Harrison Ford powinien być dumny. Recenzja Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Recenzje/Film 18.05.2018
Nasza ocena:
Harrison Ford powinien być dumny. Recenzja Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Han Solo nie zawsze był pewnym siebie łajdakiem parającym się przemytem. Disney opowiedział o jego losach, zanim trafił do kantyny na Tatooine, w której zgodził się przetransportować starca, młodzieńca i dwa droidy (bez żadnych pytań) na Alderaan. Tylko czy faktycznie Han Solo. Gwiezdne wojny – historie to opowieść, której potrzebowaliśmy?

W tekście staram się unikać spoilerów.

Jeszcze nigdy w historii gwiezdnowojenne produckje nie pojawiały się w kinach z taką częstotliwością. Co prawda Lucasfilm i tak nie ma tempa disneyowskiego Marvela, który wydaje filmy co kilka miesięcy, ale ledwie pół roku po premierze Ostatniego Jedi na ekrany trafia Han Solo: Gwiezdne wojny – historie.

Opowieść o młodości najsłynniejszego przemytnika odległej galaktyki nie bez powodu od początku budziła ogromne emocje. Wszystko ze względu na zawirowania na planie. Lucasfilm zdecydował się zwolnić parę reżyserów, czyli Chrissa Millera i Phila Lorda już po rozpoczęciu zdjęć.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

Solo: Burzliwe złego początki.

Wyrzuceni z planu reżyserzy są wymieniani jako producenci wykonawczy, ale Han jest dzieckiem weterana Hollywood, Rona Howarda. Ten nie tylko zrobił film po swojemu i w takim oldschoolowym stylu, ale też zdecydował się ponownie nakręcić większość materiału, który został mu po poprzednikach.

To niestety czuć podczas seansu. Tym samym Han Solo jest drugim spin-offem z rzędu (z dwóch…), który miał spore dokrętki, a widocznych szwów nie udało się uniknąć. Jednocześnie jestem bardzo zadowolony, że film nie zmienił się w kopię Strażników Galatyki – a podobno niewiele do tego brakowało.

Gwiezdne wojny to nie adaptacja komiksu i w pełni komediowa otoczka nie pasowałaby do historii, którą opowiedziano.

Jest i zaskakująca, i cholernie przewidywalna. Sprzeczność? Tylko pozornie. Han Solo nie jest postacią, która ma przed nami jakieś ogromne tajemnice, a z kreacji Harrisona Forda można było wyczytać, kim był ten przemytnik, zanim żył na granicy prawa. No i fabułę można było przewidzieć na długo przed premierą.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

Przed premierą widziałem tylko oficjalne zwiastuny i czytałem tytuły utworów z soundtracku, a większość zwrotów fabularnych przewidziałem. Twórcy spin-offów w świecie Star Wars z jednej strony dostają wolną rękę, a z drugiej mają je związane faktem, że tworzą de facto prequele.

Han Solo zachęca jednak do tego, by gonić króliczka.

Podobnie jak w przypadku Rogue One, w Solo tak naprawdę nie jest istotny cel podróży. Tak jak dobrze wiedzieliśmy, że Rebelianci wykradną plany Gwiazdy Śmierci, tak wiemy, że Han Solo zdobędzie Sokoła Millenium i zacznie pracować dla Jabby. Spin-offy cyklu Gwiezdne wojny skupiają się nie na destynacji, a na podróży.

I to jest super, bo ta podróż była pełna wrażeń. Bodaj po raz pierwszy odwiedziliśmy same zupełnie nowe planety, które na ekranie się jeszcze nie pojawiły. Co prawda są utrzymane w podobnym tonie co poprzednie – bagno, pustynia, połacie śniegu i industrialna metropolia – ale detale były świeże.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

Han Solo tchnął nieco życia w Star Wars.

Tak naprawdę przez dekady rządy Imperium znaliśmy tylko z drugiej ręki. Wierzyliśmy na słowo Obi-Wanowi, że po Wojnach klonów nastały Mroczne czasy, a ludność była wyzyskiwana i prześladowana, ale tak naprawdę panowanie Palpatine’a było owiane do tej pory nutką tajemnicy.

Han Solo pokazuje, jak życie pod jarzmem Imperium wyglądało z perspektywy zwykłych ludzi, a nie bohaterskich bojowników o wolność. Hana poznajemy jako młodego chłopaka wychowującego się na Korelii, a jego celem nie jest uratowanie księżniczki. On chce tylko uciec przed wyzyskującą go mafią.

W dodatku Han Solo to film bardzo kameralny.

Do tej pory filmy z cyklu Star Wars zawsze stawiały na szali los całej galaktyki. Co prawda w VII i VIII epizodzie śledziliśmy poczynania członków Ruchu Oporu wyłącznie na jej obrzeżach, ale stawki od początku do końca były wysokie. W filmie o Hanie Solo chodzi o coś zupełnie innego.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

Kim jest młody Han? To nie jest (jeszcze) brawurowy przemytnik, który myśli tylko o własnym tyłku i kasie. Młody i krnąbrny chłopak próbuje po prostu znaleźć swoje miejsce w świecie. Szuka celu i autorytetów. Ma marzenia. Pierwsze porażki dopiero przed nim, tak samo jak pierwsze prawdziwe przyjaźnie.

