Netflix robi nas w bambuko. Czym tak naprawdę są Netflix Originals?

Felieton/Seriale 29.05.2018
Netflix robi nas w bambuko. Czym tak naprawdę są Netflix Originals?

Netflix robi nas w bambuko. Czym tak naprawdę są Netflix Originals?

Największy serwis VOD świata chwali się dziesiątkami produkcji z serii Netflix Originals i buduje narrację, jakoby samodzielnie produkował więcej treści, niż faktycznie ma to miejsce. Tylko tak jak z początku faktycznie tak oznaczone filmy i seriale były produkcjami na wyłączność, tak teraz się to nieco pogmatwało.

Biblioteka serwisu Netflix poszerza się o dziesiątki, jeśli nie setki produkcji każdego roku. Wiele z nich to prawdziwe hity. Część z nich lepiej przemilczeć, ale nawet dla tych kilku naprawdę niezłych warto opłacać comiesięczny abonament.

Wydawane przez Netfliksa miliardy dolarów na produkcję treści na wyłączność widać. Rzecz jednak w tym, że Netflix sprytnie wykombinował, w jaki sposób sprawiać wrażenie, że ma treści własnych, udostępnianych całymi sezonami, jeszcze więcej niż tak naprawdę ma w rzeczywistości.

Czym z początku była seria Netflix Originals?

Seriale opisywane jako Netflix Original historycznie były produkcjami na wyłączność, których stworzenie sfinansowała firma i co do których ma pełne prawa do emisji (zakładając, że przed debiutem globalnym ich nie odsprzedała, jak to miało miejsce z House of Cards, ale to wyjątkowy przypadek). Pełne sezony trafiały na platformę za jednym zamachem.

Clou jest jednak takie, że w przeciwieństwie do seriali i filmów wykupionych od innych dostawców treści na zasadzie licencji, za Netflix Originals odpowiadali twórcy platformy streamingowej. Oczywiście nie dosłownie – serwis finansował przedsięwzięcia i zatrudniał podwykonawców, a Reed Hatings nie stawał za kamerą.

Rosnący z roku na rok katalog Netflix Originals pokazywał jednak siłę platformy streamingowej. Na przestrzeni lat Netflix Originals stało się jednak czymś innym. Serwis zaczął oznaczać jako serie i filmy „oryginalne” również te produkcje, do których zaledwie wykupił prawo do emisji. Czasem tylko na wybranych rynkach.

Netflix Originals wcale nie oznacza produkcji własnej Netfliksa.

Produkujemy także własne materiały lub nabywamy do nich prawa na wyłączność. Do tytułów tego rodzaju zaliczają się między innymi Orange is the New Black, Stranger Things, BoJack Horseman, Unbreakable Kimmy Schmidt i wiele innych. Materiały te są określane wspólną nazwą Netflix Originals – takimi słowami Netflix opisuje dziś produkcje oryginalne.

Wystarczy zajrzeć na stronę usługi i przyjrzeć się bibliotece. Better Call Saul emitowane jest na rodzimym amerykańskim rynku przez AMC, które ten serial wyprodukowało, ale u nas oznaczone jest jako część Netflix Original. To samo dotyczy też serialu Star Trek: Discovery oraz The Expanse od stacji Syfy… którego, żeby było śmieszniej, kolejny sezon wyprodukuje Amazon. Dochodzi nawet do tego, że produkcja wyprodukowana przez HBO w Polsce jest oznaczona jako Netflix Original, bo to właśnie Netflix dystrybuuje ją w naszym kraju na wyłączność, a nie HBO GO.

Widzowie jednak nie muszą mieć wiedzy na temat tego, kto odpowiada za produkcję danego serialu. Widząc oznaczenie Netflix Originals, można mylnie założyć, że dany serial jest ekskluzywną częścią oferty tej firmy i pomyśleć, że to Netflix odpowiada za jej nakręcenie i sfinansowanie. W końcu to tym mianem zostały określone pierwsze produkcje, na które Netflix łożył pieniądze samodzielnie. W praktyce często wcale tak nie jest. Nie da się też już łatwo sprawdzić, które filmy i seriale Netflix tworzy sam, a których jest wyłącznie dystrybutorem.

