Minęły trzy dni, a wy nadal narzekacie na ceny biletów na The Rolling Stones

Felieton/Muzyka 01.03.2018
Minęły trzy dni, a wy nadal narzekacie na ceny biletów na The Rolling Stones

Minęły trzy dni, a wy nadal narzekacie na ceny biletów na The Rolling Stones

Legenda rocka i big beatu wystąpi w Warszawie. Nieśmiertelni The Rolling Stones po raz kolejny dadzą czadu, przecząc wszelkim prawidłom zdrowego rozsądku. Jest tylko jeden problem: w wydarzeniu będą uczestniczyć głównie zamożni fani.

Na ten koncert fani The Rolling Stones czekali od 11 lat. Występ zespołu w Warszawie zamknie kolejną część europejskiej trasy No Filter. Trasa rozpoczęła się we pod koniec ubiegłego roku w Hamburgu. Tegoroczna jej część to 11 występów. Pierwszy odbędzie się 17 maja w Dublinie.

Sam zespół funkcjonuje od 1962 roku. Wydał  26 albumów i nieustannie koncertuje. W jego skład wchodzi czterech grajków: Mick Jagger, Keith Richards, Charlie Watts i Ronnie Wood. W Polsce grupa pojawiła się po raz pierwszy w 1967 roku, występując dwukrotniew Sali Kongresowej. Kolejny koncert odbył się dopiero w 1998 roku, w Chorzowie. Kolejny odbył się dziewięć lat później, tym razem w Warszawie.

Ceny biletów są… zniechęcające. Za najtańsze wejściówki trzeba będzie zapłacić 395 zł, za miejsca stojące przy scenie, w zależności od ich lokalizacji względem sceny, od 680 zł, przez 930 zł, aż po nawet 1950 zł.

Fani się bulwersują, nie tylko w Polsce. To zrozumiałe. Tak jak wysokie ceny za koncerty.

Za najdroższe bilety na londyński koncert The Rolling Stones trzeba będzie zapłacić 451 funtów, czyli około 2,1 tys. zł. Miejsca pod sceną to wydatek około 1350 zł. Nie ma żadnej wątpliwości: mniej zamożni fani nie mają szans na ujrzenie swoich idoli na żywo. Nawet jak teraz zaczną odkładać pieniądze na bilety, to i tak nie zdążą nabyć wejściówek, bo te zostaną wyprzedane.

Zanim jednak zaczniemy rzucać w kierunku zespołu i organizatora trasy wiązanki słów nieparlamentarnych, zastanówmy się, czy na pewno tylko chciwość wyżej wymienionych podmiotów rodzi tę niezręczną sytuację. Czy niższe ceny faktycznie wyeliminowałyby problem?

Moje skromne doświadczenie jako współorganizatora imprez masowych i bogate jako uczestnika tychże podpowiada mi bolesną i okrutną prawdę: w żadnym wypadku. Wysokie ceny biletów pomogą – choć tylko częściowo i niewystarczająco – ucywilizować ich sprzedaż. Wie o tym każdy, kto próbował kupić wejściówki na występ jakiejkolwiek kultowej grupy rockowej.

Popyt reguluje podaż.

Zacznijmy od truizmów. Mówmy o The Rolling Stones. O grupie, która bez jakichkolwiek trudności wypełni po brzegi każdy lokal, w którym występuje. Stadion PGE Narodowy, lotnisko na Bemowie czy dowolne inne miejsce. Co więcej, bilety prawdopodobnie zostaną wyprzedane na pniu, w pierwszych godzinach od pojawienia się ich w sprzedaży. Przy czym stosuję wentyl bezpieczeństwa słówkiem prawdopodobnie w poprzednim zdaniu tylko z uwagi na fakt, że wysokość cen faktycznie jest bezprecedensowa.

