W filmach nie ma małych i dużych ról. Brian Cox i Hiam Abbass opowiadają o serialu Sukcesja

Wywiad/Seriale 19.06.2018
W filmach nie ma małych i dużych ról. Brian Cox i Hiam Abbass opowiadają o serialu Sukcesja

W filmach nie ma małych i dużych ról. Brian Cox i Hiam Abbass opowiadają o serialu Sukcesja

Chociaż Sukcesja to stosunkowo nowy serial od HBO, to stacja już zapowiedziała, że doczeka się on kontynuacji. Wielka w tym zasługa świetnej obsady. Jak Brian Cox i Hiam Abbass postrzegają swoje postacie? Co wpłynęło na konstrukcję ich bohaterów? Aktorzy opowiadają o serialu.

Brian Cox (Logan) i Hiam Abbass (Marcia) to serialowe małżeństwo z serialu Sukcesja. Jest to związek o tyle nietypowy, że Logan włada potężną medialną korporacją. Na władzę i wpływy mają apetyt jego dzieci, jednak w zaspokojeniu ambicji przeszkadza im właśnie Marcia.

Brian Cox i Hiam Abbass – wywiad

Co urzekło was w serialowej parze bohaterów?

Brian: Kiedy Jesse i Adam (twórcy serialu – przyp. red.) przedstawili mi swój projekt, szybko uznałem, że jest to propozycja, której nie mogę odrzucić. Niedługo potem uświadomiłem sobie, że serial przypomina klasyczny dramat, bo ma wszystkie elementy tego gatunku. Znamy z literatury podobną postać – mężczyznę, który przekazuje swoje imperium. To Król Lear. Dostrzegam w serialu wiele podobieństw. Jesse jest niesamowity, naprawdę niesamowity. Jest nie tylko wybitnym scenarzystą, ale ma także otwarty umysł i bardzo bogate doświadczenie komediowe. Pracował przy takich produkcjach, jak m.in. Peep Show, Cudaczny świat Mitchella i Weba czy In the Thick of It. Przetworzył komediową konwencję, aby stworzyć coś niesamowitego.

Hiam: Ja znałam tylko fragment scenariusza, nad którym pracowałam przed przesłuchaniem, ale kiedy dowiedziałam się, że w serialu zagra Brian, byłam pod dużym wrażeniem. To moja pierwsza rola w telewizji. Wcześniej grałam wyłącznie małe rólki i bardzo ucieszyłam się, kiedy dostałam rolę w serialu.

Brian: Jesse przekonał mnie do serialu. Ma bardzo specyficzny, brytyjski stosunek do otaczającej go rzeczywistości. Jest zupełnie inny niż do szpiku amerykański Adam McKay, który pracował wcześniej przy programie Saturday Night Live i był jednym z założycieli grupy kabaretowej Upright Citizens Brigade.

Hiam: Zgadzam się. Jest też bardzo zaangażowany politycznie.

Brian: Bardzo interesuje się polityką i lubi improwizacje, które wpisują się w styl Armando Iannuciego.

Brian: Nasz serial przypomina bardzo współczesny moralitet, który nie piętnuje przywar ludzi biednych, ale bogatych, bo ich życie nie jest wzorem cnót.  Niemal codziennie dostajemy na to kolejne dowody, a jeszcze częściej teraz, kiedy w mamy na fotelu prezydenckim tego klauna i jego administrację. To ludzie bez żadnego przygotowania i doświadczenia, czego dowodem są kontrowersje związane z przenosinami naszej ambasady w Izraelu. Co robi nasz rząd?

Hiam: Rządzi krajem. Zarządza nim jak firmą. Jak komercyjną spółką.

Brian: To pewnie dlatego wyborcy oddawali na niego głosy, bo chcieli mieć biznesmena za prezydenta. Ale biznesmen, który rządzi krajem nie jest dobrym pomysłem.  Nie potrzeba nam biznesmena, ale wizjonera. Biznesmen będzie gonił swoją zdobycz z całą sforą, żeby dostać to, czego chce.

Jeśli dobrze zrozumiałem, Logan nie urodził się w bogatej rodzinie i sam dorobił się fortuny. Na kim wzorowałeś się, budując jego postać?

