Spielberg nadal uważa, że podział na filmy telewizyjne i kinowe ma znaczenie. Zupełnie tego nie rozumiem

Felieton/Film 22.03.2018
Spielberg nadal uważa, że podział na filmy telewizyjne i kinowe ma znaczenie. Zupełnie tego nie rozumiem

Spielberg nadal uważa, że podział na filmy telewizyjne i kinowe ma znaczenie. Zupełnie tego nie rozumiem

Steven Spielberg to osoba, którą zaliczam w swojej głowie do największych czarodziei kina. Nie dziwię się jego niechęci do mody na konsumpcje filmów w usługach VoD. Choć zdecydowanie się z nią nie zgadzam.

Temat wyższości klasycznej formy dystrybucji filmów nad tak zwanym streamingiem jeszcze długo nie przycichnie. Ostatnim głosem w toczącej się dyskusji na temat przysłowiowej wyższości Wielkanocy nad Bożym Narodzeniem zabrał Steven Spielberg na łamach ITV News. Reżyser stwierdził, że dla niego filmy produkowane przez Netfliksa czy Amazona to filmy telewizyjne. A zatem nie powinny być brane pod uwagę w kwestii nominacji do Oscarów, a do nagród Emmy.

Spielberg ma tu oczywistą rację. Usługi VoD to w zasadzie nowoczesna telewizja, ewentualnie jej suplement. Biorąc pod uwagę ustalone przez dekady zasady gry, faktycznie filmy produkowane przez cyfrowych dystrybutorów nie powinny być brane pod uwagę przez Amerykańską Akademię Filmową. Nawet mimo trików w postaci bardzo ograniczonej kinowej dystrybucji streamingowych filmów, którą zdążył już skrytykować Christopher Nolan.

Netflix wydaje się nie przejmować całym zamieszaniem. Jeszcze w tym roku zamierza wydać 700 filmów i seriali, a niedawno zdobył swojego drugiego Oscara. Zdaniem Spielberga ta masowa produkcja filmów zaszkodzi kreatywności filmowców. Zupełnie nie rozumiem takiego spojrzenia.

Różnica między filmem kinowym a telewizyjnym właściwie zawsze była umowna.

Czym różni się film telewizyjny od kinowego? Tak właściwie to budżetem i – w pewien kosmetyczny sposób – realizacją. Kinowe filmy rejestrowane są w proporcjach umownie określanych jako 21:9 (faktycznie proporcje nieco się różnią), zaś telewizyjne niegdyś 4:3, a obecnie 16:9. Zapewnione są też im większe pieniądze na produkcję, z bardzo prostej przyczyny: dodatkowe wpływy z tytułu dystrybucji kinowej.

Słowa dodatkowe użyłem z premedytacją. Budżet filmu kinowego uwzględnia potencjalne wpływy ze sprzedaży praw do emisji w telewizji, w usługach VoD oraz sprzedaży płyt DVD i Blu-ray. A więc i tak trafiają w efekcie na nasze telewizory.

Na domiar złego, trudno się dziwić entuzjastom kina. Bez żadnej wątpliwości oglądanie filmu w kinie w pewien sposób intensyfikuje doznania z seansu. Ta cała celebracja wydarzenia, ten wielki ekran i ciemna sala wpływają na postrzeganie oglądanej produkcji. Ja jednak doceniam też oglądanie filmu w domu. Na dużym wyświetlaczu UHD z odpowiednim nagłośnieniem, na wygodnej kanapie i na swoich warunkach. Czy tracę coś z oglądanej produkcji? Moim zdaniem: absolutnie nie.

Steven Spielberg ma rację: filmy streamingowe nie zasługują na Oscary. Ale tylko z uwagi na sztuczny, umowny podział.

Umówmy się, wypuszczanie filmu do kin w jednym kraju na kilkanaście dni lub kilka tygodni to oczywiste naginanie zasad, by móc załapać się do oscarowych nominacji. Bez żadnej wątpliwości produkcje Netfliksa i Amazonu to produkcje telewizyjne, nie kinowe. Spielberg nie popełnia żadnego błędu w swojej ocenie.

To jednak od dawna sztuczny podział. Filmy telewizyjne niejednokrotnie zawierają w sobie więcej magii lub rozmachu niż produkcje, które najpierw trafiają do kin. Niedawno byłem w kinie na najnowszej superprodukcji Spielberga, jaką był Player One. Bawiłem się doskonale. I wprost nie mogę się doczekać, kiedy w zaciszu domowym będę mógł umieścić płytę Blu-ray w odtwarzaczu, by przeżyć tę przygodę jeszcze raz. Zgadzam się, że jakość sprzętu audiowizualnego wpływa na percepcję filmu, tak jak i stosowne podejście do seansu. Ale przecież jedno i drugie możemy zapewnić sobie w domu. W tym używając aplikacji Netflix, Showmax czy Amazon Prime Video.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

19 odpowiedzi na “Spielberg nadal uważa, że podział na filmy telewizyjne i kinowe ma znaczenie. Zupełnie tego nie rozumiem”

  1. Większość filmów kinowych zwłaszcza jeśli chodzi o kino akcji jest zwyczajnie kiepska przez ograniczenia wiekowe i ich wydumane zasady. Od lat seriale przegoniły w złożoności fabuły i wykonania filmy kinowe. Do tego poprawność polityczna kierująca ludźmi którzy rozdają nagrody sprawia że na ekranie nie porusza się wielu tematów lub wprowadza aktorów że względu na ich kolor, a nie umiejętności. Nic dziwnego że ci starzy datą niechętnie patrzą na serwisy streamingowe.

