Netflix go kupił, bo film nie poradziłby sobie w kinach. Bolesna prawda o The Cloverfield Paradox

Felieton/Film 29.03.2018
Netflix go kupił, bo film nie poradziłby sobie w kinach. Bolesna prawda o The Cloverfield Paradox

Netflix go kupił, bo film nie poradziłby sobie w kinach. Bolesna prawda o The Cloverfield Paradox

Globalny sukces Netfliksa jest czymś absolutnie nie do podważenia. Gigant VoD łatwo podbił rynek seriali, wykorzystując gnuśność tradycyjnych sieci telewizyjnych. Z rynkiem pełnometrażowych produkcji filmowych jednak nie idzie Netfliksowi równie łatwo. Kolejnym dowodem są słowa przedstawiciela studia Paramount o The Cloverfield Paradox.

Nie od dziś wiadomo, że dumnie brzmiące hasło Netflix Original nader często skrywa pod sobą średniej jakości produkcje filmowe, które przed erą serwisów streamingowych trafiłyby z małym sukcesem do niszowych kin lub od razu na rynek TV/DVD. W pewnym momencie sukces Netfliksa stał się swego rodzaju kulą u nogi. Wszyscy mali twórcy chcieli, żeby ich dzieło powstawało pod szyldem Netfliksa. A włodarze platformy, w obawie przed przegapieniem hitu, brali wszystko jak leci, z czego żartował choćby South Park.

Potencjał dystrybucyjny Netfliksa szybko zauważyły wielkie studia filmowe.

Filmy stworzone przez platformę nie będą już mogły ubiegać się o Złotą Palmę w Cannes, ale bądźmy szczerzy – takie ambicje ma niewiele produkcji. Podobnie rzecz ma się z Oscarami, o „czystość” których zabiegają Steven Spielberg i Christopher Nolan. Magiczne wsparcie sprzedaży, jakie ma rzekomo zapewniać zdobyty Oscar, też jest coraz częściej podważane. Statystyki oglądalności gali oscarowej pokazują, że najchętniej śledzone są te produkcje, które już zdążyły odnieść sukces kinowy w Stanach Zjednoczonych.

Wszystko to sprawiło, że Netflix stał się trochę śmietnikiem, do którego wielkie wytwórnie wyrzucają filmy o niskim potencjale sprzedażowym.

Ostatnim przykładem jest właśnie The Cloverfield Paradox.

Jak przyznał Andrew Gumpert, przedstawiciel studia Paramount podczas corocznego sympozjum poświęconego branży rozrywkowej, film w reżyserii Juliusa Onaha nie miał wielkich szans na kinowy sukces:

Film był skończony, więc wszyscy obejrzeliśmy go razem z J.J. Abramsem i jego zespołem. Zdecydowaliśmy, że pewne jego elementy sugerują niewielki potencjał komercyjny w tradycyjnej dystrybucji – wyznał Gumpert.

the cloverfield paradox

Oczywiście, słaba sprzedaż nie musi jednoznacznie oznaczać też słabej jakości filmu (nawet jeśli w przypadku Paradoksu Cloverfield tak jest). Da się jednak zauważyć trend, choćby w działaniach Paramountu. Właśnie to studio sprzedało Netfliksowi prawa do pokazywania Anihilacji poza granicami Ameryki Północnej. Widać więc, że do Netfliksa wysyła się często produkcje science fiction. Stworzone przez reżyserów znanych, ale nie z pierwszej półki, którzy samym nazwiskiem nie zdołają zachęcić widzów do odwiedzenia kin.

