Batman Ninja to najgorszy film o Mrocznym Rycerzu od czasu Batmana i Robina

Recenzja/Film 14.05.2018
Nasza ocena:
Batman Ninja to najgorszy film o Mrocznym Rycerzu od czasu Batmana i Robina

Batman Ninja to najgorszy film o Mrocznym Rycerzu od czasu Batmana i Robina

“Batman Ninja” powinien nosić tytuł “Batman: Kiepski żart”. Najnowsza animacja DC jest bowiem olśniewającym od strony wizualnej kuriozum.

Bez owijania w bawełnę. “Batman Ninja” potwornie mnie rozczarował. Nie ukrywam, że czekałem na tę animację, licząc, że DC dostarczy nam naprawdę ciekawe i świeże spojrzenie na Mrocznego Rycerza.

Umiejscowienie akcji w czasach feudalnej Japonii wydawało się wręcz genialnym pomysłem, ale myślałem, iż będzie to po prostu japońska XVII-wieczna inkarnacja przygód Batmana. Niestety okazało się, że scenarzyści woleli zabawić się w niedorzeczną historyjkę rodem z kreskówek dla dzieci i po prostu wysłać współczesnego Batmana oraz jego kompanów i wrogów w podróż w czasie i przestrzeni, do feudalnej Japonii właśnie.

Pytań mam co niemiara. Zacznijmy może od tego, skąd pomysł na podróże w czasie w filmie o Batmanie?

Czemu filmowy wehikuł czasu przeniósł wszystkich nie tylko w przeszłość kilkaset lat, ale też i z Gotham City do Japonii? A fakt, że za tym wszystkim stoi Gorilla Grod, czyli mówiący inteligentny goryl, nadaje całości dodatkowego absurdalnego nonsensu.

Ale to dopiero początek. Podczas seansu czekają na nas takie “smaczki” jak skonstruowane przez Jokera karabiny mechaniczne (szkoda, że nie pokuszono się od razu na lasery). Spotkamy też wytrenowaną przez Robina armię tysięcy małpek. Nie zabrakło sceny w gorących źródłach, gdzie kąpiącego się goryla Godda odwiedza na rozmowę Batman. Zobaczymy też Batmobil w wersji XVII-wiecznego powozu konnego.

Byłbym zapomniał – są też ruchome, mechaniczne budowle japońskie, które potrafią się transformować w wielkie roboty (!), a nawet łączyć ze sobą w jeszcze większego robota (!!!). Tak, takie rzeczy spotkają nas w animacji o Batmanie. I to rozgrywającej się w Japonii 300 lat temu.

Twórcom na pewno nie można odmówić wyobraźni oraz poczucia humoru.

Piękno filmów animowanych polega na tym, że ów gatunek nie ma teoretycznie żadnych granic względem tego, co można powołać do życia na ekranie.

Niestety autorzy “Batman Ninja” chyba trochę opacznie to zrozumieli.

Oczywiście na nikim z podróżujących w czasie owa sytuacja nie zrobiła specjalnego wrażenia. Złoczyńcy, czyli Joker, Deathstroke, Pingwin, Trujący Bluszcz oraz Dwie Twarze zaczęli kontynuować to, co robili we współczesnym Gotham.

Każde z nich zdobyło władzę w poszczególnych księstwach feudalnych. Mroczny Rycerz, jak się okazało, dotarł na miejsce dwa lata po nich, więc przyjdzie mu się zmierzyć z alternatywną wersją historii, jako że Joker i reszta zdążyli się przez ten czas zadomowić w Japonii.

Ale na szczęście Batman nie jest sam, na miejscu również przez dwa lata oczekiwali na niego m.in. Catwoman, Robin, Nightwing, a nawet… Alferd. Nie można przecież zrobić filmu o Batmanie, w którym nie towarzyszy mu jego wierny lokaj.

Może biorę to wszystko zbyt serio, ale cały absurd tej historii mnie zniesmaczył i sprawił, że co chwila miałem ochotę przestać oglądać animację. Nie przeczę, że zapewne znajdą się ludzie, którzy będą sie dobrze bawić na filmie. To zwariowana opowiastka, na której, o ile wyłączy się jakiekolwiek myślenie i przestanie skupiać na fabule, da się przyjemnie połechtać narząd wzrokowy.

