Największe pomyłki Amerykańskiej Akademii Filmowej. Te filmy nie powinny dostać Oscara

Top/Film 02.03.2018
Największe pomyłki Amerykańskiej Akademii Filmowej. Te filmy nie powinny dostać Oscara

Największe pomyłki Amerykańskiej Akademii Filmowej. Te filmy nie powinny dostać Oscara

Historia najważniejszych nagród branży filmowej zna przeróżne przypadki. Jak wiadomo, z werdyktem Akademii Filmowej nie każdy musi się zgadzać, ale są takie sytuacje, w których kapituła przyznająca Oscary popełniła naprawdę wiekopomne błędy. Poniżej największe wpadki, czyli filmy, które nie powinny otrzymać Oscara.

Miasto gniewu w 2006 roku

To jedna z głośniejszych kontrowersji w kontekście wyboru najlepszego filmu przez Akademię Filmową. “Miasto gniewu” to świetny film, ale absolutnie nie zasługujący na wielkie laury. Choćby tylko w zestawieniu z innymi nominowanymi w tym roku produkcjami. A przypominam, że podczas 78 ceremonii rozdania Oscarów konkurentami “Miasta gniewu” byli m.in. genialny “Capote” i wybitny “Brokeback Mountain”, który stawiany był jako faworyt.

W 2005 roku konserwatywna Akademia nie była jednak gotowa na nagrodzenie filmu o tematyce homoseksualnej (dekadę później próbowała to na siłę odkręcić przyznając nagrodę “Moonlight”) i wybór skierował się ku bezpiecznej opcji klasycznego dramatu w modnej wówczas strukturze mozaikowej.

Sam reżyser filmu, Paul Haggis, przyznał w wywiadach, że jego zdaniem “Miasto gniewu” nie zasługiwało na Oscara. O czymś to chyba świadczy.

Moonlight w 2017 roku

Oscar w kategorii “Najlepszy film” dla “Moonlight” to jeden z koronnych przykładów na to, jak poprawność polityczna wpływa niszcząco na sztukę. Nie jest to w żadnym razie zły film. Ma znakomite zdjęcia, jest świetnie wyreżyserowany, bardzo dobrze zagrany itd. Problem w tym, że nie jest to porywające dzieło, które posiada w sobie czynniki zdolne zapisać go w historii. To typowa opowieść o trudnym dorastaniu i pierwszej miłości, a tym co ją wyróżnia (i co sprawiło, że “Moonlight” otrzymał Oscara) to fakt, że opowiada o czarnym geju.

Widziałem już parę filmów o tematyce LGBT i naprawdę “Moonlight” niczym się pośród nich specjalnie nie wyróżnia, może jedynie stylem. Doceniam aktorstwo, reżyserię i zdjęcia, ale do tego są inne kategorie. “Najlepszy film” to, przynajmniej moim zdaniem, kategoria, która ujmuje w sobie całokształt i ma wyłonić dzieło, które realnie wyróżnia się spośród innych i potrafi oddziaływać emocjonalnie oraz zapisać się w historii.

“Moonlight” to piękny i poruszający film, ale jednak w granicach średniej. Nie miał on może specjalnie mocnej konkurencji w 2016 roku, ale nie był to ewidentnie najlepszy z nominowanych filmów.

Mnie najbardziej w tamtym roku poruszył “Nowy początek”, film pokazujący, że science-fiction może opowiadać naprawdę wielkie i ponadczasowe tematy mówiące o problemach całej ludzkości, a nie w obrębie tylko jednej społeczności. Nagrodzenie “Moonlight” to ewidentnie polityczny ukłon w stronę mniejszości rasowych i seksualnych.

Spotlight w 2016 roku

“Spotlight” to trochę podobny przypadek do “Moonlight. Także i tutaj mamy do czynienia z polityką. Temat oczywiście niezmiernie ważny – zaraza pedofilii pośród księży w Kościele katolickim i usilne próby kleru, by zamieść temat pod dywan. Sam film również był dobry, ale w żadnym razie nie wybitny.

Mam więc wrażenie, że i tym razem Akademia nie wybrała najlepszego filmu roku, tylko chciała zabawić się w publicystykę i w ten sposób zająć stanowisko w dyskursie na temat pedofilii w Kościele. Ważne to i chwalebne, ale nie o to chodzi w Oscarach. Na pewno nie kosztem sztuki.

Za 50 lat temat pedofilii w Kościele będzie (mam nadzieję) smutnym wspomnieniem i młode pokolenie widzów, zachęcone rekomednacją “Najlepszy film 2015 roku” zobaczy tylko solidną produkcję, która nie zrobi na nikim szczególnego wrażenia. Jeśli to jest, według Akademii, najlepszy film 2015 roku, to nie ma co sięgać po inne.

