Największe klapy finansowe w historii filmów o superbohaterach

Top/Film 04.08.2018
Największe klapy finansowe w historii filmów o superbohaterach

Największe klapy finansowe w historii filmów o superbohaterach

2018 rok okazał się rekordowy dla adaptacji komiksów, przynajmniej pod względem finansowym. Dwa filmy o superbohaterach produkcji Marvel Studios rozbiły bank. “Avengers: Wojna bez granic” stała się czwartym filmem w historii, który zarobił globalnie ponad 2 mld dol. “Czarna Pantera” w chwili obecnej jest bliska granicy 700 mln dol. w samych Stanach Zjednoczonych.

Zejdźmy na ziemię i przyjrzyjmy się mniej szczęśliwym produkcjom, które znalazły się na przeciwległym biegunie największych klap finansowych w historii tego gatunku.

Fantom

Fantom to tak na dobrą sprawę protoplasta współczesnych superherosów. Komiksowe kadry z jego przygodami miały swoją premierę już w 1936 roku, czyli kilka lat przed Batmanem i Supermanem. Jego filmowa adaptacja w żadnym razie nie była filmem wybitnym. Nie okazała się też wielkim sukcesem artystycznym i kasowym (film zarobił w kinach trochę ponad 17 mln dol.).

Ogląda się go całkiem przyjemnie, pod warunkiem, że mamy dystans do tego typu produkcji. “Fantom” w dodatku całkiem nieźle sprzedawał się na rynku wideo, więc koniec końców nie była to taka jednoznaczna klapa. Billy Zane w roli głównej ewidentnie bawi się doskonale. Na planie towarzyszy mu, początkująca wówczas, bajecznie piękna Catherine Zeta-Jones.

Tank Girl

“Tank Girl” to jeden z najgorszych filmów w historii kina i przy okazji ogromna klapa finansowa (zarobił skromne 6 mln dol.). Możliwe, że to jeden z powodów odpuszczenia przez filmowców z Fabryki Snów opowieści o superheroskach. Nie dość, że swego czasu były potwornie złe, to jeszcze nikt nie chciał ich oglądać.

Punisher: Strefa wojny

Wprawdzie reboot “Punishera” zyskał mniejszy budżet i kompletnie zmieniła się w nim obsada oraz ekipa, ale mimo wszystko mamy do czynienia z pełnoprawnym, brutalnym i szorstkim filmem, który wcale nie był taki zły, jak to można było wywnioskować z licznych recenzji.

Niestety wytwórnia zawaliła sprawę, źle reklamując ową produkcję i wypuszczając film do kin w grudniu, kiedy to raczej masowa publiczność nie ma ochoty na pełne krwi i przemocy historie. Trudno się więc dziwić, że film Lexi Alexander plasuje się w czołówce największych finansowych klap (zarobił trochę ponad 10 mln dol.) pośród adaptacji komiksów.

Żyleta

Tutaj przynajmniej można było realnie spodziewać się sukcesu. Kampowe postapo z Pamelą Anderson w kusych, skórzanych strojach, dosiadająca Harleya i dzierżąca dziarsko bronie palne – to wszystko o czym mógłby marzyć żądny wrażeń entuzjasta wypożyczalni kaset wideo z lat 90. Niestety okazało się, że chyba tylko wypożyczalni, bo w kinach “Żyleta” (adaptacja komiksów firmy Darko Horse) kompletnie się nie przyjęła, zarabiając niecałe 4 mln dol. I kolejna okazja na popularną franczyzę z kobietą w roli głównej została pogrzebana w niepamięci.

Człowiek-Meteor

Czas zadać kłam stwierdzeniu jakoby “Czarna Pantera” był pierwszym filmem z czarnym superbohaterem w roli głównej. O nie. Równo ćwierć wieku wcześniej w kinach pojawił się bowiem “Człowiek-Meteor”. W wyniku zetknięcia z tajemniczym meteorytem przeciętny nauczyciel zyskuje nadludzie moce. I to nie byle jakie. Poza siłą, szybkością i umiejętnością latania, potrafi on też komunikować się z psami oraz poznawać treść książek za dotknięciem dłonią.

Niestety pomimo tych jakże atrakcyjnych i przydatnych mocy “Człowiek-Meteor” nie zdołał przyciągnąć wielkiej publiczności (zarobił 8 mln dol. w kinach). Zapewne lata 90. nie były jeszcze właściwym momentem na przedstawienie masom takiego filmu o superherosach.

Superman IV

Pierwszy “Superman” sprawił, że uwierzyliśmy, iż człowiek naprawdę może latać. Czwarty pokazał, jak nisko można upaść. To przypadek filmu, w którego na dobrą sprawę nikt nie wierzył. Chyba tylko Christopher Reeve był szczerze zaangażowany w jego produkcję. Cała reszta, wraz z reżyserem, scenarzystą, pozostałymi aktorami i producentami, robiła ten film chyba za karę bądź od niechcenia. A jest to najłatwiejszy z możliwych przepis na katastrofę, którą bez wątpienia był “Superman IV”. Tak artystycznie, jak i finansowo. Choć jednoznaczną klapą nie da się go uznać pod względem finansowych (film zarobił trochę ponad 36 mln dol.), tak przyszło mu dzierżyć tytuł jednego z najgorszych filmów wszech czasów.

