Spędziłem z Jessicą Jones cały dzień i pół nocy. Już wiem, kto jest jej największym przeciwnikiem

Recenzje/Seriale 09.03.2018
Nasza ocena:
Spędziłem z Jessicą Jones cały dzień i pół nocy. Już wiem, kto jest jej największym przeciwnikiem

Spędziłem z Jessicą Jones cały dzień i pół nocy. Już wiem, kto jest jej największym przeciwnikiem

Spędziłem z Jessicą Jones cały dzień i pół nocy. Jestem równie zaskoczony, co zmęczony najnowszą produkcją ze stajni Marvela. Netflix odszedł od utartego schematu. Nie wiem, jednak czy to była dobra decyzja.

W tekście znajdą się małe spoilery z 2. sezonu Jessiki Jones.

Nowa seria budziła we mnie mieszane uczucia już po seansie pierwszych pięciu odcinków. Nie do końca byłem zadowolony z tego, że po raz kolejny u Marvela wałkowana jest przeszłość głównej bohaterki. Jessica nadal drąży temat tajemniczej organizacji IGH i tragicznego wypadku, w którym w młodości brała udział.

jessica jones 2 sezon recenzja serial na dzien kobiet

Powrót do przeszłości.

Punisher nie ma prywatnego życia w ogóle i egzystuje poza granicami prawa. Diabeł z Hell’s Kitchen jest za dnia prawnikiem, a Iron Fist prezesem Rand Corporation. Dla nich jednak normalne zawody są wyłącznie przykrywką. Jessica Jones nie ma zaś swojego alter-ego. Nie chce być bohaterką. Chce żyć.

Jess ma serce we właściwym miejscu, ale w przeciwieństwie do Luke’a Cage’a nie jest bojowniczką o wolność i lokalną patriotką. Często sama nabija się z tego, że jej codziennością jest łojenie whiskey i tropienie niewiernych kochanków. Widać jednak, że zarabia, robiąc coś, co naprawdę lubi.

Tym bardziej szkoda, że w 2. sezonie się cofa. Miałem nadzieję, że będziemy mogli obserwować ją właśnie przy tej normalnej pracy. W końcu jest jedną z niewielu postaci ze stajni Marvela, która zamiast ratować świat, woli egzystować po cichu i funkcjonować w ramach normalnego społeczeństwa.

jessica jones 2 sezon recenzja serial na dzien kobiet

Nic z tego.

Nowy sezon skupia się niemal w całości na grzebaniu w przeszłości. Zaliczam jednak na plus fakt, że twórcy odeszli od totalnie utartych schematów, a w rezultacie pod względem prowadzenia narracji Jessica Jones w 2. serii zdecydowanie różni się od pozostałych serialowych produkcji Marvela.

Od dłuższego czasu zarzuca się twórcom seriali na podstawie komiksów, że kręcą swoje produkcje na tzw. jedno kopyto. Z początku można było odnieść wrażenie, że i teraz dostaniemy powtórkę z rozrywki. Tymczasem zamiast podzielonego na odcinki filmu akcji dostajemy wręcz… dramat.

Wiele zwrotów akcji co prawda łatwo było przewidzieć, bo twórcom miejscami zabrakło subtelności, ale sam kierunek, w którym podążył sezon, jest… odświeżający. O konkretach trudno jednak mówić bez zdradzania fabuły. Dość rzec, że Jessica Jones w 2. sezonie kilkukrotnie zaskakuje. Na długo przed finałem.

jessica jones 2 sezon recenzja serial na dzien kobiet

Jessica Jones w 2. sezonie przede wszystkim gada.

Rozmawia z innymi ludźmi i sama ze sobą. Życie postawiło ją przed naprawdę paskudnym dylematem moralnym i jej wewnętrzne rozdarcie wręcz wylewa się z ekranu. Kładzie się też cieniem na te kilka delikatnych relacji, które udało się jej zbudować. Serial męczy, ale nie kiepskim wykonaniem, a ciężkim klimatem.

Zwykle produkcje na licencji Marvela chcą moralizować widzów, ale tym razem postanowiono dać im więcej swobody w interpretacji zdarzeń. Nie dostajemy jasnych odpowiedzi na pytanie, co jest dobre, a co złe. Jessica Jones pokazuje skomplikowany świat i nie dołącza klucza.

Marvel w tym roku odziera nas ze złudzeń. Nie opowiada o dobrych ludziach bez skazy. Każdy, po prostu każdy, ma swoje trupy w szafie. Czasem wręcz dosłowne. Aż smutno patrzy się na sceny z przeszłości głównej bohaterki, które nadają szerszy kontekst jej obecnemu położeniu.

jessica jones 2 sezon recenzja serial na dzien kobiet

Spodobało mi się też to, że Marvelowi udało się zbudować kilka naprawdę wyrazistych bohaterek poza Jess.

Swoje własne wątki, które tylko momentami przecinają się z historią Jessiki, dostały Jeri Hogarth i fenomenalna Trish Walker. Momentami chciałem aż przewijać sceny z główną bohaterką, byle tylko dowiedzieć się, co słychać u tych dwóch pań i to wcale nie ze względu na słaby wątek główny.

Relacja Jess z jej najlepszą przyjaciółką, Trish, od początku była i pozostała jednym z najjaśniejszych punktów serialu. Okazuje się, że to tylko na pozór jednowymiarowa celebrytka. Nie mogę się doczekać, aż Patsy pojawi się ponownie na ekranie. I kto wie – może dostanie własny serial?

Każdą swoją scenę kradnie też Carrie-Ann Moss wcielająca się w prawniczkę z wyższych sfer. Grunt zaczyna jej uciekać spod nóg i jest bardzo przekonująca w swoich próbach pozbierania swojego życia do kupy.

jessica jones 2 sezon recenzja serial na dzien kobiet

Tylko gdzie się podział nowy, angażujący antagonista?

Jeszcze przed seansem planowałem napisać tekst o tym, z kim tak naprawdę mierzy się w tym roku Jessica. Po obejrzeniu napisów końcowych 13. epizodu dotarło do mnie, że Marvel zrobił nam psikusa. Klasycznego złoczyńcy, a zarazem następcy Kilgrave’a tym razem po prostu… nie było.

Marvel – najpierw w komiksach, a potem w filmach i serialach – zaprogramował już swoich widzów. Oczekiwanie tego wielkiego złego w kolejnym rozdziale przygód ulubionych herosów jest czymś oczywistym. Z tego powodu brak jednoznacznego przeciwnika Jones w serialu był nietypowym pomysłem. I właściwie można stwierdzić, że największym wrogiem tej postaci jest… ona sama.

W serialu pojawili się, co prawda, tajemniczy obłąkany naukowiec i potwór w ludzkiej skórze, rozrywający innych ludzi gołymi rękami, ale błędem byłoby patrzenie na nich jak na sztampowych złoczyńców. Dlaczego jednak nie sposób nazwać ich łotrami w klasycznym tego słowa znaczeniu, dowiecie się już podczas seansu.

PS Obawiałem się zapowiadanego przez twórców powrotu Kilgrave’a, ale okazało się, że całkowicie niesłusznie!

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...