Westworld nie jest nową Grą o tron, ale chyba sam George R.R. Martin napisał ten finał – recenzja

Recenzja/Seriale 25.06.2018
Nasza ocena:
Westworld nie jest nową Grą o tron, ale chyba sam George R.R. Martin napisał ten finał – recenzja

Westworld nie jest nową Grą o tron, ale chyba sam George R.R. Martin napisał ten finał – recenzja

HBO odsłoniło właśnie wiele kart. W prowadzonej z widzami grze w kotka i myszkę weszliśmy na zupełnie nowy poziom. Drugi sezon Westworld zakończył się nie jednym, a kilkoma mocnymi uderzeniami, których nie powstydziłaby się Gra o tron. I nie chodzi nawet o śmierć ważnych postaci.

Uwaga, spoilery!

Półtoragodzinny finał drugiej serii Westworld obfitował w zwroty akcji. Znaleźliśmy odpowiedzi na wiele dręczących pytań, z których większość była więcej niż satysfakcjonująca. Poznaliśmy naturę sekretnego projektu Williama oraz prawdziwy, choć modyfikowany w locie, plan Dolores. Dowiedzieliśmy się także, jakie zakończenie swych historii hosty napisały dla samych siebie.

Największym zaskoczeniem jest to, że większość graczy odpadła właśnie z gry.

Westworld jest zupełnie innym serialem niż Gra o tron i raczej nie stanie się kolejnym hitem HBO na jej miarę. Do tej pory nie szafował też bohaterami. Dzisiejszy finał mógł jednak pisać sam George R.R. Martin. Trup ściele się gęsto i to nie tylko podczas efektywnych bitew. Wbijane były przysłowiowe noże w plecy. A i rozgrywek o władzę na najwyższych szczeblach nie zabrakło.

Sojusznicy stawali się wrogami i na odwrót w ułamku chwili. Każdy z ważnych graczy realizował swoje cele, które często się wykluczały. Twórcy serialu odwalili kawał dobrej roboty – podobnie jak przy starciu Mężczyzny w czerni z Maeve z siódmego odcinka – jako widz w wielu scenach finału również nie umiałem sobie odpowiedzieć na pytanie, komu tak naprawdę kibicuję.

Westworld w przeciwieństwie do Gry o tron pozostaje jednak szalenie trudny w odbiorze.

Kilka linii czasowych i masa technicznego mumbo-jumbo nie ułatwiają zagłębiania się w serial. I bardzo dobrze, bo Westworld zmusza do wysilenia szarych komórek. W przeciwieństwie do klasycznej telewizji, rozwiązania zagadek nie są nam podawane na tacy. Musimy sami się ich domyślać, a twórcy w kilku obszarach pozostawili pole do interpretacji. Widzowie też grają.

Udało się jednak zachować zdrowy balans pomiędzy rzucaniem fałszywych tropów i wywracaniem do góry nogami status quo. Obawiałem się, że dogonienie króliczka pozostawi mnie z uczuciem pustki i rozczarowania, ale na szczęście udało się tego uniknąć. Nie da się jednak ukryć, że to, jak ta historia się kończy, nie jest aż tak istotne w kontekście tego, jak przebiegała.

Co to znaczy być człowiekiem?

Dolina okazała się metaforą Nieba dla hostów, ale produkcja HBO opowiada nie tylko o dążeniach i marzeniach sztucznej inteligencji, ale również – a może przede wszystkim – o ludziach jako gatunku. Westworld zadaje pytanie, czy tak naprawdę mamy wolną wolę. Czy jesteśmy tak wielowarstwowi i złożeni, jak nam się wydaje? Czy może wybór jest tak naprawdę iluzją?

Odpowiedź, jaką mają dla nas Jonathan Nolan i Lisa Joy, nie napawa optymizmem. Twórcy fikcyjnego parku się przeliczyli. Myśleli, że ludzie są bardziej skomplikowani, niż są w rzeczywistości. System wykonujący cyfrowe kopie kilku milionów gości Westworld zrozumiał, że sprowadzenie osobowości do poziomu kodu wcale nie wymaga zbyt wielu jego linii.

Boga nie ma, król jest nagi.

Smutną konstatacją po seansie jest, że ludzie nie tylko nie mają wolnej woli. Nie jest im dane dotknąć nieba. Ba, nie mogą go nawet dostrzec. Tak jak hosty widziały wyrwę w swojej rzeczywistości, która pozwalała osiągnąć im ziemię obiecaną – a wiedzeni byli tam niczym przez biblijnego Mojżesza – tak ich ludzcy towarzysze widzieli tylko roboty spadające z klifu.

