7/10 to minimum. Widz przestał być frajerem i nie chce oglądać słabych seriali

Felieton/Seriale 05.07.2018
7/10 to minimum. Widz przestał być frajerem i nie chce oglądać słabych seriali

7/10 to minimum. Widz przestał być frajerem i nie chce oglądać słabych seriali

Widza nie jest już łatwo dzisiaj zadowolić. Chce najlepszych seriali. I będzie śrubował swoje oceny, choć niekoniecznie będzie to sprawiedliwe. Ale kto powiedział, że ma być?

Choć fani seriali mogą się ze mną nie zgodzić, od kilku lat podtrzymuję swoją opinię, że powstaje za dużo produkcji w odcinkach (w Polsce mogłoby akurat więcej). Zbyt wiele miałkich, nijakich tytułów, które są kasowane po jednym sezonie. I takich, które robią tylko za wypełniacze telewizyjnej ramówki i biblioteki serwisów VOD. A te ostatnie prześcigają się w dodawaniu coraz to nowych produkcji.

Można mieć wrażenie, że Netflix to już właściwie rywalizuje sam ze sobą, bo jeśli chodzi o bogactwo oferty serwisu, to wyprzedził wszystkie inne platformy.

Od jakiegoś czasu mówi się, że do końca tego roku Netflix doda do swoich zasobów łącznie około 1000 produkcji, które będą oznaczone jako Netflix Original (a więc albo wyprodukowane na zlecenie giganta VOD, albo przez niego wykupione na wyłączność na danym rynku). Początkowo mówiło się o 600, potem o 700. Istne szaleństwo.

Co miesiąc widzowie toną pod ciężarem machiny marketingowej. Seriale są reklamowane gdzie tylko się da – w sieci, w przestrzeni publicznej, w telewizji. Niestety, część tych kampanii przynosi odwrotny od zamierzonego skutek. To znaczy, jasne, ludzie obejrzą pierwszy odcinek, drugi czy trzeci, ale szybko ta magia reklamy się ulatnia, a na wierzch wychodzą fabularne niedociągnięcia produktu i niezadowolenie widzów, którzy czują się oszukani. Przypomnijmy chociażby, co działo się przy okazji Altered Carbon, które zebrało kontrowersyjne opinie, a na ten moment, to była chyba najbardziej oczekiwana i najszerzej promowana produkcja Netfliksa w tym roku. Potem był też The Rain, który zawiódł wielu fanów nowinek i amatorów sci-fi.

Odkąd zaczęło pojawiać się tak dużo seriali, a mówimy tu już naprawdę o setkach, o ile nie tysiącach tytułów na przestrzeni roku, ludzie stali się bardziej wybredni.

Chcą rozrywki na najwyższym poziomie, najlepszej, bo mają w czym wybierać. Nie chcą tracić czasu na nijakie produkcje. Płacą za streaming i chcą, żeby te pieniądze zostały wydane na dobre treści. Bo ich czas też ma jakąś wartość. Tym większą, jeśli sami płacą za wybraną usługę VOD, bo to znaczy, że pracują i wolne dni, popołudnia mają ograniczone. I wiecie co? Wcale się temu nie dziwię. Mnie też niejednokrotnie szkoda czasu na nudny serial, dlatego jeśli po dwóch odcinkach zabraknie chemii, to prostu go porzucam. To nie są zawody, że trzeba wszystko obejrzeć i wszystko znać.

mindhunter

Ta wybredność wpływa też na to, jak postrzegamy dane dzieła – filmy czy seriale.

Odnoszę wrażenie, że na przestrzeni kilku lat, może nawet dziesięciu, zupełnie zmieniło się to, jak oceniamy różne produkcje. A konkretniej: zmieniła się dla nas wartość danej cyferki. Jakiś czas temu w gronie redakcyjnym rozmawialiśmy o różnych dobrych serialach. Ktoś wspomniał o Mindhunterze i rzucił: takie 7/10, spodziewałem się czegoś lepszego. Myślisz sobie – 7/10 i czegoś lepszego? Przecież to wysoka ocena. Teoretycznie. Po czym zdałam sobie sprawę, że kiedy zdarza mi się szukać jakiegoś filmu czy serialu do obejrzenia i sprawdzam jego ocenę na Filmwebie czy IMDb, to rzadko kiedy decyduję się na taki tytuł, który ma ocenę niższą niż 7.

