Dawno nic mnie tak nie zdenerwowało jak 2. sezon Opowieści podręcznej. Finał to jakiś żart!

Felieton/Seriale 13.07.2018
Dawno nic mnie tak nie zdenerwowało jak 2. sezon Opowieści podręcznej. Finał to jakiś żart!

Dawno nic mnie tak nie zdenerwowało jak 2. sezon Opowieści podręcznej. Finał to jakiś żart!

Widząc nominacje do nagród Emmy 2018, przecierałem oczy ze zdumienia. Umieszczenie w zestawieniu Opowieści podręcznej dzień po emisji fatalnego finału 2. serii zakrawa o parodię. Nie pamiętam, kiedy ostatnio serial mnie tak rozczarował.

O nagrody Emmy walczą przede wszystkim HBO i Netflix, które prześcigają się pod względem liczby nominacji. Stacja i serwis streamingowy mają w rękawie wiele asów, którymi zdobywają przychylność kapituły. Znalazło się na szczęście miejsce na produkcje od innych wytwórni i dystrybutorów. Szkoda, że czasem tak bardzo niezasłużone, jak w przypadku The Handmaid’s Tale.

Przyznam się w tym miejscu, że ominął mnie hype na serial kręcony przez MGM dla Hulu i emitowany w Polsce przez serwis Showmax. Było o nim jednak na tyle głośno, że w tym roku w trakcie trwania emisji 2. serii postanowiłem go nadrobić. Byłem oczarowany! W mig pojąłem, dlaczego serial budził tak duże emocje po premierze oraz dlaczego zbierał nagrody i wyróżnienia.

handmaids tale margaret atwood

Zarywałem noce przy kolejnych odcinkach, zatapiając się w wyobraźni w przerażający Gilead.

Była to bardzo słodko-gorzka przygoda. Z jednej strony mamy świetnie nakręcony serial, z fenomenalnymi kostiumami i wręcz porażającą autentycznością grą aktorki w pierwszoplanowej roli. Biorąc pod uwagę zmiany we współczesnym świecie i regres cywilizacyjny dużej części społeczeństwa, świat przedstawiony w serialu nie wydaje się aż tak absurdalny, jak powinien.

Niestety zaraz po obejrzeniu finału pierwszej świetnej serii odpaliłem kolejny sezon. I to był błąd. Zacząłem ze zdumieniem odkrywać, że król jest nagi. Scenarzystom po bardzo udanym debiucie najwyraźniej skończyło się paliwo. Osiedli na laurach i poszli w recykling motywów. Świat przedstawiony przestał być spójny, a ze scenariusza zaczęły wyzierać dziury.

Uwaga na spoilery z 2. sezonu Opowieści podręcznej.

Freda stała się bardziej pyskata niż nabuzowana hormonami nastolatka.

I w tym akurat nie widzę nic zdrożnego, bo to wiarygodna reakcja na krzywdy, jakich doznaje główna bohaterka. Nie ma już siły tłumić emocji i zaczyna kąsać. Problem mam z reakcją innych bohaterów na jej wybryki. W pierwszym sezonie serial raz po raz nam przypominał, że nieposłuszeństwo podręcznych karane jest z pełną surowością. W kolejnym jakby twórcy o tym zapomnieli.

handmaids tale

Widzieliśmy już wydłubywane oczy, ucinane kończyny, usuwane łechtaczki i wykonywane wyroki śmierci. I to za znacznie mniejsze przewinienia niż te, których dopuszcza się raz po raz główna bohaterka. Fredę dotyka oczywiście wiele traumatycznych sytuacji, ale i tak zbyt wiele uchodzi jej na sucho. Kolejne pyskówki bez konsekwencji nie pasują do dotychczasowej narracji.

Opowieść podręcznej straciła w 2. sezonie to, co ją wyróżniało.

Serial najpierw zbudował pełen barier świat, który krępował ruchy bohaterów. Zamknięcie ich w tej matni było ogromną siłą pierwszego sezonu. Stałe poczucie zagrożenia, nieuchronność kary, surowość władców Gileadu – właśnie z tego wynikały emocje. Rozumiem, że serial musi ewoluować, żeby nie popaść w rutynę, ale Opowieść podręcznej chce zjeść ciastko i mieć ciastko.

