Roger Daltrey powraca po latach z albumem As Long as I Have You – recenzja

Recenzja/Muzyka 01.06.2018
Nasza ocena:
Roger Daltrey powraca po latach z albumem As Long as I Have You – recenzja

Roger Daltrey powraca po latach z albumem As Long as I Have You – recenzja

Wspaniała muzyczna uczta dla fanów The Who przygotowana przez legendarnego członka formacji. Roger Daltrey, czyli głos pokolenia klasyki rocka z lat 60., raczy nas zarówno nowym materiałem jak i znakomitymi coverami z pogranicza rocka, bluesa i soulu.

Roger Daltrey należy do absolutnego muzycznego panteonu. To człowiek-legenda i uosobienie historii rocka w jednym. Jest on bowiem jednym z pierwszych prawdziwych frontmanów rocka. Swoje pierwsze płyty, wraz z kolegami pod szyldem The Who zaczął nagrywać w połowie lat 60., jeszcze przed ukształtowaniem się takich grup jak Black Sabbath, Deep Purple czy Led Zeppelin. Gdy wychodziła pierwsza płyta The Who, „My Generation”, ich najważniejszymi konkurentami na rynku byli Beatlesi i The Rolling Stones.

W latach 70. Daltrey rozpoczął swoją solową karierę (równolegle nadal działając w The Who). Udało mu się wydać osiem studyjnych albumów, które zbierały przeważnie pozytywnie opinie od krytyków i słuchaczy, a także całkiem nieźle się sprzedawały. Swój do niedawna ostatni krążek, „Rocks in the Head” Roger Daltrey wydał lata temu, bo aż w 1992 roku.

Teraz, po 26 (!) latach muzyk powraca z (prawie) nowym materiałem. „As Long as I Have You” to wspaniała muzyczna podróż do korzeni rocka i gatunków, które go ukształtowały.

Otwierający płytę utwór tytułowy to fantastyczny początek. Pełen energii, pulsującej dynamiki, oparty na świetnym fortepianono-gitarowym riffie. Kawałek ten, podobnie jak następujący po nim How Far, został oryginalnie skomponowany aż w 1964 roku, mniej więcej w czasie gdy formowało się The Who. Teraz nagrany na nowo, odświeżony błyszczy pełnym blaskiem i dla fanów Daltreya stanowi nie lada perełkę nieoczekiwanie wygrzebaną z archiwum historii.

Where Is A Man To Go? Zabiera nas w okolice rzeki Mississippi. Przesiąknięty soulem utwrór pokazuje, że Roger Daltrey nadal jest w niebywałej formie wokalnej. Jego przejmujący głos wspaniale huśta się pomiedzy spokojnymi rejestrami, a potężnymi zaśpiewami w refrenie, gdzie słychać, że ma on jeszcze całkiem niemało pary w płucach.

As Long as I Have You jest też o tyle ważnym albumem dla fanów The Who, że do pracy nad nim Daltrey zaprosił członków macierzystej formacji. Tak więc jego nowy krążek to takie trochę prawie-The Who. W 7 utworach, dla przykładu, na gitarze udziela się Pete Townshend. Na Get On Out of the Rain możemy posłuchać jego kapitalnych solówek.

Into My Arms to cudowny cover przepięknego utworu Nicka Cave’a z albumu „The Boatman’s Call”.

Przyznaję, że z czasem idee coverów coraz mniej mnie interesują, wolę raczej słuchać nowego, oryginalnego materiału. Ale Into My Arms w wykonaniu Daltreya porusza do łez, zaśpiewane z ogromnym wyczuciem z towarzyszeniem wspaniałych partii na fortepian. Wielkie dzięki Roger, za przypomnienie mi tej perełki.

Równie ogromne wrażenie robi kolejny cover na płycie, You Haven’t Done Nothing, tym razem z repertuaru innej legendy, Stevie’ego Wondera. Ta wersja może spokojnie iść w parze z oryginałem. Mistrzowsko zaaranżowana, nagrana w trochę wolniejszym tempie, spokojnie wyrasta na najlepszy kawałek na „As Long as I Have You”. Jest to na tyle twórczy i ciekawy muzycznie cover, że na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to oryginalny kawałek. Przy czym nie dokonano w nim jakiejś wielkiej rewolucji. Tak poznaje się mistrzów w muzycznym fachu.

„As Long as I Have You” nie jest płytą wybitną. Wokalista tego format co Roger Daltrey mógłby  nagrać bardziej doniosłe i oryginalne dzieło będąc już w jesieni swego życia i kariery.

Ale też z drugiej strony lubię posłuchać czasem takich albumów, nagranych przez muzyka z ogromym talentem, dorobkiem i z zasługami dla całego gatunku jak i muzyki popularnej w ogóle. To album z tych, na których zasłużony artysta nie musi niczego udowadniać, po prostu chce nagrać nowy materiał, wrócić do studia i przypomnieć o swoim istnieniu słuchaczom. A że robi to w tak świetnym stylu i z klasą, to naprawdę nie mam więcej pytań.

Mając na uwadze to, że Roger Daltrey nagrywał „As Long as I Have You” walcząc zapaleniem opon mózgowych mogę powiedzieć tylko jedno – czapki z głów.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...