Swego czasu byłem w pewien sposób związany z zespołem Metallica, którego po dziś dzień jestem wielkim fanem. Miałem przyjemność współpracować z zespołem oraz jego managementem przy wielu różnych okazjach. Było to możliwe dzięki determinacji cudownego zespołu ludzi współodpowiedzialnych za serwis Overkill.pl. Pamiętam jak Lars Ulrich, perkusista i lider zespołu, zabiegał o obniżenie cen na koncert w Chorzowie w 2003 roku. Ulrich miał świadomość oddania polskich fanów zespołowi i ich majętności. To były nieco inne czasy, zarabialiśmy w naszym kraju sporo mniej.

Te czasy na szczęście przeminęły.

Zarabiamy więcej, więc jesteśmy skłonni wydawać więcej na rozrywkę. Taryfa ulgowa dla Polaków przestała być potrzebna. Pamiętam koncert Metalliki z 2014 roku, na który bilety kosztowały od 200 zł do 450 zł, przy czym tylko te droższe gwarantowały dobrą widoczność na scenę. Wszyscy się bulwersowali, że strasznie drogo. A potem przyszedł czas na zakupy.

Na szczęście z uwagi na swoje prywatne koneksje, najlepsze bilety miałem już zagwarantowane przed ich wejściem do obrotu. Trzeba było jednak pomóc znajomym. W minutę po wejściu ich do sprzedaży strona organizatora przestała działać na skutek ataku DDoS ze strony fanów. Trwała zabawa w kotka i myszkę z serwerami, które nie wytrzymywały naporu chętnych. Miałem farta – udało mi się wstrzelić i kupić dodatkowe wejściówki. Po paru minutach bilety zostały wyprzedane.

Podobne przygody miałem w zasadzie przy kupnie biletów na każdy występ jakiejś rockowej legendarnej grupy, a ostatni przykład, jaki przychodzi mi do głowy, to koncert AC/DC w Warszawie. Obniżenie cen biletów spowodowałoby wyłącznie jeszcze większy chaos przy próbie ich kupna. Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, jedynym sposobem na ucywilizowanie sprzedaży biletów na wydarzenie muzyczne tej rangi jest zwiększenie ich cen. Nie jest winą Metalliki, że są tak absurdalnie popularni.

Nie jest to też winą The Rolling Stones.

Nie mam pojęcia, jakie jest honorarium Stonesów. Wiem za to, że Metallica bierze za występ 2 mln dol. do podziału na czterech grajków. Spodziewam się, że Stonesi biorą znacznie więcej. Wszak to grupa, która istnieje na rynku nieporównywalnie dłużej i ma jeszcze mocniejszą markę od metalowców z Kalifornii. Dlaczego tak wiele? Bo mogą. Bo wiedzą, że i tak będzie więcej chętnych na koncert, niż jakikolwiek organizator zdoła obsłużyć.

The Rolling Stones ceny biletów

Do tego dochodzą jeszcze koszty logistyki, obsługa koncertu, wynajem lokalu, ekipa techniczna, koszty sceny i potencjalnych efektów świetlnych i pirotechnicznych, honorarium, obsługa zespołów supportujących headlinera i tak dalej. To wykonawcy najwyższych lotów, więc i cały występ musi być okraszony znakomitą oprawą.

W tym momencie zaczynamy dochodzić do truizmu, jakim jest fakt, że bilety są tak drogie, bo mogą takimi być. The Rolling Stones nie sprawdzą się już jako zespół grający w małych klubach za niewielkie pieniądze. To mogłoby być wręcz niebezpieczne dla uczestników tych koncertów i samego zespołu. Wyobraźcie sobie sytuację, w której kilkadziesiąt (kilkaset?) tysięcy fanów rocka próbuje dostać się do klubu zdolnego pomieścić 5 tys. osób na występ w cenie 100 zł. Historia zna już takie przypadki, kończyły się niejednokrotnie zamieszkami, interwencją służb porządkowych i wieloma nieplanowanymi wizytami w szpitalach.

Nie pójdę na koncert The Rolling Stones, choć bardzo bym chciał.

Nie mogę sobie aktualnie pozwolić na tak duży wydatek za raptem kilka godzin zabawy. Na dodatek nie jestem ich wielkim fanem. Lubię i szanuję twórczość zespołu, ale to nie do końca moi ulubieni wykonawcy. Choć nie mam wątpliwości, że Stonesi pokażą niejednym młodym muzykom, jak się daje porządne, energetyczne, rockowe koncerty.