Gumpert nie ukrywa zresztą tego, że z punktu widzenia wytwórni było to absolutnie opłacalne zagranie. Tytuł udało się zmonetyzować, a fani Cloverfield też nie mają na co narzekać, bo Paramount pewnie nie zdecydowałby się na dystrybucję do wielu krajów. Pytanie, ile jeszcze produkcji o słabej jakości zdołają wytrzymać klienci platformy VoD zanim powiedzą: „Dość!” i się od niej odwrócą. Ten czarny scenariusz jest na razie odległy, ale marka Netfliksa po raz kolejny ucierpiała.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (28)

44 odpowiedzi na “Netflix go kupił, bo film nie poradziłby sobie w kinach. Bolesna prawda o The Cloverfield Paradox”

  1. Wytwórnia zrobiła dobry biznes i pewnie uratowała się przed kompletną klapą finansową. Film poległ by z kretesem w klasycznej dystrybucji. Dziwie się ,że ktoś z wytwórni dopuścił do realizacji tego “dzieła”. Sam film to niestety SF trzeciej kategorii, bliższe niskobudżetowym telewizyjnym produkcjom. Szczerzę żałuję czasu straconego na jego oglądanie. Nie uważam by Netflix zyskał wizerunkowo na kampanii reklamowej tej produkcji. To samo tyczy się opublikowanej ostatnio “Anihilacji” ,która co prawda jest lepsza od “The Cloverfield Paradox” nadal jednak reprezentuje słabiutki poziom. Strategia Netflix-a może spowodować ,ze zamiast kojarzyć nam się z dobrą rozrywką będzie sprawiał wrażenie śmietnika na niskobudżetowe kolorowe potworki.

    • ” zamiast kojarzyć nam się z dobrą rozrywką będzie sprawiał wrażenie śmietnika na niskobudżetowe kolorowe potworki.”

      Dokładnie takie zdanie mam od dłuższego czasu o tej platformie, a zapowiedzi, że zamierzają wypuszczać 700 filmów rocznie sprawiają, że utwierdzam się w przekonaniu iż lepiej już nie będzie.

      Nie miałbym kompletnie nic przeciwko gdyby sobie klepnęli jakiś jeden/dwa filmy rocznie i zrobili ze dwa/trzy swoje seriale… mogą nawet być to kaszany jakich teraz tam pełno. Nie miałbym gdyby oprócz tego inwestowali w licencje zewnętrznych twórców i dawali produkcje takie jak choćby Bashee, The Killing czy Mob City. Tak aby każdy mógł sobie coś wybrać, a nie być skazanym na te ich zapchaj dziury jak ma to miejsce obecnie.

      • Szczerze mówiąc fajnie by było, gdyby pojawiał się taki jeden film na miesiąc, ale ambitny, pokroju Szóstego Zmysłu, oczywiscie bardziej kameralny, ale ciekawy, raz na kwartał coś mocniejszego, a seriale zamiast czegoś nowego raz na tydzień – raz na miesiąc/dwa. No i zgadzam się, że 2-3 superprodukcje na rok też by pasowały. Lepsze to niż wrzucanie wielu średnich produkcji w przeciągu 1 tygodnia, których i tak nie obejrzę, bo a) będą kiepskie b) nie starczy mi czasu.
        Chociaż tak czy tak Netflix moze sie pochwalic dobrymi produkcjami. Patrz – Altered Carbon, które spodobało się ludziom, Jessica Jones czy właśnie Anihilacja. Te produkcje są raczej ciepło przyjęte, także nie jest tak źle

        • Altered Carbon – obejrzałem, jak na standardy nflixa nie był zły, ale jakoś specjalnie dobry też nie. Spapranej fabuły [względem książki – i tego nie da się niczym wytłumaczyć jak tylko głupotą twórców] nie wybaczę.

          Jessica Jones – generalnie nie przepadam za “komiksówkami”, obejrzałem po całkiem zjadliwym pierwszym sezonie DD [następne to już padaka] i w ogóle mnie nie zachwyciło.

          Anihilacja – nawet nie oglądałem, książka fatalnie słaba, a skoro potrafią spartolić w miarę dobrą [patrz AC], to nawet nie mam zamiaru tracić na to czasu

          nflix ma kilka swoich produkcji które faktycznie jakoś specjalnie złe nie są, można nawet pokusić się o powiedzenie, że były dobre, jak Narcos czy House of Cards. Piszę w czasie przeszłym, bo skończyły się na pierwszych sezonach, Narcos na pierwszym, HoC na drugim. Później to już takie lanie wody bez ładu i składu.

