Disney nie radzi sobie z Gwiezdnymi wojnami. Solo przypomniał, co mnie najbardziej wkurza w Star Wars

Felieton/Film 31.05.2018
Disney nie radzi sobie z Gwiezdnymi wojnami. Solo przypomniał, co mnie najbardziej wkurza w Star Wars

Disney nie radzi sobie z Gwiezdnymi wojnami. Solo przypomniał, co mnie najbardziej wkurza w Star Wars

Premiera filmu Solo skłoniła mnie do refleksji nad tym, jak Disney zarządza prawami do Gwiezdnych wojen. I tak jak nowe filmy oceniam bardzo pozytywnie, tak jest nawet więcej niż kilka rzeczy, których, jako wieloletni fan, po prostu nie mogę przeboleć. Kolejny spin-off tylko unaocznił problemy trapiące uniwersum.

Uwaga, spoilery.

Już po premierze Avengers: Infinity War pisałem, że obecnie uniwersum kreowane przez Disneya w ramach Gwiezdnych wojen nie jest tak bogate i różnorodne, jakbym tego oczekiwał. Jeśli chodzi o rozbudowę świata przedstawionego, znacznie lepiej sobie radzi z tym Marvel ze swoimi superbohaterami.

To jednak tylko jeden z aspektów, które mi przeszkadzają w Gwiezdnych wojnach po tym, jak Disney pożegnał Expanded Universe. Nie chodzi tutaj nawet o samą konstrukcję filmów i grę aktorską, a raczej o rozwiązania fabularne, uproszczenia i zmienianie ustalonych zasad w trakcie gry.

Gwiezdne wojny w XXI wieku.

Oryginalna trylogia porywała tym, że była (przy odpowiednim zawieszeniu niewiary) taka… realistyczna. Serio! Jeśli zaakceptowaliśmy tylko kilka abstrakcyjnych założeń: istnienie Mocy, inne gatunki rozumne, myślące droidy, miecze świetlne, planety mające jedną strefę klimatyczną (a w dodatku na każdej grawitacja działa tak samo) i dźwięk w próżni – to odległa galaktyka zachowuje się zupełnie tak, jak nasza.

Zmienianie zasad ad hoc, którego dopuszcza się Lucasfilm, bywa głupie i naiwne. W rezultacie nie pozwala się zatopić w ten świat w pełni. Znacznie trudniej jest zapomnieć podczas kolejnych seansów, że to tylko fikcja. Dotyczy to przede wszystkim luźnego traktowania praw fizyki (z wyłączeniem może tego nieszczęsnego dźwięku, bez którego bitwy w kosmosie po prostu straciłyby mnóstwo uroku).

Star Wars to nie science-fiction, ale nie róbmy kurtyzany z logiki.

Już mój polonista w liceum wyjaśniał, że Gwiezdne wojny wbrew pozorom to nie fantastyka naukowa, tylko… baśń. I miał rację! Już samo wprowadzenie („Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce”) na to wskazuje. Mamy tutaj szlachetnych rycerzy, mistyczną siłę, walkę dobra ze złem i postaci będące de facto archetypami.

Nie oznacza to jednak, że George Lucas całkowicie pominął zręby realizmu w budowaniu swojego świata, nawet jeśli zdarzało mu się uznać parseki za jednostkę czasu, co potem na różne sposoby odkręcano i retconowano. Dzięki temu, że do tej pory  – z pominięciem tych kilku wyróżniających je aspektów – fikcyjne uniwersum zachowywało się jak nasze, fanom łatwiej było w ten świat wsiąknąć.

Gwiezdne wojny do tej pory nawet w Expanded Universe unikały oklepanych motywów, które spłycały te najważniejsze wydarzenia.

Nigdy nie było w tym fikcyjnym uniwersum podróży w czasie, które pozwalałyby zmienić bieg historii. Jeśli bohater zginał, to był to definitywny koniec jego drogi – nie było już odwrotu. To nie jest zwariowany Star Trek albo adaptacja komiksu, w których podróże w czasie albo powroty zza grobu są na porządku dziennym.

Oczywiście w Expanded Universe pojawiały się głupotki narracyjne – zwłaszcza w latach 90. Przywoływano istoty z innego wymiaru (Waru), przenoszono świadomość ludzi do komputerów oraz między ciałami (Callista) itp.. Jednak u schyłku życia Expanded Universe zadbano, by uniwersum było spójne i wiarygodne.

Unikano też Deus Ex Machiny, która ratowałaby bohaterów z opresji, by później o danym triku zapomnieć. W erze Disneya bohaterowie jednak coraz częściej korzystają z takich jednorazowych kart wyjścia z więzienia. Nie ominęło to niestety filmu o przygodach młodego Hana Solo.

Takie wyskoki nie pasują do współdzielonego kinowego uniwersum.

Jeśli bohaterowie skorzystali ze sztuczki w spin-offie będącym prequelem, potrzeba bardzo wiarygodnego wytłumaczenia, czemu nie skorzystali z niej ani wcześniej, ani później. No bo inaczej pojawiają się niewygodne pytania, czy przypadkiem nie dotyka herosów zbiorowa amnezja lub… czy może po prostu winny jest leniwy scenarzysta.

Jest jeden problem: to nie Deadpool, w którym główny bohater sam może to wytknąć. Niestety, pod władzą Disneya, chociaż wykasowano Expanded Universe razem z jego pozytywnym i negatywnym bagażem, zaczęło dziać się coś bardzo niedobrego, zwłaszcza w kanonicznych animacjach. Gwiezdne wojny wprowadziły nawet podróże w czasie. Niestety.

