Pitbull. Ostatni pies nie zastąpi kultowych Psów, ale to powrót serii, na jaki wszyscy czekali

Recenzja/Film 16.03.2018
Nasza ocena:
Pitbull. Ostatni pies nie zastąpi kultowych Psów, ale to powrót serii, na jaki wszyscy czekali

Pitbull. Ostatni pies nie zastąpi kultowych Psów, ale to powrót serii, na jaki wszyscy czekali

Pitbull powrócił. Za sterami stanął już nie Patryk Vega, a reżyser, który polskie kino sensacyjne ma we krwi. Jak wypada Pitbull. Ostatni pies?

Złośliwie można by powiedzieć, że po Niebezpiecznych kobietach i tym wszystkim, co nawyczyniał ostatnio w polskim show-biznesie Patryk Vega, zastąpić go nie będzie trudno. Bo i chyba na wielu twórców oraz na wiele filmów spojrzeliśmy łaskawszym okiem, po tym, co zobaczyliśmy w Botoksie. Trzeba jednak sobie jasno powiedzieć, że Vegę na stanowisku reżysera serii Pitbull zastąpił nie byle kto.

Uczynił to sam Władysław Pasikowski, twórca kultowych Psów i takich filmów jak Reich czy Kroll, a więc weteran polskiego kina sensacyjnego.

Do projektu zaprosił ekipę znaną z pierwszego Pitbulla i serialu, czyli produkcji, które nakręcił Vega. Do swoich ról wrócili Marcin Dorociński, Rafał Mohr, Krzysztof Stroiński czy Michał Kula. Pierwsze Pitbulle, ten filmowy i serialowy, to naprawdę dobre kino rozrywkowe. Mocne, prawdziwe, szczere, bezpretensjonalne. Nowe porządki Patryka Vegi wyszły nie najgorzej, ale już dało się wyczuć chaos, w jaki coraz bardziej popada ten twórca. Niebezpieczne kobiety to z kolei film zły, którym Vega udowodnił, że jego dzieła stają się swoją własną karykaturą.

Na szczęście Pasikowski wiedział, co zrobić z powrotem serii Pitbull. Świetnie udało mu się odtworzyć czy raczej zachować klimat historii, którą widzów urzekł Vega.

Już sam fakt, że w roli Despero możemy ponownie zobaczyć Marcina Dorocińskiego, sprawia, że robi nam się cieplej na serduchu. Aktor był i jest w tej roli fenomenalny, autentyczny. Teraz Desperski będzie działał pod przykrywką. Policjant musi odkryć, kto zabił jednego z nich. Despero wmiesza się w wojnę pomiędzy dwoma konkurencyjnymi gangami działającymi w stolicy. Jego szefem w tym półświatku będzie Gawron, grany przez Cezarego Pazurę, który swoje serce oddał Mirze (w tej roli Doda).

pitbull ostatni pies

Większość z was pewnie zastanawia się, jak Dorota “Doda” Rabczewska wypadła w swojej roli.

Przyznam, że miałam pewne obawy, jeśli chodzi o jej udział w filmie. Doda mówi w specyficzny sposób, cały jej image jest mocno charakterystyczny. I choć artystka zagrała trochę samą siebie, jeśli chodzi o pazur i bezceremonialność, to wyszło jej to naprawdę dobrze. A trzeba sobie powiedzieć, że to nie jest jakaś tam mała rólka. Rabczewska gra w Ostatnim psie pierwsze skrzypce, jest jedną z głównych postaci. Oprócz Despero właściwie najważniejszą. Jej bohaterka to silna kobieta, która musi odnaleźć się w męskim świecie. W świecie, w którym nie ma miejsca na łzy, wątpliwości i złe decyzje.

Ale nie tylko ona odczuje bezwzględność tej rzeczywistości, za którą stoją duże pieniądze zarobione w myśl zasady po trupach do celu. W niebezpieczeństwie będą wszyscy.

I choć te okoliczności nie są sprzyjające, to świetnie było znowu zobaczyć Nielata (teraz już Quantico!), Despero i Metyla w akcji. Rozczulić potrafi nawet sam Barszczyk, jeden z najbardziej znienawidzonych funkcjonariuszy nie tylko przez swoich kolegów, ale i przez widzów. Pasikowskiemu i aktorom udało się wykreować atmosferę, za którą publika tęskniła. Jest brutalnie, jest mocno, ale są też niezłe żarty. Widać więzi pomiędzy tymi bohaterami. Tak, jakby przez lata nic się nie zmieniło. Tak jakby – oprócz paru dość upierdliwych nawiązań do postaci Stramowskiego z Nowych porządków, żeby jakoś pokazać ciągłość fabularną – tych nowych Pitbulli Vegi nie było.

Aż chciałoby się wrócić do serialowego Pitbulla i przeżyć to jeszcze raz.

Pitbull. Ostatni pies nie będzie nowymi Psami, bo teksty nie mają aż takiego potencjału, ale to dobre, sensacyjne polskie kino. Przemyślane, nieprzesadzone. Pasikowski dał tej serii wszystko to, o czym Vega ostatnio zapomniał. I wyszło to Pitbullowi na dobre.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Legiony” mają najlepsze sceny batalistyczne w polskim kinie od dekad. Szkoda, że scenariusz filmu nie jest równie dobry

Polskie kino historyczne w ostatnich latach przeżywa swój ilościowy rozkwit. Na szczęście „Legiony” wyróżniają się na tle innych tego typu produkcji robionych pod gust wycieczek szkolny. To całkiem sprawny, nieźle zagrany film, który zapisze się w historii polskiej kinematografii przede wszystkim pomysłowymi i efektownymi scenami batalistycznymi.

Recenzja/Film 20.09.2019

Dołącz do dyskusji (14)

24 odpowiedzi na “Pitbull. Ostatni pies nie zastąpi kultowych Psów, ale to powrót serii, na jaki wszyscy czekali”

  1. Pasikowski uratował jego honor. Jeżeli ktoś lubi ostatnie filmy Vegi a potem katuje Youtuba w poszukiwaniu najlepszych tekstów Oświecimskiego, to ten film nie jest dla niego. I dobrze… Ostatni Pies to powrót do rasowego Pitbulla i dobrego, mocnego kina. Pewnie nie zrobi takiego kasowego sukcesu jak filmy Vegi.. no ale co się spodziewać po kraju widzów, w którym szczyty oglądalności zdobywają paradokumenty “Szkoła” i “Trudne Sprawy”.

  2. Jeden pitbull, no dobrze dwa, ale teraz to już przesada. I jeszcze ten pasikowski. Lepiej pójść na basen niż do kina

  3. No nie wiem. Jednak kompletnie nie zachwyca. Czemu znowu oglądając takie kino mam wrażenie ze cała ta wielka mafia to 4 osoby i pies? Czemu boss chodzi robić brudna robotę sam? Czy szef banku cała kasę klientów trzyma w domu w skarpetkach? Vega przyzwyczaił widza do kompletnego braku logiki ale myślałem ze pasikowskiemu to jednak ktoś scenariusz napisał a nie ze wymyślali go w trakcie kręcenia….

  4. Tylko kobieta mogła napisać o pierwszym “Pitbullu”, że to kino rozrywkowe ;-) Pewnie dziewczę przy recenzowaniu “Katynia” napisałoby, że to wyborna komedia romantyczna ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...