Czy Netflix zmienił się w fast food? Widać to na przykładzie HBO

Felieton/Seriale 22.06.2018
Czy Netflix zmienił się w fast food? Widać to na przykładzie HBO

Czy Netflix zmienił się w fast food? Widać to na przykładzie HBO

W świecie pełnym świetnych seriali, filmów i relatywnie tanich abonamentów za usługi najcenniejszym zasobem powoli przestają być pieniądze, a staje się czas. Ma to ogromne przełożenie na rynek VoD.

Jeśli chodzi o usługi VoD, to do dyspozycji mamy Netfliksa zasypującego swój serwis nowościami. HBO GO z bogatą biblioteką naprawdę świetnych produkcji, nad którymi stacja pracuje od wielu lat. Całkiem niedawno pojawił się Showmax, wyciągając od czasu do czasu zagraniczne serialowe perełki. Dla fanów polskiego kina i europejskich nowości jest VOD.pl, na którym za kilka i kilkanaście złotych można wypożyczyć film. A to oczywiście nie wszystkie serwisy udostępniające odpłatnie – a czasem darmowo – treści.

Wybór jest tak duży, że największym ograniczeniem staje się czas.

To oczywistość. Jest ona o tyle dzisiaj istotna, że skoro mamy dostęp do niewyobrażalnej puli produkcji, to w zasadzie na każdym etapie musimy dokonywać wyborów. A chociaż można nazwać to problemem pierwszego świata, nie są to wybory łatwe. Jeśli nie muszę wykonywać recenzenckich obowiązków, staram się, aby oglądana przeze mnie produkcja była możliwie najbardziej dopasowana do moich gustów i… po prostu dobra.

Stając przed tym wyborem, uświadomiłem sobie, że oferta HBO jest znacznie bardziej pociągająca, jeśli chodzi o produkcje fabularne.

Nie chcę oczywiście powiedzieć, że na Netfliksie nie ma co oglądać, jest wręcz przeciwnie. Jednak wrażenie, że czerwony serwis VoD rozmienia się na drobne, staje się wręcz faktem, kiedy spojrzymy… na ofertę HBO. Patrzę tylko na ostatnich kilka głośnych produkcji i widzę naprawdę rewelacyjną Sukcesję. Sięgając do kontynuacji, dostrzegam trwający właśnie Westworld. Nawet produkcje realizowane w europejskich krajach stoją na bardzo, bardzo wysokim poziomie: Pustkowie, Wataha, Babylon Berlin.

Po stronie Netfliksa pojawiło się kilka naprawdę mocnych pozycji. Kiedy jednak skanuję pamięć, to widzę produkcje dobre, ale w ostatnim półroczu tych wybitnych, które mogłyby konkurować z ambitną Sukcesją czy Westworld, jest jak na lekarstwo. Do głowy przychodzi mi fenomenalny niemiecki Dark. Chwilę później świeża – pod względem formalnym, bo serial premierę miał już w 2017 roku – belgijska Tabula Rasa, czy mający aspirację Alienista. Oba seriale zostały przez Netfliksa zakupione, ale wyprodukowały je inne stacje.

sukcesja

Netflix chce inwestować w oryginalne produkcje.

Gigant zapowiedział, że zrealizuje 600 oryginalnych produkcji w 2018 roku (potem ta liczba powiększyła się o 100, a w ostatnim czasie mówi się już o 1000!). Zapewne chodziło o te wszystkie seriale i filmy, na których przykleja on swoją pieczątkę. Nie zaś te, których produkcję zlecił. Oznacza to mniej więcej tyle, że serwis prędzej czy później zasypie nas treściami, za którymi trudno będzie nadążyć. Pozornie to jednak nie problem. Więcej – w przypadku usługi VoD, za którą płacimy abonament – znaczy w teorii lepiej. Czy aby na pewno?

Bo ostatecznie wygląda to tak, że tygodnie przed premierą jakiejś produkcji dostajemy tajemnicze zajawki, później pełnokrwiste zapowiedzi. Internet huczy, Netflix swoim rozmachem sprawia wrażenie, jakby właśnie wymyślił formułę telewizyjnego serialu. I nie ma w tym nic złego, bo przecież na tym polega jego strategia wizerunkowa! Problem polega na tym, że później produkcja trafia do serwisu i… okazuje się przeciętna. Ten balon można było pompować raz, drugi, ale za czwartym razem wiesz już, żeby wstrzymać się z ekscytacją.

