Nowy Westworld to wersja 2.0 – ciekawsza, bez błędów i z lepszą narracją. Tylko gdzie reszta sezonu?

Recenzja/Seriale 23.04.2018
Nasza ocena:
Nowy Westworld to wersja 2.0 – ciekawsza, bez błędów i z lepszą narracją. Tylko gdzie reszta sezonu?

Nowy Westworld to wersja 2.0 – ciekawsza, bez błędów i z lepszą narracją. Tylko gdzie reszta sezonu?

Pierwszy Westworld był… poprawny. Serial miał budżet, popularne nazwiska i pomysł, ale brakowało mu pewnej spójności oraz ostrzejszej wizji. Na szczęście producenci z HBO wyciągnęli wnioski z potknięć i podeszli do drugiej serii kompleksowo, Jak do wielowątkowego, szerszego uniwersum. Jakościowa zmiana jest od razu wyczuwalna.

Pierwszy Westworld był na tyle dobry, że z chęcią włączyłem pilota drugiej serii. Z drugiej strony, serial wsadzony w buty „zamiennika Gry o tron“ wypadał stosunkowo blado. Jego scenarzyści poświęcali narracyjną grację kosztem fabularnych zwrotów o 180 stopni, przedkładając zagadkę nad telewizyjne rzemiosło. Przez to Westworld był serialem ciekawym, ale w gruncie rzeczy nieprzyjemnym. Jego środkowe epizody były jak małe ciężarki przyczepiane do widza – oglądało się je, lecz niewiele z nich wynikało.

Producenci tak zafiksowali się na Człowieku w Czerni, że narracyjna niespodzianka (którą dało się przewidzieć już od trzeciego epizodu) przysłoniła wszystko inne, łącznie z ogólną atrakcyjnością scenariusza. Pierwsza seria odżywała dopiero pod koniec, wskakując na właściwe tory. Wtedy było już jednak za późno, aby zamienić Westworld w serial wybitny, na miarę takich produkcji HBO jak Gra o tron, Detektyw czy Kompania Braci.

HBO wzięło sobie do serca słuszną krytykę Westworld. Przez to drugi sezon nie popełnia błędów pierwszego.

Jeżeli miałbym wskazać jedną, zasadniczą różnicę między dwoma seriami, to wyglądałaby ona w następujący sposób: pierwszy Westworld był produkowany przez scenarzystów dla scenarzystów. Drugi Westworld jest tworzony przez scenarzystów dla widzów. W końcu. Producenci otworzyli ten tytuł na wielowątkową, równoległą narrację składającą się z kilku dominujących motywów. Historia wciąż jest prowadzona na dwóch liniach czasowych, lecz różnica między nimi wynosi zaledwie kilkanaście dni, nie kilkanaście lat.

Widz przestaje czuć, że błądzi po omacku. Scenarzyści nareszcie nie trzymają go w ciemnościach. Ba – zdarza się, że fan wie teraz więcej od postaci widocznych na ekranie. To miła odmiana od pierwszej serii, w której Anthony Hopkins katował nas nieustannymi szyframi i zagadkami. Nie mam nic przeciwko tajemnicy. Gdy ta jest jednak pompowana na siłę, a jej odkrycie nie daje przesadnej satysfakcji (Człowiek w Czerni) ma się wrażenie rozjechania potencjału z rzeczywistością. Tak było w pierwszym sezonie.

Drugi Westworld otwiera się na zewnętrzny świat. Ze słoika schodzi pokrywka, co daje masę ciekawych wątków.

Twórcy nareszcie bawią się różnymi motywami, pośród których każdy widz znajdzie coś dla siebie. Z jednej strony pozostał silnie obecny humanistyczno-behawioralno-psychologiczno-bioinżynieryjny wątek jestestwa, świadomości, życia i rzeczywistości, który zdominował pierwszy sezon. Podmuchem świeżości rozluźniającym atmosferę jest znacznie bardziej przyziemny motyw odbijania parku z mechanicznych rąk zbuntowanych hostów. Mamy napakowanych twardzieli z wielkimi spluwami, którzy szturmują kolejne strefy ośrodka.