          • Narcos skończył się na pierwszym? nie zgadzam się, każdy sezon był lepszy od poprzedniego.

          • Ok, na tym polegają gusta, mi pierwszy sezon narobił naprawdę sporego apetytu, całkiem przyjemnie się oglądało, drugi pociągnął chyba tylko siłą rozpędu, a trzeciego przyznam nie skończyłem, gdzieś koło 5odc byłem już tak wynudzony, że jak zrobiłem tam pauzę, tak nie wróciłem i jakoś nawet nie mam zbytniej ochoty ;-)

    • oglądałem własnie Anihilacje i oceniam tak na 3+…4 głownie za zdjęcia. Fabuła, pomysł na złożenie oddziału z samych kobiet słabiutkie. Chyba ze specjalnie fabuła poprowadzona by zrobić kolejną część

      • Film jest na podstawie książki, która zresztą ma 3 tomy – więc masz również odpowiedź na pytanie w ostatnim zdaniu ;)

      • Anihilacja zaczęła się świetnie. Filmowe ‘shimmer’ silnie nawiązujące do ‘zony’ sugerowało, iż można by się spodziewać współczesnego Stalkera (taka mieszanka dramatu psychologicznego i wizji artystycznej schowana pod przykrywką sci-fi). Niestety im dalej, tym gorzej, a końcówka tylko dobiła gwóźdź.

      • To taki film, który ma ambicje być traktatem filozoficznym a jest zlepkiem kilku motywów z literatury i filmu okraszonym grafiką komputerową kiepskiej jakości.

  2. Nawet już nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem na netflixie coś mocnego, takiego wartego zapamiętania. Jest ogromna masa filmów/seriali które są nijakie. Nawet nie są złe, żeby po nich jakoś specjalnie jechać, w większości bardziej ambitne od tego co serwuje normalna telewizja. Jednak cały czas to jakieś takie średnio wciągające, średnio wyprodukowane, średnio zagrane, średniaki. Dalej lepsze od krajowo tworzonego contentu, ale średniaki.
    Łapię się na tym, że często myślę że obejrzał bym w końcu coś fajnego, próbuję na netflixie ale kończy się jak dziesięć lat temu na udaniu się do wypożyczalni torrentów

    • Ja myślę, że problemem jest to, że poprzez łatwy i częsty dostęp to filmów i seriali jesteśmy już przesyceni tymi wszystkimi produkcjami, przez co coraz trudniej nas zaspokoić. To trochę jak z jedzeniem ulubionego dania, raz na jakiś czas jest dobrze, ale jeśli zaczniemy jest je zbyt często to nam obrzydnie.

      • Trochę tak. Nie nazwał bym produkcji netflixowych ulubionymi daniami, ale są całkiem “zjadliwe”. Dla mnie ciekawe jest to, że te netfixowe produkcje nawet trzymają jakiś poziom. Zazwyczaj średni, ale i tak o niebo lepszy od tego co serwuje TV linearna. Oni w TV chyba dalej nie czają, że ten rynek zostanie zupełnie zaorany przez streamingi, tak jak było z muzyką.

        Po kilku miesiącach oglądania tylko netflixa próbowałem coś włączyć w TV ale trafiłem na reklamy, denne produkcje pseudodokumentalne i jakiś shit sprzed 30 lat oraz WIĘCEJ REKLAM.

        Niesamowite jak się człowiek szybko przyzwyczaja do dobrego. Zwyczajnie nie jestem już w stanie zdzierżyć zwykłej TV, oglądam tylko jakieś wiadomości i tyle.

        Jeszcze gdyby czasem rozważyli wrzucenie jakiś bardziej kinowych hitów, to by było całkiem przyjemnie

        • Jak już temat zszedł na porównania i to do jedzenia, to dla mnie nflix to taki mcdonald, kompletnie za nim nie przepadam, wolę już burgera z budki, zwyczajnie bardziej mi smakuje. Ale jakiś fenomen -dla mnie nie zrozumiały- tego jest.

