Gdyby Ostre przedmioty trafiły w złe ręce, wyszłaby z tego farsa – rozmowa z Gillian Flynn

Wywiad/Seriale 17.07.2018
Gdyby Ostre przedmioty trafiły w złe ręce, wyszłaby z tego farsa – rozmowa z Gillian Flynn

Gdyby Ostre przedmioty trafiły w złe ręce, wyszłaby z tego farsa – rozmowa z Gillian Flynn

Gillian Flynn ma już na swoim koncie zekranizowaną powieść. Najkrótsza z jej dorobku, Ostre przedmioty, musiała czekać najdłużej. Efekty możemy oglądać na HBO i HBO GO.

Gillian Flynn opowiada o całkiem nowym wyzwaniu, jakim była dla niej praca biurko w biurko z serialowymi scenarzystami. Ostre przedmioty, inaczej niż inna jej powieść pt. Zaginiona dziewczyna, została przeniesiona na ekran w odcinkach. Serial rozkręca się dość powoli, jednak, jak zapewnia autorka, to ważne, ponieważ na poznanie klimatu przedziwnego miasteczka Wind Gap, w którym dzieje się akcja, potrzeba sporo czasu.

Jako autorka literackiego pierwowzoru zawsze chcesz być członkiem zespołu, który pracuje nad jego adaptacją?

Gillian Flynn: Tak, z kilku powodów. Po pierwsze bardzo dobrze wspominam pracę nad adaptacją Zaginionej dziewczyny. To właśnie wtedy pracowałam po raz pierwszy z Davidem Fincherem, z którym rozumiałam się bez słów. W zespole panowała świetna atmosfera i po prostu zaczęło mi się to podobać. Drugi powód jest prozaiczny – mam wewnętrzny przymus sprawdzania wszystkiego po sobie i innych ludziach. Ostre przedmioty to pierwsza książka, jaką napisałam, a która została zekranizowana jako ostatnia i pewnie dlatego mam do niej największy sentyment.

Chciałam mieć pewność, że wszystko się uda, bo bardzo się bałam, że coś może pójść nie tak, głównie z powodu motywów, które przypominają gotycki horror. Jeśli ta książka trafiłaby w złe ręce, mogłaby wyjść z tego farsa. Albo horror. Gdyby skupiono się nie na tym, co trzeba i pominięto najważniejsze dla mnie elementy, pokazalibyśmy w krzywym zwierciadle większość bohaterów, a zwłaszcza Camille. To właśnie dlatego chciałam być na miejscu.

Czy zgodzisz się ze mną, że pisarze, a zwłaszcza pisarki, są obecnie częściej zapraszani do współpracy przez producentów? Mam wrażenie, że jeszcze niedawno było inaczej i kobiety nie uczestniczyły w tym procesie.

Ja mam zupełnie inne doświadczenia. Podczas adaptacji Zaginionej dziewczyny poproszono mnie o napisanie pierwszej wersji scenariusza i uprzedzono z góry, że na tym prawdopodobnie skończy się nasza współpraca. Było to bardzo jasno powiedziane, ale mój tekst bardzo spodobał się Davidowi, który postanowił końcowo dokooptować mnie do zespołu. W tym przypadku założyłam z góry, że będę częścią zespołu kreatywnego i napiszę scenariusz.

Wiem, że początkowo chcieliście nakręcić na podstawie powieści film.

Tak, ale w końcu ten pomysł upadł. Kilkakrotnie go odgrzewano, ale nic z tego nie wyszło. Podobnie było z Ciemnym zakątkiem. Producenci zainteresowali się tymi powieściami dopiero po premierze Zaginionej dziewczyny. Miałam przeczucie, że Ostre przedmioty to idealny materiał na serial i w sumie cieszę się, że nie nakręcono filmu. Wszystko dobrze zbiegło się w czasie. Kiedy kilka lat temu zaczęliśmy rozmawiać o filmie, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Tego rodzaju historie nie były pokazywane na małym ekranie. HBO było pierwszą stacją, która zmieniła styl telewizyjnej narracji, a niedługo potem pojawił się Netflix i nagle wszyscy zaczęli kręcić seriale w nowej konwencji.

W ramówkach pojawiło się mnóstwo tytułów, które przypominały filmy fabularne podzielone na odcinki, czyli format idealny do zaadaptowania powieści na potrzeby telewizji. Bardzo mnie to cieszy, bo z jednej strony na podstawie Ostrych przedmiotów można by nakręcić film. To jest moja najkrótsza powieść, która ma 250 stron. Z drugiej strony, bałabym się, że w skondensowanej formie zatracilibyśmy Camille i zamiast studium bohaterki, powstałby horror. Chyba, że adaptacją zająłby się David Fincher – wtedy byłabym spokojna.