Winny tej herezji jest serial Star Wars Rebels.

W końcówce animacji, która jest – w przeciwieństwie do Expanded Universe – równie kanoniczna co filmy, główny bohater dociera do specjalnego „świata pomiędzy światami”. W tym dziwnym wymiarze trafił na portale, przez które mógł dotrzeć do wybranych punktów w przestrzeni oraz w… czasie.

Cholera, jak ja takich zabiegów nie lubię! Dlaczego tylko Ezra, chłopak znikąd, mógł tam się dostać? Dlaczego chciał go wykorzystać – by zdobyć dostęp do tego wymiaru – Palpatine? Skąd się wziął? Oczywiście, że nie poznaliśmy na te pytanie żadnych sensownych odpowiedzi.

Chodziło tylko o to, by młody bohater stanął przed trudnym wyborem moralnym.

Ezra musiał zdecydować się na to, by nie ratować swojego mistrza, który chwilę wcześniej poświecił swoje życie. Było to w dodatku działanie pragmatyczne, bo inaczej zginąłby on sam i jego przyjaciele. Uratował za to uczennicę Anakina z Wojen klonów przed śmiercią – oczywiście w przeszłości. No ale nagle rodzi się problem: czemu np. nie udusił Palpatine’a w kołysce?

Oczywiście pod koniec serialu świątynia dająca dostęp do tego wymiaru zostaje zniszczona, ale to cheap move. Od bajki dla dzieci nie wymagam, by zagłębiała się w to, jakie to ma reperkusje dla świata przedstawionego, ale gdy animacja jest częścią większej historii, zaczyna się robić problem.

Inne grzechy Rebeliantów.

Jak przypomniał nam Solo, Darth Maul przeżył pojedynek z Obi-wanem. To coś, czego nie mogę wybaczyć, bo spłyca zwycięstwo Kenobiego z Mrocznego widma. Jasne, to świetna postać, ale jego śmierć była ważnym punktem fabuły prequeli, a przyszły Imperator mógł wziąć nowego ucznia, nie łamiąc zasady dwóch. Najpierw serial The Clone Wars jeszcze za czasów Expanded Universe, a potem Rebels, tę postać wykorzystały.

Przywrócenie w animacji ucznia Dartha Sidiousa – dzięki Mocy utrzymał się przy życiu i dorobił sobie mechaniczne nogi – to nic innego, jak sposób na to, by zrobić wokół marki nieco szumu. Postać będzie można wykorzystać w kolejnych projektach, a to przełoży się na zyski. Szkoda tylko, że ze szkodą dla opowiadanej przez George’a Lucasa historii. No ale po prawdzie to odpowiedzialna jest za to… jego córka.

Ostatni Jedi? Tylko z pewnego punktu widzenia.

Na taki krok jak przywrócenie Maula nie zdecydowali się nawet twórcy Expanded Universe – poza opowieściami z cyklu „co by było, gdyby” i tym nieszczęsnym serialem animowanym, który jako pierwszy powinien trafić do tzw. legend. Spłycono w poprzednim kanonie też samo zakończenie sagi, bo okazało się, że Luke nie był jedynym Jedi, który przeżył Imperatora. Disney miał szansę to naprawić, tak jak wątek Maula. Ale nic z tego!

„Nie ostatni ze starych, pierwszy z nowych [Jedi]” – czyż nie tak mówiono o Skywalkerze? Do tej pory interpretacja była jasna: chodziło o to, że Jedi wymarli, a Luke tworzy nowy Zakon. W kontekście zakończenia Rebels to nie do końca prawda. Ezra gdzieś się chowa na obrzeżach galaktyki, a też szkolił go Kanan, Padawan starej szkoły. No i przeżyła Ahsoka, uczennica samego Dartha Vadera (!). Ależ mi się to gryzie ze słowami mistrza Luke’a!

Scenarzyści kolejnych opowieści muszą odpowiedzieć teraz na kilka trudnych pytań.

Dlaczego Ahsoka nie ujawniła się Luke’owi wcześniej? Czemu nie wspierała go w walce? Dlaczego Luke był w Rebelii niemal bogiem, bo umiał odbić strzał z blastera mieczem, skoro rok wcześniej z Rebeliantami prowadzali się Ezra i Kanan o znacznie większych umiejętnościach?

Odpowiedzi na te pytania nie mają szans być satysfakcjonujące. Nawet jeśli twórcy zdecydują się jakoś to wytłumaczyć, to i tak będzie to naciągane. Zakładając, że w ogóle będą się tymi kwestiami, które potrafią frapować oddanych fanów, przejmować. Na to się nie zanosi.

Han solo expanded universe 1

Lucasfilm nie jest bez winy.

Osoby sprawujące pieczę nad Star Wars zgodziły się na dyskusyjne zabiegi fabularne w animacjach, ale również w filmach. To boli tym bardziej, że animacje fani mogą od biedy i na siłę uznać za niebyłe, ale z filmem wchodzącym w skład większej serii się tak nie da.

Boli, że w epizodach i spin-offach też pojawiają się motywy, które trudno objąć rozumem. Najgorsze jest to, że sprawiają, iż można kwestionować sensowność fabuły poprzednich filmów. Albo mówiąc kolokwialnie: nie trzymają się kupy i to nawet pomimo wysokiego zawieszenia niewiary, bo łamią prawa fizyki, które od 40 lat w tym uniwersum działały.

Przebudzenie Mocy i sposób działania bazy Starkiller.