Supergirl

Gdzieś pomiędzy premierą “Supermana III” a “Supermana IV”, kina nawiedziła “Supergirl”. Wszyscy oczekiwali sukcesu, choćby komercyjnego, a tymczasem wyszło zgoła inaczej. Film nie dał rady zarobić w kinach nawet skromnych 15 mln dol.

Wcielająca się w Supergirl Helen Slater była w momencie przyjmowania roli kompletnie nieznaną aktorką i w castingach udało się jej pokonać Demi Moore oraz Brooke Shields. To jej pierwsza duża rola w filmie. Pech chciał, że okazał się on na tyle złą produkcją i tak wielką klapą finansową (pierwszy Superman zarobił ok. 20 razy więcej), że Slater nie miała szansy przebić się do aktorskiego olimpu w Hollywood i szybko o niej zapomniano.

Super

To bodajże jedyny (w miarę) dobry film w owym zestawieniu. Pomimo faktu, że zarobił marne 400 tys dol. w kinach jakimś cudem natrafił na niego Kevin Feige, który postanowił jego reżyserowi i scenarzyście, nieznanemu wówczas Jamesowi Gunnowi, powierzyć reżyserię “Strażników Galaktyki”.

“Super”, korzystając z motywów filmów o superbohaterach, opowiada słodko-gorzką historię mężczyzny, który pomimo braku jakichkolwiek supermocy, przywdziewa uszyty przez siebie kostium i rozpoczyna walkę z występkiem oraz przestępczością zorganizowaną.

Stalowy rycerz

Shaquille O’Neal to świetny koszykarz, ale dzięki bogu jego epizod z kinem był bardzo krótki. Adaptacja komiksu DC to kolejna, niestety nieudana próba przedstawienia szerszej publiczności czarnoskórego superbohatera. Stalowy rycerz to coś jakby wymieszanie Batmana, Iron Mana i Luke’a Cage’a. Z tymże do żadnej z tych produkcji się nie umywa. To jeden z najgorszych filmów ostatnich trzech dekad. I przy okazji bolesna porażka finansowa – obraz zarobił bowiem marne 1,7 mln dol. Producenci usilnie próbowali później go upychać gdzie się dało, stąd też i na naszych rodzimych kanałach można było swego czasu wcale nie tak rzadko natrafić na ten tytuł.

Black Mask

Stosunkowo nieznany na Zachodzie chiński komiks miał szansę przedstawić się skutecznie po drugiej stronie globu, ale jednak nie udało się (film na jego podstawie zarobił ok. 12 mln dol.). Po pierwsze 1999 rok nie był dobrym momentem na premierę adaptacji komiksu, o którym nikt poza Hong Kongiem nie słyszał. Po drugie, “Black Mask” był prawdopodobnie najbardziej pechowym filmem lat 90., gdyż swą premierę miał tego samego dnia co “Mroczne widmo”, czyli jeden z najbardziej oczekiwanych filmów wszech czasów.

The Specials

Przykład pokazujący, że nigdy nie należy się poddawać. “The Specials” to film, do którego scenariusz napisał sam James Gunn. Może się on wiec pochwalić aż dwoma filmami o superbohaterach, które okazały się dotkliwymi klapami finansowymi. I to takimi naprawdę potężnymi. Po czymś takim raczej, w teorii, autor nie miałby nawet co marzyć o jakiejkolwiek karierze.

Ale jak wszyscy wiemy, Gunn zdołał się odbić od dna i obecnie ma na koncie kasową superserię “Strażnicy Galaktyki”. “The Specials” z 2000 roku może poszczycić się mianem najmniej dochodowego filmu w historii produkcji o superbohaterach i w sumie jednym z najmniej dochodowych filmów wszech czasów. Jego wynik finansowy wynosi… 13 tys dol. Los naprawdę potrafi się czasem odmienić.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

29 odpowiedzi na “Największe klapy finansowe w historii filmów o superbohaterach”

    • To wina tego, że użyłem, jak ktoś napisał w komentarzu wcześniej, trochę niefortunnego zwrotu. Thomas Jane nie grał w omawianym filmie, tylko poprzedniku. Także wzmiankę o Jane usunąłem. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

  1. Myślę, że zwrto jest niefortunny – “Wprawdzie reboot “Punishera” z Thomasem Jane” – autorowi chodziło pewnie o podkreślenie, że chodzi o reboot filmu z Thomasem Jane w roli głównej, nie, że w reboocie zagrał Thomas Jane. Przecież nawet na zdjęciu widać, że nie Jane.

  2. W latach 90 każdy film z kasety był zajebisty, także proszę porównywać te nowsze produkcje, które mimo dostępności zaawansowanych efektów nie nadają się nawet do oglądania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...