Żałoba po utraconym przyjacielu. Mike Shinoda i jego album Post Traumatic – recenzja

Recenzja/Muzyka 15.06.2018
Nasza ocena:
Żałoba po utraconym przyjacielu. Mike Shinoda i jego album Post Traumatic – recenzja

Żałoba po utraconym przyjacielu. Mike Shinoda i jego album Post Traumatic – recenzja

Mike Shinoda, czyli serce Linkin Park, próbuje poradzić sobie z tragiczną śmiercią przyjaciela oraz kolegi z grupy, Chestera Benningtona. Robi to najlepiej jak potrafi, czyli za pomocą muzyki.

“Post Traumatic” to pierwsze solowe dokonanie w karierze Mike’a Shinody. Wcześniej, jeden z frontmanów Linkin Park pozwolił sobie jedynie na projekt poboczny pod nazwą Fort Minor.

Okazja do solowego debiutu muzyka była jednak w jego przypadku tyleż samo ważna, co smutna i tragiczna. Jest nią bowiem śmierć przyjaciela. Chester Bennington niecały rok temu (20 lipca 2017 roku) popełnił samobójstwo. Wydarzenie to poruszyło cały świat, a w szczególności fanów Linkin Park. Można się więc jedynie domyślać, jak bardzo wstrząsnęło ono rodziną i bliskimi wokalisty. A do tej grupy należy Mike Shinoda.

Utrata na zawsze bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych i najbardziej przerażających wyzwań, jakie czekają nas w życiu. Nigdy nie jesteśmy w stanie być na nie w pełni przygotowani, nikt też nie uczy nas, jak sobie z tym radzić w codziennym życiu.

Na “Post Traumatic”, o czym świadczy już sam tytuł krążka, Mike Shinoda ucieka w muzykę i to jej językiem stara się przekazać nam, co czuje.

Świat dźwięków stanowi dla niego dodatkowo azyl, w którym może przetrawić swój ból i wynieść z niego doświadczenie wychodzenia z traumy, pogodzenia się ze stratą, ale i tęsknoty oraz tego wszystkiego, co wiązało się z medialnym szaleństwem po śmierci Benningtona.

A Place to Start to piękny i delikatny początek, w którym Shinoda mierzy się z katastrofalnymi skutkami śmierci przyjaciela. Jego świat legł w gruzach, a on musi teraz zostawić przeszłość za sobą i poszukać dla siebie nowego miejsca na ponowny początek nowego życia. Jednocześnie sam do końca jeszcze nie wie, gdzie owo miejsce się znajduje.

Over Again we wzruszający i poruszający sposób przedstawia Shinodę, który czuje się przygnieciony ciągłym rozdrapywaniem ran, zarówno wspominając Chestera, jak i będąc bombardowanym doniesieniami medialnymi związanymi z okolicznościami jego śmierci.

Czasem nie mówisz “żegnaj” raz, czasem musisz mówić to w kółko – śpiewa w refrenie.

Powtarzane wielokrotnie “w kółko” daje nam chociaż mgliste pojęcie o tym powracającym bólu. A stawienie czoła zagadnieniu, zmierzenie się z tym bólem i stratą wcale nie pomaga, bo może przysporzyć jeszcze więcej cierpienia.

W Crossing A Line pojawia się szczypta nadzei:

Mam w sobie demony i stoję przed wyborem – albo je zignorować, albo dać im głos.

Wszystko to oparte na zdecydowanie bardziej optymistycznej synth-popowej aranżacji, zaśpiewane z większym spokojem i poczuciem, że Shinoda znalazł jakiś punkt zaczepienia i wie, w jakim kierunku zmierzać.

Podobnie jak w Hold It Together czy Make It Up As I Go opartych na melodyjnych, rytmicznych i przez to hipnotyzujących refrenach. W samym tonie głosu Shinody słychać, że wykonał nad sobą jakąś pracę i znajduje się w lepszym miejscu, niż go słyszeliśmy na początku “Post Traumatic”. Choć nadal jeszcze przed nim długa droga do pełnego wyjścia z mroku.

Muzyka może mieć właściwości terapeutczyne. Zawsze jestem pod wielkim wrażeniem artystów, którzy są w stanie podzielić się swoim bólem i żałobą z całym światem.

Należy pamiętać, że to zawsze jest wystawianie się publicznie w momencie, gdy jesteśmy wyjątkowo wrażliwi i podatni na ciosy. To nie lada siła i odwaga. Jak również i wielka pomoc także dla innych słuchających, którzy mierzą się ze swoimi trudnościami, traumami, depresją.

“Post Traumatic” to też solidna dawka dobrze wyprodukowanego hip-hopu z nowoczesnymi naleciałościami popu i rocka. Co ważne, Shinoda wcale nie odtwarza brzmienia Linkin Park czy Fort Minor. Znajdziemy tu oczywiście muzyczne ślady obu tych grup, ale “Post Traumatic” jest jako całość, odrębnym projektem, osobistym i szczerym, tak więc mamy tu do czynienia z solowym albumem, który absolutnie nie powiela znanych wcześniej brzmień i ma uzasadnienie swojego istnienia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

4 odpowiedzi na “Żałoba po utraconym przyjacielu. Mike Shinoda i jego album Post Traumatic – recenzja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...