Nieznośna i irytująca smarkula wróciła z drugim sezonem. Ania, nie Anna – recenzja

Recenzja/Seriale 06.07.2018
Nasza ocena:
Nieznośna i irytująca smarkula wróciła z drugim sezonem. Ania, nie Anna – recenzja

Nieznośna i irytująca smarkula wróciła z drugim sezonem. Ania, nie Anna – recenzja

Drugi sezon serialu Ania, nie Anna wylądował dziś na Netfliksie. Ania jest coraz bardziej zuchwała i niekiedy irytująca. Dokładnie taką, jaką pokochali czytelnicy książek Lucy Maud Montgomery.

Ania z Zielonego Wzgórza w nowym, świeżym wydaniu, spodobała się widzom. Pierwszy sezon serialu Netfliksa i mi przypadł do gustu. Podobnie jak drugi, który w sprytny sposób rozprawia się ze starymi, zakurzonymi postaciami wykreowanymi przez Lucy Maud Montgomery.

Na przykład z postacią Mateusza Cuthberta – mieszkającego z siostrą starego kawalera, który staje się opiekunem Ani. Wraz z jej pojawieniem zamknięty w sobie mężczyzna powoli, krok po kroku gubi kolejne fragmenty swojego pancerza. W jego życiu pojawia się też kobieta, której obecność zostaje przez twórców serialu podkreślona bardziej niż w oryginalnej opowieści. Mateusz w serialowej wersji jest postacią ukazaną szerzej niż w książce.

Podobnie jak jego siostra Maryla i jej więź z Anią, która pogłębia się z kolejnymi odcinkami. Maryla coraz lepiej znosi wariactwa dziewczyny, która, jak wiadomo, potrafi być nieznośna, ale też rozbrajająco szczera. Niełatwo jej w świecie pełnym konwenansów.

W drugim sezonie oglądamy kolejne słynne wybryki rudowłosej dziewczynki.

Na przykład pofarbowanie włosów na zielono. Twórcy serialu w doskonały sposób wykorzystują oryginalną opowieść jako kanwę dla swojego scenariusza, trzymając się sztywno głównej fabuły i najciekawszych wydarzeń, pozwalając sobie jednak na dodanie nowych elementów. Takich jak postacie, które nie są znane z książki.

Ania, nie Anna 2 sezon

Kolejne przełożenie książki na obraz byłoby strasznie nudne. Na szczęście tutaj dzieje się inaczej. Zaś Amybeth McNulty, grająca Anię Shirley Cuthbert, tworzy postać idealnie wpasowującą się w obraz upartej rudej smarkuli. Tak jak przy pierwowzorze – czasem jej paplanina i egzaltacja są nieznośnie irytujące, nieraz miałam ochotę zaklnąć pod nosem “niechże ona się już zamknie!”; jednocześnie jest to postać tak mądra i emocjonalna, że nie sposób jej nie polubić.

W drugim sezonie twórcy nadal wracają często do przeszłości Ani, pokazując traumatyczne wydarzenia z jej życia.

Momentami zdaje się to być niekoniecznie. Zwłaszcza, że przytaczane wątki znamy już z pierwszej części. Z kolei długie sceny przedstawiające zachwyt dziewczynki nad otaczającym ją światem i hasanie wśród pól Zielonego Wzgórza nieraz prosi się o skrócenie. Mimo to drugi sezon serialu ogląda się zaskakująco dobrze. Zaskakująco, bo przecież niby niewiele tam akcji no i przede wszystkim historia jest większości znana. Jednak scenariusz porusza bardzo poważne problemy, widziane nie tylko z perspektywy głównej bohaterki. Ania, nie Anna to dobre i rzetelne rozszerzenie historii znanej z książek, do tego świetny odpoczynek od pełnych niepokoju i brutalności seriali.

Serial obejrzycie w serwisie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

31 odpowiedzi na “Nieznośna i irytująca smarkula wróciła z drugim sezonem. Ania, nie Anna – recenzja”

  1. Najlepszy serial ♡ 1 sezon obejrzałam jednego dnia… 2 w dwa dni… szkoda że 1 sezon ma tylko 7 odc. a 2 sezon 11 ale cóż… teraz zostało oczekiwać 3 :D (mam nadzieję)

  2. Super jest. Jestem fanka książek o Ani ale serial ogląda się super:) piękne scenerie i dbałość do szczegółów epoki :) gilbert przystojny hehe. Obejrzałam pierwszy sezon, zaraz biorę się za dwójeczkę i czekam na kolejny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...