Z jednej strony serial chce pokazać zmiany zachodzące w świecie i w bohaterach, a z drugiej strony panicznie boi się zmienić status quo. Nie jedna, nie dwie, a aż trzy ucieczki Fredy na przestrzeni dwóch sezonów to po prostu zbyt wiele. Tym bardziej że przy ostatniej próbie główna bohaterka dokonała wyboru, z którym nie mogę się pogodzić.

Opowieść podręcznej

Decyzja bohaterki o pozostaniu w Gileadzie jest nie do obronienia.

Siatka ruchu oporu przygotowała dywersję, która miała pozwolić uciec z Gileadu trzem bohaterkom: Emily, June oraz jej nowo narodzonej córce. Serena, która zaczęła wreszcie dostrzegać, jak bardzo wynaturzony jest świat, który pomogła stworzyć, na to nawet pozwoliła. A później nadszedł ten mało zaskakujący moment, na który byliśmy szykowani od przynajmniej kilku odcinków.

June zdecydowała wręczyć zawiniątko z noworodkiem Emily, ale sama nie uciekła. Gilead nadal więzi jej pierwsze dziecko, którego nie umie porzucić. I tak jak rozumiem jej decyzję na płaszczyźnie emocjonalnej, a aktorka w swojej roli jest fenomenalna – i jej nagroda Emmy się akurat należy – tak scenarzysta i reżyser finału się po prostu nie popisali.

To nie tak, że wkurzam się na serial, bo bohaterka zachowała się inaczej, niż oczekiwałem.

Jej decyzja miała być przełomowym momentem, ale wyszedł z niej jedynie tani cliffhanger. Finałowa scena, zamiast wywołać emocje, obrażała inteligencję widza swoją absurdalnością. Freda, którą znamy, nie jest przecież głupia. Musi sobie zdawać sprawę, że nie wsiadając do ciężarówki, skazuje się na śmierć. Nie sposób wyobrazić sobie innego wiarygodnego rozwoju wydarzeń.

handmaids tale

Bywają w serialach postaci, które irytują widzów całym swoim jestestwem. Na myśl przychodzi mi w pierwszej kolejności Skyler z Breaking Bad, czyli żona głównego bohatera. Jej kolejne decyzje wzbudzały emocje i czasami wręcz nie mogłem patrzeć na to, co znów wyczynia, ale nawet wtedy nie powiedziałem na nią złego słowa, bo to była cholernie dobrze napisana postać.

June w drugiej serii The Handmaid’s Tale dobrze napisana nie jest.

Biorąc pod uwagę to, co wiemy o Gileadzie, June nie ma żadnych szans na uratowanie córki, jeśli zostanie. Gdzie pójdzie? Co będzie jeść? W jaki sposób odszuka Hannah? Jak doprowadzi ją sama do granicy? Jeśli faktycznie zależałoby jej na uratowaniu swojego pierwszego dziecka, to powinna uciec razem z Emily i po stronie ruchu oporu organizować ratunek, bo pozostanie nie ma sensu z praktycznego punktu widzenia.

Jej decyzja o pozostaniu w piekle jest kreowana na punkt zwrotny i pokazuje, że woli zginąć w walce, niż opuścić dziecko. Opowieść podręcznej nas na tę decyzję zresztą szykowała od dłuższego czasu, więc nie było to zaskoczeniem. Niestety pokazana została ona w sposób aż karykaturalny. Finał okazał się przerostem symboliki nad logiką. Nie mówiąc już o tym, że napisanie wiarygodnej kontynuacji wydaje się na ten moment niemożliwe.

handmaids tale

Jestem pewien, że June została w Gilead, bo jej ucieczka zmieniłaby status quo, a na to twórcy nie są gotowi.

Nie zdziwię się nawet, jeśli po raz kolejny scenariusz zrobi kurtyzanę z logiki, a Freda w 3. sezonie ponownie stawi się na służbę u Waterfordów, bo np. Serena będzie ją kryć i przekona Freda, by powiedzieli ludziom, że dziecko zmarło w pożarze i zaczną starać się o nowe. Małżeństwo wielokrotnie pokazywało, że jest w stanie podejmować irracjonalne decyzje, byle dopasować się do zwrotów akcji – nawet jeśli stały one w kontrze do tego, jak byli przedstawieni wcześniej.

