Czy Netflix doczeka się swojej Gry o tron?

Felieton/Seriale 10.05.2018
Czy Netflix doczeka się swojej Gry o tron?

Czy Netflix doczeka się swojej Gry o tron?

700 oryginalnych produkcji Netfliksa, według zapowiedzi, ma trafić do serwisu w tym roku. Klęska urodzaju, chciałoby się powiedzieć. Czy w tym szaleństwie jest metoda i czy w końcu doczekamy się hitu na miarę Gry o tron?

Choć wielu fanów seriali narzeka na to, że Netflix jest za drogi i że wcale nie ma tam czego oglądać, nie można gigantowi VOD odmówić jednego – wciąż konsekwentnie się rozwija, zalewając nas ogromem tytułów, których nikt normalny – i pozwolę dołączyć się do tego grona – nie jest w stanie obejrzeć. 700 Netflix Originals platformy, w tym seriali, filmów, programów dla dzieci, dokumentów czy reality-shows, to liczba iście imponująca. A do tego przecież musimy jeszcze dodać inne pozycje, które co miesiąc dodawane są do katalogu serwisu, ale ten nie odpowiada za ich produkcję i nie dystrybuuje ich na wyłączność w danym kraju.

Naprawdę nie ma czego oglądać?

netflix logo

I tak, i nie. Faktem jest, że jak się spojrzy na ostatnie kilka miesięcy tego roku, to Netflix zaliczył parę wpadek. Mocno promowany Altered Carbon, serial, który podzielił naszą redakcję, wypadł poniżej moich oczekiwań. 2. sezon Santa Clarita Diet był niezły, choć zabrakło mu tej samej świeżości co “jedynce”. Podobnie rzecz ma się z nową odsłoną Serii niefortunnych zdarzeń. Everything Sucks! był średni, a do tego serial skasowano po 1. sezonie. Do Zagubionych w kosmosie na razie nie wróciłam po pierwszym odcinku. A i nie palę się na razie, by skończyć oglądać The Rain po zobaczeniu dwóch pierwszych epizodów, choć są tacy, którym się podobało. Do tego dodajmy jeszcze złą passę filmową, która odbija się szerokim echem na całym świecie.

Nie wiem, czy jestem w stanie wymienić dziesięć tytułów Netfliksa, które obejrzałam w tym roku i które zapadły mi w pamięć. Albo na których kontynuacje czekam.

Dziesięć! A przecież jeśli mówimy o ostatnich czterech miesiącach, to wszystkie seriale, filmy, programy możemy liczyć właściwie w setkach. I oczywistym jest, że nie obejrzałam każdego (w końcu, jak przyznałam, pozuję na normalną). Widziałam jednak całkiem sporo seriali, filmów, niektóre produkcje w odcinkach nie w całości, ale też nie bez przyczyny. Wychodzę z założenia, że jeśli nie ma chemii między mną a serialem po odcinku, dwóch czy trzech, lepiej dać sobie spokój i nie tracić czasu. Wszak jest sporo tytułów, które czekają na obejrzenie. I ta lista ciągle się powiększa!

Dochodzę do wniosku, że Netflix przestał być takim gwarantem jakości, jakim był kiedyś, jeszcze parę lat temu, kiedy w Polsce nie mogliśmy z niego nawet oficjalnie korzystać.

Kiedy myślimy o najlepszych serialach platformy, o tej jakości właśnie, kiedy właściwie myślimy o Netfliksie w ogóle, to do głowy przychodzą nam takie tytuły jak House of Cards czy Orange Is the New Black. To były jedne z pierwszych Netflix Originals, które wyznaczyły pewne standardy, a więc dopracowane, świetne fabuły, duże nazwiska, fantastyczne role. House of Cards skończy się w tym roku (zobaczymy ostatni sezon produkcji) i w serialu – ze względu na oskarżenia o molestowanie seksualne – nie pojawi się Kevin Spacey, wcielający się w główną postać, Franka Underwooda. Orange Is the New Black doczeka się jeszcze dwóch sezonów, 6. i 7., a ptaszki ćwierkają, że może będzie ich więcej. A co poza tym?

Recenzja 5 sezonu House of Cards

Mam wrażenie, że Netflix niewiele ma w swojej bazie tytułów, które konsekwentnie rozwija i które mogłyby być dla niego tym samym, czym Gra o tron jest dla HBO.

Mamy mnóstwo informacji o nowych serialach, które pojawią się w tym roku lub w kolejnym. Mnóstwo tytułów (wiele z nich bardzo, bardzo dobrych) obejrzeliśmy w ubiegłym roku. Tylko nie mamy pojęcia, kiedy pojawią się ich kontynuacje albo czy w ogóle się pojawią (dajcie mi Ozark, Mindhuntera, powiedzcie co z The OA, wróćcie z Atypowym!). Natomiast zapowiedzi nowości platformy wyskakują jak królik z kapelusza.