Brian: Nie starałem się do nikogo ani niczego go upodobnić. Wszystkie potrzebne mi na jego temat informacje znalazlem w scenariuszu. Nie musiałem sam ich szukać, bo miałem je na wyciągnięcie ręki. Jesse i ja myślimy w podobny sposób i mamy zbieżne poglądy. Obaj jesteśmy socjalistami. Wierzymy w równość społeczną, co politycznie stawia nas po tej samej stronie barykady. Wierzę, że egalitaryzm jest słuszny. A koncepcja samouka, człowieka, który wszystko zawdzięcza sobie i gromadząc bogactwo jeszcze bardziej pogłębia istniejące dysfunkcje… W tym miejscu warto zastanowić się, w jaki sposób osiągamy sukces i co dzieje się w międzyczasie z naszymi dziećmi?  One szybko przyzwyczajają się do lepszego życia, bo nigdy nie zaznały niedostatku.

Kiedy myślę o własnej rodzinie, o swoim pierwszym małżeństwie, widzę tu pewne analogie. Moje dzieci z tego związku urodziły się, kiedy byłem aktorem ledwie wiążącym koniec z końcem. Często mieliśmy w domu sublokatorów, dzięki czemu moje dzieci miały kontakt z bardzo różnymi ludźmi. Mieszkali u nas imigranci z Chin i Japonii, którzy przygotowywali nam na kolację tempurę. To było fajne. Przyjmowaliśmy ich pod swój dach, żeby podreperować domowy budżet, bo ja zarabiałem wtedy niedużo.

Kiedy założyłem drugą rodzinę, moja kariera nabrała impetu. Mieszkam teraz w Nowym Jorku. Mam tu piękny dom i piękną żonę i tak dalej. W oczach postronnych ludzi jestem przykładem człowieka sukcesu. Gdzie widzę paralele? Mam młodsze dzieci, które nie wiedzą, że musiałem walczyć o wszystko, co teraz mam. Zresztą skąd mają to wiedzieć?

Myślę, że to właśnie stało się głównym źródłem problemów w naszej serialowej historii. Rupert Murdoch zawsze wiódł dostatnie życie, bo urodził się w bardzo zamożnej rodzinie. Jego życiorys nie jest więc analogią życia Logana, który bardziej przypomina Obywatela Kane’a. Zaczynał od zera. W naszym serialu problemem są diametralnie różne doświadczenia dwóch pokoleń. Na dodatek, dzieci nie są gotowe do wejścia w nową rolę, czyli mamy tu wszystkie części składowe klasycznego dramatu.

Co wiemy o Marcii? Jaką jest kobietą?

Hiam: Shiva (jedna z córek Logana – przyp. red.) stara się znaleźć informacje na jej temat. Stąd wiemy nieco na temat jej samej i jej pochodzenia. Shiva jest zła, bo nie dowiaduje się wszystkiego. Uważam, że Marcia jest bardzo mądrą i silną kobietą, która naprawdę bardzo kocha Logana. Szanuje jego dzieci, bo są jego dziećmi i można powiedzieć, że kocha je na swój sposób. Dobrze wie, że każde z nich jest inne, ale wie, jak sobie z nimi radzić i jak rozładować złe emocje. Z drugiej strony, to kobieta, która nie lubi kiedy ktoś wchodzi jej w drogę.

Lubi poświęcać się dla rodziny i dobrze czuje się w tej roli. Kilkukrotnie organizuje rodzinne spotkania, umawia dzieci na spotkania z terapeutą itd. Jej przeszłość kryje kilka tajemnic, ale o tym dowiemy się w swoim czasie.

Brian: W każdym serialu, który ma wiele odcinków musi być jakaś tajemnica, która zostaje wyjawiona dużo później. Jest to wpisane w ten gatunek. Tajemnice są jego częścią. Bardzo często rozwiązania nie znają także aktorzy.

