Popkultura zjada własny ogon. A to już przestaje być zabawne

Felieton/Film 06.04.2018
Popkultura zjada własny ogon. A to już przestaje być zabawne

Popkultura zjada własny ogon. A to już przestaje być zabawne

Player One to piękny hołd dla całej historii wirtualnych i filmowych blockbusterów. Powinien jednak być również grubą kreską oddzielającą przeszłość od przyszłości. Kreatywni, odważni filmowcy skazani są dziś na niskie budżety. A superprodukcje to zwykłe odcinanie kuponów. Popkultura stała się nudna.

Zastanawiam się co się stanie, gdy Robert Zemeckis, Steven Spielberg, James Cameron i cała reszta czarodziei kina pójdzie na zasłużoną emeryturę. Czy ktoś jeszcze zabierze nas na przygody z podróżami w czasie, tak jak zabrali nas Marty McFly i Emmett Brown w Powrocie do przyszłości? Czy dzieci będą szlochać żegnając niesłychanego kosmicznego kumpla tak szczerze, jak za E.T.? Do dziś po Sieci krąży meme, według którego prawdziwy mężczyzna wzrusza się tylko przy narodzinach swojego dziecka oraz na końcówce Terminatora 2.

To nie jest tak, że z kinem dzieje się coś szczególnie złego. Powstaje bardzo dużo bardzo dobrych filmów. Niektóre są wręcz wizjonerskie. Niektóre przełamują techniką kręcenia kolejne granice kinematografii. Christopher Nolan czy Denis Villeneuve to tylko niektóre z nazwisk wyjątkowo uzdolnionych filmowców. Ich dzieła niezupełnie jednak wpisują się w masową popkulturę, choć bez dwóch zdań są warte docenienia.

Co otrzymujemy w zamian?

Masową papkę sequeli. Swego czasu na Netfliksie dostępnych było od groma filmów z uniwersum Marvela. Przez chwilę miałem ochotę je nadrobić, ale po krótkiej chwili zorientowałem się, że nawet nie wiem co ja właściwie już widziałem, czego nie, i jaka jest chronologia tych filmów. Nowy Star Trek. Nowe Transformersy. Nowy Mad Max. Nowy Harry Potter. Nawet Hanowi Solo z Gwiezdnych wojen nie pozwolono za długo leżeć w trumnie.

Nie zrozumcie mnie źle, niektóre z tych filmów są znakomite, a spora część jest bardzo dobra. Ja chcę jednak wybrać się na kolejną przygodę. Chcę postaci na miarę Luke’a Skywalkera czy Indiany Jonesa. Tymczasem nawet w świecie mięśniaków z giwerami mamy tylko Dwighta Johnsona, który – choć sympatyczny – Schwarzeneggerowi może co najwyżej czyścić glany.

Rynek gier wideo wygląda niewiele lepiej. Co prawda otrzymujemy co jakiś czas nowe, świeże produkcje, niekoniecznie tylko od tak zwanych twórców niezależnych. Nacisk i tak jest jednak kładziony na nowego Assassin’s Creed, Uncharted, God of War, Halo czy Call of Duty.

Mam dość tłumaczeń, że nowe pomysły są ryzykowne.

Przedstawiciele branży rozrywkowej od czasu do czasu zdobywają się na szczerość i przyznają, że faktycznie jest problem. Tłumaczą też jego genezę. Rynek popkultury to na chwilę obecną gigantyczna konkurencja. By film lub gra stały się istotne, należy wydać setki milionów dolarów na ich produkcję i marketing. A to oznacza, że film czy gra musi być rynkowym hitem. W przeciwnym razie ich wydawcy mogą wtopić ogromne sumy pieniędzy i wpaść w tarapaty finansowe. A że najlepsze piosenki to te, które już znamy, to tłuką seqeuele, remake’i czy adaptacje.

Wierzę w to tłumaczenie. Problem w tym, że marki filmowe to przecież nie jest nowe zjawisko. Wystarczy spojrzeć na klasyczną trylogię – a więc film i jego dwa sequele – Gwiezdnych wojen. Czy na Ojca chrzestnego. A mimo tego w latach 1980-2000 nie brakowało entuzjazmu i zapału do realizowania nowych pomysłów. Niejednokrotnie kosztownych i bardzo ryzykownych.