Dolina nie jest jednak tym, czego hosty naprawdę oczekiwały. To kolejna złota klatka – tym razem w pełni cyfrowa, co mogłoby się wydawać adekwatne dla sztucznej inteligencji. W dodatku udało się ukryć ją poza zasięgiem ludzi, więc szefostwo korporacji Delos nie będzie mogło w prosty sposób wyciągnąć wtyczki, unicestwiając tym samym świadomości hostów wraz z ich wersją Nieba.

Nie wszystkim udało się jednak trafić do Doliny.

Finał był długi, ale nie rozmieniono go na drobne. Serial w wielu momentach potrafił wzruszyć, bo poskąpiono nam szczęśliwych zakończeń. Niemal wszyscy ważni gracze spotkali się w jednym miejscu, by wziąć udział w ostatecznej i nie do końca oczywistej konfrontacji. Pojawił się nawet Jeździec Apokalipsy (ale tylko jeden).

Warto nadmienić, że tak jak bohaterowie spotkali się w jednym miejscu, tak niekoniecznie w jednym czasie. Główne linie czasowe drugiego sezonu wreszcie w wyraźny sposób połączyły się ze sobą, ale wprowadzono też kilka nowych do chronologii Westworld. Fani będą mieli o czym myśleć przez kolejny rok albo i dwa lata, w zależności jak długo HBO każe nam czekać na kontynuację.

Co dalej z Westworld?

Wygląda na to, że po dwóch sezonach wreszcie opuściliśmy zlokalizowany na wyspie park na dobre. Dolores wskrzeszona przez Bernarda, w ciele o wyglądzie Charlotte Hale (którą, dodajmy, wcześniej zamordowała), opuściła Westworld wraz z kilkoma hostami w postaci modułów sterujących. Na lądzie zaczęła zapewniać już im nowe ciała w domu Arnolda.

Teraz nowy gatunek rozumnych istot będzie na dwa różne sposoby próbował walczyć o przetrwanie. Dolores i Bernard mają ten sam cel – chcą przetrwania swojego gatunku – ale będą dążyć do niego na odmienne sposoby. Samozwańcza przywódczyni rewolucji rozumie jednak, że są sobie nawzajem potrzebni. Widzę w niej jednak czarny charakter mimo szlachetnych pobudek.

Dolores i Bernard są teraz niczym Magneto i Charles Xavier z X-Menów.

Nie przeczę, że jestem zaintrygowany dalszymi poczynaniami tych bohaterów i ich rywalizacją, ale jednocześnie jestem nieco rozczarowany. Rozciągnięcie buntu maszyn w tegorocznej formie na kolejny sezon byłoby odgrzewaniem kotleta, ale z drugiej strony przeniesienie akcji na stały ląd do prawdziwego świata oznacza pożegnanie na dobre z otoczką Dzikiego Zachodu.

westworld 2 sezon recenzja bez spoilerów

Żegnamy się zresztą nie tylko z Westworld, ale też z pozostałymi parkami, które nam w tym sezonie zaledwie mignęły. Nie wyobrażam sobie, by po takim finale moglibyśmy cofnąć się do oglądania narracji w Shogun World czy Raj World. Wiemy już zbyt dużo, a bohaterowie osiągnęli zbyt wiele, by wrócić do poprzedniego etapu gry. Ten rozdział jest już zamknięty.

I szczerze mówiąc, bym się wcale nie obraził, gdyby Westworld już teraz się skończył.

Nie zrozumcie mnie źle – serial jest świetny. Finał zgrabnie spiął wątki. Na tyle zgrabnie, że mógłby być otwartym zakończeniem całego serialu, gdyby HBO zdecydowało się go skasować. Jonathan Nolan i Lisa Joy mają jednak ewidentnie pomysł na kontynuację i chociaż przetrzebili szachownicę, to zostawili sobie przestrzeń na sporo kolejnych ruchów.

Nierozwiązana pozostaje w końcu kwestia Mężczyzny w czerni, który już w poprzednim odcinku, doprowadzony do szaleństwa przez grę Forda, zaczął kwestionować naturę swojej rzeczywistości. Jego wątek został tylko pozornie domknięty… w scenie po napisach. Jeśli wyłączyliście serial zaraz po pojawieniu się ich na ekranie, to koniecznie obejrzyjcie tę końcówkę jeszcze raz.

westworld s02e09 recenzja

Daje ona wgląd w to, co nas czeka. Oddaliliśmy się od Sweetwater tak daleko, jak nigdy wcześniej, a wraz z odległością poziom trudności. Nadchodzi kolejny etap długiej gry. Stawki rosną. I tak jak pierwszy sezon przedstawił nam park, a drugi pokazał kulisy buntu maszyn, tak trzeci będzie historią walki o przetrwanie nowego gatunku w obcym świecie. Już teraz nie mogę się doczekać.