Ostre przedmioty to historia, która rozwija się w powolnym tempie…

Na początku musimy poznać klimat i specyfikę tego przedziwnego miasteczka, a na to potrzeba sporo czasu.

Podejrzewam, że podczas adaptacji powieści dużym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego tempa narracji i wybór momentów, w których widzowie dowiedzą się więcej na temat problemów psychicznych i alkoholowych bohaterki. Jak udało się wam w przemyślany sposób dawkować te informacje, żeby od razu nie wyjawić za dużo?

To było bardzo trudne. Kiedy powinniśmy zasygnalizować widzom, że Camille się tnie? Kiedy i jak powinni się dowiedzieć, kiedy umarła Marian? Nad serialem pracowało kilka bardzo doświadczonych osób i byłam też ja, autorka powieści, która ciągle się z nimi kłóciła. Marti napisała scenariusz pierwszego odcinka. W ostatnich jego scenach dowiadujemy się, że Camille się samookalecza. Zaprotestowałam, bo uważałam, że należy przesunąć to w czasie, bo zbyt wcześnie wyjawiamy jedną z jej tajemnic. Cały czas prowadziliśmy tego rodzaju rozmowy. Telewizja bardzo się zmieniła – współczesna widownia lubi oglądać seriale jednym ciągiem, a więc trzeba skupić jej uwagę pod koniec pierwszego odcinka. To zabawne, że musieliśmy dostosowywać tempo narracji do sposobu, w jaki współcześni widzowie oglądają telewizję.

HBO GO Ostrze przedmioty

Podejrzewam, że kolejnym wyzwaniem była sama struktura powieści, w której ważna rolę odgrywają wewnętrzne monologi Camille. Jestem pewna, że przeniesienie tego elementu na mały ekran nie było łatwe.

Tak i właśnie dlatego cieszę się, że mogłam pracować z innymi scenarzystami, którzy zajmowali się wątkami pozostałych bohaterów. Często proponowali, żeby pewne sceny nakręcić z perspektywy Richarda, który jest detektywem, aby rozbudować jego postać. W większości scen obserwujemy otoczenie oczami Camille, ale czasem wprowadzamy zmiany i skupiamy się na innych bohaterach.

Pisarze piszą powieści w samotności, ale podczas pracy nad serialem pracowałaś w jednym pokoju z zespołem… Jakie to uczucie?

To było …PRZEDZIWNE doświadczenie. Nigdy wcześniej nie byłam w pokoju scenarzystów, ale dużo na ten temat słyszałam, bo mam znajomych, którzy piszą scenariusze dla stacji telewizyjnych. Pokój scenarzystów to też stały element opowieści o kulisach pracy telewizji. Dopiero teraz zaczęłam rozumieć, dlaczego panująca tam atmosfera może być toksyczna. U nas było zupełnie inaczej, bo zostałam zaproszona do zespołu przez Marti, która zatrudniła wcześniej dwóch swoich znajomych z programu UnReal, a ja zaprosiłam mojego przyjaciela, z którym znamy się od 20 lat – pracowałam z nim razem w redakcji magazynu Entertainment Weekly. To dziennikarz, który pracuje teraz jako scenarzysta i ma na koncie kilka off-broadwayowskich musicali. Jest niesamowicie utalentowany.

Żeby trochę przyoszczędzić, zamieszkał z nami, kiedy pracowaliśmy nad scenariuszem. Zajął pokój gościnny, w domu, który wynajmowaliśmy. Mówiliśmy na niego Kramer, bo przypominał nam bohatera z serialu Seinfeld. Przyjęliśmy też do zespołu dwie kobiety, które zostały nam polecone. Obie pracowały wcześniej nad serialem dla platformy Amazon. Tak wyglądał skład naszego zespołu scenarzystów, który może nie był duży jak na telewizyjne standardy, ale znalazły się w nim bardzo różne osobowości. Każdy z nas miał trochę inny pomysł na serial. Spędzaliśmy razem wiele czasu. Byliśmy zamknięci w jednym pokoju od dziewiątej rano do piątej, szóstej albo siódmej wieczorem i bardzo szybko zaczęłam orientować się, kto chce za wszelką cenę przeforsować własne pomysły, czy ktoś czuje się niedoceniony i kto jest z natury toksyczny… Przez cały dzień wymienialiśmy się pomysłami.

