Jako fan zespołu miałem duże obawy względem powstającego w bólach biograficznego filmu Bohemian Rhapsody. Patrząc po jego zajawce, były zupełnie niepotrzebne. Wizualnie produkcja prezentuje się genialnie.

Queen to zespół jedyny w swoim rodzaju. Bez najmniejszego problemu radził sobie z wieloma gatunkami muzycznymi – od rocka aż po disco – nie tracąc przy tym nic ze swojego charakterystycznego brzmienia czy tożsamości. Na dodatek miał wyjątkowego frontmana – zarówno jeśli chodzi o osobowość i charyzmę, jak i możliwości wokalne. Freddie Mercury, bo o nim mowa, uważany jest za najzdolniejszego wokalistę w całej historii muzyki rockowej.

Film dokumentujący historię zespołu powstawał w bólach. Częściowo przez kaprysy pozostałych członków Queen, częściowo też przez zmiany personalne przy samej produkcji. Film jednak w końcu nakręcono, premiera już 2 listopada bieżącego roku. Ale czy będzie dobry?

Pierwsza zajawka Bohemian Rhapsody sugeruje, że tak.

Jako fan widziałem swego czasu dziesiątki godzin materiałów z koncertów, wywiadów i zza kulis i powiem jedno – nie mam się absolutnie do czego doczepić. Od wyglądu głównych bohaterów, przez scenografię, aż po takie drobnostki, jak zakładane filtry na kamery. Nie spodziewałem się, że wyjdzie aż tak dobrze.

To oczywiście nie oznacza, że i film będzie wybitny, choć to dobry znak. Bohemian Rhapsody nie opowie o całej historii zespołu – skupi się na jego początkach w latach siedemdziesiątych i poprowadzi widzów aż do roku 1985, w którym to odbył się legendarny już koncert Live Aid.

Nie mogę się doczekać. A młodszych Czytelników gorąco zachęcam do zapoznania się z twórczością Queen, jeżeli jeszcze jej nie znacie. To wyjątkowy zespół, w tym muzycznie. I tak różnorodny, że każdy powinien znaleźć coś ciekawego dla siebie w jego dyskografii.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...