Pożegnalny odcinek Sense8 nakręcono dla fanów. I chyba tylko dla nich – recenzja

Recenzje/Seriale 08.06.2018
Nasza ocena:
Pożegnalny odcinek Sense8 nakręcono dla fanów. I chyba tylko dla nich – recenzja

Liczne prośby fanów nie powstrzymały Netfliksa przed skasowaniem serialu Sense8. Czerwony gigant VoD pozwolił jednak siostrom Wachowskim na domknięcie serialu.

W ten właśnie sposób powstało coś na kształt ostatniego odcinka. Ten finałowy epizod można nazwać filmem, bo trwa ponad 2 godziny, nie jest jednak samodzielnym bytem, a obejrzenie go bez bardzo dokładnej znajomości poprzednich sezonów nie ma najmniejszego sensu.

Sense8, gdy tylko pojawił się w serwisie Netflix, robił ogromne wrażenie.

Była to zasługa ogromnego rozmachu, kręcenia scen w wielu różnych miejscach świata. Reżyserki wycisnęły z budżetu wszystko, co się dało. Te często egzotyczne lokacje pokazywano z ogromnym pietyzmem, czuło się, jakby twórczynie chciały za wszelką cenę olśnić widza pięknem i różnorodnością świata. Robiło to tak niesamowite wrażenie, że pierwszy sezon obejrzałem dwukrotnie, za drugim razem na znacznie większym telewizorze. Później uświadomiłem sobie, że ta różnorodność lokalizacji jest czymś więcej, niż tylko popisem reżyserskiego i operatorskiego warsztatu.

Różnorodność jest bowiem kluczem, którym możemy otworzyć Sense8.

W koncepcji serialu istotną rolę gra idea współdzielenia ciała, ciągłej obecności innych osób w życiu Willa, Nomi i reszty. Oznacza to, że bohaterowie przekraczają wszelkie ograniczenia. Nie tylko te fizyczne, ale również kulturowe. A pojawia się jeszcze kwestia współodczuwania różnorakich bodźców, również tych związanych z ekscytacją i bólem.

Ten zabieg stał się dla twórczyń pretekstem do pokazania różnorodności związków, relacji, orientacji seksualnych. Na pierwszy plan wysunięto związki niemonogamiczne, czyniąc z gromady połączonych ze sobą bohaterów coś więcej niż tylko grupę obcych sobie ludzi. Jednocześnie pokazano, że część problemów bohaterów wynika z tradycyjnych relacji rodzinnych. Zwłaszcza mocno wybrzmiewa tu figura ojca, która w przypadku Willa i Wolfganga jest dominująca, tłamsząca. Na przeciwnym biegunie ustawione rodzinę Amanity i jej trzech ojców.

Sense8 świadomie buduje świat.

Można się nie zgadzać z przedstawioną optyką lub ją uwielbiać. Jednak mimo tego, że fani pokochali serial, to nie jest on pozbawiony wad, które najmocniej wybrzmiewają właśnie w tym finalnym odcinku. Już wcześniej było widać, że ciągłe powtarzanie bardzo udanego zabiegu, jakim jest pokazywanie pięknych momentów, koncertów, sugestywnych orgii z perspektywy wielu bohaterów, jest na dłuższą metę nużące i powtarzalne. Podobnie jest z scenami akcji. Walki, potyczki, strzelaniny są wyjątkowo efektowne i pięknie nakręcone. Zasadzają się one jednak na tym samych zabiegach tak fabularnych, jak i technicznych.

Prowadzi to do sytuacji, w której świeżość Sense8 staje się największą wadą serialu.

Ostatni odcinek to również niepohamowany sprint do tego, aby zamknąć wszystkie otwarte wątki serialu. Pojawia się zatem większość bohaterów, którzy w jakiś sposób mieli wpływ na życie głównych postaci. Jest kumpel Willa z policji, sympatyczny haker, nagle w centrum wydarzeń pojawia się nawet detektyw pomagający wcześniej Sun. I nie ma żadnego sensownego fabularnego wytłumaczenia, dla którego każdy z nich musi pojawić się właśnie tam, gdzie toczy się akcja. Oczywiście twórczynie szyją, jak tylko mogą, aby uzasadnić te decyzje fabularne. Faktem jest jednak, że chodzi tylko o to, aby w pośpiechu zamknąć każdy otwarty wątek.

To ryzykowne rozwiązanie ostatecznie wypada bardzo słabo.

Przez ekran przewalają się dziesiątki – sądzę, że nie przesadzam – drugoplanowych bohaterów, a widz tylko czeka, kiedy twórczynie zaczną odhaczać kolejne mało istotne dla fabuły pionki.

Sama konstrukcja również pozostawia wiele do życzenia. Bo fabułę przeplatają zasadniczo 2 istotne schematy. Pierwszym są konfrontacje zbrojne i inne sceny akcji. Drugi to podkreślanie tego, jak rośnie wielka rodzina, jak bohaterowie są bliżej siebie, jak tworzą jeden wielki związek. Te ciepłe – niemal rodzinne – uczucia, które co chwila płyną z ekranu, wyglądają wyjątkowo nienaturalnie, jeśli zestawimy je z ciągłym stanem zagrożenia i licznymi potyczkami, w których biorą udział bohaterowie.

Ostatni odcinek Sense8 wygląda nieporadnie.

Moc obrazów, fabuła imponująca rozmachem i nietypowe relacje, które zachodziły między bohaterami, przekonały mnie do pierwszego sezonu. Niestety, im dalej, tym mniej ciekawy i oryginalny stawał się serial. Apogeum następuje właśnie w finalnym epizodzie, gdzie pospieszne domykanie fabuły szkodzi całemu obrazowi i sprawia, że wszystko to wypada nad wyraz płytko i nudno. Pojawia się cała masa głupotek, które nie tylko sprawiają, iż zgrzytamy zębami z zażenowania, ale również obala znaczną część tego, na co pracowali twórcy. W jednej ze scen bohaterka, która była bardzo negatywnie nastawiona do stylu życia Nomi, zaczyna ją szanować po… przyjęciu substancji psychoaktywnej. To jest tak dziwne, niepotrzebne i nieporadne, że aż dziwi, iż finalnie znalazło się w serialu.

Ostatecznie jednak najlepszym wytłumaczeniem tego dziwnego tworu, jakim okazał się ostatni odcinek Sense8, są ostanie słowa pojawiające się zaraz przed końcowymi napisami: “dla fanów”. I fani, którzy liczyli na bajkowe zakończenie, dostaną je. Nie zmienia to jednak faktu, że całe to zwieńczenie fabuły jest wyjątkowo rozczarowujące.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...