Luke Cage powinien był słuchać wujka Bena, skoro wielką siłę już ma – recenzja 2. sezonu

Recenzja/Seriale 15.06.2018
Nasza ocena:
Luke Cage powinien był słuchać wujka Bena, skoro wielką siłę już ma – recenzja 2. sezonu

Luke Cage powinien był słuchać wujka Bena, skoro wielką siłę już ma – recenzja 2. sezonu

Luke Cage już za tydzień wróci na ekrany z 2. sezonem. Kolejne odcinki serialu o przygodach samozwańczego obrońcy Harlemu składają się na jeden z najlepszych sezonów seriali na licencji Marvela, jakie do tej pory ukazały się na platformie Netflix. Recenzja bez spoilerów.

Disney planuje własny serwis VOD, ale Netflix nie jest gotów oddać swoich superbohaterów z tego uniwersum. Luke Cage powraca, by dalej siać postrach wśród przestępców działających na terenie jego małej ojczyzny. I robi to w fantastycznym stylu, chociaż wychodzi mu to jakby przypadkiem.

luke cage 2 sezon trailer data premiery 4

Na samym początku sezonu Luke Cage w zasadzie nie wie, co ze sobą zrobić.

Luke w 2. sezonie stacjonuje w zakładzie fryzjerskim, w którym sprzedawane są gadżety z jego podobizną. Okoliczni mieszkańcy darzą go respektem i korzystają ze specjalnej aplikacji, by informować się nawzajem, gdzie go można spotkać. Przestępcy z kolei drżą na sam dźwięk jego imienia.

Bohaterowi udało się oczyścić swoje dobre imię i pomścić śmierć Popa. Pogodził się z odejściem ukochanej i rozstaniem z Jessicą Jones. Znalazł nową dziewczynę i zaczął sobie układać życie na nowo. Stał się rozpoznawalny w ramach lokalnej społeczności, ale nie dało mu to spełnienia.

Luke po prostu nie wie, co począć ze swoją wolnością. Netflix z początku chyba też nie do końca wiedział, jak postać dalej poprowadzić, ale szybko znaleziono mu nowego przeciwnika. Największym wrogiem Luke’a Cage’a okazuje się… on sam. Ale to nie dzięki temu serial Netfliksa ogląda się tak dobrze.

luke cage 2 sezon trailer data premiery 4

Żaden serial Marvela nie miał tak dobrze zarysowanych postaci pobocznych.

Kingpin z Daredevila był najlepszym serialowym łotrem Marvela, ale to była tylko jedna postać w całym serialu. Luke Cage w 2. serii serwuje zaś całą plejadę świetnych postaci drugoplanowych. Podczas seansu łapałem się na tym, że wcale nie czekałem, aż tytułowy bohater wróci w kadr.

Bardzo często obserwujemy detektyw Mercedes „Misty” Knight, która otrzymała zgodnie z oczekiwaniami bioniczną protezę. Wątek poświęcony jej powrotowi do służby, a także traumie spowodowanej wyjściem na jaw korupcji jej partnera, okazał się jednym z najlepszych w całym sezonie.

Misty współpracuje z Cage’em, ku rozczarowaniu swoich przełożonych. Cieszy natomiast, że nie stała się li tylko obiektem uczuć głównego bohatera. Cage zdaje się być rozchwytywany przez płeć przeciwną, ale serial – na szczęście! – kwestię relacji damsko-męskich spycha na trzeci plan.

luke cage 2 sezon trailer data premiery 4

Dzięki temu większy akcent położono na historię, w której trudno oddzielić dobro od zła.

Luke jest przekonany o słuszności swojej misji i zaczyna powoli wyznawać zasadę, że cel uświęca środki. Biega po okolicznych ciemnych zaułkach, pierze po gębach rzezimieszków, blokuje handel narkotykami. Wyzwala to w nim jednak spore pokłady frustracji, które nie znajdują odpowiedniego ujścia.

