Years&Years nagrali dance-popowy hymn na cześć miłości i grzechu. Palo Santo – recenzja

Recenzje/Muzyka 09.07.2018
Nasza ocena:
Years&Years nagrali dance-popowy hymn na cześć miłości i grzechu. Palo Santo – recenzja

W 2015 roku przebojem wdarli się do świadomości fanów electropopu. Teraz Years&Years z płytą Palo Santo niosą całą masę świetnych, nowoczesnych dźwięków.

Frontman grupy Years&Years, Olly Alexander z pewnością ma więcej szczęścia niż jego starsi koledzy po fachu. W latach 70. i 80. największe gwiazdy pop musiały ukrywać się ze swoją orientacją seksualną, jeśli chciały zaistnieć w mainstreamowej świadomości. Nawet jeśli wokół danego artysty krążyły plotki czy “legendy” będące tajemnicą poliszynela, to dopóki nic nie zostało oficjalnie wyjawione, dopóty każdy robił dobrą minę do złej gry. Elton John, George Michael, Ricky Martin – to tylko kilka przypadków na potwierdzenie dawnego stanu rzeczy.

Dziś w końcu doszliśmy do punktu, w którym artysta nie będący hetero nie musi skrywać swej tożsamości i osobowości, może ją wręcz afirmować i na jej fundamentach tworzyć swoje dzieła. O tym też jest nowy album Years&Years – Palo Santo.

To muzyczna afirmacja muzyka, który wie kim jest, gdzie jest jego miejsce w świecie i nie boi się o tym mówić głośno.

To manifest dumy, ubrany w rozrywkowe i frywolne szaty świetnie zaaranżowanego popu i dance’u.

Otwierający Palo Santo Santcify, oparty na plemiennych rytmach bębnów (ewidentnie nawiązujący do produkcji Timbalanda), opowiada o relacji autora z mężczyzną podającym się za hetero, choć jest to tylko fasada.

W nocy przyszedłeś do mnie bo wiesz, że jestem tym, który cię naprawdę zna. Nie musisz być hetero przy mnie. Widzę to co jest pod twoją maską. – śpiewa Olly Alexander w drugiej zwrotce.

W późniejszym Preacher pojawia się z kolei tekst:

Myślisz o tym, co by powiedział twój ojciec gdyby nas zobaczył? Cóż, powinieneś przyznać się do tego, że nie wiesz kim jesteś. Ale wierzyć, że ja cię pokocham. Pozwól mi być twoim zbawieniem.

To odważny komunikat, mówiący wiele o naszych czasach. W końcu homoseksualizm przestał być tabu, z którym artyści walczyli poprzez wymyślne, czasem kiczowate metafory. Dziś można wprost przekazać w swej muzyce wątek orientacji seksualnej. Nie jest to już temat tylko i wyłącznie dla preferowanej przez mainstream reprezentacji większości seksualnej.

Years&Years robią to w dodatku w sposób jak najbardziej mainstreamowy.

Hallelujah to pędzący niczym pocisk, kipiący energią klubowy kawałek o zatracaniu się w tańcu. Calvin Harris powinien przesłuchać go wiele razy, bo mógłby się od Years&Years nauczyć paru rzeczy w temacie prowadzenia rytmu, dynamicznych aranży i hipnotyzujących refrenów.

W kolejnych utworach album rzadko kiedy zwalnia tempo.

Czasami Years&Years skręcają z torów imprezowego electro w stronę R&B, ale całość pozostaje spójną muzyczną petardą. Album Palo Santo (tytuł nawiązuje do świętego drzewa Inków) to wybuchowa dawka przyjemnej dla ucha muzyki rozrywkowej. Nie jest to wprawdzie dźwiękowa awangarda, nie usłyszmy tu wybitnych przebojów pop, które zapiszą się w historii (choć nie brak tu naprawdę kapitalnych numerów). Ale mimo tego druga płyta Years&Years to poważny kandydat na krążek lata 2018.

Świetny, delikatny, odznaczający się sporymi przestrzeniami i skalą wokal Olly’ego Alexandra nadaje płycie szlachetności, sprawiając, że brzmi świeżo, nowocześnie i mieni się od emocji. Trochę tak jakby Sam Smith spotkał się z George’em Michaelem i Pet Shop Boys. Uwierzcie mi na słowo, że jest to mieszanka, którą powinniście usłyszeć.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...