Kilkanaście niezbyt udanych seriali z rzędu powoduje, że te naprawdę świetne giną w tym morzu przeciętności.

Altered carbon warto obejrzeć

Trudno określić stosunek dobrych seriali do złych, bo u każdego będzie wyglądało to inaczej. Wrażenie jest jednak niezbyt korzystne. Co dziwne, bo do serwisu powinny przyciągać użytkowników te najlepsze produkcje, a nie te, które mają największy marketingowy budżet.

Przez to tempo i tony przewalających się przez serwis produkcji mam wrażenie, jakby Netflix zmienił się w fast food rzucający na stół kolejne kanapki. Nie martwiąc się tym, że do jednej ktoś zapomniał włożyć ogórka, w innej brakuje sosu. Gdzieś po drodze może się okazać, że te dostarczane nam hurtowo posiłki, nie są do końca tym, co zamówiliśmy na początku. Jedyna szansa w tym – ciągnąc to kulinarne porównanie – że szumnie zapowiadane produkcje europejskie wprowadzą do tej kuchni nowe smaki i odrobinę świeżości.

Mówiąc, że znacznie mocniej przekonuje mnie HBO, mam na myśli fabularną ofertę – w przypadku produkcji dokumentalnych sprawa wygląda zgoła odmiennie. Chociaż HBO GO “uwolniło się” od operatorów, to znacznie mniej cieszy pod względem technicznym. Część moich domowych urządzeń ciągle nie obsługuje aplikacji HBO GO, a z tymi od Netfliksa, a nawet Showmaksa, nie ma większych problemów.

Brzmi to oczywiście jak narzekanie człowieka, który zdaje się nie mieć poważniejszych problemów. Domyślam się, że zdaniem wielu liczba produkcji świadczy o jakości usługi. To poniekąd prawda. Skoro jednak trwa walka o naszą uwagę i czas, to byłoby świetnie nie miotać się wśród przeciętności, ale wybierać wśród najlepszych.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (29)

49 odpowiedzi na “Czy Netflix zmienił się w fast food? Widać to na przykładzie HBO”

  1. Właśnie najbardziej bolą mnie kwestie technicznie w HBO GO. Po pierwsze, nie mogę korzystać z aplikacji na moim TV (lg oled), przez co muszę podłączyć komputer przez HDMI. Czuję się trochę jak przed erą VoD. Druga rzecz to brak trybu offline, co znaczy że HBO jest użyteczne tylko w domu.

  2. Nie ma co ukrywać że HBO technologicznie jest bardzo słabe. Oferta skromna choć oferuje bardzo dobre produkcje. Obejrzysz seriale bardzo szybko i będziesz czekał lata na kolejne sezony płacąc abonament. Moim zdaniem w Polsce jeszcze się to nie opłaca

  3. Niestety Netflix nie okazał się panaceum na piractwo. Raz, że nie sposób się zdecydować na jedną platformę a dwa seriali jest teraz zwyczajnie za dużo. Kilka lat temu wyrównały szalę z filmami i pokazały, że serial to nie druga kategoria. Ale tego było trochę. Nie sposób zrobić 600 dobrych produkcji rocznie. 60 wyselekcjonowanych może.

  4. Technologicznie HBO GO ma wiele do poprawy. Netflix pod tym względem wygrywa te rywalizację. Co mi z oferty HBO GO jak na Smarcie Samsunga zacina irytując tym, czy też kontynuuje film od momentu, w którym nie przerwałem oglądania. Neflix, czy Chili.tv pod tymi względami jest lata świetlne przed HBO GO. Filmy w hd śmigają tam perfekcyjnie bez zacinania.

  5. Netflix, to największe GÓWNO w obecnych czasach. Kto normalny placiłby za subskrybcję czegoś, co daje przedział czasowy, w którym muszę się zmieścić, bo jeśli nie, dany film, czy serial, zostaje zdjęty z serwisu. Dopóki nie będą dodawać filmów i seriali permanentnie i dopóki nie będę miał możliwości obejrzenia ich tylko wtedy, KIEDY JA CHCĘ, mogą sobie ten serwis wsadzić w dupsko, bo nie dostaną ode mnie ani grosza. Tylko idioci płacą za Netflix w stanie, w jakim jest obecnie.