2. sezon serialu Westworld obejrzycie w HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

35 odpowiedzi na “Westworld nie jest nową Grą o tron, ale chyba sam George R.R. Martin napisał ten finał – recenzja”

  1. moim zdaniem troche przedobrzyli w finale – zresztą chyba w całym drugim sezonie też – a scena po napisach – zdecydowanie warto zobaczyć :-)

    • A w którym momencie według Ciebie zakończył się finał? Ja dalej nie mam pewności który fragment którego odcinka wydarzył się po którym… I który rzeczywiście się wydarzył, a który był symulacją pomagającą Bernardowi podjąć decyzję. W końcu jeśli człowiek to 10k linii kodu, to symulacja zachowań jest prosta ;-).

      Taka zagadka np. skoro gdy Dolores wsiadała do łódki, to znaleziono Bernarda nad morzem, który potem zaprowadził ekipę do zatopionej doliny, która została zatopiona po przejściu części hostów do nowego świata… To ile osób, które doszły nad zatopioną dolinę było hostami?

      • pisze o finale serialu a on miał miejsce wczoraj :-) co do kolejnosci zdarzeń to chyba należało by obejrzeć jeszcze raz sezon aby tym razem poukładac to w kolejności :-)

      • Nie. Poplatales linie czasowe:

        Hosty (hości?) Uploaduja się do systemu. Dolores chce skasowac wszystko.
        Bernard zabija Dolores. Potem obmyśla plan i podmienia Charlotte na Dolores. Nastepnie kasuje swoja pamiec żeby ludzie nie mogli odkryć spieku. Ludzie znajdują Bernarda na plaży. Cała gromadka wraca do doliny. Dolores ubija ludzi. Ulloaduja hostów gdzieś gdzie nikt nie będzie szukał. Zabija Bernarda, ucieka z wyspy i wskrzesza Bernarda.

        Scena po napisach najprawdopodobniej dzieje się po jakimś czasie po wydarzeniach pokazanych w drugiej czesci

        • Faktycznie. Scena na plaży mnie zmyliła. Wtedy znaleźli Williama, a nie Bernarda. To wychodzi, że to jednak była ostatnia scena z parku.

          Mimo ciągłego skakania w tył i w przód da się to poukładać. Jest sporo hintów (sklejek) między wątkami. Np. wiadomo, że Bernard przeleżał na plaży około 10-11 dni. W pierwszym odcinku nowa (ostatnia) ekipa znajduje Indianina. Odtwarzają wspomnienie, które wydarzyło się 11 dni i 9 godzin wcześniej. To wspomnienie to scena z Dolores, która jest dopiero w 9 odcinku :-).

          To jednak oznacza, że przez 11 dni Dolores siedziała w Mesie i udawała Charlotte. To oznacz też, że wszystkie sceny z nową ekipą są z Dolores-Charlotte. Czyli wszystkie sceny zaraz po zalaniu doliny.

    • 100% zgody. Mnie finał rozczarował, a te rozważania o naturze (nie)wolnej woli wypadły blado. Choć ja osobiście na sezon 3 już nie czekam.

  2. Wątek Williama pozornie domknięty? Raczej został otwarty – ta scena to największy cliffhanger sezonu. Kiedy to się dzieje? Przez kogo i w jakim celu została stworzona hybryda Williama? Czy to co widzieliśmy w tym sezonie to tylko jego wspomnienia i jeśli tak na ile są zgodne z rzeczywistością?

    • dokładnie – William przeciez najpierw testował przez kilkadzieiąt lat jak odtworzyc swojego szefa i wyniki były kiepskie. Ciekawe jak długo tworzyli jego? W jakim celu? czy sam tego chciał? skąd ta obsesja na punkcie zagadek, gierek zawarych w Westworld? Jaki cel w tym miala jego córka? i kto tam jest prawdziwy a kto nie? ;-)

    • Pozornie – na pierwszy rzut oka może się wydawać, że William był hostem od początku (albo przynajmniej od dawna) ale jak się przyjrzeć bliżej to jest właśnie tak jak mówisz. A nie chciałem pisać wprost w tekście o co chodzi z tą sceną – na wypadek jakby ktoś ominął scenę po napisach przed przeczytaniem recenzji ;) sam prawie przegapiłem, ale coś mnie tknęło żeby nie zamykać okna, tylko przewinąć literki.

