O co chodzi w tej Taco i Quebo manii? Taconafide o hajsie i sławie – recenzja płyty Soma 0,5 mg

Recenzja/Muzyka 13.04.2018
Nasza ocena:
O co chodzi w tej Taco i Quebo manii? Taconafide o hajsie i sławie – recenzja płyty Soma 0,5 mg

O co chodzi w tej Taco i Quebo manii? Taconafide o hajsie i sławie – recenzja płyty Soma 0,5 mg

Taco Hemingawy, Quebonafide i ich przepisy na sukces. Z połączonych sił powstaje Soma 0,5 mg, sygnowana wspólnym aliasem Taconafide. Rzetelna, solidna, wykalkulowana robota.

Czuję się teraz jak milioner z getta / Bo moje małe miasto to fawela – wyznaje Quebonafide. Dobrze, że nie masz pieniędzy / Bo wydałbyś wszystko na ciuchy – stwierdza Taco Hemingway. Szok, w milionera z kundla w rok, w milionera z kundla w rok / Żyję jakbym wygrał w lotto – dodają do tego obaj. Oni ciągle o hajsach, ale czy jest w tym coś dziwnego?

Nie bardzo, biorąc pod uwagę to, że panowie w ciągu ostatnich lat dość szybko się dorobili – wszystkie wydawnictwa Taco słuchacze łykają jak młode pelikany, a Quebonafide sprzedał w zeszłym roku najwięcej płyt w polskim biznesie muzycznym. Wraz z kasą przyszło więcej problemów, jak słychać po tekstach zawartych na krążku Soma 0,5 mg, choć w ostateczności na koniec przyznają – Lubię życie, którym żyje się, nie modlę o cud, o nie.

No a skoro jakie życie taki rap, Soma 0,5 mg musi emanować bogactwem.

Ale to tylko jedna strona. Płyta opowiada o mrocznych stronach sukcesu, o utracie anonimowości, o ziomkach, którzy teraz, gdy masz kasę, są dla ciebie mili, o samotności, o depresji. Taco relacjonuje w charakterystyczny dla siebie sposób, Quebonafide dodaje nutkę melancholii.

Promocja premiery albumu Soma 0,5 mg, z 4 singlami i dwoma niezłymi teledyskami, była wzorowa. Wśród młodych słuchaczy tacomania zamieniła się w taconafidomanię, na rodzimym rynku próżno szukać równie atrakcyjnego duetu (w sensie muzycznym, nie chodzi o aparycję). Wtem okazuje się, że dzięki sprytnemu zabiegowi chłopaki załapią się na niższy VAT. Płyta, a raczej “kolaboracyjne wydawnictwo”, przybrało bowiem postać książeczki.

Chłopaki nawijają o kasie, bawią się w wysokobudżetowych teledyskach, a na płycie zawarli kawałek pod tytułem “Ekodiesel”. Tym samym hasłem sygnowana jest ich trasa koncertowa, która ruszy jeszcze w kwietniu.

Przypadek? Oczywiście nie sądzę.

Tu zaczynam się zastanawiać, na ile ta płyta jest dziełem artystycznym/przekazem artystycznym (jak zwał, tak zwał, skreśl niepotrzebne), a na ile skrupulatnie przemyślanym i zaplanowanym tworem marketingowym. I żeby nie było – nie krytykuję. To dobrze, że polscy muzycy szukają kolejnych sposobów monetyzacji swojej pracy – sponsorzy, product placement itp. Takie praktyki są nie od dziś popularne w innych krajach. Problem mam tylko taki, że sama Soma 0,5 mg, mimo swojej przebojowości, jakoś nie do końca mnie przekonuje.

Może to przez nagromadzenie błahostek i truizmów, które ciągle słyszę w głowie.

Wiem, wiem, że nie chcesz mnie znać, dobrze wiem / Znowu śledzę cię w snach, ale nie ma cię, nie ma nas / W moim sercu nie ma miejsca, chyba nie mam szans, a do tego dochodzi autotune. Nie ma jednak co narzekać – całości słucha się bardzo przyjemnie, tym bardziej, że do produkcji zaangażowano cały wachlarz zdolnych producentów, urozmaicających poszczególne numery indywidualnymi akcentami. Nadal – za dużo tu chłodnej kalkulacji, za mało polotu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

17 odpowiedzi na “O co chodzi w tej Taco i Quebo manii? Taconafide o hajsie i sławie – recenzja płyty Soma 0,5 mg”

  1. Rozczarowała mnie ta płyta. Pierwszy singiel, Art-B całkiem niezły. Drugi, Tamagotchi, jeszcze lepszy. Później Metallica 808, które już było takie se i, przynajmniej dla mnie, nijakie Kryptowaluty.