Na tym etapie nie pisaliśmy jeszcze scenariusza. Byliśmy w jednym pokoju i wypisywaliśmy pomysły na małych, białych karteczkach, które przyklejaliśmy potem na ścianie, dzieląc wątki z książki na osiem odcinków. Bardzo ciężko pracowaliśmy i spędzaliśmy razem całe dnie. Czułam się wykończona. Byłam strasznie przepracowana i pewnego dnia spojrzałam na swojego męża i powiedziałam mu, że nigdy nie mogłabym być scenarzystką telewizyjną. Nie mogłabym pracować w ten sposób, bo pewnego dnia po prostu zabrakłoby mi energii. Cieszę się, że to był tylko długi epizod w moim życiu, ale jest cała masa ludzi, którzy kończą pracę nad jednym serialem i za chwilę zabierają się za kolejny. Nie wiem jak oni to robią, że ciągle mają nowe, świeże pomysły.

To musiało być dla ciebie ciekawe doświadczenie – wróciłaś do książki, którą napisałaś w 2006 roku. Jakie to uczucie pracować nad tekstem, który powstał niemal 12 lat temu?

Książka została wydana w 2006 roku i bardzo dużo się od tego czasu zmieniło w moim życiu. Zostałam matką, wyszłam za mąż i pewnie nie myślę już jak Camille. Z drugiej strony, to było bardzo ciekawe doświadczenie, bo okazało się, że jestem w stanie bez problemu wczuć się w jej sytuację. Bardzo szybko zaczęłam nadawać na tej samej fali.

Wybór miejsca jest bardzo ważny w przypadku tego serialu. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że akcja Ostrych przedmiotów zostaje przeniesiona gdzieś indziej?

Nie, to byłoby niemożliwe, może za wyjątkiem stanu Missouri, który jest pełen sprzeczności. Mój wuj zrobił kiedyś zdjęcie nagrobka na cmentarzu w Missouri, na którym znajduje się następujący napis: „To nie jest Północ ani Południe. To nie jest Zachód ani Wschód. Mamy tu po odrobinie wszystkiego. Wszystkiego, co najlepsze.” Jakoś mnie to nie przekonuje, bo Missouri było niewolniczym stanem. Jego mieszkańcy walczyli po stronie Unii, ale dopiero po zmianie lokalnych władz. To stan pełen sprzeczności i chyba jedyne miejsce w Stanach, gdzie na Głębokim Południu nadal możemy zobaczyć flagi Konfederacji. Z domu, w którym się wychowałam mam do Missouri zaledwie trzy godziny samochodem. To bardzo ciekawe miejsce, podobne do rodzinnego miasteczka Camille, które jest przesiąknięte atmosferą Południa.

Serialowa bohaterka dorastała w Wind Gap, gdzie pieniądze zarabia się głównie na uboju świń. Mówi o sobie, że jest „hołotą…, ale jej rodzina to stare pieniądze”. W Wind Gap w ubojniach rodziły się fortuny, ale ona nie miała kontaktu z pracownikami rzeźni. Była ponad nimi, co nie zmienia faktu, że jej rodzina zbiła majątek na zabijaniu zwierząt. W tak małym miasteczku, to musi zostawiać w tobie ślad. Nie można od tego uciec i pieniądze nie mają tu żadnego znaczenia. Możemy mówić o cyklu życia, ale i tak zawsze mamy śmierć w tle.

Missouri i Kansas to stany naznaczone brutalnością, których historia jest pełna strasznej przemocy. To właśnie tam dochodziło do najbardziej brutalnych i krwawych epizodów wojny secesyjnej, która trwała tam najdłużej, bo stan Missouri był ostatnim, w którym prawnie sankcjonowano niewolnictwo. Jego mieszkańcy prowadzili groteskową walkę do samego końca wojny secesyjnej. To miejsce naznaczone przemocą, co postanowiłam podkreślić w mojej powieści. Do brutalnych aktów popełnianych przez ludzi wyjętych spod prawa dochodziło jeszcze na początku XX wieku. To byli straszni ludzie. To nie przypadek, że akcja powieści Trumana Capote Z zimną krwią toczy się w Kansas.

Wywiad przeprowadzony w Los Angeles w maju 2018 r. Materiał powstał we współpracy z HBO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

0 odpowiedzi na “Gdyby Ostre przedmioty trafiły w złe ręce, wyszłaby z tego farsa – rozmowa z Gillian Flynn”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...