A wybór naprawdę był nie niemały, bo pośród innych nominowanych w tym roku znalazł się o wiele ważniejszy (i lepszy) “Big Short”, genialny “Pokój”, czy nawet “Zjawa”, która choć daleka od ideału, to czysto formalnie była niezwykłym osiągnięciem.

Rocky w 1977 roku

“Rocky” to jeden z moich ulubionych filmów wszech czasów. Niewiele produkcji oglądałem tyle razy co film, który przyniósł sławę Stallone’owi. Pod wieloma względami jest to ucieleśnienie kinowego amerykańskiego snu, współczesna bajka o tym, że nigdy nie należy się poddawać i wszystko jest możliwe.

Nie podważam wielkości “Rocky’ego”, natomiast jego wybór na najlepszy film 1976 roku plasuję w kategorii “drobnych nieporozumień”. Nie twierdzę od razu, że Oscara powinny dostawać artystyczne filmy z rozbudowaną historią. Czasem prosta opowieść z wyrazistym morałem wystarczy, by stać się arcydziełem, jeśli jest odpowiednio poskładana.

“Rocky’emu” do arcydzieła w moim mniemaniu blisko. Natomiast podczas ceremonii rozdania Oscarów film ten pokonał takie dzieła jak genialna i ponadczasowa “Sieć” oraz “Taksówkarz” (pierwszy raz, gdy Akademia dała prztyczka w nos Martinowi Scorsese, powtórzy to jeszcze kilka razy w przyszłości). Przy całej mojej sympatii dla “Rocky’ego”, nie jest to lepszy film niż arcydzieła Scorsese i Lumeta, choć z pewnością stał się o wiele bardziej popularny i kultowy.

Infiltracja w 2007 roku

“Inflitracja” to wybitne dzieło, nie zrozumcie mnie źle. W dodatku film ten nie miał zbyt mocnej konkurencji pośród nominowanych (poza “Małą Miss”, ale domyślam się, że Akademia nie dorosła jeszcze do nagradzania komedii i ciągle uważa, że artystycznie wyżej znajduje się dramat). Problem z “Inflitracją” mam taki, że ten film jest remakiem znakomitego azjatyckiego “Infernal Affairs”. Moim zdaniem remake ten przebija oryginał.

I nie chodzi nawet o to, że najlepszym filmem 2006 roku według Akademii zostaje film, który nie jest oryginalny, bo oparty o produkcję sprzed kilku lat wstecz. Sęk w tym, że “Inflitrację” wyreżyserował sam Martin Scorsese i jest to jego największy sukces w kontekście Oscarów w całej karierze. Człowiek, którego wcześniej Akademia skandalicznie pomijała przy takich filmach jak “Taksówkarz”, “Wściekły Byk” czy “Chłopcy z ferajny” został doceniony statuetkami (także jako reżyser) za odtwórczą pracę, która w dodatku nie jest nawet w pierwszej piątce jego najlepszych dokonań. To ewidentnie pokazuje, że Oscary nie są do końca wiarygodnym miernikiem jakości.

Zakochany Szekspir w 1999 roku

Sukces komercyjny i artystyczny tego filmu to idealny przykład na to, jak cały system nagradzania filmów przez Akademię Filmową, i nie tylko, jest wadliwy. Wszystko zaczęło się od tego, że to właśnie przed “Zakochanym Szekspirem” zadebiutował pierwszy zwiastun prequela “Gwiezdnych Wojen”, czyli “Mrocznego widma”.

Jeszcze w 1998 roku, kiedy nikt nie wiedział co przyniesie przyszłość, “Mroczne widmo” było najbardziej oczekiwanym filmem wszech czasów. Hype na tę produkcję był ogromny. Pamiętajmy, że było to w czasach, kiedy ostatni odcinek sagi, “Powrót Jedi” był w kinach 15 lat wcześniej. Wieści o tym, że “Gwiezdne wojny” powrócą do kin elektryzowały cały świat.

Powszechny internet był wówczas w powijakach, więc by zobaczyć pierwszy zwiastun, do kin ruszyły tłumy widzów wykupując bilety na “Zakochanego Szekspira” (spora część fanów nie zostawała na filmie). Stąd wziął się ogromny komercyjny sukces tej produkcji, o której zaczęło być z tego powodu głośno.

