Nawet głos Gary’ego Oldmana nie uratował tego filmu. Tau od Netfliksa – recenzja

Recenzje/Film 29.06.2018
Nasza ocena:
Nawet głos Gary’ego Oldmana nie uratował tego filmu. Tau od Netfliksa – recenzja

Nawet głos Gary’ego Oldmana nie uratował tego filmu. Tau od Netfliksa – recenzja

Advertisement

Jeszcze jakieś 6 miesięcy temu miałem szczerą nadzieję na to, że filmy Netfliksa przyczynią się znacznie do rozwoju szeroko pojętego kina science-fiction. Po seansie “Tau” (i mając w pamięci wcześniejsze produkcje) jestem coraz bliżej stwierdzenia, że streamingowy gigant cofa w rozwoju ten gatunek.

Główną bohaterką nowego filmu Netfliksa jest Julia (Maika Monroe). Młoda dziewczyna żyje nocą, kiedy to zarabia pieniądze poprzez okradanie bogatych mężczyzn w klubach nocnych. Pewnego razu zostaje jednak nieoczekiwanie porwana przez nieznanych sprawców i uwięziona w zamknięciu w wielkim domu naszpikowanym nowoczesną technologią i systemem obronnym sterowanym przez superkomputer Tau. Z czasem Julia uczy się porozumiewać ze sztuczną inteligencją i nawiązuje z nią relację.

Reżyserem “Tau” jest debiutant, Federico D’Alessandro, który wcześniej pracował jako członek ekipy artystycznej (twórca storyboardów) przy takich filmach jak “Ant-Man” czy “Doktor Strange”. Z zadaniem poradził sobie względnie nieźle, biorąc pod uwagę niezbyt duży budżet oraz ograniczone przestrzenie filmu. Akcja rozgrywa się bowiem w sporym domu, choć głównie w zaledwie trzech pomieszczeniach. Ale umiejętna gra światłem i cieniem poszerza trochę spektrum przestrzeni.

Z drugiej strony przyciemnione światła nie przykryją do końca toporności i tandetności scenografii “Tau”. Nadużywane w filmie Netfliksa neony próbują sprawić, że całość będzie wyglądać dobrze i wpisze się w obecny trend w sci-fi, a tymczasem wypada to tanio i kiczowato.

Obsada nie zachwyca.

Maika Monroe ma fotogeniczną twarz i dobrze się czuje przed kamerą, ale nie ma ona w sobie jeszcze tyle charyzmy, by unieść na swoich barkach cały film.

Nie jest do końca przekonująca ani jako zdezorientowana i wystraszona ofiara, ani jako pyskata i gotowa do boju kobieta, która stawia czoła swemu oprawcy.

Ed Skrein, który gra w “Tau” skrzyżowanie Christiana Greya z szalonym naukowcem-geniuszem, wypada lepiej w swojej roli. Jest to oczywiście kreacja dość uboga w środki przekazu, ale w jej obrębie udaje mu się stworzyć wiarygodną i robiącą wrażenie postać.

Nie wiem, co w tej produkcji robi Gary Oldman.

Zredukowanie tak wielkiego aktora, niedawno nagrodzonego Oscarem, do bycia głosem średnio rozgarniętego, choć poczciwego, AI Tau, to jakieś nieporozumienie. Z tytułowym Tau mam zresztą największy problem. Jest on nam przedstawiony jako najbardziej zaawansowana sztuczna inteligencja, a został zredukowany przez swego twórcę do bycia niczym więcej poza lokajem/stróżem/sprzątaczką.

Do tego jego dziecięca naiwność i łatwość, z jaką główna bohaterka filmu jest w stanie namówić go do złamania swoich protokołów i postawienia się swemu stwórcy, woła o pomstę do nieba. Tau z jednej strony jest superkomputerem, a z drugiej bezbronnym dzieckiem, które chce, by go uczyć o roślinach, muzyce i świecie poza domem. Aż chce się wykrzyczeć – “że co”?!

Na dobrą sprawę nie wiemy, czemu Alex przetrzymuje Julię. To znaczy, znamy ogólny powód, ale scenarzyści nie raczyli nam tego dokładnie wytłumaczyć. Nie wiemy też, po co Alex w ogóle zbudował Tau. Tak wysoce rozwinięta technologia z pewnością ma przed sobą większy cel, niż bycie osobistą niańką swego pana ułatwiającą mu życie domowe.

Oprócz tego typu dziur, “Tau” rozczarowuje nie tylko słabym scenariuszem, ale i pod względem dramaturgicznym.

Film ten pełen jest naiwnych i przewidywalnych rozwiązań, nonsensów, uproszczeń.

Nawet średnio obeznany z kinem widz z miejsca domyśli się, jak potoczą się nadchodzące sceny i “zwroty akcji”. Napięcia mamy tu jak na lekarstwo. W zamierzeniu “Tau” ma być thrillerem, tymczasem ja cały czas oglądałem ten film na granicy znużenia i obojętności. Twórcy chwilami ewidentnie nie do końca wiedzieli, w którym kierunku chcą podążać ze swą opowieścią. Z początku wydaje się, że będzie to film w stylu “Piły”, bądź “Cube”. Potem okazuje się, że zmierza w kierunku “Ex Machiny”, by pod koniec zafundować nam mieszankę “Predatora” ze slasherem. Ostatecznie jednak pozostaje marnym cieniem wspomnianych produkcji.

Jestem już przyzwyczajony do dość marnych pod względem formalnym i scenariuszowym filmów Netfliksa. W “Tau” chyba nawet sam serwis średnio wierzył, bo ta produkcja już podczas oglądania zwiastuna zapowiadała się słabo. Nic nie wskazuje na to, by Netflix przestał serwować nam produkcje filmowe klasy C. Najsmutniejsze jest jednak to, że mają one rynek zbytu. Netflix na naszych oczach najwyraźniej wychował sobie swoją własną publikę. Przyznaję, jest to jakieś osiągnięcie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...