Twórcy filmy chcieli mieć Gwiazdę Śmierci, która nie byłaby Gwiazdą Śmierci. Zamiast zaadoptować na potrzeby nowego filmu Pogromcę Słońc z Expanded Universe, przerobili na superbroń całą planetę – no niech będzie. Strzela wiązką energii przez pół galaktyki – naciągane, ale przymknijmy na to oko. Ale to, że na Tokadanie widać w czasie rzeczywistym (!) laser lecący lata świetlne dalej, to już idiotyzm, którego nie dopuściłby się dzieciak z klasy 4–6 po paru lekcjach fizyki.

Co ciekawe, zupełnie inaczej to było rozwiązane w oficjalnej nowelizacji. Co prawda też było to jakieś mumbo jumbo na temat czarnej materii, ale i tak robiło dużo więcej sensu niż pomysł Abramsa. Wygląda na to, że zmieniono ten motyw w ostatniej chwili, a autor książki Przebudzenie Mocy nie zdążył przepisać tego fragmentu. To boli tym bardziej, że mamy dowód na to, iż miało to być rozwiązane lepiej.

Przebudzenie Mocy: wskoczenie za pole siłowe bazy Starkiller.

W filmie podstarzały Han Solo robi coś niebywałego i jako pierwszy w historii przeskakuje pole siłowe. Serio? Skoro tak się da, to czy nie mógł tak zrobić podczas bitwy o Endor w Powrocie Jedi i wygrać wojnę? Czy członkowie Rogue One nie mogli w ten sposób dostać się na Scarif? Albo żołnierze Imperium na Hoth?

Tłumaczenie, że dopiero teraz na to ktoś wpadł, jest więcej niż naciągane. Republika w uniwersum Star Wars istniała od tysiąca lat. Podróże międzygwiezdne możliwe były dużo wcześniej. Technologia pola siłowego też nie była niczym nowym. To jest zbyt nieprawdopodobne, by uwierzyć, że Han wpadł na ten pomysł pierwszy.

Ostatni Jedi – ucieczka floty.

Ruch Oporu przez cały film uciekał w rzeczywistej przestrzeni. Najwyższy Porządek za nimi goni i czeka na koniec paliwa buntowników. Tylko dlaczego część floty nie skoczy w nadświetlną i nie zatrzyma się zaraz przy uciekinierach? W końcu Finn i Rose byli w stanie zrobić sobie krótką wycieczkę na Canto Bight.

gwiezdne wojny przebudzenie mocy wycięta scena początkowa

W dodatku flotę mogły zniszczyć myśliwce, które poruszają się szybciej od krążowników. Czemu po ataku Kylo Rena nie został podobny atak powtórzony z dziesiątkami myśliwców TIE? Nawet próba wytłumaczenia tego niekompetencją Generała Huksa to za mało.

Ostatni Jedi: manewr admirał Holdo.

Tutaj widzę podobny problem, co ze skokiem Hana za pole siłowe bazy Starkiller. Bohaterka poświęciła się i na koniec filmu samobójczym skokiem w nadprzestrzeń zniszczyła statek Snoke’a. I ponownie zadaję pytanie: czemu nikt wcześniej tego nie zrobił? Czy ktoś kiedykolwiek zbadał, jaki będzie miało to efekt? To przecież spore zagrożenie dla krążowników dowolnej floty, nawet praworządnej władzy ze strony np. terrorystów.

Rebelianci podczas Galaktycznej Wojny Domowej byli naprawdę zdesperowani. Nikt nawet nie pomyślał, by w ten sposób, niczym ziemscy kamikadze, uszkodzić Gwiazdę Śmierci lub… poświecić w tym celu droida? Oczywiście wiemy, dlaczego tak się stało – bo dopiero przy ósmym epizodzie zatrudniony do niego reżyser uznał, że byłaby to naprawdę śliczna artystycznie scena. I była! Tylko trudno się nią w pełni cieszyć, gdy wiem, że nie ma ona sensu.

Solo: wiemy, co napędza statki kosmiczne.

Przez ostatnie 40 lat aspekty techniczne były przez Gwiezdne wojny pomijane. W końcu, jak ustaliliśmy, to nie jest fantastyka naukowa, tylko baśń i nie ma co zagłębiać się w szczegóły. To byłoby jak zaglądanie iluzjoniście w kapelusz (lub coś takiego jak wprowadzenie nieszczęsnych midichlorianów w trylogii prequeli).

Już w Ostatnim Jedi problem braku paliwa był jednym z motywów przewodnich, ale Solo robi z konkretnej substancji coś pokroju McGuffina. Okazuje się, że materiał, o którym nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, jest pożądanym przez całą galaktykę dobrem, a jedna skrzynka zaważyła o być albo nie być przyszłej Rebelii. Serio?

Solo: tryb turbo.

Paliwo, które dopiero jako widzowie odkryliśmy, uratowało bohaterów. Wpadli na pomysł, by dolać kropelkę do reaktora, a to wystarczy, by nagle statek leciał kilka razy szybciej niż normalnie. W zwykłym filmie byłoby to do przyjęcia, ale w uniwersum Star Wars gryzie się z innymi filmami.

Skoro to paliwo jest tak super potężne, że kropelka dolana bezpośrednio do silnika daje statkowi turbo-burbo kopa, to czemu nikt w takim razie nie zbudował automatycznego dozownika dającego taką kropelkę? Czemu nikt nigdy wcześniej ani później nie wykorzystał tego triku? Nie ma na to pytanie satysfakcjonującej odpowiedzi.

Twórcy filmów Star Wars nie umieją bawić się w piaskownicy.