Najważniejsze, że odtwórca głównej roli w Solo podołał zadaniu.

Wejść w buty gwiazdy takiego formatu, jak Harrison Ford młodemu aktorowi z pewnością nie było łatwo. Tak jak Heath Ledger udowodnił, że po Zakochanej złośnicy jest w stanie zagrać Jokera, tak Alden Ehrenreich na przekór sceptykom pokazał, że jest w stanie rolę Hana Solo udźwignąć.

Z pewnością pomógł fakt, że w filmie Han Solo jest nie w pełni uformowanym młodzieńcem. Ehrenreich zamiast kopiować Forda, starał się go… tak trochę nieporadnie naśladować. Myślę, że z premedytacją. Był dokładnie taki, jakiego chciałem go ujrzeć. Widać w nim dopiero zalążki cech, które Ford podkreślał.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

Alden Ehrenreich wrócił z planu zdjęciowego z tarczą. I z blasterem.

A warto podkreślić, że pozostali członkowie obsady również błyszczeli. W przeciwieństwie do filmów składających się na sagę, Disney do spin-offów zatrudnia doświadczonych aktorów, a przy okazji nie przesadził z liczbą postaci i wątków, by każdego bohatera dobrze pokazać. To zaprocentowało.

Obsada tak naprawdę nie ma słabych punktów. Błyszczy tutaj fenomenalny Woody Harrelson grający Becketa. Jest dla Hana surogatem ojca. To właśnie w nim widać wiele cech charakteru, które dostrzegaliśmy u kapitana Sokoła Millenium z oryginalnej trylogii oraz… z Przebudzenia Mocy.

Donald Glover z kolei sprawił, że jestem rozdarty.

Do tej pory byłem pewien, że kolejnym spin-offem sagi Star Wars powinien być film o Kenobim z Ewanem McGregorem w roli głównej. Aktor jest w idealnym wieku, by zagrać już nie Obi-Wana, a Bena. I tak jak nadal o nim marzę, tak po seansie Solo wcale bym się nie obraził, gdyby najpierw przyszła pora na film o Lando Calrissianie.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

W filmie o Solo jest postacią poboczną, ale został zagrany świetnie. Podobnie jak Han, jest tutaj jeszcze nieopierzonym młokosem, ale ma trochę więcej doświadczenia niż kolega po fachu. Jest jednak już teraz szarmancki i zabawny. Billy Dee Williams powinien być dumny.

Chewbacca również spisał się na medal.

W filmie pojawił się oczywiście wierny towarzysz późniejszego kapitana Sokoła Millennium. Widzowie mogą obserwować pierwsze chwile, jakie przyjaciele ze sobą spędzili. Początek ich znajomości – od nieufności po sympatię – przedstawiony został bardzo dobrze i to duo na ekranie ogląda się przyjemnie.

Nie dało się jednak uniknąć deus ex machiny. Solo momentami skacze z jednej eskapady w drugą i ma się wrażenie, że tylko dlatego, by pozostać w zgodzie z resztą uniwersum. Na szczęście dzieje się tak tylko momentami, a przez większość czasu historia rozwija się naturalnie i wiarygodnie.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

Rozczarowaniem był natomiast nowy mechaniczny towarzysz bohaterów.

L3 w materiałach promocyjnych był promowany – a dokładnie była, bo to droid z żeńską osobowością – na konkurenta K–2SO z Rogue One i BB–8 z Nowej trylogii. Niestety w praktyce nie wypada aż tak dobrze jak jego poprzednicy i namolne namawianie do walki z uciśnioną klasą robotniczą raczej męczyło, niż bawiło.

Qi’Ra też nie jest tak ciekawa, jak pozostali główni, ale Emilia Clarke dobrze się spisała – w granicach tego, na co pozwolił scenariusz. Jej rola jest co prawda dość stereotypowa. No i z poprzednio wydanych filmów wiemy, że jej relacja z Hanem nie doczeka się happy-endu, ale mimo wszystko pasowała do układanki.

„You look good. Rough around the edges, but good.”

Dokładnie te słowa wypowiedziała Qi’Ra w zwiastunie, witając Hana na wystawnym przyjęciu. Padły one również w filmie i idealnie pasują do opisu tej produkcji. Nie są to może najlepsze Gwiezdne wojny w historii, a w kinowej wersji widać ślad po zamieszaniu na planie, ale film i tak jest bardzo dobry.

han solo recenzja gwiezdne wojny star wars

Zaskoczyła mnie też liczba nawiązań do Expanded Universe. Disney po przejęciu praw do Star Wars wyrzucił do kosza poprzednio opowiadane historie – w tym te o młodości Hana – ale teraz powoli znów wdraża co lepsze pomysły i motywy. Sporo smaczków, które fani docenią, ukrytych jest w dialogach.

W dodatku Solo z jednej strony stanowi zamkniętą całość, ale zostawia sobie furtkę do opowiedzenia o kolejnych przygodach młodego Hana. I tak jak przed wizytą w kinie w życiu bym nie pomyślał, że chciałbym oglądać go ponownie, tak teraz jestem wręcz zadowolony, że Alden Ehrenreich ma kontrakt na trzy filmy.

Koona t’chuta Solo?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...