W pilotażowym odcinku serialu, który został nakręcony przez Świętami Bożego Narodzenia w 2016 roku, widzimy moje (czyli Logana) przyjęcie urodzinowe. Podczas imprezy Peter Friedman, który gra Franka, wznosi za moje zdrowie toast, dodając „urodził się w Quebecu, w Kanadzie”. Kiedy dostałem scenariusz, stwierdziłem, że cieszę się, że będę mógł zagrać bohatera, który pochodzi ze Szkocji, ale Jesse powiedział mi, że senior rodu ma być bardzo amerykański, bo mieszka na wybrzeżu Atlantyku.

Na planie mówiłem więc z amerykańskim akcentem z kanadyjskimi naleciałościami. Nie jestem Kanadyjczykiem, ale umiem naśladować ten akcent. Gdzieś w okolicach dziewiątego odcinka, Peter Friedman oświadczył mi, że w postprodukcji zmieniono moje miejsce urodzenia.

Hiam: Tak, na Szkocję.

Brian: Tak, koniec końców okazało się, że mój bohater urodził się w Szkocji, w Dundee, czyli tam, gdzie ja się urodziłem. To trochę dziwne, że postanowiono zrobić z niego Szkota dopiero po dziewięciu odcinkach. Jesse wyjaśnił mi, że Szkocja pasowała mu do koncepcji. Okazało się, że zmienił zdanie, kiedy powiedziałem mu, że sam jestem poniekąd imigrantem ze Szkocji i wiem, że swojego czasu wielu Szkotów emigrowało do Kanady.

Podejrzewałem jakieś związki ze Szkocją, bo byłem przekonany, że w młodości mój bohater był dziennikarzem, jak CD Thompson i inni magnaci prasowi. W serialu wszystko się może zmienić. Trzeba się z tym pogodzić i po prostu to zaakceptować. Ale w przypadku seniora rodu, instynkt mnie nie zawiódł.

Hiam: Nadal niewiele wiemy na temat przeszłości Marcii.

Jak sądzisz, czy ludziom, którzy mają tak wielką władzę i pieniądze, trudniej jest wytrwać w małżeństwie? W tego rodzaju kręgach trzy kolejne małżeństwa nie są niczym dziwnym. Jakie mogą być tego przyczyny?

Brian: Myślę, że to normalne na każdym szczeblu drabiny społecznej. Sam miałem dwie żony i przez szereg lat pomieszkiwałem z różnymi kobietami. Liczba żon nie jest wyznacznikiem sukcesu ani władzy. Myślę, że ludziom bogatym i wpływowym jest trudniej, bo są na celowniku osób polujących na zamożnych partnerów. Ale to zbieg okoliczności, że Rupert Murdoch też miał trzy żony.

Jeśli dobrze pamiętam, pierwsza żona Logana zmarła. Druga była Angielką z arystokratycznej rodziny. Marcia jest żoną, którą wybrał świadomie i po dłuższym namyśle. To była z jego strony dobrze przemyślana decyzja, inaczej niż w przypadku małżeństwa Murdocha z Jerry Hall. Mogę tylko tyle powiedzieć na ten temat.

Hiam: Moim zdaniem, to nie ma to nic wspólnego ze stanem konta, ale z duchem naszych czasów. Żyjemy w XXI wieku. Od początku ubiegłego stulecia wiele się zmieniło. Rozwód nie jest już skandalem towarzyskim. Można nawet oficjalnie rozwiązać związek w kościele. Społeczeństwo idzie z duchem czasów i takie rzeczy po prostu dzieją się w związkach. Obecnie nie ma już przymusu, żeby brać ślub – wiele par decyduje się mieć dzieci, choć nie są formalnie razem.  Być może ludziom bogatym jest łatwiej się rozwieść.

Dwukrotnie wychodziłam za mąż i dwukrotnie się rozwodziłam. Jestem teraz w trzecim związku, ale nieformalnym, bo jest to najzupełniej normalna rzecz we Francji. W związku Marcii i Logana sukces i pieniądze nie odgrywały większej roli. On nie musiał kupować sobie jej miłości i przywiązania. Z drugiej strony, charakter ich związku na pewno ewoluował na przestrzeni lat.