Okazuje się, że kręcenie filmów we współdzielonym uniwersum, to nie jest prosta sprawa. Marvel opanował tę sztukę do perfekcji, a DC Comics boleśnie się przekonało, że to nie jest takie proste. Ale to nic, skoro nawet Lucasfilm nie wyciąga wniosków z pracy swoich kolegów z Marvel Studios, chociaż oba zespoły są częścią jednej firmy.

Star Wars The Last Jedi trailer

Boli, że książkowe Expanded Universe radziło sobie z tym znacznie lepiej. Ustalonych zasad przestrzegano. Disney traktuje je zbyt… luźno. Jasne, niedzielni widzowie przejdą z tym do porządku dziennego, ale fanów takich jak ja takie detale uwierają. Jak również i zmiany, które nie wnoszą do uniwersum nic konkretnego, poza skłonieniem widza do zadawania niewygodnych pytań.

Po co zmieniać zasady podróży międzygwiezdnych?

W poprzednim kanonie była opisana zasada działania podróży międzygwiezdnych, która może z naukowego punktu widzenia była naciągana, ale zawieszenie niewiary wystarczyło, by ją zaakceptować włącznie z jej limitami. Twórcy zaczęli jednak kombinować.

W poprzednim kanonie zostało ustalone, że nadprzestrzeń pozwalała przenieść się z punktu A do B, ale nie dało się wykonać skoku w tzw. studni grawitacyjnej. No ale teraz w nowym kanonie okazuje się, że da się wykonać skok z atmosfery planety. Jeśli tak, to czemu Królowa Amidala musiał najpierw przebić się przez blokadę Federacji?

Takich zmian dokonano więcej.

W nadprzestrzeni nie dało się też prowadzić rozmów, niczym w kosmicznym Pendolino. Dzięki temu bohaterowie mogli lecieć na swoją misję, a nikt z fanów nie mógł zadać pytania, czemu np. sojusznicy nie ostrzegli ich o zasadzce, wykonując proste holopołączenie na żywo. Ułatwiało to narrację. Po prostu nie mogli i już. No ale i tutaj postanowiono to zmienić, bo komuś tak pasowało w scenariuszu. I znów zaczynają się pytania: czemu wcześniej nikt z tej opcji nie korzystał?

Do tego dochodzą kryształy Kyber, które umieszczano w mieczach świetlnych. W poprzednim kanonie można było je wydobywać lub tworzyć syntetycznie, a kolor ostrza można było sobie dopasować. W nowym kanonie kryształy to żywe istoty wrażliwe na Moc, a czerwony kolor miecza jest oznaką tego, że ktoś zły nagina wolę kryształu do swojej woli. Nie wspominając już o tym, że ktoś wpadł na pomysł, że właśnie te kryształy są sercem superbroni na Gwieździe Śmierci…

To nadal Gwiezdne wojny czy już Władca Pierścieni?

Moc nigdy nie była znaną z filmów fantasy typową magią. Była co prawda siłą spajającą wszystkie żywe istoty we wszechświecie i dającą zdolność manipulowania materią i umysłami, nadludzką zręczność i wywołującą wizje przyszłości. Zawsze było to jednak tylko tło, echo. That’s nit how the Force works!. Jej interpretacja przez twórców animacji w ogóle do mnie nie trafia, a kryształy wybierające Jedi są niebezpiecznie blisko różdżek wybierających czarodziejów w Harry’m Potterze. Pasuje ten motyw do Star Wars jak pieść do nosa.

Na drugim biegunie jest zaś technologia, która w Star Wars do tej pory była przedstawiania wiarygodnie. W moich oczach kolejne pokolenia mieszkańców odległej galaktyki żyły w takiej „stałej teraźniejszości”. Zmieniały się ustroje polityczne, ale rozwój cywilizacji, po wynalezieniu skoków w nadprzestrzeń i ustanowieniu Republiki, wyhamował. Nie widzę tu miejsca na to, by to bohaterowie bez wykształcenia technicznego odkrywali coś przełomowego, co nie udało się nawet imperialnym naukowcom przez 20 lat.

Czasem po prostu lepiej zbyt wiele nie myśleć i dać się prowadzić Mocy.

Twórcy filmowi nie powinni unikać niedopowiedzeń, jeśli tylko nie przegną w drugą stronę. Jeśli coś wymaga zawieszenia niewiary i po przymknięciu oka można przejść z tym do porządku dziennego (nadprzestrzeń, Moc, miecze świetlne itp.) to rozbieranie tego na czynniki pierwsze obnaża wszystkie niedociągnięcia albo paradoksy. I zabija magię.

To prawda, że w kinowym uniwersum Marvela wiele rzeczy nie sprawia mi problemów, które w przypadku Star Wars irytują. Chodzi o to, że traktuję to uniwersum poważnie. Adaptacje komiksów rządzą się swoimi prawami i myślę, że to dlatego Lucasfilm nie zgodził się, by z Solo zrobić Guardians of the Galaxy. Na szczęście.

Problemy jednak widzę. I tak jak rozumiem, że seriale dla dzieci nie mogły pewnych rzeczy zrobić – jak na przykład uśmiercić Ezrę, bohatera sześciolatków? – bo byłaby to trauma dla najmłodszych odbiorców, to gdy o tym wszystkim myślę, jestem ciut rozczarowany. Szkoda, że nikt nie myśli o uczuciach tych podstarzałych 30-letnich dzieciaków, takich jak ja.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (56)

282 odpowiedzi na “Disney nie radzi sobie z Gwiezdnymi wojnami. Solo przypomniał, co mnie najbardziej wkurza w Star Wars”

  1. Z przytłaczajacego plastikowego entertajmentu w ostatnich kilku latach podobał mi się tylko Logan. SW to maszynka do pieniedzy. Mogłem jeszcze przeżyć jakoś 2 trylogię ale to co teraz wyszło wolę nie oglądać. Czasem mam wrażenie że Lucas dostał propozycję nie do odrzucenia i nie chciał oddawać SW nikomu…

  2. Toć autor artykułu ma dziwne podejście, gdyż nie podoba mu się mieszanie w uniwersum SW, ale II wojnie światowej i serii Battlefield już tak.