Wbrew pozorom, wcale nie zabija to klimatu. Wręcz przeciwnie – serial w końcu złapał odpowiednie tempo. Dostał odskocznię od filozoficznych dywagacji, dzięki którym te stają się cenniejsze i chętniej przyswajalne. Tak jak Gra o tron ma swoje epickie bitwy, za sprawą których podstępna dyplomacja staje się świeża i ciekawa, tak Westworld doczekał się solidnych scen akcji na większą skalę, dzięki którym los androidów na nowo jest ciekawy i intrygujący.

To nie tak, że superprodukcja HBO obniżyła jakość dialogów czy poziom skomplikowania. Serial nie stał się „głupszy“ przez obecność wątków militarnych. Przeciwnie – nabrał cech realizmu. Jeden z sześciu parków korporacji Delos w końcu przestał być odizolowaną, zahaczającą o surrealizm wyspą, unoszącą się ponad taflą ekonomicznych, politycznych i społecznych konsekwencji. No i nie okłamujmy się – bezpośredni konflikt ludzi i maszyn w stylu wczesnego Animatriksa – czy może być coś równie ekscytującego w serialu takim jak Westworld? To pytanie retoryczne.

Nowy Westworld to Westworld 2.0 – mocniejszy, lepszy, szybszy i ciekawszy. Boli mnie tylko jedno…

Przyzwyczajenie z Netfliksa robi swoje. Po obejrzeniu naprawdę dobrego odcinka pilotażowego nowej serii, od razu ma się ochotę przejść do drugiego epizodu. Niestety, nie jest to możliwe, ponieważ HBO dalej stawia (i będzie stawiać przez przynajmniej kilka kolejnych lat) na dystrybucję cotygodniową. Drugi odcinek zobaczę dopiero za siedem dni. W zdumiewający wręcz sposób koliduje to z moimi nowymi przyzwyczajeniami odnośnie oglądania seriali. Netflix ma niesamowity wpływ na to, jak podchodzimy do konsumpcji multimediów.

W pewnym sensie to nie krytyka. To komplement. Pierwszy Westworld był przeze mnie oglądany na raty. Momentami miałem problemy, żeby przełknąć ten serial. Jeżeli druga seria będzie tak dobra jak pierwszy odcinek, to wiem, że nigdy nie poczuję się zbyt syty. Przeciwnie – podczas oglądania cały czas czuje się poczucie niedosytu, jak przy Grze o tron. To najlepsza pochwała, jaką może dostać serial, który od początku był tworzony jako „zapchajdziura po Martinie“.

Jeśli producenci Westworld zachowają aktualny poziom, to opowieść o hostach ma szansę ewolucji w coś znacznie, znacznie więcej.

Ode mnie mocne osiem androidów na dziesięć

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (15)

26 odpowiedzi na “Nowy Westworld to wersja 2.0 – ciekawsza, bez błędów i z lepszą narracją. Tylko gdzie reszta sezonu?”

  1. Ja tam wolę formę HBO i tv tradycyjnej. Odcinek co tydzień :) Sam serial: bałem sie w cholerę. Że powstanie slasher, i bunt maszyn, a tu juz początek stawia wielkie WTF….

      • Sęk w tym że nie wiemy co sie stało, i jak :). Ten team przyjechał z jakiegoś powodu. Sama rewolucja też nie musi oznaczać ta w rozumieniu “naszym”. Zaóważ jak Dolores mówi o ludziach “Oni”, jak obcy, kosmici :) DLa nich jesteśmy obcy, a hosty nie muszą juz działać zgodnie z scenariuszami ludzi. Chyba :)

  2. Zdecydujcie się jak wy te recenzje piszcie. To pierwszy sezon był dobry czy nie był dobry?, bo po pierwszym odcinku pierwszego sezonu autor newsa pewnie też czuł niedosyt. Tylko otwarcie i szczerze i bez strachu trzeba wspomnieć, że pierwszy sezon westworld był bardzo słaby, nazbyt rozwleczony, do znudzenia powielający te same schematy. owszem były momenty ale to tylko momenty i nic więcej. HBO wydało na serial pewnie górę złota, dlatego jeszcze nie wycofali się z tego bigosu. Postanowili zrobić artystyczne kino, z mgła tajemniczości, która powoli rozwiewała się do samego końca sezonu, ale to nie była mgła tylko smoła, jak powielanie leveli w Diablo czy innym H&S, debilne klikanie w nieustającym wirze tego samego. Jasne opakowanie piękne ale w środku pustka.

