak i leń, Bart uwielbia rozniecać chaos, a Bender z Futuramy łączy w sobie cechy obu tych bohaterów plus odrobinę nihilizmu. Tamte postaci miały jednak oprócz tego zestaw pozytywnych cech, którymi zdobywały sympatię widzów.

Groening wyraźnie chciał nawiązać do panującej obecnie mody na głębsze historie z serializowaną fabułą i czarnymi bohaterami w pierwszoplanowych rolach. Bean i pozostali bohaterowie nie dorównują jednak Bojackowi czy Rickowi ani głębią zdeprawowania, ani skalą swojego upadku i nienawiści do życia. Nie mają także równie dobrych powodów, by zachowywać się tak okropnie.

Bohaterowie Rozczarowanych są jednowymiarowi.

To samo można też powiedzieć o dotychczasowych fabułach (póki co Netflix udostępnił recenzentom sześć pierwszych epizodów). Odcinki są płaskie, często trochę nudne, a ich zakończenia przeważnie nie zostawiają widza z niczym więcej niż wzruszeniem ramion. Można odnieść wrażenie, że Groening nie do końca czuje formułę powiązanych ze sobą treściowo odcinków. Podobny problem mieli jakiś czas temu twórcy South Parku, którzy później zaczęli się wycofywać z rakiem z wprowadzonej serializacji.

Kolejne odcinki Rozczarowanych teoretycznie są ze sobą powiązane, ale w praktyce to niewiele daje. A czasem wręcz potrafią sobie wzajemnie zaprzeczać. W jednym z epizodów ojciec Bean mówi jej, że jest z niej dumny. W kolejnym powtarza te same słowa, ale dziewczyna reaguje w obu przypadkach zupełnie inaczej a w drugim dodatkowo stwierdza, że nigdy wcześniej jej tego nie mówił (!). Podobne błędy są niewybaczalne w produkcji fabularnej, a przynajmniej na razie nic nie wskazuje na to, żeby twórcy mieli je wytłumaczyć.

Na pozostałych płaszczyznach Rozczarowani prezentują się poprawnie, choć bez błysku. Wizualnie serial przypomina trochę uproszczoną wersję Simpsonów. Wykorzystane kolory są różnorodne i bogate, ale jak na świat fantasy za mało tu wizualnych gagów i zaskakujących połączeń. Choćby czegoś na wzór gadających głów w słojach z Futuramy.

Rozczarowani – kiedy premiera?

Obsada dubbingowa składa się z ekspertów w branży, którzy zjedli zęby na niejednej produkcji. Abbi Jacobson, Nat Faxon, Eric Andre dają przekonywujące występy. Nawet głos Elfo, choć nieco irytujący, spełnia swoją rolę. Największy popis daje jednak (jak łatwo się domyślić) John DiMaggio jako Król Zog. Jemu najlepiej ze wszystkich aktorów udaje się zbudować wiarygodną i niejednoznaczną postać. Trudno jednak winić aktorów za kiepskie kwestie, które dostają do rąk.

Z ostateczną oceną serialu Rozczarowani powinno się poczekać na pełen pierwszy sezon. Historia Bean, Luciego i Elfo ma potencjał, żeby rozwinąć się w ciekawą historię fantasy, która od czasu do czasu zdoła też widzów rozbawić. Groening powinien jednak powrócić do swojego stylu zamiast nieudolnie kopiować cudze rozwiązania. Dla dobra wszystkich czytających tę recenzję wolałbym uniknąć mało sprytnej zbitki, że „Rozczarowani okazali się rozczarowaniem”. Wciąż pozostaje to w zasięgu twórców, choć pierwszy test zdali na bardzo słabą ocenę.

Pierwszy sezon serialu Rozczarowani trafi na platformę Netflix 17 sierpnia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...