Stałem się zakładnikiem serialu. Recenzja 2. części Domu z papieru

Recenzje/Seriale 09.04.2018
Nasza ocena:
Stałem się zakładnikiem serialu. Recenzja 2. części Domu z papieru

Pierwsza część serialu Dom z papieru została bardzo dobrze przyjęta. Ten zakupiony przez Netfliksa hiszpański serial miał w zasadzie wszystko, czego można by spodziewać się po opowieści o wielkich gangsterskich skokach. Czy drugiej części udało się utrzymać wysoki poziom?

Uwaga, w tekście mogą pojawić się delikatne spoilery.

Z obowiązku przypomnę tylko, że serial Dom z papieru opowiada o wyjątkowo śmiałym napadzie na hiszpańską mennicę narodową. Mózg całej operacji, Profesor, opracował bardzo szczegółowy plan i zebrał ekipę doświadczonych, ale też mocno zdesperowanych przestępców. Przygotowany przez niego skok był tak spektakularny, że zanim doszło do właściwego napadu, Profesor zaprosił skrzykniętą grupę do zamiejskiej posiadłości i tam uczył ich, szkolił, wprowadzał w szczegóły napadu. Przez ten czas członkowie ekipy zdążyli zapoznać się ze sobą, a między niektórymi z nich wytworzyły się poważne i silne relacje.

Główną osią fabuły jest tu napad i to, co dzieje się w przejętej przez bandytów mennicy. Obok tego oglądamy romans Profesora, który usiłuje uwieść Raquel Murillo – policjantkę kierującą akcją odbicia mennicy i uratowania zakładników. Obok tego dostajemy sporo retrospekcji pochodzących głównie z czasu, gdy bohaterowie przygotowywali się do skoku. Tak przeplecioną fabułę oglądało się bardzo dobrze, twórcom udało sprawnie regulować napięcie i zarazem eksponować charaktery i relacje między bohaterami.

W pewnym momencie coś jednak pęka.

Kapitalnie skrojona fabuła i świetnie napisani bohaterowie trzymali mnie przy telewizorze w ogromnym napięciu. Napięciu, które wynikało z jednego zasadniczego pytania – czy przestępcom uda się zakończyć akcję z sukcesem? Pod koniec pierwszej części widać było, że fabuła zaczyna robić się przewidywalna, a na wierzch zaczęły wyłazić drobne logiczne błędy.

Niestety, 2. część Domu z papieru potęguje te problemy.

Fabuła sprawia wrażenie niepotrzebnie rozciągniętej. Niby wszystko zmierza do końca i czujemy, że już za momencik zobaczymy rozwiązanie i spektakularny plan ucieczki, ale każdy kolejny wątek, każda kolejna perypetia oddalają ten finał i w pewnym momencie zaczyna być to irytujące. Gdyby jeszcze były to motywy, które wnoszą jakąś wartość w samą fabułę, niestety, w większości jednak takie nie są. I oczywiście, wątek Berlina ciągnięty jest interesująco, ale już to, co dzieje się z Tokio, jest absolutnie przeciągnięte i – w mojej ocenie – zupełnie zbędne.

Dom z papieru część 2 zwiastun

Paradoksalnie znaczna część tych problemów wynika z tego, że twórcy stworzyli kapitalne postacie. Bohaterowie są złożeni, mają swoje historie, brudną i trudną przeszłość. Nadanie im tak ostrych rysów sprawiło, że ich osobiste wątki musiały zostać w satysfakcjonujący sposób zamknięte, a z uwagi na to, że bohaterów było wielu, trzeba było poświęcić im odpowiednio dużo czasu, a przy tym ciągle zaskakiwać i trzymać w napięciu. To trudna sztuka i w Domu z papieru nie do końca się udała.

Może to kwestia czasu, który upłynął między seansem pierwszej i drugiej części, ale miałem problem, żeby złapać się na te wszystkie powtarzalne motywy, które powinny mnie utrzymywać w ciągłej niepewności. Ile razy można oglądać ten sam schemat: policjanci są już blisko, osiągają sukces, jest to jednak sukces pozorny, bo Profesor i tak przewidział rozwój wydarzeń i wyreżyserował całą scenę.

Dom z papieru zmarnował świetny potencjał.

W zakończeniu pierwszej części jasno zostało nam zasugerowane, że dla Berlina i Profesora napad ma charakter polityczny. W tle grała znana antyfaszystowska pieśń, a ja spodziewałem się, że patrzę na dwóch rewolucjonistów, którzy swoim śmiałym planem chcą pokazać coś światu. I ten wątek pojawia się znowu blisko finału 2. części, ale jest potraktowany bardzo pretekstowo. Miałem wrażenie, że perfidnie go zignorowano. Ostatecznie motywacja Berlina pozostaje mętna i mało satysfakcjonująca. Z profesorem jest podobnie, chociaż w tym wypadku wiemy nieco więcej.

Ostatecznie przez większość seansu, ja sam czułem się zakładnikiem Domu z papieru.

Wiedziałem, że fabuła jest przeciągnięta, czułem, że to nie te same emocje, co za pierwszym razem. Ale z drugiej strony nie potrafiłem się oderwać, wiedząc, że już za chwilę poznam koniec historii. Zobaczę, jak potoczyły się losy bohaterów, których bardzo polubiłem. I nawet mimo tego, że druga część trochę rozczarowuje, to jestem przekonany, że tak jak przetrzymywani przez przestępców zakładnicy zostaniecie do samego końca. Ja zostałem i ostatecznie nie żałuję.

Obie części Domu z papieru obejrzycie w serwisie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...