Problem w tym, że serial już zbyt wiele razy naginał postaci do scenariusza, by kolejny raz uszedł mu na sucho. Mignęło mi ostatnio w jednym z wywiadów, że Bruce’owi Millerowi marzy się 10 sezonów serialu, więc najwyraźniej dużo za wcześnie na ucieczkę Fredy. Doceniam ambicję, ale żałuję, że poza świetnym pomysłem – który nota bene jest zaczerpnięty z książki, bo serial jest adaptacją – nie ma nam na ten moment już zbyt wiele do zaoferowania.

Nietypowy świat przedstawiony to za mało, by serial fascynował przez lata.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że w tegorocznej Opowieści podręcznej najbardziej rozczarowuje mnie nawet nie to, w jakim kierunku poszedł serial, a zmarnowany potencjał. I mając świeżo w pamięci seans obu sezonów jeden po drugim, nie mogę zrozumieć, jakim cudem produkcja dostała wczoraj tak duże wyróżnienie.

Nie chcę tutaj umniejszać aktorce, która wcieliła się w June. Elisabeth Moss wykonała świetną robotą i jej statuetka się naprawdę należy. Nawet najlepsza kreacja nie jest jednak w stanie przykryć dziur w scenariuszu, a Opowieść podręcznej jako całość w tym roku na nagrodę za najlepszy serial dramatyczny po prostu nie zasługuje.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Wojna światów” FOX-a sięga po klasykę, by opowiedzieć o przyszłości. Ten trend rozpoczęły serie „Altered Carbon” i „Opowieść podręcznej”

„Wojna światów” H.G. Wellsa to jedna z pierwszych ważnych powieści science fiction. Dzieło z XIX wieku wciąż inspiruje, na co dowodem dwie nadchodzące adaptacje. Rozmowy z twórcami serialu od stacji FOX pokazują jednak, że zależało im bardziej na pójściu śladami „Opowieści podręcznej” i „Westworld”. To będzie zupełnie nowa „Wojna światów”.

Artykuł/Seriale 30.10.2019

Dołącz do dyskusji (8)

24 odpowiedzi na “Dawno nic mnie tak nie zdenerwowało jak 2. sezon Opowieści podręcznej. Finał to jakiś żart!”

  1. Jeśli już chcesz używać oryginalnego tytułu to używaj go poprawnie- THE Handmaid’s Tale… Co za ignorancja…
    Sezon drugi bije na głowę sezon pierwszy. Ogromne napięcie towarzyszy nam od pierwszych sekund s2e01 i w każdym kolejnym odcinku jest potęgowane. Scenariusz jest wybitny, a postacie są fantastycznie skonstruowane. Yvonne Strahovski, wcielająca się w Serenę Joy, skradła swoją grą aktorską drugi sezon. Ciotkę Lydie poznajemy od trochę cieplejszej i opiekuńczej strony. Emily (Alexis Bledel ) od zwątpienia i pesymizmu przeszła do najbardziej radykalnego kroku i osiągnęła swoje małe zwycięstwo. Nick (Max Minghella) niewiele mówi, a czasem nie musi mówić wcale bo jego wyraz twarzy i jego czyny wyrażają więcej niż 1000 słów. A Fred to zwykła c*pa, która bez Sereny nic by nie osiągnęła. Wybił się na niej. Swoją “męskość” próbuje udowadniać poprzez przemoc wobec kobiet- skatowanie Sereny, zgwałcenie ciężarnej(!!!) June.
    June stała się bardziej buntownicza i stanowcza, bo żyła świadomością, że kobiecie w ciąży nie może spaść włos z głowy… I tak było do odcinka 10- wtedy dostała dwa “ciosy”. Być może nie zauważyłeś, ale cały sezon oparty był o przedstawienie różnych aspektów macierzyństwa. Ty chyba tego sensu nie pojąłeś, skoro zakończenie tak strasznie Cię wkurzyło.
    Nieuchronność kary i stałe poczucie zagrożenia? Tego Ci brakowało? A co ze śmiercią Eden? Z pobiciem Janine? Z Fredem który skatował Serenę Joy pasem? Z obcięciem palca SJ? Cały fanbase drżał przez cały sezon w obawie o Nicka, który życie kobiety, którą kocha i ich dziecka stale przedkładał nad własne bezpieczeństwo.
    Nie bez powodu zdecydowano się na cotygodniową emisję- by każdy miał czas na przemyślenie każdego kolejnego odcinka. Chyba tego u Ciebie zabrakło. Tam było wiele niuansów, które łatwo przegapić, jeśli nie ogląda się uważnie- np. jak Rita próbowała szampana przed podaniem go “Żonie Gileadu” (żony pewnie obawiają się otrucia), znak uliczny STOP, na którym nie ma liter, tylko namalowana jest ręką czy produkty spożywcze, które mają na etykietach jedynie obrazki… albo kartki na żywność, które też jedynie przedstawiają grafiki (tak daleko posunięty jest zakaz czytania dla kobiet!).
    Boję się o przyszłość kobiet, skoro są faceci, którzy nie rozumieją tego serialu- to jest zatrważające!
    Polecam obejrzeć jeszcze raz, na spokojnie.