    • Jakby kampania w Battlefield była częścią serii o II wojnie światowej chciałbym w niej realizmu i zgodności z innymi osłonami.

      Tak jak podobnie oczekiwałem – i dostałem – zgodną z realiami Star Wars kampanię w Battlefront 2 od DICE.

      Za to w multiplayer w Battlefront 2 na jednej mapie podczas Bitwy o Hoth pojawia się Rey obok Yody. I z tym nie mam problemu, bo multi to piaskownica z zabawkami.

  3. Fajny artykuł z kopą informacji.
    Faktycznie takie drobiazgi mocno irytują. Dla mnie najlepszą przygodą z świata Star Wars była ta z Jedi Outcast 2 :)

  4. Jestem wręcz pod wrażeniem tego jak bardzo artykuł oddaje moje uczucia względem Gwiezdnych Wojen Disneya. Niby drobiazgi i większość ich nie zauważa, ale dla fanów niezmiernie irytujące. Lepiej wytłumaczyć nie potrafię co dokładnie mi nie pasuje w tych filmach.

  5. Drogocenne paliwo w Solo to i tak pikuś przy tych wszystkich głupotach z głównej trylogii. Wyglada to trochę tak jak gdyby scenarzyści mieli jedynie kilkanaście godzin na zrobienie co do nich należy… I niestety nie mieli do pomocy nikogo, kto jakkolwiek siedzi w temacie SW :( przykre jak SW się stacza pod rządami Disneya…

    • ja to widzę tak, że przemyt narkotyków byłby nieedukacyjny i musieli przyprawę przerobić na coś innego, równie cennego xD

  6. Jak autor napisał na początku SW zawsze stało bakier z logiką, fizyką itd. nawet w EU. Ale takie właśnie mają być, od turbo poprawności jest Startrek, a wojny mają być taką bajeczką dla dużych i małych, bez trudnych słów, wzorów i niezmuszającą do wytężania mózgu, w zamian za to mają być uczucia, walka o ideały i epickość. Nowe produkje są jakie są przez czasy w których powstają, muszą być dopasowane do poprawności politycznej, do niezbyt rozgarniętego odbiorcy urodzonego po 95 albo 2000, musi być w opór efektów najwazniejsze czyli ogromny szum wokół produkcji im więcej wpadek i niedomówień tym lepiej bo to aktywizuje turbo fanów do hejtu a hejt napędza odsłony w necie a z tego jest potem kasiora

  7. To tylko film, a zagłębiasz się jakbyś analizował budowę reaktora jądrowego… To jedno. Drugie – z naukowcami i wykształceniem to żeś ładnie dowalił. Dużo odkryć naukowych było dziełem przypadku. To, że ktoś nie ma wykształcenia nie znaczy, że jest głupi i nie może czegoś wymyślić.

    Odnośnie paliwa – skąd wiesz, że potem go nie używano? Może zostało niedawno odkryte, a w starej trylogii było już na porządku dziennym?
    Akurat ja widzę, że spinoffy SW są bardzo dobrze przemyślane – nie są takie bajkowe jak główna fabuła. Tutaj postacie faktycznie umierają. W zasadzie jest to bardziej realistyczne niż stara czy nowa trylogia. A ten “niedzielny” fan jest takim samym fanem jak Ty, z tym, że nie marnuje neiwiadomo ile czasu po seansie na przejmowanie się fikcją. Ty jesteś zwykłym nerdem bez życia.

    • Szkoda że takich jak on jest wielu wielu wielu.

      Dźwięk w kosmosie przemilczę, bo faktycznie słabo by wyszło. Tak samo jak widoczne miecze laserowe… ;)

      Ale masa pierdół oderwanych od sagi i rzeczywistości to denerwuje ;)

    • Przypadkowe odkrycia spoko, ale sposób w jaki bohaterowie na nie wpadają nie jest wiarygodny. Są tylko sposobem na podkręcenie atmosfery i gryzą się z innymi dziełami. I to z tym mam problem.

      A czasu nie marnuję, to moja praca. I pewnie, że w tym aspekcie jestem nerdem i bardzo mi z tym dobrze :)

  8. Chyba w jakimś momencie życia wymieniliśmy się naszym podejściem do szczegółów w SW ;) Kiedyś byłem jak Ty, wszędzie widziałem irytujące nieścisłości Expanded Universe – dziś już mi to tak nie robi różnicy, szczególnie po tym, jak ktoś po TLJ zgrabnie wyjaśnił podstawową i bardzo frapującą kwestię, której nie mogłem rozgryźć, czyli jak działają tarcze w filmach ;) Pamiętasz, dyskutowaliśmy o tym kiedyś.