  2. Filmy p r o d u k o w a n e (nie tworzone) z przeznaczeniem dla TV – kina przymusowego – to klęska kinematografii jako całości. Filmy dla TV są często przyjmowane dla emisji na zasadzie; “Niech pan zakupi prawo emisji za 5000 zł, a ja panu pod stołem zwrócę 2000 zł.”

  3. Kiedyś rozróżnienie na film kinowy a telewizyjny było dość oczywiste. Można było to sprowadzić do kilku charakterystycznych cech:

    kinówka: większy budżet, znane nazwiska na pierwszym planie, produkcja nastawiona na zarabianie z biletów [co w pewien sposób wymuszało aby po prostu była dobra -scenariusz, gra aktorska etc]

    telewizornia: mały budżet, znane nazwiska ewentualnie w paru miejscach, produkcja nastawiona na zarabianie z reklam [ma przyciągnąć widza ale też nie ma specjalnie dużych wymagań co do “jakości”].

    Dziś produkcje kinowe bardzo się zrównały do tych telewizyjnych, tutaj w większości wypadków postawiono na plastik fantastik [efekty, lasery, wybuchy…] niż całą resztę. Zostały tylko “wielkoformatowe nazwiska”, chociaż te coraz częściej goszczą na małych ekranach w rolach głównych, więc znów pewna unikalna cecha jest zacierana.

    “Zdaniem Spielberga ta masowa produkcja filmów zaszkodzi kreatywności filmowców. Zupełnie nie rozumiem takiego spojrzenia.”

    Przecież to oczywiste. Już teraz klepie się remeaki remeaków. Schematy utarte do bólu. Praktycznie nie ma powiewu świeżości… bo jak może być skoro klepie się pierdzilart filmideł w ciągu roku? Kiedyś było takie studio filmowe które nazywało się Asylum, trudniło się produkcją podróbek kinowych hitów, a często również klap. Dziś rolę tej fabryki badziewia przejął Netlfix, i zamierza ich jak szumnie zapowiada pobić.

    • To nie wina Stefana. On mówi to ze swojej perspektywy. Zauważ, że te „głośne” hity lądujące na Netflixie to gnioty, którymi nikt by się w kinie nie zaintersował. Oglądalność mają świetną… bo są, ale nawet kupując dostęp na miesiąc nie kupujesz dla tego konkretnego filmu, nie oglądasz tylko tego jednego, a potem rezygnujesz Jak jest słaby to znajdziesz coś innego, straty nie odczujesz.
      Seriale to jeszcze inna broszka. Tam z założenia jest czas na wiele płaszczyzn fabuły. Inne prowadzenie narracji.

      • “Jak jest słaby to znajdziesz coś innego, straty nie odczujesz.”

        Ależ odczuję, jeśli nie ma w ofercie kompletnie nic co mnie zainteresuje. I tak mam kolejny już miesiąc, w efekcie czego po prostu zrezygnowałem. Nie będę płacił za coś co mi sie nie podoba, tym bardziej oglądał tego na siłę. Tylko dlatego, że jest.

        Podejrzewam, że większość klientów netflixa ma takie bezkrytyczne podejście jak Ty, wiedzą [jak sam napisałeś] że dostają chłam, ale oglądają ten chłam i płacą… bo płacą. Taki syndrom Sztokholmski. I właśnie przez takie podejście mamy co mamy. Nie to, to nie wina Stefana. To wina bezkrytycznych zombie które połkną wszystko co im się poda.

        • Na tym to polega. Podpinasz kartę i zapominasz. Nie kosztuje majątku, nawę nie odczuwam, czasem coś obejrzę (osobiście lubię dział kino nagrodzonę trochę jak Paramount i TNT bez reklam). Płacę za możliwość, okazje, wygodę. Tego nawet nie kwestionuje. Bardziej martwią mnie zachwyty nad Brightami, Anihilacjami i Pardoksami, jako świetnym/dobry kinem. Netflix ma kilka niezłych seriali i jako producent seriali są całkiem ok. Gorzej z filmami. Kiedy po długim czasie wziąłem się za „wstrząsający” obraz Jolie o Kambodży spodziewałem się zgnojenia na poziomie europejskiego kina. Dostałem smutną pocztówkę.