  2. Artykuł zainspirował mnie do ponownego obejrzenia obydwu sezonów. O ile drugi zespół oglądałam z zapartym tchem, o tyle finał mnie również rozczarował. Teraz muszę na świeżo przypomnieć sobie wszystko od początku, żeby zrozumieć co i dlaczego mnie irytowało w drugim sezonie, bo takie momenty były. Także dziękuję za inspirujący artykuł :)

  3. Rzeczywiście oczekiwanie że spoza Gilead uwolnienie córki będzie bardziej realne jest mega logiczne… Gdyby tak było mąż i przyjaciele June w Kanadzie już dawno by ją wywieźli.
    Poza tym poglad że w takich sytuacjach ludzie logicznie rozważają swoje kroki (i wiedząc że drugie dziecko jest bezpieczne zostawiają za plecami drugie ochoczo wskakujac do samochodu do wolnosci) jest tak daleki od życia że pozostaje się cieszyć że scenarzyści są temu życiu blizsi.

  4. Gdyby spoza Gileadu odbicie córki byłoby latwiejsze mąż June juz dawno by to zrobil… Jednak jako matka Freda podjęła słuszną decyzje pewnie zdaje sobie sprawę, że tulko pozostając w tym “bagnie” ma szanse jeszcze zobaczyć swoja córkę Hannah

  5. Ta recenzja to rak, który zabiera mnóstwo czasu na czytanie i psuje ludziom pogląd na genialny serial, który rozwinął skrzydła w 2. sezonie. Ja osobiście akcją w trakcie sezonu byłem czasem mniej zainteresowany, ale ten finał… ten finał był świetny! Dynamiczny i wzbudzający bardzo wiele emocji. Tak naprawdę jeśli gdzieś w tym serialu kręciła się łezka w oku to właśnie w dwóch ostatnich odcinkach. Postaci w 2. sezonie w końcu są normalne. Ludzkie. Nie da się uwierzyć w to, że wszyscy mają tak wyprane mózgi, żeby wierzyć w ideologie Gileadu, tak jak to pokazywał 1. sezon. Twórcy wyraźnie to musieli zauważyć, ponieważ w końcu dostaliśmy postaci, które również czują. Serena pokazała się z genialnej strony. Nawet ciotka Lidia pokazała trochę człowieczeństwa. [spoiler] Wystarczająco, by zrobiło mi się jej szkoda, gdy została zaatakowana. Proponuje by autor obejrzał wszystkie odcinki jeszcze raz i przemyślał to nie tylko ze swojego punktu widzenia, ale z punktu widzenia różnych osób. Bardzo pomaga wcielenie się w jedną z postaci i przemyślenie jej motywów i uczuć towarzyszących każdej podejmowanej decyzji.

  6. Poprawny zwrot z nagłówka to zakrawa na…, nie zakrawa o. Może się ocierać o… Rozumiem, że największym zarzutem jest to, że Fred nie wyłupił oka June za to, że dała mu w pysk, oraz że June nie uciekła z Gileadu, a tylko dopilnowała, by zabrano Holly/Nichole. Zatem wyjaśniam: Fred nic nie zrobił June, bo to tchórz i boi się silnych kobiet. Przy tym June ma na niego dość brudów, żeby pociągnąć go za sobą. June została w Gileadzie, bo ma jeszcze drugą córkę i nie chce dopuścić do tego, by spotkał ją los Eden i innych kobiet z tego piekła. Uratowała Holly, wraca po Hannę. Proste jak drut. I proszę cytuj oryginalny tytuł bez błędu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...