Netfliksowi to na rękę.

Wśród klientów, u których utarło się przed laty przekonanie, że Netflix Originals to produkcje własne, może panować teraz przekonanie, że Netflix finansuje jeszcze więcej seriali i filmów, niż ma to miejsce naprawdę. Jeśli się temu jednak przyjrzeć, to król jest może nie tyle nagi, co w jego skarbcu nie wszystko złoto, co się świeci.

W dodatku produkcje w odcinkach udostępniane w ramach Netflix Originals wcale nie muszą być udostępniane całymi sezonami – a takim modelem dystrybucji zasłynął Netflix. Zdarza się, że seriale wykupione na wyłączność na wybrany rynek emitowane są co tydzień. Tak jak w w telewizji lub klasycznych serwisach streamingowych.

Oczywiście dla klientów nie jest to ogromnym problemem.

Rozczarować mogą się jedynie ci odbiorcy, którzy chcieli zarwać przy serialu noc, a trafili na serię emitowaną raz w tygodniu lub… często podróżują. Sam podczas jednego z ostatnich wyjazdów do Los Angeles nie mogłem obejrzeć Star Trek: Discovery. Chociaż serial jest podpisany w Polsce jako Netflix Originals, to Netflix nie ma praw do emisji w Stanach Zjednoczonych.

Co ciekawe, tak jak klienci pewnie nawet nie widzą w tym większego problemu, tak podpisywanie hasłem Netflix Original produkcji licencjonowanych od innych podmiotów nie spodobało się stacjom telewizyjnym. Zaczęły się domagać od Netfliksa, by wyraźniej zaznaczał w materiałach promocyjnych, kto jest de facto pierwotnym twórcą danej produkcji.

Nie łudzę się też, że w przyszłości cokolwiek się w tej materii specjalnie zmieni.

Nie bez powodu Netflix na swojej stronie internetowej umieszcza kategorię Original, ale… jej oficjalnie nie opisuje (poza stronami pomocy technicznej). To bardzo cwane zagranie. Nawet jeśli ktoś mylnie zinterpretuje ofertę i uzna, że obecne w tej zakładce produkcje są materiałami produkcji własnej, serwis ma czyste ręce.

Póki dostawcy treści będą się na to godzić, póty oznaczenia Netflix Original będą trafiać wszędzie tam, gdzie to możliwe. A że przy okazji Netflix Originals zatraciło pierwotny wydźwięk, a mniej zainteresowani tematem klienci mogą błędnie interpretować określenie film/serial oryginalny? A kto by się tym przejmował…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (30)

54 odpowiedzi na “Netflix robi nas w bambuko. Czym tak naprawdę są Netflix Originals?”

  1. Nie do końca rozumiem w czym problem. Dla mnie nie ma znaczenie kto to wyprodukował – liczy sie co powstało. Logo tej czy innej firmy nie zdziała cudów jak to będzie kiepska treść.

    • “Sam podczas jednego z ostatnich wyjazdów do Los Angeles nie mogłem obejrzeć Star Trek: Discovery. Chociaż serial jest podpisany w Polsce jako Netflix Originals, to Netflix nie ma praw do emisji w Stanach Zjednoczonych.”

      Wydaje mi się, że Twój komentarz pokazuje, że nie doczytałeś :-)

      • doczytałem ale chyba jak wyjade na jakis czas to moge sobie zrobic przerwe w serialu (zwlaszcza że tu akurat odcinki pojawiały sie co tydzień a nie od razu cały sezon) albo ogladac w tym czasie inny – to nie tragedia

  2. Czy pisząc ten artykuł zauważyłeś, że przeczysz sam sobie ?
    “Dochodzi nawet do tego, że produkcja wyprodukowana przez HBO w Polsce jest oznaczona jako Netflix Original, bo to właśnie Netflix dystrybuuje ją w naszym kraju na wyłączność, a nie HBO GO.”

