Nie dziwię się, że Patryk Vega chce zekranizować tę powieść. Toksyna jest obrzydliwa

Recenzja/Książki 28.03.2018
Nasza ocena:
Nie dziwię się, że Patryk Vega chce zekranizować tę powieść. Toksyna jest obrzydliwa

Nie dziwię się, że Patryk Vega chce zekranizować tę powieść. Toksyna jest obrzydliwa

Gdy redaktor naczelny wielkiego tabloidu pisze powieść, to oczywiście wywołuje to niemałe zamieszanie. Jedni szydzą, inni chwalą i znaczące w tym wypadku jest, że pozytywne i negatywne opinie oddziela często gruby mur poglądów politycznych. A jaka tak naprawdę jest Toksyna?

Gdy czytałem Toksynę autorstwa Sławomira Jastrzębowskiego, to postawiłem sobie jeden cel. Może wydawać się, że to zadanie karkołomne, ale zdecydowałem się oddzielić to, co wiem o autorze, od tego, jaki świat kreuje sama książka.

Toksyna napisana jest bardzo osobliwie. To pierwszoosobowy zapis wycinków życia Sławcia – szefa agencji zajmującej się wizerunkiem. Bohater prowadzi nas przez swoje popaprane życie, jakby opowiadał anegdotki przy wódce. Czasem uraczy opowieścią o miłości, czasem sypnie historią z dreszczykiem. Tylko że Sławciu miłości nie uznaje, a jedyne dreszcze z jakimi ma styczność, to dreszcz strachu ludzi, którym spuszcza łomot i dreszcz depresji, która pojawia się przy okazji przyjmowaniu sterydów.

Toksyna opowiada o życiu spełnionego “karka”.

Sławciu jest spełniony zawodowo, o przysługi proszą go premierzy i ministrowie. Kumpluje się z redaktorem naczelnym brukowca. Ma jednak mentalność osiedlowego karka, dla którego siłownia i ostentacyjny dobrobyt to wszystko, o czym zawsze marzył. Ta dwoistość głównego bohatera jest chyba największym zgrzytem całej powieści, bo daje czytelnikowi jasny sygnał, że Sławuś to tak naprawdę emanacja społecznej niechęci.

Polacy nie przepadają za politykami, nie do końca im ufają. Ale co może być bardziej przerażającego niż wszechwładny biznesmen, który trzęsie światem polityki, sprawiając, iż ta dziedzina życia jest efektem machinacji jednostek pozbawionych kręgosłupów moralnych? A do tego jeszcze jest w głównym bohaterze “koks”, “dresiarz”, “osiedlowy zabijaka” i “kibol”, czy jak go nazwiemy.

Sławcia lubić się nie da.

Tak jak lubić się nie da tej książki. Wszystko tu jest skrajnie wulgarne, słowa na jedenastą literę alfabetu odmienianie są chyba przez wszystkie przypadki. Opisy praktyk seksualnych są często najważniejszymi częściami dialogów, nawet jeśli nie są tematem rozmów. Przemoc wobec kobiet – i przemoc w ogóle – jest “pornografizowana” i jest elementem gry między płciami. Wszystko tu jest tak niesmaczne, że robiąc sobie przerwy od czytania, musiałem zmuszać się, żeby znowu włączyć czytnik.

I mimo tego wulgarnego języka i bardzo powierzchownej formy, powieść jest bardzo sprawnie napisana. Przypomina strumień nieskładnych myśli, wyraża chaos myślenia i rozterek głównego bohatera, ale forma ma pewien rytm. Przyznam, że trochę mnie to zaskoczyło, bo widać tu wprawę, dojrzałość i celowość języka powieści.

Dość powiedzieć, że Toksyna wywołuje ciarki zażenowania i spazmy obrzydzenia, ale nie robi tego mimochodem. Ta powieściowa pornografia odpycha i nie pozwala poczuć się komfortowo. Ani przez chwilę. I brnie się przez te karty, aż do znienawidzenia słowa pisanego, aby dowiedzieć się, jaki był w tym cel, co kryje się pod tym festiwalem prostactwa, pornografii, wulgarności, przemocy. Ja doczytałem do końca i już wiem.

