Gdyby Thanos poczytał Marksa, nie musiałby zabijać

Artykuł/Film 10.05.2018
Gdyby Thanos poczytał Marksa, nie musiałby zabijać

Gdyby Thanos poczytał Marksa, nie musiałby zabijać

Avengers: Wojna bez granic króluje w kinach, a Thanos okazał się być jednym z najgroźniejszych i najciekawszych łotrów w całym MCU. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy jego plan miał jakikolwiek sens?

Uwaga, ten tekst zawiera spoilery z filmu Avengers: Wojna bez granic.

Po seansie najnowszego filmu ze stajni Marvela długo byłem pod wrażeniem, jak twórcom udało się stworzyć łotra, który był groźny, ale jego motywacje były na tyle złożone, że budził grozę i… zrozumienie. Ale zaraz. Jak może budzić zrozumienie ktoś, kto chce wyrżnąć połowę mieszkańców znanego wszechświata?

Co kierowało Thanosem?

W trakcie rozmowy z Gamorą Thanos bardzo klarownie tłumaczy, po co są mu potrzebne Kamienie Nieskończoności. Mówi, że chce pozbyć się połowy populacji wszechświata. Opowiada bzdury o balansie, wręcza jej nożyk, który ma symbolizować równowagę. Jakiś czas później, w toku filmu, dowiadujemy się, że obawa Thanosa ma znacznie głębsze umotywowanie. Martwi go to, iż wszechświat może okazać się przeludniony. Na przykładzie rodzinnej planety Gamory tłumaczy, że wymordowanie połowy ludności powstrzymało eskalującą biedę, głód, brak wody. Teraz, gdy populacja spadła – mówił Tytan – Zen-Whoberi niemalże płynie mlekiem i miodem.


Walka Thanosa z przeludnieniem nie dotyczyła jednak tego najbardziej obrazowego stanu, gdy rosnącej populacji fizycznie brakuje miejsca, gdy przedmieścia, slumsy pękają w szwach. Działania i motywacje łotra są dość bliskie apokaliptycznej wizji, w której liczba ludności będzie na tyle duża, że nie wystarczy zasobów naturalnych, aby utrzymać i wyżywić wszystkich.

Jednym z pierwszych myślicieli, którzy podnieśli ten temat był Thomas Malthus.

Myśliciel w 1798 opublikował tekst, w którym stworzył związek między liczbą ludności a ilością możliwego do pozyskania pożywienia. Upraszczając całą sprawę, można powiedzieć, że jego zdaniem wzrost ludności będzie znacznie szybszy niż wzrost dostępnej żywności. Z grubsza oznacza to, że pewnego dnia zabraknie jedzenia dla wszystkich żyjących. Sam Malthus część rozwiązania problemu widział w zmniejszeniu liczby narodzin ubogich obywateli. Jego konserwatywna głowa znalazła sposób na ograniczenie dzietności we… wstrzemięźliwości płciowej. Zakładał też, że powinno się utrzymywać pensje na niskim poziomie, bo im więcej ludzie zarabiają, tym chętniej się rozmnażają.

Okrutne z dzisiejszego punktu widzenia – chociaż zapewne zbyt zachowawcze z perspektywy Thanosa – rozwiązania doczekały się wielu krytyków. Jednym z nich był Karol Marks, który nie dość, że w Kapitale określił pracę plagiatem, to jeszcze twierdził coś zupełnie przeciwnego. Engels i Marks pisali, że to ludność jest źródłem siły roboczej, a ta właśnie zwiększa produkcję, co oznacza, że większa populacja będzie mogła wyprodukować więcej żywności. Nie trzeba chyba dodawać, kto był bliższy prawdy.

Mechanizacja pracy i rozwój technologiczny spowodowały, że pozyskanie żywności zaczęło wymagać mniejszych nakładów pracy.

Te idee były jednak silne nawet po Rewolucji Przemysłowej, która przecież odmieniła ówczesny świat. W 1968 roku demograf Paul Ehrlich mówił coś podobnego. Przewidywał on, że w ciągu 15 lat świat czeka klęska głodu. Byli i tacy, co zagrożenie demograficzne przyrównywali do zagrożenia nuklearnego. Powodem miało być – a jakże – przeludnienie i niekontrolowany wzrost populacji, zwłaszcza w Afryce.

Żadna z tych wróżb się nie spełniła, a są nawet tacy, którzy twierdzą, że to rozwój liczebności umożliwił rozwój cywilizacji, a gwałtowny spadek populacji sprawiłby, że nie moglibyśmy funkcjonować tak jak dotychczas, bo zabrakłoby ludzi do wykonywania mocno wyspecjalizowanych prac i zadań. Jeśli jest w tym jakaś racja, to ciekawe, jak będzie wyglądał wszechświat – a nawet sama Ziemia – po wprowadzeniu przez Thanosa planu w życie. Czy samoloty będą spadać, statki tonąć, specjaliści w wąskich dziedzinach staną się na wagę złota?

Przeszłość napawa optymizmem, przyszłość – nie.

Plan Tahnosa jest etycznie nieakceptowalny i budzi skojarzenia z totalitarnymi reżimami. Wystarczy wspomnieć walkę o Lebensraum – przestrzeń życiową – w czasie II wojny światowej. Co istotne, ta potrzeba była podyktowana właśnie… przeludnieniem. Chociaż wiemy przecież, że była to jedynie ideologiczna podbudowa, aby móc znaleźć jakieś uzasadnienie dla działań wojennych.

Mimo że w przeszłości czarne scenariusze się nie spełniły, dzisiaj niektórzy naukowcy i badacze mówią, że wzrost ludności może spowodować braki w niektórych dobrach.

Do 2050 ma być nas 10 miliardów.

I ta liczba przeraża naukowców i straszy z nagłówków. Nawet Stephen Hawking mówił, że do 2600 roku Ziemia może nie nadawać się do zamieszkania. Wielu naukowców wskazuje jednak, że problemem nie jest jednak to, iż skończyć się może jedzenie czy woda pitna, a jedynie ich odpowiednia dystrybucja. Bogate regiony nie chcą lub nie mogą (na przykład ze względu na ograniczoną infrastrukturę) dostarczyć potrzebnych dóbr.

Jak skończy się próba stworzenia równowagi we wszechświecie przez Thanosa – dowiemy się już za rok. Faktem jest jednak, że jego planu – najwyraźniej – nie poprzedziły odpowiednie lektury i analiza przeszłości. A dodatkowo: ten jego bezwzględny pesymizm wydaje się przesadzony, ale historia pokazuje, że nie jest w nim odosobniony.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (20)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...