    “Widząc oznaczenie Netflix Originals, można mylnie założyć, że dany serial jest ekskluzywną częścią oferty serwisu.”

    No więc na terenie Polski ten serial jest eksluzywną częścią oferty serwisu, skoro Netflix ma do niej prawa na wyłączność, czyż nie ?

    Rozumiem zamysł artykułu ale pewnie rzeczy wypadało by bardziej doprecyzować.

    • doprecyzowałem, co by nie było niejasności:

      “Widząc oznaczenie Netflix Originals, można mylnie założyć, że dany serial jest ekskluzywną częścią oferty tej firmy i pomyśleć, że to Netflix odpowiada za jej nakręcenie i sfinansowanie. W końcu to tym mianem zostały określone pierwsze produkcje, na które Netflix łożył pieniądze samodzielnie. W praktyce często wcale tak nie jest.”

  3. Tak od czasu do czasu wracam tutaj z nadzieją na porządny artykuł, ale jak już napisał kolega niżej zaprzeczasz sam sobie. Ogólnie na całym portalu zaprzeczanie, wymyślanie problemów na siłę i nieobiektywne opinie są zjawiskiem powszechnym… I jak tu dowiedziec się czegoś rzetelnego na temat technologii i ich pochodnych…

    • Super, tyle że nie – nie zaprzeczam sam sobie. Jak masz ochotę tylko uprawiać w komentarzach narzekactwo, to uprasza się o opuszczenie strony, ale jeśli masz jakieś konkretne uwagi, to chętnie podyskutuję.

    • Po pierwsze, jesteś na podstronie o Rozrywce – tu jest więcej o rozrywce niż o technologii. Po drugie, opinie mają to do siebie, że są subiektywne, a nie obiektywne. Fakty są obiektywne. Zaprzeczanie sobie? Może to tylko rozdwojenie jaźni czytelnika? ;) Każdy autor ma prawo do swoich opinii i one wzajemnie mogą się wykluczać – warto zwracać uwagę kto jest autorem tekstu. Nie mówimy wszyscy jednym głosem, stąd u nas np. teksty polemiczne w ramach strony.

      • Każdy autor ma prawo do swoich opinii, a każdy czytelnik ma prawo do narzekania. To tzw. feedback, ma mówić autorowi, ze jego tekst jest do d… (sorry za wyolbrzymienie), ale już sam fakt, ze komuś się chciało napisać taki komentarz oznacza że miał nadzieję na jakiś lepszy content, więc darzy autora pewną dozą zaufania.

        Ergo, jeśli autor nie chce stracić czytelników, powinien brać sobie ich narzekania do serca a nie się z nimi spierać. No chyba, ze stwierdzi, że dany czytelnik nie jest jego targetem.

        • Ależ niech sobie narzeka, ile wlezie, jeśli tylko nie obraża (czyli pisanie test jest do d… nie będzie akceptowane). Natomiast ja też liczę czasem jednak na trochę merytorycznych argumentów, a fakt, że ktoś chce czytać o technologii na stronie o rozrywce – no przepraszam musiałam ten kijek wytrącić z ręki. ;) Trudno też nie skomentować “obiektywnych opinii”, skoro opinia to pogląd na jakąś sprawę.

          • Jeżeli tekst jest do dupy, to jest do dupy. To jest opinia, a nie żaden przytyk personalny, i ona w żaden sposób nie powinna obrażać autora.

            Co najwyżej autor obraża sam siebie publikując artykuły tak niskich lotów, ale to nie moja wina.