Krytycy doszukując się powodu, dla którego ten film jest takim przebojem, zaczęli go wychwalać, choć jest on niczym więcej niż przyjemną produkcją ze świetnymi kostiumami i scenografią. A na sam koniec podłączyła się też pod to ślepo Akademia Filmowa i wręczyła temu filmowi Oscara za najlepszy film, pomimo tego, że jego konkurentami były tak wybitne dzieła jak “Elisabeth”, “Życie jest piękne”(!), “Szeregowiec Ryan” (!!!) i “Cienka czerwona linia” (ostatni wielki film Terrence’a Malicka). Sami zdecydujcie co o tym myśleć.

Angielski pacjent w 1997 roku

“Angielski pacjent” to właściwie klasyczny przypadek sentymentalizmu Akademii Filmowej. Członkowie kapituły przyznającej Oscary tak bardzo tęsknili za starym dobrym melodramatem, że z łatwością ulegli wystawnej produkcji. Z jednej strony, wiedząc jaki jest ich słaby punkt trudno się dziwić, że uwiódł ich “Angielski pacjent”, bo to piękny wizualnie obraz w dodatku ze świetnymi rolami Ralpha Fiennesa i Kristin Scott Thomas (jeden z lepszych miłosnych duetów ostatnich 20 lat).

Jednak poza tym, że film jest formalnie dobrze zrobiony i odwołuje się do klasycznych romansowych widowisk, powinien reprezentować znacznie więcej, aby dostać najważniejszego Oscara ze wszystkich. O ile oczywiście traktujemy te nagrody poważnie.

A gdy zestawimy sobie “Angielskiego pacjenta” z innymi nominowanymi filmami w tamtym roku to, zaczyna się poważniejsze zagadnienie. Bo nikt nie jest w stanie mi wmówić, że ów film jest lepszy niż “Jerry Maguire”, “Sekrety i kłamstwa” (jeden z najlepszych filmów lat 90) oraz “Fargo”. Błagam!

Zwyczajni ludzie w 1981 roku

A teraz łapka bądź klawiatura w górę – kto z was oglądał “Zwyczajnych ludzi”? Ktoś w ogóle go pamięta? Ja szczerze mówiąc musiałem go sobie przypomnieć. To bardzo dobry film o rozpadzie rodziny amerykańskiej klasy średniej, do tego reżyserski debiut Roberta Redforda.

Tylko wyobraźcie sobie, że “Zwyczajni ludzie”, według Akademii Filmowej, był lepszym filmem niż “Człowiek słoń” Davida Lyncha i przede wszystkim, “Wściekły byk” Martina Scorsese (!). Oba dziś zaliczane są do klasyki i najlepszych filmów wszech czasów, podczas gdy “Zwyczajni ludzie” ewidentnie nie przetrwali próby czasu, choć powtarzam, to naprawdę znakomity dramat. Tym niemniej ten wybór potwierdza, że Oscary należy przyjmować z dystansem i nie traktować jako absolutnej wyroczni.

Teksty, które musisz przeczytać:

Scorsese nie kończy z robieniem filmów po „Irlandczyku”. Wiemy, kiedy zacznie pracę nad „Killers of the Flower Moon”

Martin Scorsese w ostatnich latach zdecydowanie nie próżnuje. Słynny reżyser tworzy filmy fabularne i dokumentalne, a zwieńczeniem jego pracowitego okresu jest „Irlandczyk”. Nic nie wskazuje jednak na to, że Scorsese ma zamiar zatrzymać to zabójcze tempo. Już na początku następnego roku wejdzie na plan „Killers of the Flower Moon”.

News/Film 03.12.2019

Dołącz do dyskusji (16)

23 odpowiedzi na “Największe pomyłki Amerykańskiej Akademii Filmowej. Te filmy nie powinny dostać Oscara”

  1. A teraz też będzie niespodzianka.
    Natomiast na naszym podwórku – Vincent który przegra z Coco. Bo Coco też ma historie, jest animowany, lepiej zrobiony, z lepszym scenariuszem, lepszą muzyką, lepiej zrobiony, itd.
    A Vincent… no cóż – jak w przysłowiu: kawał solidnej, dobrej – na prawdę dobrej … i zupełnie nikomu niepotrzebnej roboty.

  2. Brokeback Mountain ??? przecież to gniot grający na modzie na LGBT i bardzo tani sentymentalizm.
    a to że Oscary to żaden wyznacznik to oczywiste dla każdego kto choć trochę interesuje się filmem

  3. Nowy początek to marny film przecież. Ja rozumiem, że SF to nie tylko nauka ale i fikcja ale tu z fikcją popłynęli. Kosmici, którzy nie mówią po angielsku? No to już było przegięcie.

  4. Miasto gniewu – bo było odą do poprawności politycznej i “społeczeństwa” multi-kulti;
    Moonlight – bo trzeba było przebłagać lewicowych rasistów za “aferę” Oscars so white.
    Infiltracja – bo nagroda za całokształt dla takiego tuza jak Scorsese źle by wyglądała.