  4. Filmy telewizyjne mają zupełnie inne cele. Zauważ, że film produkowany do kina ma zupełnie inną ścieżkę jaką zarabia na siebie. On musi być dobry, bardzo dobry lub wybitny. Na kiepski film, a wiadomo o tym już w pierwszym tygodniu nikt nie pójdzie. Kino wymaga poświęcenia czasu. Jego opłacalność zależy od poziomu. Film telewizyjne (a streaming w szczególności) nie muszą. Oczywiście może być to dzieło wybitne, jak najbardziej, ale film telewizyjny wystarczy, gdy jest ok, bo taki film ogląda się mniej zobowiązująco. Od samego początku film telewizyjny ma inne przeznaczenie inne wymagania i cele. Coś co w telewizji wyróżnia się, wyróżnia się na tle… pozostałych produkcji telewizyjnych, produkcji, które nie muszą angażować widza w takim samym stopniu (choć mogą). Film telewizyjny/streaming dostajesz w pakiecie. Nie płacisz za jeden konretny film, a za pakiet filmów (serwis/program), dlatego też serwisu nie ocenisz na postawie recenzji jednego konkretnego filmu, a oferty na przestrzeni tygodni. Dlatego telewizja rządzi się innymi prawami, stawia inne wymagania i inne założenia są na początku pracy nad takim filmem.

    • “On musi być dobry, bardzo dobry lub wybitny”
      Nie musi. Musi mieć dobry marketing, a czasem nawet i bez tego da radę. Ludzie nie mają wysokich wymagań wobec filmów. Gdyby było inaczej nie dominowałyby na ekranie filmy superbohaterskie i komedie.

      Jako przykład Blade Runner 2049 – wspaniały film sci-fi i godna kontynuacja klasyka sprzed lat. I się nie sprzedał.

      Z drugiej strony Ostatni Jedi. Miliony widzów i zysków, mimo że to film kiepski, a odarty z marki Star Wars byłby filmem klasy B.

      • Jasne, tylko co ma Stefan powiedzieć? A dobra, nie ma sensu, filmy stają się durne, wtórne, bez sensu, zrównamy to? Oczywiście mainstream kinowy czy zajeżdżanie Marek jak przytoczone przez Ciebie Star Warsy to dominujące kino. Blade Runner wyszedł w czasie kiedy cała jego kategoria została zdominowana przez puste, wtórne, głupie lub tylko widowiskowe produkcje. Ale czy to znaczy, że nie należy to równać? Jest źle, ale pojawiają się takie produkcje jak „Trzy billboardy(…)”, „Dunkierka”, „Kształt wody”, a w opozycji do tego mamy filmy zrealizowane czy zakupione przez Netflixa (bynajmniej sprzedane nie z dobroci serca wytwórni ani nie dlatego, że to epokowe opus wszyscy winni zobaczyć) jak Bright czy Paradoks czy Anihilacja. To, że wiele, a niech nawet będzie, że większość produkcji kinowych jest na typ poziomie nie powinno dawać przyzwolenia, aby te filmy, które się wyróżniają stawiać z nimi w jednym szeregu.

  5. “Spielberg nadal uważa, że podział na filmy telewizyjne i kinowe ma znaczenie. Zupełnie tego nie rozumiem” – otóż na filmy kinowe chodzi się do kina, a filmy telewizyjne w zdecydowanej większości nie trafiają do kina, za to do tv. Rozumiem Spielberga. Dziękuję :)

  6. “Spielberg nadal uważa, że podział na filmy telewizyjne i kinowe ma znaczenie.”

    Jeżeli chodzi o rozdział pomiędzy tanio produkowanym łajnem a filmami kinowymi to się zgadzam.

  7. Jakby Spielberg poszedł parę razy do kina na premierę hitu, poczuł wszechobecny smród popcornu, hałas otwieranych paczek z czipsami, rozmowy przez komórki, ponad 20 minutowe bloki reklamowe, lepiące się od coli podłogi, czasem fotele i inne “atrakcje” to by zrozumiał czemu streaming ma się coraz lepiej. Siedzę u siebie w domu, ubrany w co chcę, mam ciszę, spokój i wygodę.
    I właśnie dlatego coraz mniej chodzę do kina.

  8. być może nie rozumiesz, dlatego że nie pracujesz od dziesiątek lat w Hollywood i nie zdobyłeś kilku Oscarów swoją pracą?

  9. Jak ktoś uważa że jest inaczej niż mówi Spielberg, to proponuję pomyśleć i wygrzebać z pamięci tytuł filmu telewizyjnego za którego obejrzenie zapłaciłby 25 złotych.

  10. Tak, to podział czysto umowny. Filmy powinny być oceniane jako filmy, po prostu filmy, nie jako filmy kinowe czy telewizyjne.
    Ludzie lubią sobie tworzyć sztuczne podziały aby coś uwartościowić.
    To jest jak z podziałem na profanum i sacrum… mimo że umysł i duchowość należą do świata fizycznego.
    Albo podział na umysł i ciało, mimo że umysł jest fizyczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...