Nowy szef HBO zapowiada, że stacja upodobni się do Netfliksa. Mam nadzieję, że nie za bardzo

Felieton/Seriale 09.07.2018
Nowy szef HBO zapowiada, że stacja upodobni się do Netfliksa. Mam nadzieję, że nie za bardzo

Pojedynek między HBO a Netfliksem i innymi platformami VoD nieprędko znajdzie zwycięzcę. Fani produkcji obu gigantów współczesnej rozrywki mają swoje powody, by im kibicować. Wyraźnie widać jednak, że strategia Netfliksa z biznesowego punktu widzenia jest skuteczniejsza. Zwraca na to uwagę nowy szef HBO, który zapowiada szereg zmian w stacji.

Nie da się ukryć, że Netflix nie tylko wysforował się na czoło wyścigu o współczesnego widza, ale też dawno wyprzedził goniący go peleton o kilka długości. Pokazują to choćby najnowsze sondaże, z których wynika, że czerwona platforma VoD jest niekwestionowanym numerem jeden. Amerykanie oddali serce Netfliksowi, co jednak nie oznacza, że wszystko, co firma robi, zamienia się w złoto. Zwłaszcza w ostatnich kilku miesiącach coraz więcej słychać narzekań na fastfoodową naturę Netfliksa.

Nie przeszkadza to jednak nowemu szefowi HBO, który w rozmowie z New York Timesem zaznaczył, że firma pod jego nadzorem musi zmienić swoją naturę, jeśli chce dalej ewoluować. John Stankey stanął na czele HBO po przejęciu jej przez AT&T. Nowy szef zapowiada ciężki rok HBO (mimo drugiego sezonu Westworld, Ostrych przedmiotów i zbliżającej się wielkimi krokami premiery ostatniego sezonu Gry o tron). Według Stankey’a jedyną szansą na rozwój firmy w zmieniającej się przestrzeni medialnej jest upodobnienie się do gigantów streamingu:

Potrzebujemy godzin użytkowania na każdy dzień. Nie tydzień, ani miesiąc. Rywalizujemy z urządzeniami, które mieszczą się dłoni i przyciągają uwagę co piętnaście minut. Każda godzina daje nam nowe informację o użytkowniku, a one pozwalają na monetyzację poprzez reklamy i subskrypcje.

Stankey ani razu w trakcie rozmowy nie wspomniał o Netfliksie, ale nietrudno się domyślić, że szefostwo HBO uważnie śledzi poczynania rywala.

Może nawet zbyt uważnie.

To prawda, że HBO zostało w tyle pod względem technologicznym. HBO GO zostało w końcu uwolnione na początku 2018 roku, ale wyglądem, intuicyjnością i dostępnością wciąż przypomina narzędzie sprzed dobrych kilku lat. Ludzie nie utożsamiają się ze stacją telewizyjną tak mocno jak z aplikacją dostępną 24/7. Gdy jednak Stankey mówi o zwiększaniu zysków, rozbudowaniu marki i poszerzaniu liczby subskrybentów, to gdzieś po drodze gubi się to co najważniejsze – czyli tworzenie wybitnych produkcji.

HBO jest znane z dbałości o szczegóły, wielomiesięcznych prac na planie i pełnych rozmachu seriali. Netflix nie ma swojej Gry o tron i nie zanosi się, by w najbliższym czasie miał się takiej produkcji doczekać. Osobiście wątpię, żeby stać miał się nią Wiedźmin. Nie dlatego, że serial nie będzie dość dobry, a raczej z powodu silniejszego nastawienia na indywidualną historię. Geralt nie walczy o Żelazny Tron, a jeśli bierze udział w globalnym konflikcie, to zwykle poprzez nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

Widzowie być może nie dość silnie identyfikują się z marką HBO, ale z jej produktami, jak Gra o tron, Westworld, Rodzina Soprano czy Młody papież już jak najbardziej. Niewiele jest fandomów tak pełnych pasji (czasem aż do przesady) jak te związane z seriali HBO. Udane produkcje Netfliksa coraz częściej gubią się z kolei w zalewie przeciętności, nabytych tanio filmów straight-to-video i kupowanych na całym świecie licencji (ten ostatni trend HBO od jakiegoś czasu próbuje naśladować).

Z iloma produkcjami Netfliksa widzowie identyfikują się równie silnie? I ile spośród nich to seriale całkiem nowe?

A HBO miało w samym czasie kilka równie mocnych hitów, choć nie wszystkie przetrwały w idealnej formie na kolejne sezony (mało kto pamięta jeszcze Detektywa). Zauważam jeszcze jeden problem z bezrefleksyjnym naśladowaniem konkurencji. Strategia Netfliksa obecnie najlepiej sprawdza się pod względem finansowym. Nie sposób tego podważyć. Co będzie jednak za kilka lat? Bańka serwisów streamingowych już osiągnęła ogromne rozmiary, a przecież stale rośnie. Każda hossa musi się jednak kiedyś skończyć.

Co stanie się, gdy rynek poczuje przesyt? Bańka pęknie i nastąpi ogromny krach, czy raczej przebiegnie to w sposób pokojowy? Na ten moment trudno to przewidzieć, ale mam wątpliwości, czy naprawdę potrzebujemy kolejnej platformy z setkami dodawanych co miesiąc seriali i filmów.

Jeżeli zmiany wprowadzane przez Stankey ograniczą się do technologicznego odświeżenia HBO GO oraz systematycznego zwiększania liczby mniejszych produkcji i europejskich licencji, wtedy HBO pod jego dowództwem przejdzie ewolucję we właściwym kierunku. To jednak mało prawdopodobny scenariusz. Za dużo w jego wypowiedziach różnych synonimów pieniądza. HBO czeka nowa era. Jeszcze może się okazać, że będą to jednak wieki ciemne, a nie nowy i lepszy początek.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...