Brudna, wypalona od słońca rzeczywistość. Recenzja filmu 4. kompania

Recenzje/Film 09.04.2018
Nasza ocena:
Brudna, wypalona od słońca rzeczywistość. Recenzja filmu 4. kompania

Meksykanie twierdzą, że ich kino przeżywa drugi złoty okres. Wszystko za sprawą stałego strumienia prestiżowych nagród i wyróżnień, które regularnie napływają z najważniejszych filmowych imprez. 4. kompania miała być kolejnym narodowym sukcesem, lecz tytuł zgubił się gdzieś w drodze po Oscara.

Produkcja, którą można obejrzeć w serwisie Netflix, opowiada o systemie meksykańskiego więziennictwa. Czy też raczej anty-systemie, który zawstydza nawet patologiczną, świetnie zrealizowaną Symetrię. Korupcja, prostytucja i szemrane interesy klawiszy to tylko wierzchołek góry lodowej. Meksykański film opisuje procedery, w których więźniowie trafiali poza ogrodzenia zakładów karnych, aby na zlecenia kierownictwa… dokonywać kolejnych włamów i kradzieży.

Brzmi jak fabuła kontynuacji Ocean’s Eleven, ale 4. kompania to film oparty na prawdziwej historii.

Oczywiście wiele wątków zostało odpowiednio przejaskrawionych, a pewne skróty narracyjne są trudne do zrozumienia dla osoby spoza Ameryki Łacińskiej. Do samego końca nie wiadomo też, czym 4. kompania miała dokładnie być – krytyką meksykańskiego systemu więziennictwa? Opowieścią o bohaterze, który ostatecznie nie dał się zresocjalizować? Obrazkiem z życia więźnia? Reżyserski duet gra różne melodie, na wielu fortepianach, ale żaden utwór nie ma solidnego finiszu. Nie każdy będzie również zachwycony montażem i efektami specjalnymi. Od strony technicznej 4. kompania jest tytułem bardzo siermiężnym. Przejścia przypominają tanią komedię familijną. Nie pomagają również polskie napisy, które w wielu momentach utrudniają zrozumienie meksykańskiej specyfiki. Polski widz ma pełne prawo czuć się zagubiony w więzieniu, które uważane jest za jedno z najgorszych na świecie.

Mimo tego, 4. kompania przykuwa do ekranu.

Chociaż od początku czuć, w jakim kierunku zmierza historia, meksykańska, brudna, wypalona od słońca rzeczywistość ma w sobie coś hipnotyzującego. Groteska wymieszana z przejaskrawieniem daje ciekawy efekt końcowy. Świetnie ogląda się polityczne machlojki, które powielają stereotypy Meksyku jako miejsca bezprawia, gdzie korupcja i władza to dwie strony tej samej monety. Najlepsza w filmie jest niestałość i ciągłe zmiany. Do samego końca ciężko zrozumieć, kto w tym więzieniu jest dobry, a kto zły. Kto ma szansę przeżyć, a kto wyjedzie z izolatki nogami do góry. Pod tym względem seans przypomina skrócony maraton Gry o tron, w którym nigdy nie wiadomo, czy ulubiona postać dotrwa do napisów końcowych. Chaos, kompozycyjny nieład, brak szacunku dla zasad poprawnej narracji – 4. kompania wymyka się stereotypom europejskiej szkoły filmowej i dzięki temu seans może być naprawdę ciekawy. Nie dziwię się jednak, że 4. kompania odpadła w wyścigu po Oscara. Film miejscami intryguje, ale to za mało, aby dostać statuetkę. Meksykańskie kino posiada wielu niesamowitych przedstawicieli, ale tytuł opublikowany na Netfliksie raczej na pewno nie przejdzie do łacińskiego panteonu taśmy filmowej.

Ode mnie siedem lat odsiadki na dziesięć.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...