Bo animacja jest przepiękna!

Kreska łączy w sobie style zachodni oraz dalekowschodni, chwilami zbliżając się do zamerykanizowanej wersji anime. A nie brak też w tym filmie segmentów, w których kreska kompletnie się zmienia, przechodząc w poetykę japońskiego malarstwa i rycin. Wygląda to naprawdę magicznie i obłędnie. Sceny akcji i pojedynków zapierają dech w piersiach, a animacje postaci są po prostu wspaniałe i pełne imponujących szczegółów.

Samo tylko dostosowanie ubiorów Batmana, Jokera, Catwoman, Dwóch-Twarzy, Robina czy Red Hooda – choć niedorzecznie zabawne z – jest naprawdę ciekawe i pomysłowe.

Spodziewałem się po prostu alternatywnego Batmana w inkarnacji japońskiej sprzed kilkuset lat. Myślałem, że będzie to opowieść o specyficznym samuraju, który 300 lat przed narodzinami Bruce’a Wayne’a sam zakładał kostium/zbroję nietoperza i walczył z przeciwnikami do złudzenia przypominającymi jego znanych nam nemesis z filmów i komiksów.

Zamiast tego, twórca “Afro Samuraja”, który jest odpowiedzialny za “Batman Ninja” zaserwował nam trochę szaloną i nie za mądrą zabawę z motywami Batmana przeniesionymi do trochę innej kultury oraz w odmiennej poetyce wizualnej.

Dla mnie to chyba jednak za dużo. Gdyby jeszcze udało się to jakoś sprawnie przedstawić w scenariuszu, to może dałbym się porwać tej historii.

Niestety, “Batman Ninja” jest wręcz najeżony głupotami, by nie powiedzieć idiotyzmami. O części z nich pisałem wyżej, resztę sami zobaczycie, o ile zdecydujecie się na seans.

Fabuła jest tak niedorzeczna i wykazująca się kompletnym brakiem zrozumienia i znajomości postaci Batmana, że nie pozostaje nic innego, jak skupić się na akcji oraz wspaniałej kresce.

Tyle że, przynajmniej dla mnie, jest to kompletnie niewystarczające i niesatysfakcjonujące.

“Batman Ninja” na pewno jest ciekawostką, aczkolwiek dziwię się, że DC wypuściło tę animację oficjalnie i w pełnym metrażu. Bardziej pasuje ona na 30-minutową krótkometrażówkę na YouTube’a, bądź odcinek serialu, w którym Bruce Wayne ma dziwny sen o podróży w czasie.

Szkoda, potencjał był w tym ogromny, a okazja została totalnie zmarnowana.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

6 odpowiedzi na “Batman Ninja to najgorszy film o Mrocznym Rycerzu od czasu Batmana i Robina”

  1. Co kto lubi. Jak dla mnie cudny batmanek. Zupełnie świeża interpretacja. Niemroczna, ale bardzo żywa. Nie musi batek szurac siurakiem po asfalcie, żeby było fajnie.

    • “Za mądre toto nie jest”

      Jak większość anime – niestety taka jest prawda o japońskich produkcjach animowanych, czyli jak nie kupujesz tej konwencji taką jaka ona jest, to zazwyczaj srogo się zawiedziesz. Oczywiście jest parę wyjątków, ale widza z zachodniego kręgu (pop)kultury anime zazwyczaj śmieszy i odrzuca, coś jak filmy o latających mistrzach kung-fu. Choć z drugiej strony uwielbiamy filmy o smokach czy innych elfach oraz o pół-bogach w rajtuzach. Pan redaktor nie zrozumiał podejścia do tematu, wiec przyłożył kryteria nieadekwatne do ocenianego materiału. Na tej samej zasadzie – zachowując proporcje – napisałby, że “Przyczajony tygrys, ukryty smok” to pokaz głupoty i śmiesznie odrealnionych scen walki

      Swoją drogą na RT na 9 recenzji tylko jedna jest na minus (wskaźnik RT 89%).