7/10 to takie minimum.

No chyba, że chcę obejrzeć konkretny film. Wtedy nawet ocena oscylująca w okolicy 3 punktów mnie nie zniechęci. Najwyżej w trakcie zacznę żałować, jak to miało ostatnio miejsce z produkcją Szatan kazał tańczyć (nie-oglądajcie-tego-filmu). Chcemy oglądać seriale (to też znamienne o tyle, że te zajmują nam więcej czasu), którym z czystym sumieniem dalibyśmy notę 8 i więcej, a z drugiej strony niechętnie przyznajemy dziesiątki. Bo zawsze może być trochę lepiej, bo czy to na pewno ideał? A po latach – co też jest zabawne – ze zdziwieniem patrzmy na to, jak oceniliśmy różne filmy i seriale, i zupełnie nie potrafimy zrozumieć własnych wyborów.

Te nasze oczekiwania biorą się z kilku powodów. To nie tylko czas i pieniądze.

Westworld

Śmiem zresztą twierdzić, że te drugie mają mniejszą wartość. Zwłaszcza u świadomego widza, który w ogóle gotów jest zapłacić za dostęp do filmów, seriali, dokumentów. I na szczęście z tym jest w Polsce coraz lepiej – pozwalają mi w to wierzyć choćby grupy na Facebooku, które pełne są fanów seriali i użytkowników poszczególnych usług. I właśnie o wzroście świadomości wśród fanów popkultury, rozrywki mam na myśli. Takich, którzy sami dobierają treści, a nie tych, którzy konsumują je w trybie telewizyjnym, choć przecież i takich widzów wciąż nie brakuje, zwłaszcza w starszym pokoleniu.

Nowoczesne seriale, ich rozwój sprawiły, że publiki nie da się łatwo oszukać.

Chcą rozrywki, która nie tylko pozwoli im się odmóżdżyć, ale zmusi do myślenia, wyłapywania easter eggów, tworzenia hipotez, przewidywania fabuły. To dlatego mówi się o Grze o tron, Westworld, True Detective, Stranger Things, Lostach, Sherlocku, Black Mirror, Twin Peaks czy Kruku z rodzimego podwórka. Kolejne dobre i bardzo dobre produkcje podnoszą poprzeczkę i te najnowsze mają coraz trudniej. Ocenia się je przecież także w kontekście tego, co dały nam poprzednie.

Oczywiście, te oceny, uśrednione opinie nie zawsze ostatecznie nas satysfakcjonują. Ciekawe jest choćby to, jak bardzo różnią się oceny tych samych tytułów na Filmwebie i IMDb – polska publiczność wydaje się być znacznie surowsza, jeśli chodzi o zagraniczne produkcje. Ale mimo że nawet w przypadku tych gwiazdek, które są efektem społecznej oceny, trudno mówić o obiektywizmie, to one dają nam mniej więcej poczucie, czego możemy się spodziewać. A każdy zna już swoje preferencje, dlatego zapewne fani horroru czy sci-fi łaskawszym okiem spojrzą na produkcje, które mają niekoniecznie bardzo wysokie noty, z uwagi na to, że są po prostu fanami danego gatunku.

Ale nawet ci fani, a może zwłaszcza oni, nie lubią być mamieni reklamą i coraz rzadziej dają się jej oszukać. Co więcej – nie tylko właściwie czują się oszukani, kiedy balonik zostaje szybko przekłuty, ale nie bardzo już ufają tym, którzy go pompują. Sama coraz ostrożniej podchodzę do wszelkich sygnałów o nowościach Netfliksa, mając w pamięci to, że ostatnie miesiące platformy, zwłaszcza ostatnie pół roku, były średnio udane. A właściwie, porównując je z poprzednim rokiem, po prostu nieudane.

Widz jest cwany. I przestał być frajerem.

