Młody Han Solo to godny następca Forda. A jak wypadły nowe wersje innych znanych postaci?

Top/Film 25.05.2018
Młody Han Solo to godny następca Forda. A jak wypadły nowe wersje innych znanych postaci?

Młody Han Solo to godny następca Forda. A jak wypadły nowe wersje innych znanych postaci?

W rzeczywistości czasu nie da się (przynajmniej na razie) cofnąć. Co innego w świecie fikcyjnym, w którym twórcy filmów i seriali lubią wysyłać swoich bohaterów do lat pacholęcych.

Wybrałem najlepsze znane mi przykłady odmłodzonych postaci popkultury, specjalnie z myślą o premierze filmu “Han Solo. Gwiezdne wojny – historie”.

Spock

Na dobrą sprawę to od “Star Treka” w reżyserii J.J. Abramsa zaczął się ten wzmożony trend pokazywania w kinie (i serialach) młodszych wersji kultowych bohaterów. No i trzeba przyznać, że ludzie zajmujący się castingiem do “Star Treka” z 2009 roku wykonali swoją robotę celująco i stali się punktem odniesienia dla swoich kolegów z branży.

Zachary Quinto, któremu powierzono rolę młodej wersji Spocka, znanego wcześniej z klasycznej serii telewizyjnej z lat 60. oraz filmów kinowych z przełomu lat 70. i 80., nawet pod względem mimiki wygląda niemalże jakby został naprawdę sprowadzony z przeszłości. Jego podobieństwo do oryginalnego Spocka, czyli Leonarda Nimoya, jest wręcz niesamowite. Zresztą możemy zobaczyć je na własne oczy, jako że Nimoy/starszy Spock pojawia się w “Star Treku” i staje twarzą w twarz ze swoją młodszą wersją.

Kapitan Kirk

Zostańmy jeszcze chwilę przy nowej inkarnacji “Star Treka”. Bo nie tylko Spock został znakomicie odtworzony w swej młodszej wersji, ale także i jego kompan, kapitan James T. Kirk doczekał się fenomenalnego obsadzenia. Grający go obecnie Chris Pine, podobnie jak Zachary Quinto, idealnie pasuje pod względem fizyczności, mimiki, odruchów oraz charakteru do Kirka odtwarzanego pół wieku wcześniej przez Williama Shatnera.

Porównując stare “Star Treki” z nowymi co chwila miałem wrażenie, że ci nowi aktorzy są naprawdę spokrewnieni z tymi starymi, bo aż trudno uwierzyć, że można być tak do kogoś podobnym.

Profesor X

Niedługo po “Star Treku” w kinach mogliśmy oglądać kolejną znaną franczyzę, która postanowiła cofnąć się w czasie. Dość nieoczekiwanie wybór padł na X-Menów.

W filmie “Pierwsza klasa” cofamy się do lat 60., gdzie przyjdzie nam spotkać m.in. młodego Charlesa Xaviera. Grający go James McAvoy jest tak bardzo podobny do Patricka Stewarta, który odtwarzał tę postać w pierwszej trylogii “X-Menów”, że wydaje się jakby byli z jednej rodziny.

Magneto

Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku nemesis Profesora X, czyli Magneto. Michael Fassbender, grający młodszą wersję postaci, w którą wcześniej wcielał się Ian McKellen, wykonał znakomitą robotę pod każdym względem.

Do tego niemałą część fabuły nowych odsłon X-Menów stanowi wątek jego relacji z Charlesem Xavierem i to, jak ona zmieniała się przez lata, aż doszła do punktu, w którym spotkaliśmy obu panów w pierwszych “X-Menach” z 2000 roku. Cała ta opowieść już teraz stanowi wspaniale domknięty krąg pod względem fabularnym.

Obi-Wan Kenobi

Choć jestem świadom wielu wad trylogii prequelów “Gwiezdnych wojen”, to nie należę do totalnych krytyków epizodów I-III. Mają one całą masę świetnych scen i sekwencji, a także pozwalają nam poznać młodsze wersje uwielbianych przez nas postaci.

Na pierwszy plan z pewnością wysuwa się Obi Wan Kenobi. Wprawdzie w “Mrocznym widmie” Ewan McGregor trochę nie bardzo wiedział co zrobić z tą postacią (scenariusz zapewne nie ułatwiał mu zadania) przez co wypadł on nijako i sztywno, ale już od epizodu II Kenobi stał się w pełni ukształtowanym, pełnowymiarowym i ciekawym bohaterem. Jednym z najbardziej tragicznych w owej trylogii.