      • Pan redaktor czegoś nie zrozumiał ale nie rób z siebie już takiego mędrca co wszystko wie. Stosowanie uogólnień nigdy nie jest dobre bo łatwo się przypie…yć do takiej opinii. Najlepiej podawać argumenty niż powiedzieć “wszystko jest do dupy więc co się dziwisz”. Z tego właśnie powodu ja się teraz do Ciebie przywalam bo jest to trochę krzywdzące dla fanów anime. Też nazwa “fan anime” jest irytująca ale tak już to zostało wykreowane przez społeczeństwo nowoczesne bo przecież nie mówi się “fan filmów” tylko po prostu się lubi filmy. Anime cenie sobie na równi z filmami live action jednak w obu przypadkach znajdziemy perełki jak i pełno barachła które ciężko oglądać. I podział na gatunki… wiele gatunków. Gdy oglądałem serial animowany z gatunku dramat, okruchy życia o dziewczynce chorej na raka którego nie da się wyleczyć oraz jej ojca który przechodził przez to ciężkie chwile jakoś ciężko mi się wtedy czyta komentarz w stylu “Za mądre toto nie jest, jak większość anime”. Taaaa… w zależności co kto ogląda i jaki ma gust. I najważniejsze, czy nasze zdanie jest subiektywne bądź obiektywne. Nie każdy potrafi oceniać neutralnie. Każdy rodzaj kinematografii cechuje się różnymi rzeczami i jedno mogłoby się spokojnie uczyć od drugiego. Dochodzi też wiele czynników zewnętrznych takich jak kraj pochodzenia a więc zderzenie kompletnie różnych kultur ponieważ anime w większości to japońska sztuka a klasyczna kinematografia to cały świat. Można powiedzieć że widziało się wiele anime w swoim życiu ale to jeszcze niczego nie zmienia. Ja widziałem filmy Quentina Tarantino i je ubóstwiam wręcz ale to nijak się ma do innych reżyserów którzy mają swoje wizje. Różnorodność u Spielberga, napięcie u Kubrick, zemsta u Tarantino. Tak więc przymknął bym oko na typ a zwrócił bym uwagę na reżysera, twórcę. Podaje bezpieczny przykład: twórczość Miyazaki Hayao.
        1984: Nausicaä z Doliny Wiatru (Kaze no tani no Naushika)
        1986: Laputa – podniebny zamek (Tenkū no shiro Rapyuta)
        1988: Mój sąsiad Totoro (Tonari no Totoro)
        1989: Podniebna poczta Kiki (Majo no takkyūbin)
        1992: Szkarłatny pilot (Kurenai no buta)
        1995: On Your Mark
        1997: Księżniczka Mononoke (Mononoke hime)
        2001: Spirited Away: W krainie bogów (Sen to Chihiro no kamikakushi)
        2004: Ruchomy zamek Hauru (Hauru no ugoku shiro)
        2008: Ponyo
        2013: Zrywa się wiatr (Kaze tachinu)
        Walt Disney połączony z ponurymi braćmi Grimm.

    • Faktycznie nie skumał – rozumiem, że ta stylistyka nie każdemu odpowiada (mi również), ale pisanie, że twórcy wykazali się “brakiem zrozumienia i znajomości postaci Batmana” świadczy o tym, że recenzujący nie zrozumiał zupełnie nic z istoty tego przedsięwzięcia.

    • Zobacz sobie z jaką krytyką spotkał się Berserk ze strony fanów anime. Tutaj historia się powtarza jednak trochę inaczej bo jest to Batman. Ewidentnie guzik wiesz o animacji i procesie tworzenia jej. Łączenie tych światów nie było mądrym pomysłem i widać tego efekty. Jeśli się nie ma pomysłu i używa się tej beznadziejnej techniki animacji która wygląda jakby była przestarzała to takie będą tego efekty właśnie. Mówię tutaj głównie o technologii niż stylistyce. Gatunek anime posiada kilka stylów i uzależnione jest to oczywiście od talentu i stylu twórcy manga. Mają wspólne cechy ale też posiadają cechy różniące je od siebie. Technologia animacji używa w batmanie jest ładna jednak płynność animacji jest bardzo drewniana. Można było to zrobić lepiej. O wiele lepiej. Jest pełno świetnych stylów które by lepiej się nadawały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...