            A ten artykuł niestety takich właśnie niskich lotów jest (wymuszony, wewnętrznie sprzeczny) i należy przyjąć takie opinie na klatę, a nie spierać się z czytelnikami: “nie znacie się, artykuł jest dobry”

          • Wiesz co, jeśli ktoś negatywną opinię potrafi wyrazić tylko słowami “do dupy”, to sam jest, no wiesz gdzie. ;)

          • To tylko skrót myślowy. Oczywiście że mogłem powiedzieć, że “tekst był nie najwyższych lotów”, albo wypisać w punktach co mi się nie podoba, ale:
            a) wartość mertytoryczna tekstu nie była głównym tematem mojego komentarza, tylko podejście do komentujących i obrażanie się o opinie
            b) to by obniżyło siłę przekazu
            c) więcej pisania
            d) tekst był nie najwyższych lotów

            Chamskie komentarze to osobna sprawa, ale akurat pod tym artykułem nie były chamskie, tylko na poziomie.

    • To, że kiedyś Netflix Originals oznaczało coś zupełnie innego. W dodatku samo określenie „serial/film oryginalny” sugeruje, że jest to ich własne dzieło, a nie tylko wypożyczone. I może to budować w opinii odbiorców fałszywe przeświadczenie co do wielkości ich własnej biblioteki. No i szkoda, że parę lat temu nikt nie wpadł na to, by reklamować w Polsce House of Cards jako „canal+ original” ;-)

  4. Wystarczy być świadomym widzem. Większość ludzi myślę zdaje sobie sprawę z tego, że to tylko logo, a nie rzeczywiste produkcje netflixa.

  5. Najważniejsze jest ostatnie zdanie wpisu. Płacę za to co oglądam czyli za treść a nie kto to wyprodukował lub jak to oznaczył.

  6. “Widząc oznaczenie Netflix Originals, można mylnie założyć, że dany serial jest ekskluzywną częścią oferty tej firmy”
    “w Polsce jest oznaczona jako Netflix Original, bo to właśnie Netflix dystrybuuje ją w naszym kraju na wyłączność,”
    Czyli widzowie odnoszą całkiem poprawne wrażenie, bo widząc napis Netflix Originals myślą że jest to ekskluzywna oferta Netflixa?
    (ekskluzywny – dostępny tylko w jednym miejscu)

  7. Swoją drogą na SW swego czasu było dużo artykulow o tym jak to “produkcje Netfliksa” zdobywają nagrody i jaki to fenomen streamingu :P

      • “produkcje Netfliksa” – o to mi chodziło. Ikar był dystrybuowany globalnie przez Netfliksa po sukcesie filmu w Sundance. Ja nie chcę umniejszać ich zasługom – mieli nosa, fajnie, że dystrybuowali, ale nie wyprodukowali tego filmu. Swego czasu na SW było sporo tego typu nadinterpretacji – korygowanych później. Ja Netfliksowi życzę jak najlepiej, nie chcę wyjść na narzekacza. Im więcej dobrych treści, tym lepiej dla wszystkich :)

        • Jakich nadinterpretacji? Prawda jest taka, że musimy przyjąć jakieś założenie na potrzeby tekstu, rzeczywistości, a zatem jeśli jest Netflix Originals to jest Netfliksa. Jest to pewne uproszczenie (i de facto korygowane w przypadku głośniejszych produkcji, bo jednak Better Call Saul jest AMC i prędzej o tym będziemy pamiętać niż tym, że jest w serwisie jako Netflix Original) i właśnie ten tekst to wyjaśnia. A sprawa nie jest prosta – np. serial Dom z papieru nie był robiony na zamówienie/przez Netfliksa (2 części były robione przez hiszpańską telewizję), ale Netflix np. u nas dystrybuował je na wyłączność i były oznaczone jako Netflix Original. Natomiast teraz, jeśli chodzi o produkcję 3. części, to właśnie prawa do tytułu przejął Netflix i on za nią odpowiada też od strony de facto twórczej. No, ale tytuł pozostaje Netflix Originals, mimo że jednak sporo się zmieniło.

          • Ale ja wiem czym są Netflix Originals. Wiem też o czym jest ten artykuł. Wspominam tylko tytuły typu “Netflix zdobył drugiego Oscara.” :P

  8. Nie rozumiem problemu autora. Kogo obchodzi czy Netflix stoi za produkcją. Swoją drogą strasznie beznadziejnie napisany artykuł, w połowie przestałem czytać .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...