          • Całkiem trafne porównanie, ja ustawiłbym to tak:
            netflix – mcdonalds
            niektóre produkcje kinowe lub HBO – burgery z lokalnej knajpki
            TV linearna – kromka z konserwą turystyczną

          • Sundance Channell, TVP Kultura, Planete Plus (dokumenty), Filmbox Arthouse, Mezzo. Wyobrażasz sobie HBO, które wysyła ekipę, aby zarejestrowała balet, operę, festiwal jazzowy? Telewizja wielu obszarach pokazuje niszowe programy. Czy to obowiązek stacji czy nie, nie ma znaczenia. Ważne jest to, że VOD nie robi tego, a niezależni nie zrealizują tego na poziomie.

          • Sundance nie mam więc nie wiem. Może jestem mało “kulturalny” ale TVP kultura jest dla mnie przez 95% czasu antenowego jest nieoglądalne.

            Płatne kanały filmowe postawił bym poza tym zestawieniem, bo tu płacimy ekstra za treści na wyłączność i brak reklam. Zresztą pewnie ich kontent jest lub niebawem będzie dostępny w streamingu. Dla mnie wygodniej jest usiąść kiedy mam chwilę i obejrzeć co chcę, niż zdawać się na los i układ ramówki.

            Pewnie fajnie by było, żeby też miłośnicy festiwali jazzowych i innych mniej lub bardziej niszowych tematów kulturalnych mogli cieszyć się tą formą transmisji. W sumie to chyba nawet taniej coś takiego uruchomić niż kanał TV, rezerwować pasmo na multipleksach czy dogadywać się z kablówkami

  3. Mam wrażenie, że wszystkie “autorskie” produkcje Netflixa są słabe…. wziałem miesiąc na próbe i… nie ma co oglądać.

    • Też miałem takie wrażenie po mięsiącu próbnym nawet zrezygnowałem.

      Na początku system cię “nie zna” i nie podpowiada zbyt sensownych pozycji. Dopiero z czasem “uczy się” co ci się podoba i podpowiedzi są sensowniejsze.

      Polecam zajrzeć na portale typu nflix.pl tam można zapoznać się w bardziej przystępnej formie z katalogiem ich produkcji. Niektóre mają bardzo nie zachęcające ilustracje i średnie trailery, ale po obejrzeniu pierwszego odcinka okazują się całkiem ciekawe

      Zestaw który mnie przekonał do odnowienia subskrybcji: Narcos, Stranger Things, Ozark, Altered Carbon, Glitch, z dokumentów np. Kosmos

  4. Trochę zniechęcony produkcjami typu “CP” albo “Bright” i wyczekiwaniem na nowe sezony ulubionych seriali sięgnąłem po dokumenty. Dirty money, Rotten, Icarus a teraz Cuba Libre Story. Polecam.

  5. A mi się przyjemnie oglądało zarówno Bright jak i The Cloverfield Paradox (z resztą pierwszą “część” też) a nawet Anihilację. Nie są to super filmy, ale na wieczór dla fana sci-fi (który nie jest bardzo wymagający) w sam raz. I bardzo cieszę się, że trafiają właśnie do Netflixa, bo do kina mogło by mi się na nie nie chcieć iść. Oby więcej takich!

    A już niedługo (może nawet jutro – na premierę) mam zamiar usiąść do The Titan i także bawić się świetnie :)

    • Dla bardziej świadomego fana SF to nie są dobre propozycje na wieczór. Gdyby trafiły do kina pewnie odniosłyby spektakularną klapę. Anihilacje jeszcze troszkę się broni, ale oglądanie The Cloverfield Paradox po prostu boli. Bright wypada najlepiej z tej trójki.

      • Pewnie tak. Gdybym wiedział, że ktoś jest fanem sci-fi, ale nie lubi obejrzeć od czasu do czasu filmów klasy B (lub na granicy z tą klasą), to pewnie bym mu nie polecił. Ale dla casualowego, niedzielnego fana hollywoodzkiego kina sci-fi jak najbardziej.
        Co do bólu przy The Cloverfield Paradox – był momentami, bo niektóre sceny były żenujące i absurdalne (np ta z ręką) – mogli by się ich pozbyć i spróbować zrobić to trochę w poważniejszych klimatach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...