    Anyway, doszedłem do wniosku, że nie ma się co przejmować, bo wszystko da się wyjaśnić – może pokrętnie, może niespecjalnie zgodnie z logiką (ale, umówmy się, w historii działo się wiele rzeczy niezgodnych z logiką), ale przy odrobinie samozaparcia da się. I dlatego np. hiperpaliwo jakoś mi się przeszkadza, chociaż jak zobaczyłem tą nazwę w napisach “Solo”, to się mocno zdziwiłem – cóż to za wynalazek? ;)

  9. Mam propozycję dla autora tekstu zmień dilera albo pal po pòł. Jak jesteś taki madrala to napisz lepszy scenariusz oparty na samych prawach fizyki i nakreć film. Tylko kto to będzie oglądał. To są GW i Disney pokazuje w ròżnych odsłonach jej potencjał. Wg mnie jest dobra droga. Jeżeli Ci nie podoba to nie oglądasz proste.

  10. Kuźwa przecież to bajka nie adaptacja Shakespeara … Aczkolwiek faktem jest że bocznej wątki Rower One i Solo są o.niebo lepsze od głównej serii a to już zastanawia …

  11. Gwiezdne Wojny skończyły się w momencie sprzedania Lucasarts Disneyowi. Oni zupełnie sobie nie radzą z tą marką i tylko psują wszystko, co stworzył George Lucas.

  12. Usunięcie EU było ogromnym blłędem IMO. Tyle świetnych historii, moja kolekcja komiksów, STARA REPUBLIKA i to wszystko poszło się… Szkoda słów. Force Awakens było gówniane. Inaczej nie mogę tego określić. Każde wprowadzenie postaci, jej umiejętności, wady, cechy charakterystyczne były potem po prostu ignorowane. Rogue One był niezwykle pozytywnym zaskoczeniem, miał ten klimat komiksów i odcieni szarości. The Last Jedi mi się podobał, mimo że z całej serii Star Warsów jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się tyle razy “przyfacepalmować” podczas jednego filmu, co innego, że moje przedpremierowe oczekiwania wobec filmu były zerowe. Jak zgadzam się z autorem co do Rebelsów, które są jakąś pomyłką, to nie zgadzam się co do Dartha Maula. Nie powrócił on jak pisze autor w Rebelsach, tylko w Clone Wars i zrobione to było idealnie. Seria odcinków poświęconych Maulowi była niezwykle dobra, jednak Clone Wars się nie pieściły z tematem, nie bały się zabijać bohaterów, motyw innych wymiarów i istot mocy został świetnie napisany, a poważne wątki i tematy jak niewolnictwo, handel bronią, przemyt, różnice między działaniami wolnościowymi, a terrorystycznymi, spiski, korupcja, ludzka strona wroga, straty wśród cywili… Mimo, że serial miał wahania jakości, to jak go sobie odświeżyłem, bawiłem się równie dobrze jak gdy oglądałem go w podstawówce. Rebelsy są po prostu infantylne i próbują zastąpić dorobek kilkudziesięciu świetnych komiksów dotyczących działań rebelii i pozostałych przy życiu Jedi. Disney zabił Star Warsy jakie były znane i lubiane przez fanów serii, a wyprodukował filmy oparte na klasycznej walce tych dobrych z tymi złymi, co mogą robić wszystko bezkarnie, bo są bogaci. Jak dla mnie seria została zajechana przez chęć wydojenia z niej większej ilościbkasy.

    • Zgadzam się z Tobą. Disney wyrzucając do kosza cały kanon potraktował fanów nie za fajnie. Kilka dekad książek, komiksów i gier tak po prostu wykasowano. Gdyby nie Trylogia Thrawna w pierwszej połowie lat 90-tych XX w. oraz komiksy z serii Mroczne Imperium (I i II) to marka Gwiezdnych Wojen pewnie by umarła. Jednak dzięki książkom Timothyego Zahna tak się nie stało. Dzięki Trylogii Thrawna kanon ruszył z kopyta, pojawiały się nowe książki, komiksy, gry i potem filmy (epizod I, II i III). Spójrzcie prawdzie w oczy, gdyby nie stary kanon to marka o nazwie Gwiezdne Wojny by po prostu nie przetrwała. Tyle wspaniałych postaci ze starego kanonu, m.in. Mara Jade, Tahiri Veila, Allana Solo, Vestara Khai, Kyp Durron, Jacen i Jaina Solo i wiele innych, tyle wspaniałych książek i Disney bez skrupułów to wszystko zignorował. Zamiast tego mamy chłam w postaci Disney Wars dla dzieciaków, bez mroku, bez powagi, bez klimatu, bez zgłębiania filozofii Mocy. Z drugiej strony niektóre komiksy i książki ze starego kanonu są wydawane ponownie co jest jakimś tam plusem. Gdyby Disney pozwolił na istnienie równolegle dwóch kanonów (starego i nowego) to bym nie miał pretensji. Najbardziej boli mnie to, że stary kanon został po prostu przerwany i już nie poznam dalszych losów Bena Skywalkera, Allany Solo Vestary i innych :( :( :(

      P.s. polecam mój artykuł o filozofii Jedi:
      https://zdrowoztomkiem.blogspot.com/2018/07/chcesz-byc-zdrowy-nasladuj-rycerzy-jedi.html

  13. Mi się takie lekki historie nie zatopione głęboko w tej całej za bardzo skomplikowanej histori podobają . Są lekko i przyjemnie się je ogląda , ale rozumiem zagorzałych fanów w tym narzekaniu . Miałem takie same stanowisko w stosunku do nowego filmu Alien . Film bardzo mi się nie podobał bo za bardzo odbiegał od oryginalnych filmów. Dla ludzi którzy mają to gdzieś film był całkiem spoko .

    Film nie jest takie zły . Dopiero co wprowadza Hana Solo w świat konfliktu który różnisz chyba nie jest ma tym poziomie co w pozostałych filmach . To są same początki . Mają być jeszcze 2 filmy o Solo . Zobaczymy jak się historia rozwinie.