Nic.

Tam nic nie ma pod spodem. Jest tylko obrzydzenie, które bywa absolutnie realne i książka w jakiś pokraczny sposób spełnia swoją rolę, ale nie kryje w sobie czegokolwiek, co wyjaśniałoby uderzania w ten jeden, konkretny klawisz. Nie ma celu dla przedstawienia głównego bohatera w taki sposób i w takich sytuacjach. Ten anty-superbohater – bo w innych kategoriach nie można rozpatrywać postaci, który uleczył niepełnosprawne dziecko, spuszczając mu łomot – pokazuje może współczesne lęki, ale nie oszukujmy się, to raczej nędzny zabieg, nawet w dyskursie publicznym.

Jeśli czegoś uczy Toksyna, to tylko tego, że szokowanie dla samego wywoływania negatywnych emocji jest zupełnym nieporozumieniem. Bo uczucie obrzydzenia można wywołać otworzeniem próżniowego pudełka, które od miesięcy leżało na dnie lodówki w korporacji. Uczucie to samo, ale nie nazwiemy tego przecież arcydziełem. Prawda?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

12 odpowiedzi na “Nie dziwię się, że Patryk Vega chce zekranizować tę powieść. Toksyna jest obrzydliwa”

  1. Nie czytałem książki, ale autor mnie nią zainteresował więc trafia na listę, zapowiada się ciekawie, jeśli taka będzie, to na film idę w ciemno. Dzięki za zajafkę ;-)

  2. A i tak będzie bestseller. Botoks i reszta tego chłamu pokazała, że niestety Janusze lubią skoki narciarskie, Lewandowskiego i filmy Vegi.

    • A Ty jako dumny Marcin gardzisz skokami bo tylko curling i squash to prawdziwe sporty, zamiast Lewandowskiego interesujesz się 4 ligową afrykańską ligą amatorką bo tam grają prawdziwe talenty a nie wymuskane laleczki, a TV jest be i jeśli już to tylko niskobudżetowe węgierskie produkcje filozoficzne…. a idź Pan w chu…. i daj lubić ludziom to co sprawia im radość.

      • Curling jest nudnawy, ale warto czasem zawiesić oko. W squasha nigdy nie grałem, więc nie ocenię. Zamiast Lewandowskiego maltretuję się polską Ekstraklasą.
        Filmów węgierskich nie znam, ale fakt, telewizji nie oglądam od jakichś 5-6 lat. Polecam, niczego nie stracisz.
        Co do ostatniego zdania, to “w chuj” się nie wybieram, a moje przesłanie brzmiało dokładnie tak, że i tak większość narodu to obejrzy (jeśli powstanie ekranizacja), więc chyba właśnie zrobiłem coś odwrotnego niż zabranianie. Oddychaj bo napinanie się jest niebezpieczne dla zdrowia.

        • Do napinania raczej mi daleko, sęk w tym, że męczące są już teksty pokroju “to chłam” ” to dla Januszy”, “tym tylko Grażyny się jarają” itd. Powiedz mi proszę w takim razie co jest złego w tym, że jakiś człowiek lubi skoki narciarskie, Lewandowskiego (ską?) czy filmy Vegi? Wszyscy wiedzą, że taki botoks czy ww. ksiązka to rozrywka niskich lotów ale jednak rozyrywka. Nigdzie nie napisałem, że czegoś zabraniasz. Bardziej chodziło mi o to abyś dał ludziom czerpać radość z tego co lubią robić i oszczędził określeń typu “Janusz”, nawet jeśli w Twoich oczach jest to chłam.
          Ziomek, jaraj się dalej Ekstraklasą, mimo, że dla mnie piłka jest nieatrakcyjna jako sport to życzę Ci abyś jak najwięcej radości z tego miał. Jaraj się czym chcesz i kiedy chcesz. Póki mnie w to nie mieszasz, życzę Ci naprawdę szczerze, abyś dobrze się przy tym bawił. Przyznasz, że całkiem rozsądne podejście.

          • Bardzo rozsądne, popieram. I szczerze gratuluje umiejętności merytorycznej dyskusji.
            Co do nazywanie ludzi Januszami masz rację, poniosło mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...