Ucho Prezesa nie radzi sobie z Giertychem i Palikotem. Politycy wymykają się nawet Tomaszowi Kotowi

Recenzje/Seriale 29.03.2018
Nasza ocena:
Ucho Prezesa nie radzi sobie z Giertychem i Palikotem. Politycy wymykają się nawet Tomaszowi Kotowi

Długa, pociągła twarz. Ograniczona ekspresja i betonowa mimika. Do tego brak widocznych cech szczególnych i spokojny ton. Mecenas Roman Giertych to jeden z najbardziej niewdzięcznych obiektów do parodiowania, a najnowszy odcinek programu satyrycznego Ucho Prezesa tylko to udowadnia. Sam Kot nie podołał.

Szokująco autentyczny Petru, szczerzący się Schetyna i obłąkany Macierewicz to postaci tak zagrane, że show Górskiego aż chce się oglądać. Niezależnie od politycznych preferencji oraz przynależności partyjnej. Miliony Polaków chcą zobaczyć, jak wygląda przejaskrawiony Kaczyński, Tusk czy Duda. Rozpoznać na ekranie znaną twarz, która błaźni się jeszcze bardziej niż na sejmowej mównicy. Trochę jak wizyta w zoo, gdzie z bezpiecznej odległości można obserwować małpy okładające się pięściami. Zgrzyt pojawia się wtedy, gdy w twarzach aktorów nie rozpoznajemy popularnych postaci z życia publicznego.

Problemem nowego Ucha Prezesa jest obsada, która nie spisuje się jako zawodowi politycy.

Gdyby nie hasło “Janusz z Biłgoraju”, a następnie widoczne na ekranie dildo, w życiu nie domyśliłbym się, że młody artysta z zarostem udaje Palikota. Okej, spojrzenie obu panów jest bardzo podobne, ale na tym lista podobieństw się kończy. Nie wiem czy zawaliła charakteryzacja, a może dobór aktora nie był odpowiedni, ale Palikota w Palikocie było tyle, co kot (hehe) napłakał.

Roman Giertych. Poznajecie? Ja niestety nie

Niewiele lepszy jest Roman Giertych, którego również trudno doszukać się na ekranie. Grającemu go Tomaszowi Kotowi szczerze współczuję, bo próba naśladowania tak oszczędnej w ekspresji oraz mimice postaci nie należy do prostych zadań. Dlatego efekt końcowy jest poniżej oczekiwań. Zwłaszcza na tle kapitalnego Waszczykowskiego, który jest moim absolutnym numero uno, jeżeli chodzi o całe Ucho Prezesa. Kot to zbyt charyzmatyczny, zbyt utalentowany aktor, żeby stłumić jego naturalną ekspresję i wcisnąć go do betonowej powłoki pana mecenasa.

Szkoda tylko, że serial dalej galopuje w kierunku absurdu à la Świat według Kiepskich.

Trzeci odcinek nowej serii pokazuje fikcyjny ośrodek dla uzależnionych od polityki. Prowadzą go państwo Rokita, co samo w sobie jest świetnym pomysłem. Trafiają tutaj wszelkiej maści zderzaki, liderzy pogrążeni we wstydzie, skorumpowani przedstawiciele publiczni oraz tacy, którzy musieli “ze sceny zejść”, niekoniecznie “niepokonani”. Miejsce przypomina areszt połączony z kompleksem odwykowym oraz salką AA. Świetnie czuje się tutaj zwłaszcza Nelli Rokita, która jest w swoim żywiole. Grająca ją Jolanta Fraszyńska spisała się rewelacyjnie.

W tym tygodniu to Nelli Rokita skradła całe widowisko

Do stałych bywalców ośrodka dołącza Szyszko, Waszczykowski oraz Radziwił – wyrzutki z rządu Beaty Szydło. Ekipa outsiderów opowiada swoją historię, aż przerywa im ON – sam Macierewicz, który przecież również musiał rozstać się ze stołkiem. Antoni nie jest jednak osobą, która pozwoli na jakiekolwiek naruszenie bańki, w której żyje od wielu lat. Zamiast rozpocząć odwyk, były minister obrony przejmuje władzę w ośrodku, zyskując kolejnych popleczników w drodze o władzę.

Ucho Prezesa jak Prison Break? Muszę przyznać, że im bardziej odważnie grają scenarzyści, tym bardziej tęsknię za gabinetem z pierwszego i drugiego sezonu. Trzecia seria jest mocno terenowa, zapuszczamy się do Brukseli, domu Beaty Szydło, a także fikcyjnego ośrodka uzależnień. To ciekawa odmiana. Powiew świeżości. Nie do końca jestem jednak przekonany, czy tego oczekuję po Uchu Prezesa. Bardziej podobał mi się model rytualnych wizyt u prezesa, które służyły obśmianiu aktualnych wydarzeń w kraju. W tym schemacie była metoda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...