  14. dokładnie tak, niestety. A najlepszy jest Maul którego pchają gdzie tylko jest to możliwe. I ta jego kolejna śmierć w Rebels… Za to taki Boba Fett dalej niewykorzystany chociaż ma się to w końcu zmienić. podobnie jest z szybkimi i wściekłymi których logiczny ciąg kończy się wraz z 7 częścią, a 8 to fabularny absurd który przeczy poprzednim częściom. mógłbym o tym mówić godzinami ale to nie temat o tym w każdym razie jest znana marka, miliony płyną… a na facebookach roi się od komentarzy jakie to wszystko co wychodzi jest wspaniałe, szybcy i wściekli 8 także

  15. Zacznę od tego, że po TLJ mój entuzjazm do Gwiezdnych Wojen opadł, to jednak kilka spraw chciałbym wyjaśnić. “Wskrzeszenie” Maula nastąpiło w bajce The Clone Wars, które należało jeszcze do Lucasa, by nie psuć zabawy powiem tylko że przeżył Wojny Klonów i mógł być w kolejnych projektach wykorzystywany.
    Kolejną kwestią to wprowadzenie Ojca, córki i syna i sióstr, które te wątki też można uznać za “nadnaturalne”. One też zostały wprowadzone za Lucasa.
    Wiele rzeczy Disney zrobił źle, ale jednak nie można mu przypisywać wszystkiego ;)

      • Tu się zgodzę, także nie lubiłem tego wątku. Jednak wprowadzenie Ashoki do serialu Rebels było logiczne, a gdy się dowiedziała kim Vader jest czy ostateczna konfrontacja pomiędzy Uczennicą a Mistrzem miały więcej emocji, niż nowa trylogia razem wzięta.

  16. Radziłbym ,zajrzeć wszystkim którzy przymierzają się do napisania jakiejkolwiek recenzji,do starych numerów “Filmu”,albo do książek A.Jackowskiego.
    Krótko mówiąc synteza zadanej treści, zamiast ględzenia o tym co jest możliwe, a co nie.
    Wszystkim dedykuję cytat z recenzji “Nowej Nadziei” pióra Kałużyńskiego /ok. 1979/ :
    “Ręce opadają,gdy widzi się taki stek bzdur paradujący przed widzem”-będący świadectwem całkowitego nieporozumienia ,podobnie jak powyższy artykuł.

          • Nie za bardzo chcę angażować w dyskusję właściwie nie na temat.
            Chodzi mi głównie o to ,że przy podobnych przedsięwzięciach,takich jak spin-off-y i kontynuację jakie proponuje hurtem Disney,właściwie niemożliwe jest zachowanie pierwotnej logiki GW .O ile można mówić o pewnym przesłaniu zawartym w “Nowej Nadziei”, o tyle na produkcje Disneya trzeba patrzeć jak na zestaw produktów dostosowywany mniej, lub bardziej umiejętnie do potrzeb publiki.
            To samo zresztą tyczy się innych np.rżniętych do nieprzytomności marvelów.
            Reasumując,pisać można /wydaje mi się/z punktu widzenia filmoznawcy o konkretnym filmie.
            Nie istnieje już coś takiego jak “Uniwersum GW”.

  17. Autor niby tak fapa do EU a go nie zna, choćby te podróże w czasie, kit, ze w EU bylo wprowadzone, co prawda jako skutek błędu (statki wpadły na siebie podczas wchodzenia w nadprzestrzeń) ale było. Druga sprawa, wzięcie maula tak czy tak łamało zasadę 2 bo plagueis z desek dopiero po wykanclerzowaniu jego ucznia. I tak, w EU był ożywiany tylko szybko zginął, zabity przez Vadera. Zresztą Wojny Klonów (te nowsze, robione komputerowo) dalej należały do expanded universe. “„Nie ostatni ze starych, pierwszy z nowych” kit, że yoda+ luke mogli nie wiedzieć o ahsoce czy ezrze. Wcaaale nie było w EU kilkunastu jedi, o których luke nawet nie wiedział xD Długo by wymieniać jeszcze dalej, ale w skrócie: autor artykułu albo gówno się zna na EU (fapanie do pogromcy słońc meh) albo robi celowe błędy logiczne, żeby nagiąć rzeczywistość do własnej tezy że sw od disneya jest gorsze, co moim zdaniem można by było robić bez robienia z logiki kurtyzany.

    • 1. Podróże w czasie do przodu, nie do tyłu, żeby – co podkreśliłem – zmienić bieg wydarzeń. Wprowadzili bardzo dyskusyjne flow walking, ale to było zostawianie śladu w Mocy, a nie cofanie się z bezpośrednim wpływem na fizyczny świat. To było dopiero w Rebels i to mi nie pasuje.
      2. Tak, w EU była łamana zasada i naginana zasada dwóch, ale w nowym kanonie póki Maula nie ożywili, to była zachowana.
      3. Maul wrócił w komiksach typu What If ze Star Wars Tales.
      4. Tak, w EU byli inni Jedi, to był błąd EU, który Disney mógł naprawić. Zamiast tego mamy Ahsokę post ROTJ
      5. Pogromca słońc to przykład, a przynajmniej to jest coś innego niż kulka strzelająca laserem.