Nie zamierzam jednak drzeć szat o to, że mnie nie stać. To The Rolling Stones, legenda rocka, z setkami milionów fanów na całym świecie. Nic dziwnego, że te bilety są tak drogie. Są i tak tańsze, niż w innych krajach. Są tak kosztowne, bo takimi mogą być. Bo jakby na to nie patrzeć, to popyt reguluje podaż.

Dzisiaj ruszyła internetowa sprzedaż biletów na koncert.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (21)

53 odpowiedzi na “Minęły trzy dni, a wy nadal narzekacie na ceny biletów na The Rolling Stones”

  1. “Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, jedynym sposobem na ucywilizowanie sprzedaży biletów na wydarzenie muzyczne tej rangi jest zwiększenie ich cen.” Autorze, większego absurdu w swoim życiu chyba jeszcze nie słyszałem. Jedynym sposobem na ucywilizowanie sprzedaży jest wprowadzenie biletów imiennych jak to na szczęście coraz częściej bywa. Chociażby niedawny koncert Stinga, czy też nadchodzący Watersa. To wyeliminuje kupowanie biletów przez tzw. koników, bo niestety to oni wykupili większość. Nie wylewam swoich żali. Mówię to jako osoba, która bilet kupiła w normalnej dystrybucji Eventimu. Doskonałym przykładem, że bilety wcale drogie być nie muszą jest koncert Gilmoura z 2016 roku we Wrocławiu. Tam management artysty ustalał ceny do danego rynku. I tak jak w Polsce stałem pod sceną za 195 PLN, tak w Wielkiej Brytanii nie było to możliwe. To jest godny przykład do naśladowania. Zdaję sobie jednak sprawę, że Gilmour nie bierze 10 milionów $ za występ. Tyle biorą Stonesi i takie ich prawo.

    • Bilety imienne mogą być swego rodzaju rozwiązaniem, ale tu dochodzimy do kolejnej rzeczy. Obostrzeń organizatora. Nadchodzący koncert Metalliki dobrym przykładem. Sprzedaż biletów rozpoczęła się w marcu 2017. Koncert ma miejsce w kwietniu 2018. To jest ponad rok różnicy!
      Oczywiście, że kupując bilet, szczególnie za taką cenę, zrobię wszystko, żeby tylko dotrzeć na wydarzenie. Ale przez rok może się zdarzyć naprawdę wiele! Znacznie więcej niż przykładowo kupując bilet na miesiąc do przodu. A organizator zaznacza, że zwrot biletu jest niemożliwy. W przypadku Stonesów, nie ma problemu – mogę odsprzedać bilet. W przypadku Metalliki? Odsprzedać nie mogę, bo imienny, ale uczestniczyć również nie mam możliwości. I nie twierdzę, że należy mi się zwrot pełnej kwoty. Ale zwrot jako taki powinien być w ogóle możliwy SZCZEGÓLNIE biletów imiennych!

      • Zgadzam się. System należałoby dopracować, ale nikomu pewnie na tym nie zależy, gdyż wiązałoby się to z dodatkowym nakładem pracy. Łatwiej jest rzucić bilety do sprzedaży, które kupią koniki. A organizator? Co go to obchodzi. Pozbył się “problemu”.

        • I do tego zamroził sobie wpływy z biletów, które nie mogą zostać cofnięte.

          Nie można winić artystów, bo im się należy wynagrodzenie za, bądź co bądź, ciężką pracę.

          Ale to co wyczyniają organizatorzy z roku na rok przekracza granice.
          Opłata za kuriera 20zł (brak możliwości zakupu stacjonarnie).
          Opłata za transakcję internetową (znów – brak zakupu stacjonarnie).
          Opłata manipulacyjna za zakup biletu (niezależnie w jakiej formie zakupiony)…

          I z 400zł robi się 460, bo dodatkowe koszty nie są wyraźnie zaznaczone na początku transakcji.