    • W HBO jest podobnie. Okres emisyjny niektórych filmów i seriali jest ograniczony. Szkoda, że nie podane są dokładnie ramy czasowe, tylko kiedy zbliża się dzień ostatniej emisji taki materiał jest oflagowany jako “Ostatnia szansa”.

    • Przecież to wypożyczalnia filmów, biblioteka. Przecież w bibliotece też nie zawsze wszystko jest dostępne. Wykupując abonament na komórkę też nie masz pewności, że wszedziw gdzie zadzwonisz, zaraz podniosą słuchawkę. Netflix jest dobrym serwisem, nawet jak nie wygrał z piractwem to je ograniczył ( widzę to po wykorzystaniu transferu na chomiku, chociażby) i urealnil ceny legalnego dostepu do treści ( pamietacie ile kosztowali Frendsi na płytach w Empiku?). Sam bywam twórcą i wkurza mnie jak ktoś sięga po moje, a ja nic z tego nie mam. To piractwo. Ale z drugiej strony, jeśli cała czapa biurokracji wytwórni dla której oram pochłania 80 proc. sumy, która placi klient końcowy (a ja, twórcą mam z tego tylko jedną piątą) to tez mam lekki dysonans. Netflix więc, i to jest trzecia nieoczywista sprawa, o której chcę powiedzieć, uczynił rynek medialny nieco uczciwszym tez dla twórców. Przynajmniej w tym momencie.

      • Jakoś nigdy w bibliotece nie widziałem ogłoszenia: “Szanowni państwo, za tydzień zdejmujemy z półek i wyrzucamy na śmietnik następujące książki.” Gdyby to chociaż było ogłaszane z miesiąc wcześniej, to można by nadrobić część tytułów.

    • Nie czuję się idiotą z tego powodu że płacę za netfliksa. Odpowiada mi ta platforma, a że kasują po jakimś czasie filmy – to żaden problem. Nie planowałem wracać do większości z nich. Natomiast twierdzenie że osoby których się nie zna są idiotami tylko na tej podstawie że jakaś platforma TV kasuje filmy po roku uważam za objaw upośledzenia umysłowego. Mimo wszystko – miłego dnia życzę.

  6. W 100% popieram akapit o fast foodzie (cały artykuł oczywiście też). Takie wrażenie odniosłem już jakiś czas temu. Wśród nielicznych materiałów z wyższej półki (które często okazują się produkcjami zewnętrznymi), klient brodzi w morzu bezwartościowych filmów/seriali produkowanych chyba na wyścigi, a to raczej słabo wpływa na ich jakość. Jako sztandarowy mogę podrzucić przykład “Mindhuntera”. Genialna akacja promocyjna. Reklamy radiowe mnie powaliły (specjalnie na nie polowałem żeby je nagrać). A sam serial okazał się taki sobie. Ot, średni poziom w średniej jakości produkcjach N.

    • Kiedyś seriale oryginalne Netflixa kojarzył mi się z wysoką jakością. Teraz niestety coraz trudniej znaleźć tam coś ciekawego. Jednak zawsze cieszą perełki w stylu Dark. :p

  7. Najlepszy serial na Netflixie to norweski Nobel. Świetny i zdecydowanie wybija się na tle innych w ofercie. Martwię się, że już nie znajdę niczego lepszego na N. I też odnoszę wrażenie, że produkcje HBO stoją na lepszym poziome (z tej stajni Pustkowie to mój numer jeden).

    • I dla tych perełek mam Netflika. Kasy na m-c to niedużo, a jednak do nadrobienia mam takie rzeczy jak chociażby Orange is the new black czy serial, który obejrzałem kiedyś tylko 1 sezon, Breaiing Bad! Także jak na razie netfliks, a potem może showmaks z “fanatykiem” i polskimi produkcjami, ot tak, zeby, na złość Spiderwebowi, się Vegą trochę pokatować.

  8. A jeszcze dwa miesiące temu Netflix był najlepszy. W międzyczasie zniknęły banery reklamowe i zaczyna się obiektywne podejście do tematu ….a nie, czekaj gdzieś mi tu mignął baner HBO ;)
    Chociaż z autorem przyjdzie mi się zgodzić – czasami przeglądając bibliotekę Netflixa czuje się jak na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...