      Autor przeczytał wszystkie książki z EU, a powyżej wyjaśniam niejasności. Zważ na to, że sam wspominam o tym, że EU miało dziwne i złe pomysły. W tekście krytykuję i nowe pomysły, i powielanie tych kiepskich,

  18. Jaki kwik xD

    Przeciez cały artykuł można streścić do

    >Hurr za Lucasa było lepiej kuurła kiedys to było. NO CO PRAWDA PRZECZY TEMU MILIARD RZECZY ale tak w ogólnym rozrachunku to tak bylo nie zmyslam xD

    Serio, nawet nie chce mi sie komentować bzdur pokroju tego, że pod koniec zycia EU było poukładane (bohaterowie ginący po dwa razy w różnym czasie, wprowadzenie jakiejś żywej skały wrażliwej na Moc, Starkiller będący silniejszy od Imperatora i Vadera razem wziętych, notabene wskrzeszony z martwych xD Plus bardzo naciągane retcony i wywalanie z kanonu fragmentow danej ksiazki czy komiksu bo okazywało sie że nie pasuje) czy że w EU jak ktoś ginął to ginąl na dobre (Imperator i Thrawn machaja wesoło łapką do autora, tak samo jak przytoczna przez niego Callista).

  19. Najważniejsze, że hajs się zgadza! Można, więc zarabiać i robić kolejne filmy, żeby zarabiać. Za 100 lat nadal będzie się mówiło o fenomenie GW, ale będą to dyskusje porównywalne z dzisiejszymi o książkach Verne’a lub Wells’a. Jeśli chodzi o niezadowolenie fanów, nasuwają mi się słowa “pierwsza miłość jest najsilniejsza”. Najstarsza trylogia zawsze będzie najlepsza, i nie ma się co dziwić. Bardzo istotne problemy logiczne są. Mówiąc szczerz mi też przeszkadzają, ale podobne jest w innych filmach tego pokroju i tego budżetu, np. u Marvela, Bonda, itd. Osobiście lubię jeśli to się dzieje na ekranie jest logiczne, więc moim najchętniej oglądam po prostu dramaty filmowe. Brak logiczności nie jest aż taki zły, ale ma da się go spokojnie oglądać, przy musicalu i grotesce.

    • Sorry za błędy, poprawiam: Osobiście lubię jeśli to, co się dzieje na ekranie jest logiczne, więc najchętniej oglądam po prostu dramaty filmowe. Brak logiczności nie jest aż taki zły, ale ma sens przy musicalu i grotesce.

  20. Wprowadzenie Maula nie było złe. Jego działania w TCW i Rebels były interesująco pokazane. Podobnie Ahsoka Tano. To jedna z najfajniejszych postaci w Rebels. Już w TCW z denerwującej małolaty rozwinęła się w wojowniczkę.

    W czasie II WŚ w konspiracji też nie znali się wszyscy jej uczestnicy. Jedi którzy przeżyli ukrywali się w Mocy.
    Kto wie co stało się z Ashoką gdy ruszyła szukać Ezry.

    Wolę jednak świat Star Wars od Avengers. Pewnie dlatego że dorastałem ze SW. Świat Marvela to dla mnie więc komiksowe bzdury.

  21. nigdy nie oglądałem gwiezdnych wojen. próbowałem, poddałem się na 10 minutach 1 filmu. nie rozumiem zachwytu tą serią. może kiedyś się skusze.

  22. Zastrzeżenia autora jak najbardziej zasadne.
    Ale tak z innej beczki: Felieton – że sparafrazuję tytuł – “przypomniał co mnie najbardziej wkurza w” publikacjach internetowych: NIECHLUJSTWO. Otóż w przeciwieństwie do twórców Star Wars (zarówno ludzi Lucasa jak i Disneya), którzy nie tylko poszczególne sceny, ale gotowy już, zmontowany film wielokroć oglądają, konsultują, wręcz testują, by wykryć niedoróbki i dokonać poprawek (stąd np. szereg wyciętych scen), pan felietonista raczej nie zadał sobie trudu przeczytania swego dzieła, lub dania go komuś do przeczytania przed publikacją – wszystko na to wskazuje, bo inaczej przecież chyba by wykryto i poprawiono parę rażących literówek, braków interpunkcji, a może i błędów leksykalnych (do porządku dziennego przechodzi się NAD czymś, a nie “z” czymś), tudzież ortograficznych – autor regularnie (w tym i innych artykułach) wykazuje “spory zasób niewiedzy” nt. pisowni obcych imion i nazwisk w przypadkach innych niż mianownik.
    Ale pewnie zbyt wiele wymagam: wszak tamci tworzą dla pokaźnego zysku, a pan Grabiec dla wywnętrzenia się.

  23. Marvel to duzo prostych klockow, GW mają zupełnie inne wyzwania. Nie chce mi się odnosić do wszystkich zarzutów, z niektórymi zresztą trochę się zgadzam. Ale tak dla zabawy: dlaczego nikt wcześniej nie próbował wskoczyć do atmosfery planety? Może probowali ale wszyscy zginęli. Dlaczego nie używa sie turbo paliwa? Może się używa, skąd pomysł że nie było używane później jako standard? Dlaczego wcześniej nie robiono ataków samobójczych? Tak to mnie też wkurzyło podczas seansu ale skoro się bawimy to się bawmy. Bo wcześniej technologia na to nie pozwalała. Jaka technologia? Nie wiem. Pozdrawiam.

  24. Boże… Nic nie wiesz o Star Wars to nie pisz artykułu. Maul sam sobie nie doczepił nóg, a zrobiły to siostry nocy. Jeśli chodzi o przedostanie się przez pole siłowe, to w TFA mieli się tylko dostać na Starkillera i wyłączyć pole. Z kolei oddział atakujący ma się przedostać że statkiem w całości, nie narażając statków na zniszczenia. Można by dalej wymieniać, ale to nie ma sensu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...