Za każdym razem, gdy w myślach pojawia się za moich czasów było lepiej, zastanawiam się, czy nie przemawia przeze mnie stary zgred, który już nie rozumie nowoczesnej popkultury. Zestawmy jednak Jurassic Park z Jurassic World i zapewne zrozumiecie różnicę i trapiący nas problem.

Popkultura, czyli produkt.

W kinie i w sklepach z grami wideo do kupienia jest dużo dobrych produkcji. Mamy czym wypełniać czas, przy czym się odprężyć i co odkrywać. Zniknęła jednak cała ta magia, z powodu której chodziło się do kina czy oszczędzało na napęd CD-ROM do komputera. I nie, to nie jest kwestia nostalgii.

Popkultura od zawsze była ściśle związana z komercją. Obawiam się jednak, że na chwilę obecną ta komercja całkowicie nią zawładnęła. Już nawet przyzwyczailiśmy się do określenia konsumpcji kultury. Produkty bywają udane, niektóre nawet bardzo. Jednak za produktem nie stoi żadna magia, której mi coraz bardziej i bardziej brakuje.

Tagi: , ,

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (28)

46 odpowiedzi na “Popkultura zjada własny ogon. A to już przestaje być zabawne”

  1. Nie to co kiedyś…
    Sequele Rambo, Rocky, Szczęki, 007, Strasznych filmów, Oszukać przeznaczenie, Życzenie śmierci, American Pie, Indiana Jones, itd. To co? Jak byliśmy młodzi to wszytko było lepsze? Nie to co dzisiaj! Komedie były śmieszniejsze, muza prawdziwa a sequele to były tylko w Ojcu Chrzestnym :D

    • Ale przyzwoitym też było kończyć serię po 3 części. Dziś mamy reaktywację po latach. Indiana 4, Gwiezdne Wojny Przebudzenie właściwie powinny nazywać się Powrót Jedi po latach. Ojciec Chrzestny powinien zakończyć się po 2 co przyznał Coppola.

    • “Jak byliśmy młodzi to wszytko było lepsze?”

      Było. Może to też kwestia wieku i wyrobionych gustów, ale obecnie znaleźć jakąś fajną komedię strasznie mi trudno. Takie głupawe American Pie mimo tego, że wszystkie części grały na tym samym wzorze po prostu śmieszyło. Podobnie Road Trip czy stare dobre historyjki o rodzince Griswoldów.

      Wolę odgrzać sobie po raz niezliczony “Dirty Harry”, “Magnum Force”, czy “Scream’y” niż oglądać to co teraz się serwuje. Bardzo rzadko zdarza się jakaś naprawdę ciekawa produkcja w której nie czuję, że jest robiona na odpie… Takie filmy jak “Life”, “Interstellar”, “The Wolf of Wallstreet” czy “American Sniper” to rzadkość. I poza pierwszym jakoś specjalnie nowe już nie są. Naprawdę ciężko przypomnieć mi sobie jakiś film z 2017 który przypadł mi do gustu [poza Life] i ostatnim Kingsmanem.

      A co do muzyki, to nie ma o czym dyskutować. Accept, Ozzy, Kiss, Judas Priest… to jest muzyka, nie jakieś szczekanie do mikrofonu czy umc umc w disco :P

      • Pop-kultura to ta część działalności artystycznej, która nie kreuje nowych wartości tylko podaje, znane i sprawdzone produkty w formie odpowiadającej masowej widowni w danej chwili. Kiedyś ludzi bawili się przy Die Hard dzisiaj przy Botoksie.

        • Za moich czasów tak się definiowało kulturę masową. Natomiast popularna to było to co… aktualnie było popularne, charakterystyczne dla danych czasów… Ale może w duchu postępu i takie rozróżnienie teraz zlikwidowano… Times change . ..

          • Za Wikipedią:
            “Pojęcia kultury masowej i kultury popularnej w wielu kontekstach bywają używane zamiennie, jak synonimy.”