  3. To że pierwszy sezon West był wymagający od wiedza nie oznacza, że był słaby. Tajemniczość była zaletą a ukladanka czasowa nolanowskim majstersztykiem. Był genialny właśnie dzięki poruszaniu na poważnie wątków jaźni i świadomości a metaforycznie – drogi do oświęcenia nas, ludzi. Oczywiście trzeba umieć to dostrzec, Ale można, chyba wymagać wnikliwosci, wiedzy psychologicznej i horyzontów od kogoś kto pisze recenzję. Narzekając na serial, którego jak się wydaje autor tekstu nie zrozumiał, wystawia on raczej recenzję sobie :-(

    • Już nie raz się spotkałem, że jeśli westW się komuś nie spodobał to: 1. nie zrozumiał, 2. jest leszczem i nie zrozumiał. 3. serial jest za ciężki dla zwykłego usera i nie zrozumiał pewnie. 4. user nie ma horyzontów i nie zrozumiał.

      Otóż nie. Ja np. zrozumiałem 1 sezon bardzo dobrze, bo tak nie było większej filozofii. Ot serial rozrywkowy z ciekawą fabuła, ala Nolan, jednak zrobiony nudnie i rozwleczony. I całkowicie się z recenzentem tutaj zgadzam.

      • “Tam nie było większej filozofii…” No tak. Więc zrozumiałeś :-) Z filmami obowiązuje zasada walizki – “ile włożysz-tyle wyjmiesz”‘. Jak nie ma co włożyć…. Potem ludzie myślą że Dzień Świstaka to głupia komedia bo mało kto zna etapy dochodzenia do oświecenia z Mahajany

  4. Co za brednie… Odnoszę wrażenie, ze recenzent albo nie oglądał tego serialu albo go nie zrozumiał. Polecam Marvela, tam fabuła jest na pewno łatwiejsza do zrozumienia.

  5. Pan Redaktor jest symptomatyczny dla apogeum zblazowania, które ogarnia dziennikarzy recenzujących gry, seriale, czy filmy – tak zwanych krytyków sztuki. Nawet serial bardzo dobrej jakości, wysmakowany, traktujący widza jak inteligentną jednostkę i niepodający mu wszystkiego na tacy będzie dla Pana Redaktora “poprawną” opowieścią, “nareszcie nie trzymającą go w ciemnościach”, a jego najważniejsza postać “katuje nieustannymi szyframi i zagadkami”.

    Skąd ten wniosek, że Westworld miałby zastąpić Grę o Tron? Dlaczego miałby się do niej na siłę upodobniać?

    Tak jak jeden z komentatorów poniżej, sugeruję Panu Redaktorowi przeprosić się z uniwersum Marvela i nie wyściubiać poza nie nosa, bo może się znudzić przeintelektualizowanymi dialogami i zbyt głęboką narracją.

  6. oj, odgrzewam kotleta ale właśnie zakupiłem dvd z drugim sezonem. w mojej ocenie serial góra dostateczny. morał polegający na tym, że zabawa w Boga kończy się źle i że hosty są lepsi jak ich twórcy jest okropnie przewidywalny. za jednym razem wątła dziewczyna bez wysiłku ciągnie po ziemi chłopa ważącego 90 kilo, rzuca ludźmi po ścianach jak piórkiem a parę scen dalej potężny host okłada pięściami kolejnego człowieka po głowie i dopiero za 5 razem osiąga skutek. sposób opowieści polegający na przeplataniu bieżących wydarzeń nieuporządkowanymi wspomnieniami ma pewnie na celu aby widz poczuł się jak host i nie wiedział co jest prawdą a co tylko wgranym do pamięci kłamstwem swojego stwórcy ale skutek jest taki że wygląda to jak garnek do którego wrzucono kilka fajnych pomysłów i wymieszano wszystko razem uzyskując jednostajną breję. Każdy ze składników tej brei z osobna jest przepyszny, ale po wymieszaniu z innymi generuje coś o konsystencji i smaku kaszaki manny.
    p.s. ponadto zadziwia skuteczność broni hostów, szczególnie na początku buntu… żeby miękki ołów wystrzelony z rewolweru kapiszonowego tak łatwo przebijał opancerzenie ochroniarzy to ja się pytam gdzie idzie dostać takie kule? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...