Ogrom produkcji sprawia, że jesteśmy rozpieszczeni. Mamy pretensje i żądania. Śrubujemy oczekiwania. I dobrze. Bo dzięki temu wyrabiamy sobie gusta. I niech to się dzieje kosztem niezadowolenia z serwisów streamingowych i ich produktów. W końcu to twórcy mają się starać.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

31 odpowiedzi na “7/10 to minimum. Widz przestał być frajerem i nie chce oglądać słabych seriali”

  1. Osobiście nie patrzę na oceny seriali – poznaję zwiastuny, czytam opisy, obsada też mnie intersuje i później ogladam albo nie – oczywiście zdarza sie że sięgam po jakis serial tylko dlatego że wszyscy (większość) go chwali ale to też nie zawsze sie sprawdza. A jak juz zaczne ogladac to najwyżej po 3 odcinkach juz wiem czy pozostane przy nim czy nie ale to tez nie reguła :-) Rzeczywiście problemem jest ilośc nowych tytułów bo łatwo coś przeoczyć i człowiek też stał się wybredny i odrzuca tytuły które kiedyś zapewne by ogladał a teraz szuka dalej czegos ciekawszego. Na szczęście mamy czasy że stosunkowo łatwo wrócic do przeoczonych tytułów bo są zwykle dostępne na jakiejś plaformie – nie trzeba czekac na powtórki w tv :-)

  2. Seriale z tych nowych które mnie naprawdę wciągnęły to:
    GoT
    Wikingowie
    Templariusze
    Terror
    The Expanse
    Kraina bezprawia
    Black Sails
    Cobra kai
    Chłopaki z baraków
    A dużo mniej Westworld, The 10, Mr Robot.

  3. “7/10 to takie minimum.”

    Obawiam się że skończy się to jak z grami – dawno, dawno temu kiedy jeszcze wychodziły czasopisma w których były rzetelne opisy gier na końcu każdej recenzji autor wystawiał tabelkę w której oceniał poszczególne składowe danej gry [grafika, dźwięk, grywalność itp]
    No ale kiedy gier zaczęło przybywać, a i dzięki internetowi recenzentem nagle mógł być każdy, to gry poniżej 7/10 zaczęły być uważane była za totalny crap. W efekcie po jakimś czasie skala ocen stała się bezużyteczna – między totalnym crapem, a GOTY jest jednak spora przepaść i ciężko ją wyrazić za pomocą cyfr 8, 9 i 10…
    https://i.imgur.com/kj3gFME.jpg

  4. Może ktoś wymienić jeden naprawdę dobry film fabularny wyprodukowany przez Netflixa? Jeszcze nie udało mi się natknąć. Mam wrażenie, że filmy to ich poboczna działalność, bo nie uzależniają tak jak seriale. Przy okazji trąci od nich usilną poprawnością polityczną.

    Z innej beczki. Zauważył ktoś może jak nabijane sa oceny premierowych filmów na IMDB? Często po pierwszych tygodniach od premiery oceny mocno spadają.
    Ok, rozumiem, każdy kto poszedł na wyczekiwany film jak tylko się pojawił, to lepiej go oceni. Często jednak totalne gnioty mają niezłe średnie. Zastanawiam się czy nie mamy tu do czynienia ze sztucznym podbijaniem ocen.

  5. wole model hbo, czekam na premiere odcinka, rezerwuję sobie 1h a ogladam nawet i nastepnego dnia, oczekiwania zostały zaspokojone Jak mam cały sezon albo i 3 to obejrze odcinek, jak jak w miarę to i drugi i potem zastanawiam sie czy mam stracić teraz cały dzień na oglądanie i odpowiedź brzmi nie i oprócz altered carbon to nic do końca nie obejrzałem

  6. Myślę, że to akurat dobrze. Netflix bowiem, zaczął się zachowywać jak stacje TV sprzed 10 lat. Produkcja masowa. Ja ostatnio mam problem z ich premierami i przestały mnie interesować, bo wpadek jest sporo. Jeżeli mam mało czasu, wieczorem, to szkoda mi go na wpadki.
    Ta masówka Netflixa go może zgubić.

  7. To chyba za proste powiedzieć, że płacący za Netflixa to bardziej świadomi widzowie. Nie mniej ale nie uważam aby bardziej niż płacący za kablówkę. Tam można nagrać więc też ogląda się kiedy chce. Ma się 150+ kanałów więc trochę treści jest. A zasadnicza sprawa to i tu i tu płaci się za jakiś pakiet z dużymi ograniczeniami.

    Gdyby kogoś określać mianem świadomych to piratów, bo Ci autentycznie oglądają co chcą obejrzeć a nie masę chłamu z TV czy jednego serwisu. Netflix to inna klientela ale tak jak w TV większość rzeczy ma małowartościowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...