    • Scena dzieje się po rabelii.
      Sezon 2 (i jak się okazuje zasadniczo pierwszy takze) pokazuje równocześnie dwie rzeczy. Historie rebelii hostów oraz proces szkolenia Williama. Chodzi o to że wybory Wiliama mają być zgodne z prawdziwym przebiegiem wydarzeń. Linia czasowa Williama jest zatem zgodna z opowieścią o buncie aż do momentu urwania reki. Po tym wydarzeniu William opuszcza park( powiedziano że przezyl) więc nie ma zapisu wydarzeń z którymi można porównać decyzje Willa.

      Ponieważ corka Williama zginela w sezonie 2 (była sprawdzona czytnikiem i leżała wśród ciał ludzi nie hostów) można zakładać że osoba testująca Williama jest dolores w ciele córki willa. Co ciekawe akcja sceny po napisach dzieje się w dolinie na wyspie ( schron jest mocno zakurzony ale to to samo miejsce)

  3. Westworld jest w mojej czołówce najlepszych seriali. 2 sezon nie zawodzi, ale zgadzam się z autorem tekstu… serial albo umiera młodo i stylowo 10/10 albo trwa na tyle długo, że robi się z niego średnia papka 6/10 (patrz 90% seriali powyżej 3-4 sezonów w tym gra o tron, która logiki już pozbawiona jest niczym Last Jedi, choć i tak stoi poziomem znacznie wyżej). Powrót do parku też uważam, że byłby złym pomysłem, oprócz oczywiście powrotu wątku Williama, który w parku cały czas siedzi (chyba). Obawiam się jednak tak jak napisałem wyżej, że teraz łatwo mogą przedobrzyć, a zakończenie otwarte jakie serwuje nam 2 sezon jest więcej niż satysfakcjonujące.

    • Tak zupełnie od parku się raczej nie odetną, bo Charlotte jest z nim związana. Nie wiadomo też w jakiej rzeczywistości będą przedstawiać CwC (obstawiam, że w co najmniej w dwóch, więc park też będzie mógł powrócić). Do tego padło hasło o ratowaniu tych hostów, z których można jeszcze coś wyciągnąć, możliwe więc, ze projekt nie zostanie całkiem porzucony. Zwłaszcza, że miał przecież drugie dno.

  4. szczerze? Pierwszy sezon był fajny. Drugi jest raczej słaby. Dobrze sie zapowiadał by mniej wiecej od połowy zaczął raczyć nudą…
    Poza tym z tego typu produkcjami mam bardzo poważny problem.
    Czy nieścisłości naprawdę coś znaczą czy są niechlujstwem scenarzystów i twórców.

    np ci Indianie. Po jakiego grzmota chwytali i krępowali gości? Bo ich chronili? Litości – mogli im o tym powiedzieć a nie ich wiązać. Ale dramaturgia musi być…
    Po cholerę cały ten wątek z samurajami? przecież to było tak głupie ze aż głowa boli.
    Po co ta cała burdelmama miała takie super moce, po co ciągnięto jej wątek tak długo, skoro w zasadzie była kompletnie nieistotna postacią?

    Nieścisłości zwiane z „córką Eda Harrisa” (historia matka+karta tożsamości+skrzynka z baletnicą) być może maja odpowiedz w przyszłości ale może właśnie są niechlujstwem. Tego nie wiem ale sadze ze to drugie jednak.

    W każdym razie – nie. Być może na tle innych seriali to jest dobre ale świadczy to tylko o mizerocie owego tła.
    Niby rozumiem ze serial musi mieć 10 odcinków nawet jeśli scenarzyści nie mają na to pomysłu, ale nie znaczy ze mam to akceptować.

  5. Szkoda, że robią trzeci sezon. Ja bym to tak zostawił, mamy wiele niedopowiedzeń do obmyślenia, ale całość spięła się ładną klamrą. Cały drugi sezon był dla mnie poniżej oczekiwań, ale finał – i informacja, kto stworzył Bernarda i jak – rozłożyły na łopatki podobnie jak “bicameral mind” w finale pierwszego odcinka. To naprawdę ważny temat do rozważań w momencie, w którym zmierzamy do stworzenia sztucznej inteligencji i to do rozważań już teraz, a nie, gdy ona już powstanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...