Oprócz House of Cards (które – przypominam – się kończy) i Orange Is the New Black niewiele jest takich serii, które mają już kilka sezonów, mają widoki na przyszłość i mają już swoją grupę zagorzałych fanów. Do tych dwóch produkcji na pewno dodałabym Narcos, seriale z uniwersum Marvela (a tu też nie wiadomo, biorąc pod uwagę nową platformę Disneya, jak długo te produkcje będą rozwijane), BoJacka Horsemana. Może Grace i Frankie i… to tyle. Mocną marką jest też, oczywiście, Stranger Things, ale czy potencjału wystarczy na cztery, pięć sezonów? Mam wątpliwości. Unbreakable Kimmy Schmidt ma zakończyć się po 4. sezonie. Skasowano Love po 3. serii. Seria niefortunnych zdarzeń była zaplanowana tylko na 3. sezony, co akurat nie jest dziwne, bo to adaptacja cyklu książek. Jakie jeszcze seriale mają więcej niż trzy sezony i nadzieję na długą przyszłość? Nic nie przychodzi mi do głowy.

Netflix rozdrabnia się na coraz to nowsze seriale.

Żongluje tytułami i tematyką. Tak, jakby chciał zagospodarować każdy temat, każdą niszę, trafić do każdego potencjalnego widza, którego sobie wyobraził. Być może fakt, że Netflix nie doczekał się jeszcze takiego hitu (i trudno mi mimo wszystko uważać zań House of Cards; ostatni sezon był fatalny) jak Gra o tron wynika ze sposobu dystrybucji. Nie ma się co oszukiwać, z perspektywy mediów i poniekąd widza, dostawanie jednego odcinka raz na tydzień zwiększa zainteresowanie produkcją. Buduje większe napięcie. To o tych serialach częściej się dyskutuje, to tu tworzy się zwykle więcej hipotez, bo na odpowiedzi, co jest prawdą, a co nie, trzeba poczekać.

Ale nie sądzę, żeby sposób dystrybucji to był jedyny powód. W końcu chodzi też o pieniądze i o ogólną wizję danego medium.

Być może Netflix nie ma wcale ambicji, by mieć swoją Grę o tron?

Gra o tron szanse śmierci

Zwróćmy uwagę na liczbę seriali pojawiających się w HBO GO i tych, które trafiają na Netfliksa. Zarówno jeśli chodzi o produkcje wyłącznie dystrybuowane w ramach platformy, jak i te, które są przez nie produkowane, HBO może pochwalić się mniejszą liczbą nowości. Jednak to właśnie HBO przez lata doczekało się kultowych tytułów, bo przecież ich oferta nie kończy się tylko na Grze o tron. Warto wspomnieć Seks w wielkim mieście, Prawo ulicy, Kompanię braci, Westworld, Detektywa, Dolinę Krzemową.

Netflix chce dodać aż 700 oryginalnych produkcji do swojej biblioteki w tym roku. Tylko ostatnio zapowiedział też siedem nowych seriali europejskich. Co dalej? W 2019 roku będziemy mówić o 1000 tytułów? Tylko czy na pewno wraz z tą ilością, idzie jakość? Czy uda się utrzymać równy poziom wszystkich produkcji? Już teraz widać, że jest z tym kłopot, a o takich koszmarkach jak Alexa i Katie (nie wiedzieć czemu przedłużonych o kolejny sezon), Rodzina w oparach czy Przyjaciele z uniwerku chciałoby się zapomnieć.

Może taką Grą o tron dla Netfliksa ma szansę być Wiedźmin, czyli The Witcher. Jeśli chodzi o tematykę, klimat, gatunek – wszystko się zgadza. Serialowy Wiedźmin, polski produkt eksportowy, ma szansę przyciągnąć tę samą publikę co Gra o tron, która przecież swojego finału doczeka się w 2019 roku (potem spin-offy, ale trochę czasu przecież upłynie). Na razie jednak trudno wyrokować, zwłaszcza, że nie widzieliśmy jeszcze nic konkretnego dotyczącego produkcji – zdjęcia dopiero ruszą.

Nie jestem pewna, czy droga, którą podąża Netflix, to dobry kierunek.

Gdybyśmy usłyszeli, że Netflix zamierza w tym roku uraczyć nas, dajmy na to, 350 Netflix Originals, to nadal ta liczba robiłaby duże wrażenie (nie sposób i tak tego wszystkiego obejrzeć!) A tak? A tak mamy 700 produkcji w planach (niektóre już ujrzały światło dzienne), z czego część jest niewypałami, a przynajmniej nie ma potencjału na bycie hitami. Istna brawura! Netflix musi pamiętać o jednej rzeczy, o której – zdaje się – zapomina. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, i to nie tylko jeśli chodzi o produkcję, ale przede wszystkim konsumpcję.

Jasne, być może Netfliksowi nie zależy na tym, by tworzyć wielkie produkcje, które przejdą do historii. Jeśli każdy ich program, choćby z tych 700 zapowiedzianych oryginalnych produkcji, obejrzy po 100 tys. osób, to już mamy 70 mln odtworzeń różnych tytułów. Serwis chwali się teraz 140 mln kont w ramach platformy. I najwidoczniej to właśnie liczbę użytkowników Netflix stawia na pierwszym miejscu. W końcu to ona daje im zarobić. A za te pieniądze można wyprodukować i kupić kolejne seriale…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...