Brian: Po przeczytaniu scenariusza odniosłem wrażenie, że każde z nich, czyli także Logan, szuka w ich relacji poczucia bezpieczeństwa, które dają sobie nawzajem. Będąc razem czują się pewniej. Żadne z nich nie czuje się bezbronne w tym związku.

Hiam: Tak, coś dziwnego wydarzyło się w wątku Marcii, ale podejrzewam, że był to wpływ naszej roboczej relacji na planie. To stało się w drugim albo w trzecim odcinku – właśnie wtedy scenarzyści postanowili w inny sposób przedstawić motywy kierujące moją bohaterką. To właśnie dlatego dzieci zaczynają ją podejrzewać.

Myślę, że te zmiany zostały wprowadzone z powodu relacji, jaka łączy nas, aktorów grających główne role. Scenarzyści i reżyser to zauważyli i postanowili inaczej przedstawić związek Logana i Marcii na małym ekranie. Mam nadzieję, że to właśnie dzięki nam ich wątek stał się prawdziwą historią miłosną. Łączące ich uczucie wydaje się być prawdziwe. To ludzie, którzy są razem, bo się kochają i wzajemnie sobie ufają. W jednym z odcinków – w piątym a może w czwartym – Logan oświadcza dzieciom, że Marcia jest jedyną osobą, której ufa.

Brian: Tu ma akurat rację. Podejrzewam, że scenarzyści chcieli na początku inaczej poprowadzić ten wątek, ale kiedy zobaczyli nas razem, postanowili to przemyśleć.

Hiam: W serialu jest pewna scena z udziałem Shiv, w której uświadamiamy sobie, że Marcia miała rację, bo nie chciała, żeby córka zobaczyła ojca w złym stanie. Nad serialem pracują świetni scenarzyści, którzy umieją rozszyfrować osobowość każdego grającego w serialu aktora. Mam wrażenie, że rozumieją nas bez słów i bezbłędnie odczytują nasze intencje.

Brian: Tak, dzięki temu mamy wrażenie, że na planie prowadzą nas za rękę odpowiedni ludzie, że nasz serial jest autentyczny. Podczas zdjęć nie ma nerwowej atmosfery. Wręcz przeciwnie, kiedy staję przed kamerą, czuję się bezpiecznie. To dość wyjątkowa sytuacja, bo bez względu na to, jaką pracę wykonujesz, zawsze starasz się o siebie zadbać. Kiedy przyjechałem po raz pierwszy do Stanów, wszyscy pytali się mnie, dlaczego wybrałem Amerykę? Wyjaśniałem im, że kocham film i chce występować w filmach, a dopiero potem uświadomiłem sobie, że muszę przyswoić sobie techniki przetrwania, bo w zawód aktora i całą branżę filmową jest wpisana niepewność. Niczego nie możemy być pewni, zwłaszcza naszej przyszłości. Nie wiemy, czy kolejnego dnia będziemy mieli co jeść. Bardzo szybko zdałem sobie sprawę z tego, że pracujemy na planie tylko po to, żeby osiągnąć określony efekt, a jedynym sposobem na przetrwanie jest rozwijanie naszego wątku, abyśmy mieli poczucie, że dokądś zmierzamy, że nasz bohater nie pojawił się na planie tylko po to, żeby wypełnić czas antenowy.

Spierałem się kiedyś o to z Nigelem Hawthornem. Właśnie z nim! Nigel, niech spoczywa w spokoju, powiedział mi: Nie mogę grać małych ról. A reżyser Michael Powell, który napisał tą wspaniałą biografię, powiedział, że w filmach nie ma ani małych ani dużych ról. Są tylko role krótkie i długie. Zgadzam się z nim. Bardzo szanuję aktorów, którzy grają role drugoplanowe. Codziennie przychodzą na plan i mają do wykonania najtrudniejsze zadanie – bo są zawsze widoczni gdzieś w kadrze, a nie są w na tyle luksusowej sytuacji, żeby rozwijać swoich bohaterów w kolejnych odcinkach lub wykorzystać swój warsztat, żeby nakreślić dla swojej postaci odpowiedni kontekst.

Materiał powstał we współpracy z HBO. Wywiad przeprowadzony został w Nowym Jorku w maju 2018 roku.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...