Ocean’s 8 utwierdza mnie w przekonaniu, że ta przereklamowana seria nie ma sensu

Recenzja/Film 21.06.2018
Nasza ocena:
Ocean’s 8 utwierdza mnie w przekonaniu, że ta przereklamowana seria nie ma sensu

Ocean’s 8 utwierdza mnie w przekonaniu, że ta przereklamowana seria nie ma sensu

Panom już podziękowaliśmy, teraz czas, by kobiety się nakradły i trochę poplanowały. W tle warte setki milionów dolarów diamenty, wytworne stroje i imponująca obsada z Cate Blanchett, Sandrą Bullock i… Rihanną na czele. Jeśli lubiliście “Ocean’s Eleven”, to “Ocean’s 8” na pewno was nie rozczaruje. 

Okazuje się, że nawet smykałka do kradzieży jest dziedziczna. Siostra Danny’ego Oceana, którego pamiętamy z trylogii filmów Stevena Soderbergha, Debbie (Sandra Bullock), wychodzi z więzienia po prawie 6-letniej odsiadce. Ani jednak myśli o rozpoczęciu spokojnego życia bez deptania litery prawa. Na jej celowniku znajduje się warty 150 mln dol. naszyjnik, który według jej planu podczas prestiżowej gali Met ma nosić na sobie znana aktorka. W realizacji kradzieży stulecia pomogą jej specjalistki w mataczeniu i złodziejskim fachu.

Nigdy nie byłem szczególnym fanem serii Ocean’s, ani też nie rozumiałem jej popularności. To w dużej mierze filmy o tym, jak to George Clooney i Brad Pitt spędzają czas ze swoimi znajomymi, paradując przed kamerą w świetnie skrojonych garniturach i planując kradzieże z wyższej półki. Znam lepsze heist movies, z nieśmiertelnym “Żądłem” na czele. W sumie to nawet na pierwszym “Ant-Manie” się lepiej bawiłem. Jakoś zawsze czegoś mi w tej serii brakowało. Czułem, że nie wykorzystuje ona w pełni potencjału tych wszystkich gwiazd, którymi się tak szczyci.

“Ocean’s 8” nie jest ani lepsze, ani gorsze od swoich “męskich” poprzedników. Nadal ogląda się to bezboleśnie, a z ekranu bije luz wymieszany z blichtrem wyższych sfer (szczególnie w trzecim akcie, rozgrywającym się podczas gali Met, pełnej wszelkiej maści celebrytów i szykownych strojów oraz biżuterii wywołującej oczopląs).

Na szczęście “Ocean’s 8” nie powtarza błędu poprzedniego “kobiecego przejęcia” znanej franczyzy, czyli “Pogromców duchów” z 2016, który to, niewiadomo właściwie dlaczego, postanowił totalnie wyprzeć z pamięci istnienie klasycznych części.

Fabuła “Ocean’s 8” jest z jednej strony zupełnie nowym otwarciem i odrębną całością, ale z drugiej strony, w filmie są umieszczone, w różnych jego partiach, delikatne odniesienia do starej gwardii, głównie do Danny’ego Oceana. Jest on kilka razy wspominany przez swą siostrę i raz pokazany na fotografii.

“Ocean’s 8” ogląda się całkiem przyjemnie. Ale też nie spodziewajcie ani powodujących szczękopad zwrotów akcji, ani pokładania się ze śmiechu, bo zarówno fabuła jak i jej komediowe wątki są bezpiecznie uśrednione.

Zresztą cały ten film jest bardzo bezpieczny, co niekoniecznie musi być od razu czymś złym. To na dobrą sprawę typowa wakacyjna hollywoodzka produkcja, na której fajnie spędza się czas, ale po wyjściu z kina właściwie zapominamy o wszystkim.

Obsada “Ocean’s 8” mimo wszystko też trochę rozczarowuje. Ale tak samo było w przypadku “męskiej wersji”.

Po raz kolejny patrzymy na plejadę największych gwiazd Hollywood, tym razem aktorek, których dorobek i umiejętności są iście imponujące, tylko niestety nie widać tego na ekranie. Kobiety na pewno dobrze się bawią, nieźle dogadują i ogólnie widzimy jeden wielki luz.

Szczególnie miło patrzy się na Cate Blanchett, która zdobyła wszelkie laury w swojej branży, jakie tylko można, a obecnie, od kilku ładnych miesięcy, ewidentnie ma wielką frajdę z grania w rozrywkowych superprodukcjach. Całkiem niedawno przecież wcielała się w Helę w “Thorze: Rangnarok”.

Na resztę obsady patrzy się równie przyjemnie, choć niestety nadal nikt mnie nie przekona, że z Rihanny można zrobić choćby przeciętną aktorkę. O jej roli można powiedzieć właściwie tyle, że jest i dobrze wygląda.

W “Ocean’s 8” nie ma niczego, co zapadałoby w pamięć na długo po seansie. Żadnego gagu czy sceny, o której by się mówiło, wspominało. Typowy filmowy produkt lekkostrawny, bawiący przez moment i zostawiający po sobie niezłe wrażenie, które szybko się ulatnia.

I w porządku, nawet taki film niełatwo jest zrobić. A niemała część widowni z chęcią po takie sięga. Przyznam jednak, że biorąc pod uwagę cały ten szum wokół “Ocean’s 8” i tak znakomitą obsadę, spodziewałem się czegoś więcej. Przynajmniej czegoś, co zapisze się jakoś w annałach kina popularnego, tak jak wspomniane wcześniej “Żądło” albo pamiętne komedie sensacyjne pokroju “Gliniarza z Beverly Hills” czy “Akademii Policyjnej”. Tymczasem o “Ocean’s 8” więcej się mówi w kontekście całej otoczki i obsady tej produkcji niż w kontekście samego filmu, o którym mało kto będzie pamiętał po wakacjach.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

4 odpowiedzi na “Ocean’s 8 utwierdza mnie w przekonaniu, że ta przereklamowana seria nie ma sensu”

  1. jak można stawiać na jednej półce Żądło, Ant-man’a i Ocean’s 11/12/13 ?!

    poza tym – nie, Ocean’s 8 to NIE to samo co poprzednie serie. To odgrzewany, przeterminowany kotlet.

    Udaną próbą Soderbergh’a był Logan Lucky. Wszystkie jego filmy były jednak filmami czysto rozrywkowymi i o podobnej tematyce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...