          • Opłata za płatność kartą (3% transakcji) na ticketmaster. Swoją drogą nie wiem na ile to jest zgodne z prawem, by obciążać kupującego za płatność kartą.

    • Bilety na Gilmoura we Wrocławiu były tanie jak barszcz tylko i wyłącznie z uwagi na fakt dofinansowania koncertu z budżetu Europejskiej Stolicy Kultury oraz występ orkiestry Preisnera, która z tego co mi wiadomo zrzekła się honorarium jednocześnie podnosząc
      atrakcyjność występu. Gilmour jest boski ale na koncertach Stonesów jest dużo większe PIER***NIĘCIE, które niestety kosztuje. Uwielbiam Stonesów, boli mnie faktura na 2028 PLN za bilet z opłatą transakcyjną i przesyłką ale nawet gdybym musiał wydać 3000 i tak bym wydał.

      Natomiast jest coś o czym nikt nie pisze, LUCKY DIP. Kupujesz bilet na Stonesów za dosłownie 40-50 EUR, odbierasz w dniu koncertu i na zasadzie loterii otrzymujesz bilet, który może się okazać najcenniejszym (pod sceną) albo najzwyklejszym, na trybunach. Jeśli nie będziesz wybrzydzał, zobaczysz koncert za grosze. Przez kilka ostatnich tras LUCKY DIP były dostępne, obecna trasa zapewne nie będzie wyjątkiem.

  2. Za jakiś czas bilety będą po 2000 i też będziemy tłumaczyć to popytem. Wiadomo, bilety na tak legendarne grupy zawsze się wyprzedadzą. Niestety w przypadku osób które nie traktują wyjścia na koncert jako jedynego w swoim życiu, a są prawdziwymi fanami i chodzą na koncerty regularnie, wydatki na takim poziomie będą tworzyć ogromne sumy każdego roku. Jak nie trudno się domyślić, na koncertach będzie pojawiało się mnóstwo przypadkowych osób- portfel tych, którym naprawdę zależy by zobaczyć na żywo swoich idoli- po prostu nie wytrzyma.

    • To prawda. Rocznie wydaję na koncerty około 3000 złotych, ale z roku na rok zauważam, że albo ta liczba koncertów coraz bardziej się kurczy (bilety coraz droższe przez co w budżecie mieści się ich coraz mniej), albo zaczynam w miejsce wielkich koncertów rockowych chodzić coraz bardziej na małe koncerty jazzowe, gdzie ceny za bilety są nieporównywalnie niższe.

  3. Maćku, co Ty pierdolisz?

    Może o GC które zajmuje 3/4 sceny?

    > . Pamiętam koncert Metalliki z 2014 roku, na który bilety kosztowały od 200 zł do 450 zł, przy czym tylko te droższe gwarantowały dobrą widoczność na scenę. Wszyscy się bulwersowali, że strasznie drogo. A potem przyszedł czas na zakupy.

    Co?

    • No i właśnie…
      Są imprezy na które bilety sprzedają się szybciej niż zdążysz przeczytać tekst o tym jak dużo trzeba zapłacić żeby się na nie dostać.
      I wszystko w tym temacie.

  4. Przecież to jakieś głupoty. Bilety są tak drogie, bo mogą być i tyle. Czy powinny? To już trochę inna kwestia. Ale na pewno nie ma to nic wspólnego z próbą “ucywilizowania zakupu biletów”.

  5. Wszystko super, tyle że 451 funtów dla Anglika to tyle co 615 zł dla Polaka. Wychodzi więc, że w skali zarobków to bilety w Polsce są jakieś 3x droższe niż w Anglii. Niestety, siła nabywcza złotego jest dużo niższa, więc nie porównujmy ceny takiego biletu poprzez przeliczenie walut, porównujmy je względem zarobków.

  6. Byłam w Hamburgu na ich koncercie choć nie jestem ich fanką ale to legenda sceny muzycznej.Miejscówka daleko od sceny ale na wielkich telebimach oglądając ich nie czujesz tego dystansu. Warto było wydać na bilety. Tej panującej atmosfery nie da się opisać . No i cóż wiecznie żyć nie będą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...