Ben Howard osiąga poziom mistrzowski. Posłuchajcie Noonday Dream

Recenzje/Muzyka 01.06.2018
Nasza ocena:
Ben Howard osiąga poziom mistrzowski. Posłuchajcie Noonday Dream

Ben Howard osiąga poziom mistrzowski. Posłuchajcie Noonday Dream

Ben Howard prezentuje swój trzeci album, który jeszcze bardziej konstytuuje brzmienie jego muzyki, głębokie, pełne ciepła, dopracowane w szczegółach. Najdrobniejszych. Posłuchajcie Noonday Dream.

Płyta nagrywana we Francji i w Fowey, małym miasteczku w Kornwalii, oddaje ducha cichego, spokojnego, być może nawet sielankowego miejsca. Howard nie od dziś przejawia talent do obrazowych, pejzażowych, choć nieskomplikowanych i nastrojowych kawałków.

Na Noonday Dream Ben Howard rozwinął tę umiejętność do poziomu mistrzowskiego.

Sam o sobie mówi, że gitarą i piosenką zainteresował się jako dzieciak. Zaczęło się od plumkania do tekstów o miłości, by potem naturalnie przejść do piosenek o dojrzewaniu, młodzieńczych rozterkach. Dziś, po wydaniu trzeciego longplaya, Howard jako dojrzały muzyk pisze piosenki złożone, z pięknymi melodiami, mądre i ujmujące.

Do tego wykorzystuje swój warsztat na wiele możliwych sposobów. Znany z użycia techniki gry na gitarze pick & go, tłumi dźwięki, nadając im dodatkowej dynamiki. Eksploatuje gitarę akustyczną mocno, co kojarzy się z grą na gitarze klasycznej.

Nica Libres At Dusk otwiera album arpeggiową pogonią i lekko niepokojącym brzmieniem, które szybko uspokaja się, wygładza i wprowadza całkiem nowy porządek. Someone in the doorway wita zgrabnym perkusyjnym intrem. The Defeat dokłada elektroniczne elementy do gry.

Znajdziemy na tej płycie pulsujące partie perkusji, syntezatory, jednak zawsze to gitara będzie wieść prym.

No i opowieści Howarda. Muzyk coraz bardziej przybliża się do wysokości, na której zasiadają takie legendy śpiewania i piosenkopisarstwa, jak Joni Mitchell czy Jeff Buckley. To taki songwriting najczystszej próby, prosty w formie, wielowymiarowy w przekazie, urzekający barwą głosu Howarda i jego wielkim talentem do budowania subtelnych melodii.

Bogate instrumentarium i pomysły kompozycyjne muzyka zachwycają mnie z każdym jego albumem coraz bardziej. Choćby utwór A Boat To An Island On The Wall, nieśpieszny, z ciężkim akordem w tle, jest najbardziej onirycznym momentem tej płyty. I jednym z najpiękniejszych. To taki moment kulminacji, po którym następuje wyciszenie i wszechogarniający spokój. Mimo kilku fragmentów pełnych niepokoju i mocniejszych fraz, Noonday Dream jest właśnie takim odzwierciedleniem wszechogarniającego spokoju, za którym Howard gnał przez kanał La Manche. I na szczęście dla nas, słuchaczy, dogonił.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...