    Niemniej już od rana płyta Soma 0,5 mg się kręciła (o ile w streamingu to ciągle jest płyta i się kręci). Niestety, nie jest to ani coś pokroju Szprycera, ani Hotelu Marmur. Również, w mojej opinii, ostatnio wydane płyty O.S.T.R. i L.U.C były lepsze.

    • Mam podobne zdanie (acz nie do konca – chodzi mi o Szprycera- dla mnie tamta plyta byla bardzo slaba i niestety od niego zaczęlo się to fatalne zauroczenie autotunem u Fifiego, które nadal trwa) mnie rozczarowala ta plyta pod względem tekstowym. Wszak Taco przed wszystkim zaslynal dobrym storytellingiem, porządną dawką rymów i wersami w 100% opisującymi rzeczywistość jego rownolatków, momentami wręcz genialną zabawą słowem, pewnie jeszcze wiele lat niektóre zwroty z Umowy o dzielo, Trojkąta Warszawskiego czy Wosku lub Marmuru będą w użyciu, o ile nawet nie przejdą do historii i będą żyły własnym życiem jak filmowe cytaty ze starych filmów. Taco ma średnią technikę, czasem cieżko go zrozumieć, bardziej melorecytuje niz rapuje, slychać to wlasnie w porownaniu do Quebonafide- on ma głos jak żyleta, wzorowa dykcja, rytm i charakterystyczna zadziorność w glosie z aktorskim sznytem, nawet przy pobieżnym przesluchaniu jego tworczosci nie mialam problemu z żadnym wyrazem, żadną końcówką.

      Taconafide nie jest złe, fajnie buja, identycznie oceniam ich single: najlepszy Tamagotchi, najsłabsze Kryptowaluty. Utwory Visa czy PIN 100 razy lepsze. Nawet Ecodiesel bardziej podchodzi.

      Bardzo nie lubię sytuacji, gdy artysta rozpoczyna karierę świetnymi utworami czy nawet płytami, bo wlasnie to podkręca i jego ambicje (które zazwyczaj go zjadają i przedobrza) i wymagania słuchaczy oraz krytyków, którzy chcą więcej, szybciej, lepiej. Nie czuć wtedy naturalnego progresu umiejętności, gustu, zbierania życiowych doświadczeń (przykład Mroza- od Miliona monet do Szerokich wód czy Jak ty z płyty Zew), za to mamy dobry (aż zanadto) debiut i swego rodzaju regres (jak u Taco, ale i Krzyśka Zalewskiego- jego płyta Zelig to majstersztyk w porównaniu do nowej, lepiej sprzedającej się, bardziej radiowej, ale juz tak nie poruszającej pt. Złoto).

      A chłopakom i innym artystom zycze jak najwiecej koncertów dla tak licznej publiczności!

  2. Co ciekawe, na razie częściej wracam do SOMA 0.25, czyli wydawnictwa dodatkowego do SOMA 0.5. Kawałki takie jak TLC i Benevento są świetne, również Tamagotchi z Podsiadło dobrze brzmi. Ja te płyty oceniam na plus, a sam zamysł/promocja tylko to podkręcają. Autor testu zwraca też uwagę na autotune, którego na całym krążku tak dużo nie ma i nie obrzydza jego wysłuchania

  3. Marne pipki ukierunkowane na gruby hajs, myślałem że z taco coś będzie ale się zawiodlem. Słuchanie ich nowej płyty nudzi się po dwóch razach. Ostremu to tacy goście mogą nagniotki masować. Studenciki z pierwszej łapanki

  4. to że komercjalizacja muzyki ma miejsce w innych kraja od razu usprawiedliwia, że robienie rapu o hajsie jest spoko? a skąd ten hajs? wejdź na ich instagramy to zrozumiesz, że wyciągaja go od nastoletek w gratisie dając dzieciom pranie mózgu, żenująca recenzja na poziomie leminga zachłyśniętego błyskotkami…. słabno

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...