            To chyba jest nieuniknione, że kultura wysoka czy awangardowa nie ma szans na popularność, rzeczy nowe są z natury trudne w odbiorze. Ale z czasem artyści tworzący kulturę masową przemycają przetworzone element kultury elitarnej do kultury masowej.

      • “…na tym samym wzorze po prostu śmieszył”
        Śmieszyło ale czy śmieszy Cię nadal? Dla mnie wiele książek, filmów, z którymi miałem kontakt 20 lat temu obecnie jest już całkowicie niestrawne. Można napisać, że dla mnie nie przetrwały próby czasu. Zabawny jest fakt, że większość z nich powstawała na przełomie wieków albo w końcówce zeszłego wieku.

        • Te wymienione tytuły śmieszą nadal, czas przeszły wziął się stąd, że już jakiś czas nie oglądałem.

          “Można napisać, że dla mnie nie przetrwały próby czasu.”

          I tak jest z wieloma tytułami, nie tylko wśród oglądadeł ale i właśnie książek. Człek z czasem, w miarę wyrabiania sobie gustu po latach dziwi się sam sobie, że to i tamto mogło go wciągnąć jak teraz gdy się w to wgryza całkowicie mu to nie podchodzi i dostrzega przeróżne słabe strony których się nie dopatrzył.

  2. Dokładnie , nie rozumiesz popkultury . Kręcą takie filmy jaka jest widownia. Widownia głosuję frekwencja w kinach . Ludzie wolą głupie filmy niz chociaż trochę bardziej inteligentne . To wszystko . To samo jest z tv. Na wszystkich kanałach idiotyczne programy bo tacy sami widzowie .

    • Mi natomiast wydaje się, że to nie widownia żąda głupawych filmów i wskrzeszania starych produkcji które dobrze się przyjęły, ogląda to bo jest… po prostu. Twórcy tworzą takie gnioty bo to cholernie łatwe. Wziąć sprawdzony pomysł i zrobić raz jeszcze.

      • Nie. Widownia decyduje. Portfelem ,nie głosem. Gdyby widownia tego nie chciała, ktoś stworzyłby lepszą, nową jakość i na tym zarobił. Ale właśnie jakoś tak się nie dzieje, a nowe, oryginalne filmy przegrywają finansowo z seryjnymi produkcjami o superbohaterach.

        Na pocieszenie mam dwie rzeczy:
        1. Jest tak dużo starych i dobrych filmów, że spokojnie wystarczą na długo. Trzeba tylko trochę poszukać.
        2. Jesteś powyżej średniej jeśli chodzi o poziom kultury.

        • Powtórzę, większość ogląda to co im się serwuje bo zwyczajnie jest. Ktoś się nakręci trailerem (a jak one są robione wiemy doskonale), pójdzie, obejrzy a później będzie kręcił nosem. Oczywiście jest też gro odbiorców którym odpowiada to co jest… bo zwyczajnie nie mają do czego porównać (młodzi widzowie). Na tym bazują wytwórnie. Zobacz ile teraz jest remake’ów, większość naprawdę słaba, ale łatwo pojechać po znanym tytule niż porwać się na coś nowego, o oryginalnym nie mówię. To droga na skróty… przy ogólnej akceptacji… Taki efekt koła.

          • Ok, ale nikt im nie każe na ten remake iść. Ambitne i ciekawe filmy ciągle jeszcze w kinie są. I jakoś tłumów nie widzę.

            Nie mają do czego porównać? Od tego jest internet. Chyba większość z tych (młodych ludzi) obejrzała jednak w internecie jakiś starszy film np. Terminatora? Poza tym w telewizji też lecą stare ,dobre filmy. Porównanie jest ,to gusta się zmieniły. Jak sam powiedziałeś, jest gro odbiorców, którym odpowiada to, co jest. A jeśli coś działa, po co to zmieniać?

