Żywe trupy, Obcy, Hellraiser – najlepsze serie horrorów w historii kina

Top/Film 09.03.2018
Żywe trupy, Obcy, Hellraiser – najlepsze serie horrorów w historii kina

W kinach możemy oglądać horror “Nieznajomi: Ofiarowanie” – jest to kontynuacja świetnego filmu z 2008 roku. Jako że każdy z nas lubi się bać, przynajmniej raz na jakiś czas, zebrałem najlepsze znane mi serie horrorów w historii kina. 

Obcy

Od tej serii zaczęła się moja przygoda z horrorem. Pierwszą odsłonę, czyli “8. pasażera Nostromo” w reżyserii Ridleya Scotta, obejrzałem ukradkiem mając jakieś 10 lat. Nigdy wcześniej nie widziałem niczego tak przerażającego i w sumie do dziś pierwszy “Obcy” mrozi mi krew w żyłach. Jest coś absolutnie obezwładniającego w tej klaustrofobicznej przestrzeni statku kosmicznego, wąskich korytarzach i perfekcyjnej maszynie do zabijania, która poluje z ukrycia i nigdy nie wiadomo, kiedy uderzy.

A gdy dodamy sobie do tego wygląd Obcego, który powstał w głowie H.R. Gigera i jawi się jako postać z najbardziej chorych koszmarów, to daje nam to naprawdę wyjątkową serię, która nawet w swoich słabszych momentach potrafi przestraszyć najbardziej twardych zawodników.

Ostatnio Ridley Scott próbował obedrzeć sagę o Obcym z warstwy horroru i skierować ją w stronę przeintelektualizowanego science-fiction, ale dla mnie to zawsze będzie przede wszystkim mistrzowski horror z sci-fi w tle.

Żywe trupy George’a  A. Romero

To bez wątpienia jedna z najważniejszych serii w historii popkultury, nie tylko dlatego że przedstawiła masom postać zombie, ale też był to pierwszy horror, który starał się poruszać tematy społeczne (prawie 50 lat później z podobnej ścieżki skorzystał Jordan Peele w “Uciekaj!”). Część pierwsza odnosiła się do rasizmu i traumy wojny w Wietnamie. Druga odsłona z kolei porusza temat konsumpcjonizmu, a trzecia mówi o zaniku komunikacji międzyludzkiej itd. To oczywiście nadal filmy o żywych trupach, ale dobrze czasem wiedzieć, że oglądamy coś, co stara się nam opowiedzieć coś więcej niż tylko kolejną historię o zjadaniu mózgów.

Halloween

Od tej serii tak naprawdę wszystko się zaczęło. Wprawdzie nie była to pierwsza horrorowa franczyza, ale żadna wcześniej nie zyskała aż tak kultowego statusu i nie stała się symbolem pokolenia. “Halloween”, poza udanymi kreacjami aktorskimi w części pierwszej (a to w horrorach rzadkość), odznaczał się solidną reżyserią oraz oczywiście przedstawieniem jednej z najbardziej kultowych postaci w popkulturze, czyli Michaela Myersa. Film przedstawił też pierwszą silną kobietę w tym gatunku (niezawodna Jamie Lee Curtis), co również w swoich czasach było postępowe.

Obecność

To najświeższa horrowa seria (rozpoczęła się w 2013 roku), ale z miejsca trafiła do moich ulubionych. Tak jak film “Noc żywych trupów” przedstawił zombie masowej publiczności, a “Halloween” spopularyzował schemat młodzieżowych horrorów i zamaskowanych maskotek-zabójców, tak “Obecność” przeniosła gatunek horrorów na wyższy poziom, pokazując, że mogą to też być produkcje dopieszczone od strony wizualnej, a wręcz można je nazwać dziełami sztuki. “Obecność 2” poszła zresztą jeszcze dalej wprowadzając do serii element dramatu rodzinnego i emocjonalnej opowieści. Stąd też wielki sukces “Obecności” nie powinien nikogo dziwić – jest to jedna z najbardziej kasowych horrorowych serii.

Hellraiser

Ze wszystkich horrorowych franczyz największą słabość mam do “Hellraisera”, głównie ze względu na najbardziej niesamowitą postać-maskotkę, czyli Pinheada. Ani Freddy Kruger, ani Michael Myers nie mogą się równać z Pinheadem. Jest przerażający, wyjęty rodem z piekielnego koszmaru. A sama seria funkcjonuje sobie nawet nieźle do dziś, w lutym 2018 roku “Hellraiser: Judgement” pojawił się w serwiach VOD. Jest to obecnie nisza, ale ma swoje grono wiernych fanów i dzięki temu długie życie.

Martwe zło

Ta seria nie tylko stała się nieoczekiwanym obiektem kultu, ale też uczyniła z jej twórcy, Sama Raimiego, istotną personę w Hollywood. “Martwe zło” wyrosło z popularności straszaków dla nastolatków, które na przełomie lat 70. i 80. zaczęły zdobywać masową wyobraźnię. Raimiemu udało się stworzyć dzieło pełne pasji, ale też i poczucia humoru oraz dystansu. Cała seria przeszła ciekawą drogę – od niskobudżetowego debiutu, po sequel, który można uznać za swoisty remake, następnie część trzecią, która totalnie zmieniła ton i skalę, aż po kolejny remake w reżyserii Fede’a Alvareza i spin-off w postaci serialu “Ash kontra martwe zło”.

Piła

To o tyle ważna seria, że rozpoczęła erę renesansu horrorów w Hollywood. Po latach nieudolnych prób traktowania tego gatunku jak kolejnego produktu z fabryki snów, twórcy “Piły” zrezygnowali z rozmachu, dosłowności i dużego budżetu na rzecz produkcyjnej ascezy, intrygującego pomysłu i zupełnie innego podejścia do przemocy.

Od “Piły” rozpoczęła się moda na torture porn, czy się to nam podoba, czy nie. “Piła” jako seria jest, jak każda horrorowa franczyza, jest potwornie nierówna. Część pierwsza była powiewem świeżości i stawiała ciekawe, filozoficzne pytania i wartość ludzkiego życia oraz zaskakiwała szokującymi zwrotami akcji. Kolejne odsłony były coraz bliższe dna, choć nieoczekiwanie część szósta okazała się dość niezła i zaskakująca.

Istnieje też teoria spiskowa, że ponoć Jigsaw to dorosły Kevin z filmu “Kevin sam w domu”, który tak wykorzystuje swe doświadczenia z dzieciństwa. I coś w tym jest.

Oszukać przeznaczenie

Pozornie “Oszukać przeznaczenie” to typowy komercyjny straszak dla młodzieży, ale tak naprawdę seria ta prowadzi ciekawą zabawę z widzem, eksploatując lubowanie się mas w nieszczęściach. Mas, które łakną obserwować w jaki sposób giną kolejne postacie. Poza tym seria ta zatoczyła ciekawy krąg, albowiem ostatnia część dość nieoczekiwanie okazała się być… prequelem części pierwszej.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...