Cage może i jest na wolności, ale miota się w klatce swoich własnych sprzecznych uczuć i słabości. Nie widzi sensu w tym, co robi. Jego działania są jak kropla w morzu. A gdy ta ciemna strona jego charakteru wreszcie znajduje wentyl bezpieczeństwa, wszystko zaczyna się walić. Niczym domek z kart.

Sojusznicy się od niego odwracają, odżywają stare animozje. Odzywa się w nim niekontrolowana agresja wynikająca z bezsilności. Dołóżmy do tego urażoną dumę i poczucie beznadziei i niewiele trzeba, by wpaść w spiralę, która nie doprowadzi do niczego dobrego.

Główny bohater zmuszony jest współpracować z typami spod ciemnej gwiazdy.

Netflix zafundował nam prawdziwy emocjonalny rollercoaster w tym roku. Sojusze i układy zmieniają się w 2. sezonie Luke’a Cage’a jak w kalejdoskopie. Wszystko za sprawą nowego antagonisty, którym jest Bushmaster. Pochodzi z Jamajki i dopiero niedawno wrócił do Nowego Jorku, by dokonać zemsty na ludziach, którzy go skrzywdzili.

Bushmaster okazuje się naprawdę godnym przeciwnikiem dla Luke’a. Zaczyna terroryzować ulice, przejmując kolejne strefy wpływów. Wszystko to w kontekście próby zerwania przez dotychczasowych władców ciemnej strony miasta ze swoją przestępczą przeszłością. Nagle się okazuje, że Luke Cage zaczyna bronić ludzi, którzy wzbudzają w nim obrzydzenie.

Nowy gracz i starzy znajomi.

Bushmaster nie jest najlepszym czarnym charakterem w historii, za to relacja, która połączyła Shadesa i Mariah Dillard (Mariah Stokes! – przyp. Bushmaster) jest jednocześnie zaskakująca i fascynująca. Szczere uczucia przeplatają się tutaj z próbą zdominowania drugiej strony. Próby okazania szacunku tłumią pragnienie, by ta druga strona okazała strach.

Sezon skupia się na dążeniu tej pary do pozbycia się ciemnej strony swojego biznesu. Serial rozpoczyna się w momencie, gdy biurokratyczna machina mająca im to zapewnić już ruszyła, ale jak można się domyślić, nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nie trudno też zgadnąć, że Luke Cage trafi w sam środek zamieszania.

Historia opowiadana w tym roku pozwoliła wprowadzić kilka nowych postaci.

Te pojawiły się przede wszystkim po to, by jeszcze bardziej skrystalizować dobrze znanych bohaterów, ale bronią się jako osobne serialowe byty. Zarówno córka Dillard, jak i ojciec Luke’a, zostali sportretowani fenomenalnie. Przypadło im w udziale wiele scen, które można zaliczyć do najlepszych z całego sezonu.

Motyw rodziny okazuje się zresztą jednym z najsilniejszych w całym 2. sezonie. Przeznaczenie i grzechy przekazywane z pokolenia na pokolenie są motorem napędowym wielu postaci. Ogromną rolę w serialu odgrywa też fenomenalna i bardzo klimatyczna muzyka, a i pod względem kadrów i kolorów ciężko produkcji cokolwiek zarzucić.

Bez bicia przyznam, że po poprzedniej serii nie spodziewałem się po 2. sezonie niczego szczególnego.

W praktyce Luke Cage szybko wskoczył na moje prywatne podium produkcji Netfliksa na podstawie komiksów – zaraz po pierwszych sezonach Daredevila i Punishera. Tak dobrej kontynuacji, która przebiłaby pierwszy sezon i to o kilka długości, jeszcze w historii tej marvelowskiej serii nie było.

Na uwagę zasługują też humorystyczne wstawki, gościnny występ przywracający wiarę w Iron Fista oraz liczne easter-eggi nawiązujące do komiksów. Nie liczcie jednak na to, że Marvel pójdzie tutaj prosto ścieżką wytyczoną przez komiksowy pierwowzór. No i szykujcie się na fenomenalne zakończenie!

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...