Od zera do antybohatera. Kokainowe wybrzeże od Netfliksa w niczym nie przypomina Narcos

Recenzje/Seriale 06.08.2018
Nasza ocena:
Od zera do antybohatera. Kokainowe wybrzeże od Netfliksa w niczym nie przypomina Narcos

Od zera do antybohatera. Kokainowe wybrzeże od Netfliksa w niczym nie przypomina Narcos

Advertisement

To zarówno przekleństwo, jak i błogosławieństwo nowego hiszpańskiego serialu na Netfliksie. Kokainowe wybrzeże to nie Narcos, ale bardzo typowy serial o przestępcach. Tych znacznie mniej znanych.

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że Netflix bardzo, ale to bardzo chce stworzyć jakąś godną alternatywę dla swojego znakomitego Narcos? Seriali o narkotykach przybywa w ofercie usługi w dość szybkim tempie, przy czym cześć nowości to niestety często strata czasu. Wspomniane Narcos postawiło bardzo wysoko poprzeczkę, której nikt inny do tej pory nie zdołał osiągnąć. Co gorsza, pretendenci do tego miana w większości są raczej mierni.

Nic więc dziwnego, że Netflix zabiegał o prawa do Kokainowego wybrzeża. Serialu, który w żadnym razie nie jest przełomowy, przesadnie oryginalny czy artystycznie wyróżniający się z tłumu. Wystarczyło, że opowiada o narkotykach.

Kokainowe wybrzeże nie zabierze nas jednak w egzotyczne miejsce. To opowieść prosto z Hiszpanii o Hiszpanii.

Serial Kokainowe wybrzeże ma bardzo klasyczną formę, szczególnie jeśli chodzi o narrację czy sposób, w jaki porusza swój główny temat. Nie próbuje być oryginalny na siłę, nie stara się też szokować. To oznacza, że musi mieć dobry scenariusz i przyjemną dla oka artystyczną formę, byśmy nie zasnęli po pierwszych odcinkach. Na szczęście ma i jedno, i drugie.

Opowieść zaczyna się w latach osiemdziesiątych w Hiszpanii. Główny bohater serialu to rybak, który wspólnie ze swoim ojcem stara się zarobić na życie, walcząc codziennie z żywiołem. Jest bardzo dobrym marynarzem, co nie umyka uwadze światka przestępczego. Ten będzie chciał wykorzystać rzadkie umiejętności naszego bohatera.

kokainowe wybrzeże recenzja

Młody rybak. Cudowna żona. Dwójka dzieci do wykarmienia. Nic dziwnego, że Sito  – bo tak ma na imię wspomniana postać – ulega pokusie łatwego i nielegalnego zarobku. Z początku zajmuje się przemytem tytoniu, jednak dość szybko decyduje się uczestniczyć w znacznie lepiej płatnych dostawach kokainy.

Nie jestem jednak pewien, czy Sito zasługuje na miano głównego bohatera.

Kokainowe wybrzeże przybiera bowiem formę swoistej kroniki: każdy odcinek opowiada wszystkie zdarzenia z całego roku. Pierwszy to rok 1981, ostatni zaś 1990 r. Nie w każdym z epizodów Sito wysuwany jest na pierwszy plan. Choć zdecydowanie najczęściej.

Sito trudno również nazwać bohaterem. On i jego towarzysze to historia chciwości wynikającej z biedy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a coraz bardziej niebezpieczne i coraz mniej legalne operacje działają – i przychody z nimi związane – działają równie mocno, co uzależniający narkotyk.

To, co mnie ujęło w Kokainowym wybrzeżu, to zupełnie inna narracja niż w Narcos i jego klonach. Nie śledzimy tu losów geniuszy występku i polujących na nich błyskotliwych stróżów prawa. Przedstawiani tu przemytnicy to amatorzy, którzy dorabiają się majątku i władzy między innymi za sprawą niekompetencji śledczych. Historia przez to wydaje się ciut bardziej autentyczna – choć przecież notorycznie stawiany tu za punkt odniesienia Narcos jest przecież serialem inspirowanym faktami.

Kokainowe wybrzeże to prosty, dobrze zrobiony serial. Pewnie za kilka lat o nim zapomnimy. Obejrzeć jednak zdecydowanie warto.

Właściwie jedyne, do czego można się doczepić w serialu, to jego (prawdopodobnie) niski budżet. Choć to kameralna historia opowiadana w niespieszny sposób, to scen akcji w serialu nie brakuje. Wyglądają… słabo. Sztucznie, mizernie z prymitywnymi efektami specjalnymi i kiepską charakteryzacją. Nie wiem, czy efekt końcowy to skutek wspomnianego niewystarczającego budżetu czy braku doświadczenia w realizacji takich scen, ale oglądanie tego powoduje lekkie uczucie zażenowania.

Na szczęście to nie jest serial akcji i nie to jest najważniejsze. Kokainowe wybrzeże to serial ze wszech miar poprawny. Nie brzmi zachęcająco? Skupcie się więc na tych wszystkich miarach. Nie licząc wspomnianych scen akcji w Kokainowym wybrzeżu po prostu wszystko gra. Postacie są ciekawe. Scenariusz jest dobry. Aktorzy przyciągają uwagę. Serial ma dobre tempo i zachęca do obejrzenia kolejnych odcinków. To po prostu dobra produkcja. Na pewno nie stanie się kultowa i na pewno nie będzie wyznacznikiem jakości. To jednak przecież nie są niezbędne cechy serialu, który po prostu bardzo dobrze się ogląda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...