I choć nie zawsze jestem zwolennikiem idei prequeli, to w tym wypadku świadomość tego, że znamy jego przyszłe losy, tylko wzbogaca tę postać w epizodach I-III.

Bruce Willis

W znakomitym filmie Riana Johnsona, “Looper”, postać grana przez Josepha Gordona-Levitta dostaje w pewnym momencie zlecenie na zabicie samego siebie z przyszłości. Gdy już staje twarzą w twarz ze starszą wersją siebie okazuje się, że jest nią… Bruce Willis. Tzn. Willis gra starszą wersję postaci Levitta. Rozumiecie, prawda?

W każdym razie, w “Looperze” Levitt dał się poznać z zupełnie innej strony jako aktor. Przed tym filmem w życiu bym nie szukał podobieństw miedzy nim a Willisem. A jednak, w filmie Johnsona zdołał się kapitalnie przeobrazić fizycznie (kwestia mimiki, przymróżenia oczu i czoła oraz ułożenia ust); chwilami na granicy parodii, udało mu się upodobnić do Bruce’a na tyle, iż widz spokojnie jest w stanie uwierzyć, że to jedna i ta sama osoba. Imponujące!

Indiana Jones

Wprawdzie młody Indiana Jones miał swego czasu swój własny serial, to jednak nie zapadł mi on specjalne w pamięć, podobnie jak aktor go odtwarzający. Co innego River Phoenix, który wprawdzie na ekranie występował raptem kilka minut we wstępie “Ostatniej krucjaty”, ale to absolutnie wystarczało.

Młody Indy jest taki, jakim go sobie chyba wszyscy wyobrażamy. Nieustraszony, żądny przygód, ciekawy świata, nie dający sobie w kaszę dmuchać. A do tego mamy okazję zaobserwować skąd wzięła się u niego fobia na punkcie węży.

Bilbo Baggins

Bilbo Baggins w trylogii “Władca Pierścieni” ma rolę epizodyczną, choć już na wstępie widz wie, że ma on za sobą ciekawe i pełne przygód życie. Chyba jednym plusem trylogii “Hobbita” (jednej z najbardziej niepotrzebnych w historii kina) jest właśnie śledzenie losów Bilbo, którego brawurowo wcielił się niezawodny Martin Freeman.

Fizycznie bardzo podobny do Iana Holma, tak więc bez problemu był on w stanie przenieść jego cechy mimiczne i charakterologiczne do stworzenia pełnego obrazu młodszej wersji hobbita, która z miejsca zyskuje sympatię widza.

Agent K

Do niedawna Josha Brolina kojarzyłem głównie z dość poważnym repertuarem dramatycznym. Okazuje sie jednak, że aktor ten posiada ponadprzecietną umiejętność imitacji znanych ludzi.

Swego czasu u Oliviera Stone’a zagrał samego George’a Busha. Kilka lat później z kolei wcielił się w młodszą wersję… Tommy’ego Lee Jonesa, a konkretniej agenta K w trzeciej części “Facetów w czerni”. Agent J podróżuje w czasie do lat  60. i spotyka tam młodszą o 40 lat wersję swego partnera.

Brolin, naśladujący bezbłednie mimikę, sposób mówienia i poruszania się Tommy’ego Lee Jonesa (nawet grymasy robi te same), jest po prostu fenomenalny!

Bruce Wayne

Nie jestem zbyt wielkim fanem serialu “Gotham” ani, co za tym idzie, całej jego idei naruszającej kanon uniwersum Batmana. W serialu okazuje się, że przyszły Batman już jako dziecko miał styczność z komisarzem Gordonem oraz całymi zastępami przyszłych superłotrów, co nie jest zgodne z historią tej postaci.

Ale, biorąc pod uwagę fakt, że “Gotham” istnieje, to warto zwrócić uwagę na aktora, który całkiem udanie wciela sie w młodego Bruce’a Wayne’a. David Mazouz podszedł do swojej roli na poważnie. W młodym Bruce’ie widać jeszcze świeże ślady po jego traumie związanej z tragiczną śmiercią rodziców. Widać też mrok, który zaczyna go spowijać, jak i zawziętość oraz rodzącą się na naszych oczach manię na punkcie ratowania Gotham i poczuwania się do odpowiedzialności za wszystkich wokół.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

5 odpowiedzi na “Młody Han Solo to godny następca Forda. A jak wypadły nowe wersje innych znanych postaci?”

  1. Eee to już lepsza była rodzinka Tannenów i Mcfly z Powrotu do przeszłości. Jeden aktor grał ojca syna dziadka i pradziadka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...