  3. Dramat światowego kina ma wiele przyczyn.
    1/ Brak odważnej (wręcz druzgoczącej) krytyki dla ewidentnych bzdetów.
    2/ Produkcja dla TV – czyli kina przymusowego, które widza traktuje z największą pogardą.
    3/ Pogoń za wątpliwej wartości nowinkami. Ostatnio lansowany wielodzielny ekran.
    4/ Programy TV, które egzystują wyłącznie na dostarczanych im niemal za darmo bzdetach – co przyzwyczaja widza do oglądania tandety.
    5/ Zalew “reżyserów” którzy dysponują nie talentem ale ambicją zrobienia filmu i przy okazji zarobienia szmalu. (Piasecka Johnson pisała kiedyś o facecie, który podjął się zabójstwa na zlecenie za 50 tysięcy dolarów bo chciał nakręcić niskobudżetowy film)
    I jeszcze drugie tyle innych powodów, które może inni dorzucą.

    • Punkt 1 można powtórzyć jeszcze z 10 razy. Za mało krytyki tego co jest słabe.
      Czasem to się uda, jak akcja z Star Wars Battlefront 2.
      Ale czasem się nie uda jak akcja #FixFifa i dawanie jej wysokich ocen i brak jakiejkolwiek krytyki…

    • Jak krytykować ludzi ,dzięki którym masz na chleb? Zawód recenzenta jako dojrzałego krytyka i autorytetu w swojej dziedzinie odszedł do lamusa. Dzisiaj recenzja to inna forma reklamy.

  4. Umowmy ostatnie 4 dekady to byl przelom technologiczny po wieloma wzgledami kolor, realizm nowartorskie metody opowiadania historii. To co mamy obecnie wiec sila rzeczy odgrzewane sa stare schematy,nie da sie kola wymyslac ciagle od nowa. Plus ludzie co maja teraz 17 lat idac do kina na 5ta czesc filmu niekoniecznie interesuja sie poprzednimi 4ma.

  5. “Mam dość tłumaczeń, że nowe pomysły są ryzykowne.”
    Więc zainwestuj swoje 200 mln dolarów w innowacyjną grę lub film, chętnie poczytam później jak ci poszło.

  6. Daliście tu niedawno na Spider’s Web listę najlepiej zarabiających filmów roku. Ona jest odpowiedzią na wszystkie pytania i wątpliwości. I nie zostawia złudzeń.

    Czy można kręcić filmy tanim kosztem? Można. Ale wtedy muszą się przebić oryginalnością. Co proste nie jest. Nie w świecie całkowicie rządzonym pieniędzmi. Żeby w ogóle wejść do dystrybucji kinowej trzeba zapłacić krocie. Tylko w mediach społecznościowych możesz się reklamować za darmo. A ilu ludzi ogląda profile losowych wytwórni filmowych licząc na coś dobrego? Bardzo niewiele. Żeby w ogóle wejść do gry potrzebny jest spory nakład. Niemal nie do udźwignięcia dla jednego człowieka. Bo jeśli film hitem nie będzie, to do końca życia będziesz spłacać koszt jego nakręcenia. Chyba ,że jesteś milionerem. Ale milionerzy są milionerami właśnie dlatego ,że nie robią takich rzeczy. Poza tym kino raczej nie puści małej produkcji, bo w grę wchodzą dużo większe pieniądze (także z zabawek dodawanych do popcornu i coli). No chyba ,że jest to kino specjalnie dla takich filmów, ale wtedy ceny biletów są wyższe.

    Dobre filmy to dzisiaj nisza. I musimy się z tym pogodzić. Niestandardowy, oryginalny scenariusz to często klapa finansowa. Przykładem Blade Runner 2049 czy Valerian. Ten drugi nawet nie był tak bardzo daleko od zwykłego filmu akcji. A i tak przyniósł straty ,a Besson znalazł się z jego powodu na cenzurowanym.

    Chcesz jakości? Płać! Albo ktoś musi zapłacić za ciebie. Może zdarzy się jakiś miliarder, który zapłaci za dobry prywatny film, zgodny z jego gustem i nie nastawiony na zysk? A potem puści do kin, żeby dostać choć trochę zwrotu? Tylko ,że to koszt ok 200 mln dolarów za 2-3 godziny rozrywki. No ale kto bogatemu zabroni? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...