    I nie uważam, że jakieś nagrody mogą być chybione. Bo chybione to jest traktowanie zbyt poważnie Oscarów przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o procedurze ich przyznawania.

    • Co jest złego w poprawności politycznej ? Czy zamiast poprawności politycznej lepsze jest chamstwo w stylu kibolskiego ONRu ?
      Widzisz coś złego np. w kulturalnym zachowywaniu się przy stole ?
      Czy odpowiadałoby Ci np. pierdzenie i głośne bekanie w restauracji ?

      • Kolejny, który widzi świat zerojedynkowo. Jak tylko skrytykujesz lewactwo, to cię zapisują do prawaków i vice wersa. Ale świat jest trochę bardziej skomplikowany.

        A co złego jest w poprawności politycznej? Cóż, tacy jak ty w latach trzydziestych pewnie pytali co jest złego w nazizmie.

      • Poprawność polityczna to nie regułka z Wikipedii ale życie. Poprawność polityczna w praktyce polega na tym że jak ktoś pierdzi i beka w restauracji to zamiast go wyprosić i nauczyć kultury, na drzwiach restauracji napiszesz lokal przyjazny pierdzącym i bekającym.

        • Życie pokazuje, że najbardziej na bakier z kulturą mają nie zwolennicy poprawności politycznej i takich zachowań ile chamy spod znaku ONR.

          • Kultura wymaga też komentowania w temacie artykułu. Zapraszam więc do komentowania artykułów zwiazanych z tym co Cię boli a nie trollingu pod wpisem o amerykańskich Oskarach.

  5. Samych produkcji made in USA jest rocznie tyle,że ta cała kakademia by musiała nic nie robić tylko filmy oglądać.A przecież jeszcze nominują i nagradzają filmy nieanglojęzyczne…
    Fakty są takie,że nagradzani są ci,których ludzie dotrą i przekonają większą liczbę głosujących niż pozostali.

  6. Co to dzisiaj znaczy “zasługuje na oscara”? Oscary to bzdura, to że jakiś film jest zdobywcą oscara to wyłącznie sygnał, że nie jest to totalne dno, ale kierowanie się tą statuetką jako wyznacznikiem najlepszego kina? No zdecydowanie nie.

  7. Dla mnie najwiekszymi gniotami ktore wygral Oscara to The hurt locker i The kings speech. Ten pierwszy to tylko dlatego zeby dac oscara kobiecie ktora jest zona Jamesa Camerona.

  8. Uff… Na całe szczęście autor artykułu nie przyznaje statuetek i nie jest w radzie Amerykańskiej Akademii Filmowej (i nigdy nie będzie). Zdaniem autora artykułu (tak jak i wielu polaków ogółem najwyraźniej) na Oscara bynajmniej nie zasługują filmy które poruszają niewygodne tematy, temat tabu (“Spootlight”), traktujące o prawdziwych problemach w tym też – co gorsze – tzw. mniejszości (“Crash”, “Moonlight”). Na Oscara tak naprawdę zasługują filmy idealnie skrojone pod Oscary. A Nowy początek to filozoficzny bełkot ubrany w sci-fi i przeciętnie zagrany.

    To takie żenujące że gdy zostanie wyróżniony film LGBT albo poruszający temat rasizmu, tak wielu wyskakuje z hasłami typu “bo poprawność polityczna”. Tak jest w przypadku “Moonlight” – bo nie dość że głównymi bohaterami są czarni, to jeszcze na dodatek gejami. I tylko na tym głównie ludzie się skupiają. Nie ważne że Moonlight to coś więcej niż film o czarnych gejach tylko – przynajmniej dla mnie – niezwykle udane studium samotności, pięknie zagrany i wspaniale zrealizowany. Czytając komentarze Jeśli taki film jak Moonlight, Crash albo “Get Out” zdobył uznanie to jest to podyktowane niczym innym jak “poprawnością polityczną”. Filmy takie jak “Call Me By Your Name” czy “Brokeback Mountain” to tylko i wyłącznie homo-propaganda. Bo kino jest w końcu dla białych heteryków a kręcenie wszystkich innych filmów jest po prostu złe już nie mówiąc o nominowaniu do prestiżowych nagród i przyznawaniem takowych.

    • nagradzania filmów z “ideologią” powinno się unikać, obojętnie jakiej strony by nie reprezentowały. One zawsze wywołują spory takie jak ten.

  9. Tak ostatni oglądam oscarowe filmy i po obejrzeniu kilku wiem, że tym, ze film otrzymał oscara nie należy się kierować, wręcz takich filmów trzeba unikać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...